Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Szczęśliwa ziemia

Wydawnictwo: Sine Qua Non
6,68 (610 ocen i 112 opinii) Zobacz oceny
10
15
9
47
8
116
7
180
6
151
5
48
4
27
3
16
2
3
1
7
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379240869
liczba stron
384
słowa kluczowe
szczęście, ziemia, Orbitowski
język
polski

Spełnianie marzeń. Płatne przy odbiorze. Pragniesz bogactwa? Szukasz miłości? A może głosy w głowie nie dają ci żyć? Wypowiedz życzenie i patrz, co się stanie. Ostatni dzień lata. Szymon i jego przyjaciele postanawiają w niezwykły sposób pożegnać się z dzieciństwem. Wkrótce ich drogi się rozchodzą, a każdy z nich wkracza w dorosłość z brzemieniem wspólnej tajemnicy. W kopenhaskim wietrze...

Spełnianie marzeń. Płatne przy odbiorze.

Pragniesz bogactwa? Szukasz miłości? A może głosy w głowie nie dają ci żyć? Wypowiedz życzenie i patrz, co się stanie.

Ostatni dzień lata. Szymon i jego przyjaciele postanawiają w niezwykły sposób pożegnać się z dzieciństwem. Wkrótce ich drogi się rozchodzą, a każdy z nich wkracza w dorosłość z brzemieniem wspólnej tajemnicy.

W kopenhaskim wietrze i pośród zgiełku Warszawy, w krakowskich kawiarniach i na sennej dolnośląskiej prowincji – w różnych miejscach i różnymi metodami czterej młodzi mężczyźni uparcie szukają tego, co pozwoli im uwolnić się od przeszłości: prawdy lub zapomnienia.

 

źródło opisu: Wydawnictwo SQN

źródło okładki: www.wsqn.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 172
Gracjan Triglav | 2015-08-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 sierpnia 2015

Z tyłu okładki, w tzw. blurbie, „Szczęśliwa ziemia” rekomendowana jest jako dojrzałe arcydzieło dla wymagającego czytelnika, a sam Orbitowski, przedstawiany jest jako genialny literat, powieściopisarz który opuścił getto fantastyki (literatury dla młodzieży mniej sprawnej umysłowo), który wyszedł na ludzi, a teraz robi mainstream. A jak jest jeszcze w fantastyce to nie nawet jedną nogą, nie palcem – ale raptem wydziela jej subtelny aromat, a i to nieznacznie.
Wielu czytelników silących się na własne recenzje zasugerowało się mocno tym co padło, a przecież... „Blurb zawsze »opisuje« utwór w sposób pozytywny lub nawet entuzjastyczny, gdyż z założenia ma charakter marketingowy, a nie krytycznoliteracki” (cytat za Wikipedią).

Czytelnicy otrzymali kolejny horror od sprawnego w swym fachu rzemieślnika, który od lat robi to samo, i w taki sam sposób. Kiedy bierze się do ręki prozę tego pana, to od razu wiadomo czego można się spodziewać. Przeczytawszy zaledwie dwie-trzy książki autora, człowiek zna już motywy, chwyty literackie, stosunek do symboliki i podań, popkultury i muzyki, preferowane i możliwe kierunki rozwoju fabuły, typy bohaterów. Te elementy funkcjonują w warsztacie literackim Orbitowskiego jak klocki, z których składa swoje opowieści, i nie jest w tym typie pracy twórczej odosobniony.
Orbitowski nigdy nie odszedł od podwórkowych historii, jak lubią mówić niektórzy „poważni” recenzenci, nie ewoluuje w jakiś drastyczny sposób. To cały czas ten sam pisarz. Nie jestem w stanie powiedzieć czy pisze lepiej niż kiedyś, bo nie wydaje mi się by kiedykolwiek pisał źle. Na pewno jest sprawniejszy – ale by to uczciwie ocenić trzeba by przypomnieć sobie starsze teksty – a byłoby to trudne bo Orbitowskiego trzeba sobie dawkować (książki z uwagi na gatunek jaki uprawia autor są w pewnym stopniu bardzo przewidywalne, dochodzą też podobieństwa fabularne). W jego wcześniejszych opowiadaniach i późniejszych dłuższych formach, zawsze obok elementu fantastycznego był motyw obyczajowy. Ciężko więc upatrywać w fabule „Szczęśliwej ziemi” jakiegoś kroku milowego w karierze autora. Zdaje się że ludzie chcą w tym widzieć (wbrew intencjom autora) opowieść o dzisiejszym pokoleniu trzydziestoparolatków, dorastających w latach dziewięćdziesiątych, eksplozji prywatnych inicjatyw i wielkiej prowizorki, skazanych na szybkie tempo dzisiejszych czasów i demony konsumpcjonizmu. Niewyjaśnione zjawiska nie są tu dodawane na siłę, nie są też smaczkiem... stanowią integralna cześć tekstu.

Ostatnie co czytałem Orbitowskiego przed tą książką to „Ogień” wpisujący się historyczne eksploracje autora, a zarazem swego rodzaje eksperyment, bo to w zasadzie scenariusz filmowy, oraz nieco bardziej standardowe (choć zaskakujące, bo rzecz dzieje się we wczesnym PRL-u, a nie czasach znanych naocznie autorowi, do czego zdarzył nas już przyzwyczaić) „Widma”. W „Widmach” właściwe jedynymi błędami które zapadły mi w pamięć (w moim subiektywnym odczuciu) były niektóre (NIEKTÓRE – podkreślam) wulgarne metafory, gdzie doszło do przesady, poza tym książka głowę urywała. (No dobra, śląskie bajtel na Mazowszu, pod Warszawą i w samej Warszawie slangowo nie funkcjonuje – to też by szło zamienić; mogły być i inne niuanse, albo nawet grubsze rzeczy – ale nie ostały się w mojej pamięci). Swoją drogą „Widma” reklamował tekst kategoryzujący książkę jako alternatywną historie (w której powstanie warszawskie nie wybuchło), co jest wziąwszy pod uwagę paranormalny charakter zmiany znanego toku wydarzeń, jak i dalszy rozwój akcji, mrocznych przemian oraz przenikania się rzeczywistości (czy też powrotu na przeznaczony miastu szlak) – sporym niedomówieniem...
„Szczęśliwa Ziemia” nie jest nijak niczym ponadto co Orbitowski pisał do tej pory. Całkiem niezłe czytadło, ciekawa gawęda (choć tym razem sporo małych błędów konstrukcyjnych, technicznych). Jest dobrze. Książka wciąga już od pierwszych stron, z początku autor czaruje językiem, intryguje stylem opowieści, potem zaś bez zbędnych dłużyzn pozwala nam wtopić się w historię losów czwórki znajomych skrywających tajemnicę, która jak się finalnie okazuje, jest w zasadzie tajemnicą poliszynela. Mamy tu do czynienia z opowieścią grozy i literaturą przyglądającą się bliżej aktualnym problemom społecznym, nie znaczy to jednak że otrzymujemy jakieś głębokie analizy i portret pokolenia. To jest książką którą czyta się przede wszystkim dla rozrywki. Pomysły dobre, logika zachowana, budowanie klimatu też – choć niekiedy sprowadza się do wymieniania nazw szyldów i produktów. Jest nieźle.
Miejsce akcji to dolnośląskie Rykusmyku (de facto Jawor) i najbliższa okolica, duńska Kopenhaga, Warszawa i Kraków. Właściwa akcja toczy się przeszło dekadę od poprzedzających ją wydarzeń, odsłaniających genezę losów czterech głównych bohaterów. („Pamiętnego lata” – jak określa je narrator – bohaterowie mają po 18, 19 lat, są już po maturze; opisywane później wydarzenia dzieją się w roku 2012 i kolejnych, finał zaś ma miejsce – jak można wyliczyć – w 2014 lub 2015). Szkoda że książka jest taka krótka, te lata można byłoby opisać obszerniej, bez skrótów – odbiłoby się to jednak niekorzystnie na tempie akcji. Ciekawie byłoby jednak poznać bardziej szczegółowo koleje losów Karola, Bartka, Staszka i Szymka. Urodzeni w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych bohaterowie reprezentują różne postawy i typy społeczne, charakterystyczne dla dzisiejszego pokolenia trzydziestoparolatków. Po piętnastu latach milczenia spotykają się aby domknąć stare sprawy i spojrzeć prawdzie w oczy. Jak to w tego typu literaturze – wszystko dzieje się w odpowiednim czasie i zmierza ku wyraźnemu punktowi kulminacyjnemu.
Sam motyw byka, labiryntu, podziemi i tańca zaczerpnięty został z greckiego mitu o Minotaurze, mającym swe korzenie na Krecie (warto zerknąć na tamtejsze naścienne malowidła przedstawiające nadnaturalnej wielkości byki i przeskakujących ponad nimi młodzieńców, czy to w popisie zwinności, czy to w ramach rytuału).
Książka ma dwóch narratorów, centralna postać – Szymek, opowiada nam wszystko poza rozdziałami dotyczącymi losów kolegów poza rodzinnymi miastami, gdzie narrator jest bezpośrednio niezaangażowany w tok wydarzeń.

