Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
7,9 (1067 ocen i 120 opinii) Zobacz oceny
10
169
9
210
8
289
7
236
6
114
5
23
4
14
3
6
2
5
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Earthsea
data wydania
ISBN
9788378396659
liczba stron
944
język
polski
dodała
Ag2S

Po raz pierwszy w jednym tomie! „Ziemiomorze” Ursuli K. Le Guin to jeden z najznakomitszych cykli literatury fantasy, porównywany z dziełami J.R.R. Tolkiena czy C.S. Lewisa. Opisuje malowniczy świat pełen wysp, smoków i tajemnic, w którym najważniejsza jest równowaga między tworzącymi go siłami. Głównym bohaterem serii jest czarnoksiężnik Ged; poszczególne części opowiadają jego losy – od...

Po raz pierwszy w jednym tomie!

„Ziemiomorze” Ursuli K. Le Guin to jeden z najznakomitszych cykli literatury fantasy, porównywany z dziełami J.R.R. Tolkiena czy C.S. Lewisa. Opisuje malowniczy świat pełen wysp, smoków i tajemnic, w którym najważniejsza jest równowaga między tworzącymi go siłami. Głównym bohaterem serii jest czarnoksiężnik Ged; poszczególne części opowiadają jego losy – od najmłodszych lat i pierwszych kroków stawianych w świecie magii, aż po czasy gdy zaczęła się ona stawać niebezpiecznym narzędziem w rękach zła.
Ged, którego Ziemiomorze na zawsze zapamięta jako Krogulca, zostaje wysłany na wyspę Roke, aby tam zgłębiać czarnoksięską sztukę. Jest obdarzony niezwykłymi magicznymi zdolnościami, więc po latach nauki zostaje Arcymagiem, który będzie musiał pomóc Najwyższej Kapłance Archipelagu – Tenar – uciec z labiryntu ciemności.

Niestety, wraz z upływem lat równowaga Ziemiomorza zacznie się chwiać coraz bardziej, a prawdziwa magia i pradawne zwyczaje coraz częściej wykorzystywane będą przez mroczne siły zła i śmierci…

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/

źródło okładki: http://www.proszynski.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 271
oureion | 2017-06-23
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 23 czerwca 2017

Jakiś czas temu przeczytałem pierwszą powieść tomu, „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, popełniając po zakończeniu lektury na tym portalu w zasadzie pozytywną, a jednak trochę marudną pod różnymi względami recenzję. Przyznałem książce niezłą ocenę, bo historia była interesująca, a styl autorki jest zarówno spójny, jak i całkiem przyjemny w odbiorze. Musiałem jednak ponarzekać na to i owo, zwłaszcza na wszechobecne stwierdzenia, że utwory Le Guin to ta sama klasa wagowa co twórczość Tolkiena i w zasadzie trudno o coś lepszego w literaturze fantasy. Cóż, jeśli faktycznie tak jest, to tym gorzej dla całego fantasy.

Upłynęło trochę czasu i szukałem czegoś nowego do przeczytania. Natrafiłem w końcu na „Ziemiomorze”, cykl który jest w całości wychwalany pod niebiosa podobnie jak sam „Czarnoksiężnik z Archipelagu”. Ponieważ doświadczenia z „Czarnoksiężnikiem z Archipelagu” były mimo wszystko pozytywne, bez sprzeciwu zabrałem się za lekturę. Przeczytałem i cóż… nie żałuję. Ale muszę też trochę ponarzekać.

O „Czarnoksiężniku z Archipelagu” nie będę się rozpisywał, tutaj odsyłam do mojej poprzedniej recenzji. Muszę jednak przyznać, że czytając go ponownie (bo i dlaczego nie) na tle większej całości spodobał mi się nawet bardziej niż wtedy, gdy czytałem go jako odrębne dzieło. Wynikało to chyba z całokształtu cyklu, w którego kontekście postać Geda nabiera więcej barwy, staje się ciekawsza i bardziej żywa. Nie ukrywam, że lektura „Ziemiomorza” dała mi sporo satysfakcji, lubiłem wracać do miejsca, w którym przestałem czytać, sięgałem do czytnika (bo o ebooku mowa) w każdej wolnej i spokojnej, sprzyjającej uważnej lekturze chwili.

Nie widzę specjalnie sensu w szczegółowym analizowaniu poszczególnych tomów, dokonało jej już mniej więcej milion osób zapewne – wystarczy powiedzieć, że każdy z tomów ma swoje zalety i wady, przy czym moim faworytem był „Najdalszy brzeg”, a najsłabsze są chyba jednak krótkie „Opowieści z Ziemiomorza”.

Zamiast takiej analizy poszczególnych tomów wolałbym jednak spisać tutaj kilka uwag, które w zasadzie niemal w równej mierze dotyczą każdego z nich.
Jak napisałem wcześniej, cykl czyta się bardzo przyjemnie i w żadnym momencie nie byłem znużony lekturą. Trzeba przyznać, że Le Guin miała swego czasu naprawdę niezłą wyobraźnię i stworzyła uniwersum, które jest naprawdę spójne i nieźle przemyślane. Wszystko zdaje się pasować do siebie, żaden element nie odstaje od całościowego obrazu, za to należy się pochwała. Podobnie jest ze stroną językową – Le Guin zachowuje w każdym z tomów spójny styl, który jest bardzo charakterystyczny, a który można mimo to oceniać dwojako: z jednej strony potrafi malować językiem całkiem zręcznie, z drugiej jest to styl niezbyt wymagający dla czytelnika i z czasem bardzo wtórny. Ale to już każdy ocenia wedle swej miary.

Największym problemem, jaki miałem z „Ziemiomorzem”, było coś, co raziło mnie już w pewien sposób podczas odrębnej lektury „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, a co potwierdziło się dobitnie w trakcie lektury całego tomu i stawało się coraz trudniejsze do przełknięcia. Tak, bezsprzecznie Le Guin ma wyobraźnię i przyjemny w odbiorze styl, tak, historie są ciekawe, tak tak. Jednakże w każdym z tomów fabuła jest budowana praktycznie identycznie, co uznaję za sporą wadę – nie ma bowiem mowy o jakiejkolwiek wielowątkowości, ba, historie są skonstruowane bardzo prymitywnie: na samym początku pojawia się wyznaczony do zrealizowania cel, którym książka następnie konsekwentnie się zajmuje, nie zbaczając na boki do samego końca. Byłoby to pewnie do zaakceptowania, gdyby Le Guin potrafiła zręcznie prowadzić fabułę do punktu kulminacyjnego i potem w jakoś sposób tę kulminację pokonać. A jest niestety przeciwnie, gdyż każda kolejna książka kończy się podobnie: bohaterowie dążą do realizacji wyznaczonego, czy to samodzielnie czy przez los czy inne Stare Moce, celu, osiągają go, po czym w kilku marnych zdaniach książka się kończy. Za każdym razem, naprawdę za każdym. O ile raz bym się mógł z tym pogodzić, o tyle ten szablon, który najwyraźniej Le Guin sobie raz utkała i stale go używała bez żadnych modyfikacji, za którymś razem razi już coraz mocniej.

Taka konstrukcja fabularna zupełnie mi nie odpowiada, mam bowiem wrażenie, że autorka budowała historię, prowadząc bohaterów coraz bliżej celu, po czym po jego osiągnięciu siadała i nie wiedziała, co tu jeszcze napisać, dlatego kreśliła kilka zdań metodą „byle skończyć”. Oczywiście nie zmierzam do tego, że książka powinna być równie długa po kulminacji, jak przed nią, to nie miałoby sensu. Ale odczuwałem to jako brutalne cięcie, gdy każda z powieści miała identyczną strukturę z urywającym się nagle zakończeniem, ta dysproporcja stanowiła dla mnie nieprzyjemny zgrzyt. Ale cóż, w zasadzie książki były w pierwszej kolejności tworzone dla dzieci, może oczekuję za wiele.

Pomijając tę fabularną powtarzalność i to brutalne ukatrupianie każdej historii na koniec w ten sam gwałtowny sposób, muszę jednak przyznać, że cykl jest warty lektury, jak najbardziej. W dalszym ciągu obstaję przy tym, że do literatury wysokich lotów cyklowi czy całej twórczości Le Guin (obecnie czytam „Sześć światów Hain”, ale wygląda to póki co dość mizernie) naprawdę daleko. Tak, ciekawe historie, przyjemny styl, ale stale ten sam banalny szablon. Porównywanie tej twórczości do książek Tolkiena to naprawdę gruba przesada.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
List z przeszłości

Przeszłość winna pozostać przeszłością. Czas przeszły daje nam tak wiele możliwości. Możemy wypchnąć zdarzenia z pamięci, zwyczajnie o nich zapomnieć...

zgłoś błąd zgłoś błąd