Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Frankenstein

Tłumaczenie: Maciej Płaza
Seria: Klasyka grozy
Wydawnictwo: Vesper
7,07 (2213 ocen i 170 opinii) Zobacz oceny
10
153
9
245
8
391
7
712
6
410
5
207
4
47
3
34
2
7
1
7
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Frankenstein or the Modern Prometheus
data wydania
ISBN
9788377311516
liczba stron
320
język
polski
dodała
Róża_Bzowa

Inne wydania

Angielski żeglarz Robert Walton utknął wśród arktycznych lodów. Pewnego dnia do jego statku dociera na saniach wycieńczony rozbitek: szwajcarski przyrodnik Wiktor Frankenstein. Gdy odzyskuje siły, rozpoczyna niesamowitą opowieść o najwspanialszym i najstraszniejszym dziele swego życia: ulepionej w laboratorium ludzkiej istocie, która obróciła się przeciwko niemu… „Frankenstein” to więcej niż...

Angielski żeglarz Robert Walton utknął wśród arktycznych lodów. Pewnego dnia do jego statku dociera na saniach wycieńczony rozbitek: szwajcarski przyrodnik Wiktor Frankenstein. Gdy odzyskuje siły, rozpoczyna niesamowitą opowieść o najwspanialszym i najstraszniejszym dziele swego życia: ulepionej w laboratorium ludzkiej istocie, która obróciła się przeciwko niemu…

„Frankenstein” to więcej niż powieść, to nowożytny mit. Zrodził się w okolicznościach, które obrosły legendą: w 1816, słynnym „roku bez lata”, u podnóża szwajcarskich Alp, z gotyckiej zabawy poetów romantycznych, którzy umilali sobie deszczowe wieczory wymyślaniem opowieści niesamowitych. 19-letnia Mary Shelley zamknęła w nim swe refleksje o istocie życia, doświadczenie wczesnego macierzyństwa, fascynację i przerażenie potęgą nauki, senne i nie tylko senne koszmary.

Niniejsze wydanie „Frankensteina” jest wyjątkowe: powieść Mary Shelley po raz pierwszy ukazuje się po polsku w wersji pierwotnej, bez zmian wprowadzonych później przez autorkę.

„Frankensteinowi” po raz pierwszy towarzyszy też całe pokłosie słynnej zabawy literackiej nad Lemanem: nowele „Pogrzeb” George’a Gordona Byrona i „Wampir” Johna W. Polidoriego oraz opowiastki niesamowite Percy’ego Shelleya – wszystkie w nowym, wiernym przekładzie.

Ozdobą tomu są jedne z najpiękniejszych ilustracji, jakich doczekał się „Frankenstein”: ekspresjonistyczne drzeworyty amerykańskiego artysty Lynda Warda.

 

źródło opisu: www.vesper.pl

źródło okładki: www.vesper.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 258
modli | 2015-09-19
Na półkach: Przeczytane

Na początku było zwątpienie. Powieść otwierają cztery listy, w których pewien nudziarz (,który wcale mnie nie obchodzi kiedy sięgam po słynną powieść zatytułowaną „Frankenstein”) nawija do swojej siostry o swojej wyprawie na Ocean Arktyczny. A że gość poznaje tam tytułowego Frankensteina, i chciałby siostrze co nieco o nim opowiedzieć, następnie dostajemy rozdziały właściwe, w których wspomniany listopisarz opowiada słowami Frankensteina historię naukowca. A może swoimi słowami? W sumie to nie jestem do końca pewien, o co tu chodzi… Bo w zasadzie wszystko co następuje po tych pierwszych listach to kolejne listy… tyle, że tym razem zwane rozdziałami i…czyli on napisał siostrze całą książkę i wysłał po kawałku? No cóż, takie czasy. Chyba. Gość jest dobry, bo jego opowieść jest pełna opisów uczuć Frankensteina, które pochłaniają całe strony i równie długich monologów. Notował każde słowo doktora?
Jak widzicie, książka nie należy do najbardziej realistycznych. Wszystkie postaci mówią tu kwiecistym, oh-ah językiem, całymi stronami opisując swoje wielkie cierpienia, zawody, nadzieje i inne emocje, które nie mogą być nawet w połowie tak głębokie, jakimi przedstawia je autorka. Do tego typowe dla romantyzmu siedzenie w głowie wielkiego rozdartego bohatera, który co kilka rozdziałów przypomina nam, jakim to wielkim jest męczennikiem . Aż do porzygu.
Tylko, szczerze mówiąc, nie bardzo mi to wszystko ostatecznie przeszkadzało. Tak, język jest nienaturalny, wręcz komiczny, jednak czytanie tej historii sprawiało mi autentyczną przyjemność (czytałem w oryginale). Jest napisana bardzo przyjemnym językiem. Mimo, że mamy tak wiele patetycznych monologów i opisów uczuć postaci przeżywających trochę „za bardzo”, powieść nie nudzi. W stylu autorki odnalazłem wręcz pewien urok.
Największą zaletą powieści jest jednak sama historia i postać potwora stworzonego przez Victora Frankensteina. O ile filmowe wersje o kiczowatym, ożywionym przez walnięcie pioruna potworku, wyglądającym jak parodia zombie, nie zrobiły na mnie zbyt pozytywnego wrażenia, tak tutaj czułem się jak w domu. Victor tworzy swoje monstrum w bardzo tajemniczy sposób. Nigdy nie ujawnia przed czytelniczką swoich sekretów. Wiemy tylko, że przez lata studiował on, między innymi, alchemię, której tajniki z pewnością pomogły mu w osiągnięciu swojego celu. Wygląd potwora nie jest dokładnie opisany, dzięki czemu każda osoba może sporządzić swój własny projekt monstrum w głowie. Wiemy, że jest tak paskudny, iż nie sposób na niego patrzeć; wiemy, że jest dużo większy i silniejszy od człowieka; jest także bardzo szybki; Frankenstein korzystał z różnych materiałów do stworzenia potwora, nie wiemy jednak, jakich dokładnie. Takie rozwiązania bardzo lubię. Wolę dostać przymiotniki określające ogólne wrażenia, jakie ma się przy kontakcie z postacią (wielki, silny, szybki, obrzydliwy) niż silenie się na dokładny opis każdej części ciała (potwora, którego ja wyobrażałem sobie podczas lektury, nie powstydziłaby się nawet seria gier „Resident Evil”).
Jeśli chodzi o sam wydźwięk powieści, to bardzo mi się on podoba. Stawia wiele ważnych pytań dotyczących związków międzyludzkich i odpowiedzialności za innych. Osobiście odczułem, że jest to przede wszystkim książka o miłości – o radościach i smutkach, jakie niesie ze sobą to przybierające różne formy uczucie.
Ostatecznie, mimo że romantyzm już dawno przeminął i łatwo można mieć bekę z takiego sposobu narracji, szczerze polecam. I myślę, że książkę, mimo patetycznego języka, czyta się bardzo lekko. Jest to powieść, której treść jest bardzo uniwersalna i pozostaje aktualna. Natomiast jej fabuła i losy postaci nadal wciągają i poruszają.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Błękitne sny

Prawdziwy rollercoster emocji, wspaniale napisana książka. Najlepsza trylogia jaką czytałam Pani Michalak. Polecam wszystkim!

zgłoś błąd zgłoś błąd