Książka ma pewne zgrzyty – poniżej to co zapadło mi w pamięć:
Błędy w dialogach: owszem, każdemu zdarza się mówić bez sensu... ale kiedy DJ Krzywda opowiada o „zrobieniu dziecka” nad zalanym kamieniołomem, to czytelnik nolens volens się zastanawia czy aby na pewno to tak miało być. Z drugiej stron gliniarz Krończak przejęzycza się mówiąc o głowie w liczbie mnogiej i Szymek wykorzystuje to otwartego szyderstwa... zatem można to brać za ultra-realizm?
Na pierwszych stu stronach lekko bodzie nie do końca dobrze wskazanie że coś dzieje się po zmianach ważnych dla fabuły – np. napisane jest że telewizora nikt nie oglądał, nie zmieniał kanałów – bo tak było zawsze, potem zaś Tekla już skacze po kanałach. I czytelnik może się zadumać, czy to sprzeczność, czy zabrakło kilku słów które by zaznaczyły co zaszło. Ale idźmy dalej: pierw jest mowa o tym ze stare książki pójdą pod basztę, dopiero potem mowa jest ze tam handluje nimi (i innymi rupieciami) lokalny nurek śmietnikowy Herman. Dalej mowa jest o określonym banku, ale wcześniej ów bank nie jest wymieniony.
Błąd na stronie 138 – coś z tym taśmociągiem nie tak... Pomijając to że zdanie zaczyna się od małej litery, nie wiadomo czy chodzi o kolejkę interesantów czy też miało tu być coś innego.
Kolejny na 189 – „w Magdalence”, a nie „na”. Później błąd nie jest już ponawiany.
Na tej samej stronie mowa jest o zamkniętych osiedlach w budowie na Wilanowie. Może gdzieś na rubieżach, ale jeśli chodzi o Miasteczko Wilanów (na Nowym Wilanowie, Błoniach Wilanowskich, Polu Wilanowskim – jak kto tam określa te tereny), to realizowana jest tam inna koncepcja urbanistyczna, rezygnująca właśnie z odseparowujących od świata zewnętrznego grodzeń.
Strona 190 – jest WIEŚĆ a winno być WIEŹĆ.
W liście Tekli „przecież” pisane jest z SZ na końcu zamiast Ż, i jest to zrobione zapewne z rozmysłem.
Rozdział siódmy: mamy podrozdzialik w którym jest skok czasowy do przyszłości, poboczny względem głównej akcji ale bardzo ważny dla tej części książki. Z uwagi na fakt że to jedyny taki wybieg w ramach całego tekstu – razi, i mógłby być rozwiązany inaczej.
Źle wypada dokładnie taka sama zagrywka Doris i Trzeciej, to chyba niezamierzone powtórzenie. (Podczas lektury można też natknąć się na taki sam zwrot Tekli i ciotki Karola).
A więc tutaj symulacja rzeczywistości nieco zawodzi, wychodzi na jaw że za wszystkim stoi jeden facet, ten sam władca kukiełek.
Każdy bohater spotyka na swej drodze jakieś indywiduum, a nawet kilka tudzież pary (Kratosz, pan Fałda i Trzecia, Maya, Niemłody Już Bandyta Wilczur), wprawdzie autor mówi nam kim oni są, ale wprowadzenie tak barwnych postaci powinno wiązać się z przeznaczeniem ich szerszych ról. Ta uwaga tyczy się głównie Fałdy i jego adoptowanej córki oraz Kratosza, to postacie tak dziwne że to co pada niewiele wyjaśnia. (A swoją drogą cygański dom Fałdy przypomina te prawdziwe które opisuje w „Jadąc do Babadag” Stasiuk).
W zasadzie takie wymienianie małych błędów i drugorzędnych potknięć jest małostkowe, i nie świadczy dobrze o mojej osobie, ale to mnie raziło, i to poddałbym redakcji. Sam autor wypowiadał się nie tak dawno w jakimś świeżym nagraniu z YT, że dostrzega pewne mankamenty i wie już co można by było zrobić lepiej – może więc ta lista mogłaby być przydatna przy ewentualnym drugim wydaniu? Szanuje autora, ale nie podchodzę do jego książek na klęczkach. Ta wydaje się dobra, ale można byłoby zamiast takiego silnego skondensowania – bardziej się rozpisać, co przy pewnych zmianach kompozycyjnych mogłoby spowodować między innymi to, że książka stałaby się tym za co chcą ją brać wielbiciele rzetelnych obserwacji społecznych i czytelnicy głównego nurtu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Żyj lagom

Przede wszystkim, to pięknie wydana książka- można by rzecz, że jest bardzo lagom- stonowana kolorystyka, przepiękne w swej prostocie zdjęcia i układ...

zgłoś błąd zgłoś błąd