Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Głupie pytania. Krótki kurs filozofii

Książka jest przypisana do serii/cyklu "Biblioteka Gazety Wyborczej". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: Agora SA
6,53 (32 ocen i 5 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
3
7
9
6
10
5
6
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788326812606
liczba stron
240
kategoria
filozofia i etyka
język
polski
dodała
joly_fh

To książka dla tych, którzy wiedzą, że mają mało czasu. Za mało, by choć na chwilę nie przerwać codziennego galopu, życia w bezwładzie i ogłuszeniu – i nie zapytać samych siebie: Po co to wszystko? Skąd i po co w tym ja? Jak mam żyć? I co ze mną będzie, kiedy mnie tu zabraknie? Mogę na kogoś liczyć? A może zawsze byłem i będę sam? A może w ogóle nie będę? Hartman przygląda się uważnie, jak z...

To książka dla tych, którzy wiedzą, że mają mało czasu. Za mało, by choć na chwilę nie przerwać codziennego galopu, życia w bezwładzie i ogłuszeniu – i nie zapytać samych siebie: Po co to wszystko? Skąd i po co w tym ja? Jak mam żyć? I co ze mną będzie, kiedy mnie tu zabraknie? Mogę na kogoś liczyć? A może zawsze byłem i będę sam? A może w ogóle nie będę?
Hartman przygląda się uważnie, jak z tymi rozterkami radzili sobie filozofowie i myśliciele od Arystotelesa po egzystencjalistów i postmodernistów.

Jego wyprawa w Krainę Największych Pytań jest fascynująca, bo czytelnik poznaje w jej trakcie samego siebie.

„Myśli przychodzą i odchodzą, potem przychodzą znowu i znowu odchodzą, a życie toczy się, jakby ich wcale nie było. Życie przecież nie jest myśleniem. Myślenie jest raczej przerwą w życiu, niż jego integralną częścią” – pisze Hartman. Jego „Głupie pytania”, najmądrzejsze jakie człowiek może sobie zadać, są taką piękną przerwą w życiu. Potrzebną, byś wiedział, po co warto być.

O takich jak Jan Hartman mówiono kiedyś l’enfant terrible, straszny bachor. Knąbrny i niewygodny, nieraz bezczelnie rozstawiający po kątach. Suwerenny i niezależny. W swoim myśleniu najszczerzej inny od nakazów obiegowej, tandetnej wiary, czy zwyczajów tej albo innej „wsi spokojnej”. Także filozoficznej. Tacy jak on są potrzebni jak tlen naszej kulturze: ospałej i zadowolonej z siebie, na powierzchni której królują niemrawe zbiorowe atawizmy i przymus poprawności, a we wnętrzu kotłuje się barbarzyństwo i głupota.
prof. Zbigniew Mikołejko

 

źródło opisu: Wydawnictwo Agora SA , 2013

źródło okładki: http://kulturalnysklep.pl/GP/pr/-glupie-pytania--j...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1791
Wojciech Gołębiewski | 2015-01-03
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 02 stycznia 2015

Prof. Zbigniew Mikołejko na stronie wyborcza.pl pisze:
„O takich jak Jan Hartman mówiono kiedyś l'enfant terrible, straszny bachor. Knąbrny i niewygodny, nieraz bezczelnie rozstawiający po kątach. Suwerenny i niezależny. W swoim myśleniu najszczerzej inny od nakazów obiegowej, tandetnej wiary, czy zwyczajów tej albo innej "wsi spokojnej". Także filozoficznej. Tacy jak on są potrzebni jak tlen naszej kulturze: ospałej i zadowolonej z siebie, na powierzchni której królują niemrawe zbiorowe atawizmy i przymus poprawności, a we wnętrzu kotłuje się barbarzyństwo i głupota”

Sam Hartman /ur.1967, polski uczony, prof.zw.,dr hab., absolwent KUL-u, Żyd/ zauważa:
„Myśli przychodzą i odchodzą, potem przychodzą znowu i znowu odchodzą, a życie toczy się, jakby ich wcale nie było. Życie przecież nie jest myśleniem. Myślenie jest raczej przerwą w życiu niż jego integralną częścią” .
Przykro mnie, ale moim zdaniem jest czasem odwrotnie tzn, że myślenie jest integralną częścią życia tych NIELICZNYCH /wg św. Augustyna/, którzy zostali obdarowani łaską rozumu.
Autor podjął niezwykle trudną i ryzykowną próbę przedstawienia uargumentowanych odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, nurtujące ludzi „od zawsze”, w sposób zrozumiały dla szarego człowieka, nieprofesjonalisty. I już za ten trud należy mu się chwała!!!
Jak można się było spodziewać zaczyna od zasadniczego pytania: CZY ISTNIEJE BÓG? I zaczynają się schody, bo: /32/
„nie bardzo.. ..wiadomo, o co pytamy, pytając o istnienie Boga..”
Wydaje się konieczne doprecyzowanie podmiotu pytania, bo nie wiemy /27/
„co należy rozumieć pod pojęciem Boga albo co znaczy słowo „Bóg”....”
No i Hartman przedstawia nam - laikom, całą historię MYŚLI LUDZKIEJ na ten temat, w sposób cudownie przejrzysty, kompletny i maksymalnie skondensowany. Radzę Państwu pójść w moje ślady i przestudiować ten rozdział trzykrotnie, bo bez wątpienia jest najważniejszy.
Autor konkluduje: /59/
„Zdanie „Bóg nie istnieje” jest semantycznie kalekie i paradoksalne, więc trudno byłoby podać je jako konkluzję naszych analiz. Możemy natomiast powiedzieć tyle, że pojęcie Boga jest wieloznaczne, a sens zdania „Bóg istnieje” (a więc nie tylko zdania „Bóg nie istnieje”) jest wysoce problematyczny, a w konsekwencji problematyczna jest również SENSOWNOŚĆ SAMEGO PYTANIA o istnienie Boga....”./podk.moje/

Drugie pytanie to: CO BĘDZIE PO ŚMIERCI ? