Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Odyssey One. Rozgrywka w ciemno

Tłumaczenie: Michał Studniarek
Cykl: Odyssey One (tom 1)
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
7,1 (305 ocen i 56 opinii) Zobacz oceny
10
25
9
27
8
70
7
99
6
48
5
15
4
7
3
6
2
4
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Into the Black: Odyssey One
data wydania
ISBN
9788364030161
liczba stron
560
język
polski
dodał
Lukasz

Korzystając z najnowszej technologii, umożliwiającej podróże międzygwiezdne, okręt badawczy „Odyseja” wyrusza w dziewiczy rejs. Lecz kosmos nie jest tak pusty, jak może się wydawać z perspektywy naszej planety. „Odyseja” trafia prosto w środek konfliktu między dwoma rasami. Załoga okrętu staje w obliczu śmiertelnie groźnego, bardzo potężnego i znakomicie wyposażonego przeciwnika. Dysponuje o...

Korzystając z najnowszej technologii, umożliwiającej podróże międzygwiezdne, okręt badawczy „Odyseja” wyrusza w dziewiczy rejs. Lecz kosmos nie jest tak pusty, jak może się wydawać z perspektywy naszej planety. „Odyseja” trafia prosto w środek konfliktu między dwoma rasami. Załoga okrętu staje w obliczu śmiertelnie groźnego, bardzo potężnego i znakomicie wyposażonego przeciwnika. Dysponuje o wiele mniej zaawansowaną technologią, lecz musi sobie radzić za pomocą tego, co posiada. Ale czy podoła wyzwaniu? I jakie będą konsekwencje poczynań Ziemian? Czy odwaga, poświęcenie i ludzka inteligencja są w stanie zniwelować dystans cywilizacyjny?
Lasery, torpedy impulsowe, ataki i uniki, gonitwy myśliwców, krwawe starcia na powierzchni planety… Akty odwagi i poświęcenia. Wszystko to znajdziesz w pierwszej części cyklu stworzonego przez Evana Currie. Autor w doskonały, wręcz magnetyzujący sposób przedstawia dokładnie przemyślane uniwersum i świetnie prowadzi akcję, sprawiając, że trudno oderwać się od książki, a po zakończeniu ma się ochotę na więcej… i jeszcze więcej.

 

źródło opisu: Drageus Publishing House 2013

źródło okładki: Drageus Publishing House 2013

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1114
rybieudka | 2013-11-21
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Kiedy przyjrzeć się bliżej narodowościowej strukturze wydawanej w Polsce fantastyki zagranicznej, bez trudu można dostrzec przytłaczającą dominację autorów anglojęzycznych. Można by się w tym momencie zastanowić, czy faktycznie literatura amerykańska, brytyjska czy kanadyjska są na aż tak wysokim poziomie, że są w stanie zdominować także mniejsze rynki regionalne, jak polski. Pomijając już nawet zagadnienie kulturowego kontekstu, jest to kwestia mocno wątpliwa. Działa tu po prostu reguła skali – anglosaski rynek fantastyki jest po prostu ogromny. Co więcej, w dobie coraz bardziej powszechnego self-publishingu czy możliwości publikowania i sprzedawania tekstów w sieci bez udziału tradycyjnej „maszyny wydawniczej” staje się on kilkakrotnie większy. Ogromna skala ma jednak także drugą, często zapomnianą stronę – a ta nie jest już tak wspaniała. Wielka ilość tekstów oznacza także wielką ilość tekstów co najwyżej przeciętnych, wielka ilość tekstów wydawanych z pominięciem filtra, jakim zwykle są wydawcy, redaktorzy i korektorzy, oznacza zaś horrendalną ilość tekstów, które z perspektywy czytelnika nigdy nie powinny opuścić szuflady autora, tudzież jego twardego dysku. Nie da się jednak ukryć, iż są powody, dla których coraz większa ilość osób postanawia zaprezentować swoją twórczość szerokiej publice. Zachęca do tego egalitarny, operujący niskim wejściowym poziomem kompetencji kulturowych charakter Internetu, dominuje tu swoisty ekshibicjonizm, pragnienie autoprezentacji za wszelką cenę, wreszcie – co w kontekście tej recenzji najistotniejsze – raz na jakiś czas trafia się autor-amator, który wydając książkę samemu odniesie wymierny sukces. Jeśli nie artystyczny, to przynajmniej finansowy. A to już jest bardzo konkretna motywacja, czyż nie?

Przykładem powieści, która pierwotnie wydana sumptem autora sukces taki osiągnęła, jest pierwszy tom cyklu Odyssey One pióra Evana Curriego zatytułowany Rozgrywka w ciemno. Książka doczekała się zresztą drugiego wydania, także na papierze, poprawionego i przeredagowanego. Ponoć to właśnie – drugie – wydanie posłużyło za podstawę dla polskiej edycji hitu Amazona. Choć, prawdę mówiąc, momentami miałem wrażenie, że jednak było to wydanie pierwsze, jeszcze przed redakcją. W najogólniejszym sensie powieść Curriego to klasyczna militarna space opera podejmująca przy okazji wątki eksploracji kosmosu i pierwszego Kontaktu ludzkości. Brzmi to nawet całkiem obiecująco. Niestety, w rzeczywistości Rozgrywka w ciemno robi nienajlepsze wrażenie. Tym, co zwraca uwagę już od pierwszych stron, jest sam styl powieści. Trudno oczekiwać pisarskiej wirtuozerii po autorze debiutującym własnym sumptem, jednak w tym przypadku mamy do czynienia z tekstem, który momentami wręcz razi. Sprawy nie ratuje też tłumaczenie Michała Studniarka. W efekcie nie brakuje kuriozalnych zwrotów, momentów przegadanych, czy też nie trzymających się kupy opisów. Biorąc pod uwagę, iż polski tekst w opublikowanym kształcie został zredagowany przez zazwyczaj skrupulatnego Rafała Dębskiego, strach pomyśleć, jak musiał wyglądać wcześniej. W równym stopniu co warstwa stylistyczno-językowa irytuje jednak specyficzna, anglosaska naiwność tej powieści. Otóż mamy świat po trzeciej wojnie światowej podzielony na dwa obozy: północnoamerykański i wschodni (co z Europą nie wiadomo), w którym – rzecz oczywista – tymi dobrymi są Jankesi wraz z sąsiadami (wśród bohaterów jest jeden Kanadyjczyk, więc starczy). W bliżej nieznanych okolicznościach amerykańskim naukowcom udaje się opracować napęd pozwalający na międzywymiarowe podróże kosmiczne z ogromnymi prędkościami, co skutkuje błyskawicznym rozwojem gwiezdnej floty. W pewnym sensie ten nagły rozwój kosmicznych podbojów stoi (?) w sprzeczności z istniejącą i względnie rozbudowaną infrastrukturą militarną w Układzie Słonecznym, ale w końcu czytelnik pewnie nie będzie się nad tym zastanawiał. W efekcie dostajemy kuriozalny miszmasz technologii nowoczesnych i „na oko” nam współczesnych, nie brakuje zresztą kulturowych odwołań np. do drugiej wojny światowej czy też tzw. wojny z terroryzmem. Kulturowy kod, jakim posługuje się Currie jest w ogóle typowo amerykański (choć w zasadzie autor pochodzi z Kanady), pełen charakterystycznych zwrotów, odniesień, stereotypów itp. Cechą charakterystyczną Rozgrywki w ciemno jest tez wyraźna kliszowość. Pewnie autor był jej świadomy, tu i ówdzie lekko mrugając okiem w kierunku czytelnika. Nie sposób się jednak pozbyć wrażenia obcowania z kolejną wariacją na temat serialu Battlestar Galactica czy Żołnierzy kosmosu Heinleina. Elementy układanki są zatem znane: dziewiczy rejs potężnej jednostki w nieznane; dzielni i butni piloci myśliwców i osoby aspirujące do bycia częścią tej grupy (kasty); dowódca, który był pilotem i tęskni do dawnej funkcji; szalony, choć genialny naukowiec; obcy w różnych wersjach – w tym tacy, którzy wyraźnie kryją jakąś wielką tajemnicę; wielki konflikt, w którym bohaterowie muszą opowiedzieć się po jednej ze stron itd. Krótko mówiąc, sztampa na całego, w dodatku nie najlepiej napisana. Rozczarowuje także eksploatacja wyświechtanego, ale wciąż jednak zawierającego spory potencjał, motywu pierwszego Kontaktu. Dla bohaterów Curriego zetknięcie się w kosmosie z czymś, co wygląda na dowód istnienia pozaziemskiej cywilizacji, nie stanowi absolutnie żadnego zaskoczenia. Co więcej, sytuację, w której dochodzi do faktycznego kontaktu - ba! do komunikacji! – traktują zupełnie naturalnie, tak jakby w głębokim kosmosie spotkali jakiegoś Francuza lub Hiszpana, który co prawda je bagietki albo urządza sobie sjestę, ale w sumie mimo „drobnych różnic” to swój chłop. Podczas lektury wielokrotnie miałem wrażenie, iż obcuję z tekstem przerażająco naiwnym i płytkim. I nawet dość przyzwoite zakończenie nie było w stanie tych odczuć zatrzeć.

Pierwszy tom cyklu Odyssey One nie jest jednak książką zupełnie nieudaną. Tym, co w mojej opinii odpowiada za sukces debiutu Curriego, jest przede wszystkim wartka akcja. Trzeba oddać autorowi sprawiedliwość, iż mimo sporej objętości książkę czyta się gładko i szybko, a wydarzenia następują po sobie w sporym tempie. Nie brakuje tu kosmicznych potyczek zarówno na powierzchni, jak i w przestrzeni, scenek rodzajowych z życia załogi tytułowego „Odyssey One”, czy też zwrotów dość prostej ogólnym zarysie fabuły. W warunkach za Oceanem okazało się to dokładnie tyle, ile jest potrzebne, aby stworzyć dobrze sprzedające się rozrywkowe czytadło, skutecznie łechcące regionalne sentymenty i resentymenty. Obawiam się jednak, że dla sukcesu w Polsce to zdecydowanie za mało.

Rozgrywka w ciemno rozczarowała mnie. Po bestsellerze zza Wielkiej Wody spodziewałem się znacznie więcej niż tylko dużej ilości akcji i powielania oklepanych schematów. Kiepski warsztat autora, mało interesujące wykorzystanie klasycznych motywów i pewna naiwność, która wielu czytelników może razić, powodują, że debiutowi Curriego trudno się będzie przebić w Polsce – tym bardziej, że jest kilka alternatyw, jeśli chodzi o militarną science fiction. Wydaje się, że powinien to być także istotny sygnał dla wydawców – nie wszystko, co kupi czytelnik zza Oceanu jest w stanie zainteresować odbiorcę znad Wisły i Odry. Na przyszłość będę znacznie ostrożniejszy względem wszelkiej maści książek wydanych własnym sumptem przez autorów. Self-publishing egalitaryzuje rynek książki, ale niekoniecznie pozytywnie wpływa dodatnio na poziom tego, co się wydaje i czytuje. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że rozpoczynające dopiero swój rynkowy byt wydawnictwo Drageus nie zniechęci się i wciąż będzie śmiało prezentować polskim czytelnikom twórczość nowych autorów. Gorzej niż w przypadku Curriego raczej nie trafią.

2/6

Recenzja pierwotnie opublikowana na lamach portalu Fantasta.pl i na blogu www.rybieudka.blogspot.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Niedokończone opowieści

Szkoda, że Tolkien nie mógł skończyć wszystkich swoich pomysłów, bo niektóre były ciekawe, ale inne niestety przynudzały (szczególnie opisy batalistyc...

zgłoś błąd zgłoś błąd