Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pieśń o Rolandzie

Tłumaczenie: Tadeusz Boy-Żeleński
Wydawnictwo: Zielona Sowa
5,35 (146 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
6
8
7
7
18
6
33
5
32
4
18
3
13
2
3
1
10
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8372200122
liczba stron
76
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Inne wydania

Dzieło powstałe prawdopodobnie na początku XII wieku uważa się za najpiękniejszy poemat epicki średniowiecznej Francji. Opowiada on o powrocie wojsk Karola Wielkiego z wyprawy do Hiszpanii. Niespodziewanie tylne straże wpadają w zasadzkę urządzoną przez Saracenów w pirenejskim wąwozie. Następuje krwawa bitwa i ginie wielu rycerzy Karola Wielkiego na czele z wodzem - odważnym i dumnym Rolandem....

Dzieło powstałe prawdopodobnie na początku XII wieku uważa się za najpiękniejszy poemat epicki średniowiecznej Francji. Opowiada on o powrocie wojsk Karola Wielkiego z wyprawy do Hiszpanii. Niespodziewanie tylne straże wpadają w zasadzkę urządzoną przez Saracenów w pirenejskim wąwozie. Następuje krwawa bitwa i ginie wielu rycerzy Karola Wielkiego na czele z wodzem - odważnym i dumnym Rolandem. Pieśń stanowi pochwałę wierności, braterstwa i honoru, a pierwsze miejsce wśród innych średniowiecznych pieśni rycerskich zapewnia jej talent literacki nieznanego z nazwiska autora.

 

źródło opisu: Zielona Sowa, 2000

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 0
| 2013-10-08
Na półkach: Przeczytane, Proza

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Zacznę może od tego, że „Pieśń o Rolandzie” nie jest adekwatnym tytułem dla tej opowieści. Wspomniany rycerz dość szybko musi pożegnać się ze światem, przez co omija go przynajmniej połowa wydarzeń. Cóż, rozumiem, że „Pieśń o schyłku kampanii hiszpańskiej Karola Wielkiego” nie brzmiałaby równie podniośle i zachęcająco…

Uważam, że dzieło tajemniczego Turolda zdecydowanie bardziej nadawałoby się do słuchania, niż czytania (tytuł sugeruje zresztą, że takie było jego pierwotne przeznaczenie). W tekst wpleciono liczne repetycje, które nużą i denerwują przy odbiorze słowa pisanego (na wszystko, co wyklęte i święte, ile razy można przerabiać rozmowę Marsyla z Ganelonem?), a w przypadku słuchowiska podziałałyby zapewne jako bodziec budujący napięcie. Nie wiem, czy można gdzieś dostać audiobooka „Pieśni o Rolandzie”, ale jeśli istnieje taka możliwość, zdecydowanie się na to piszę.

Wielką zaletą tej opowieści jest jej niesamowita… naiwność. Tak, właśnie naiwność. Ociekające kosztownościami zbroje, marmurowe trumny (z pewnością każda armia wozi za sobą marmurowe trumny), Boskie ingerencje, przecinanie przeciwnika na pół jednym pociągnięciem miecza… Uśmiechałam się wyrozumiale za każdym razem, kiedy niezniszczalny Durendal rozłupywał bez problemu kolejne warstwy stali, ale nie potrafiłam oderwać się od tekstu. Hiperbolizacja obecna w każdym wersie oraz brak jakichkolwiek granic i proporcji - dwudziestotysięczny oddział roznosi w pył stutysięczną armię: dlaczego nie? - podziałały na mnie jak magnes. Ponadto jawna stronniczość autora, którą dzisiaj uznalibyśmy za dyskryminację na tle rasowym i religijnym, sprawiła, że całym sercem sprzyjałam mężnym Francuzom… mimo iż najazd na Hiszpanię oraz przymusowe chrzczenie jej mieszkańców to działania moralnie niewłaściwe.

Elementem, który urzekł mnie najbardziej, jest kreacja bohaterów, i to właśnie jej „Pieśń o Rolandzie” zawdzięcza komplet gwiazdek oraz miejsce wśród moich ulubionych pozycji książkowych. Wystarczyło, że Roland się odezwał – już byłam cała jego. Waleczność bohaterów, ich pełne patosu słowa, dziecięco naiwna wiara w słuszność misji oraz obsesja na punkcie kodeksu rycerskiego szybko zjednały im bezpowrotnie moje serce. Uwielbiam opowieści rycerskie, a Francuzi Turolda wyglądają jak wyjęci z bajki. Co tu dużo mówić, pokochałam ich – pokochałam ich wszystkich, zaś najbardziej mężnego Oliwiera, którego postać doskonale łączy przymioty rycerza ze zdrowym rozsądkiem. Scena pożegnania Rolanda z Oliwierem poruszyła mnie do głębi: uważam ją za najpiękniejszy moment tej opowieści.

Na pytanie, czy polecam, zdecydowanie odpowiem: tak. Ale jeśli twój duch, drogi czytelniku, nie rwie się do walki z Saracenami, zaś umysł wzdraga się przed odrobiną archaicznego języka, lepiej poszukaj sobie innej lektury.

Hańba poganom, którzy wycięli kwiat szlachetnej Francji! Montjoie!

A Ganelonowi dobrze, że skończył rozerwany końmi.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dziewczyna, która kochała Toma Gordona

To moja pierwsza książka sławnego Kinga, ale na pewno nie ostatnia. Przedstawiona historia była poruszająca, momentami zabawna, ciągle trzymała w napi...

zgłoś błąd zgłoś błąd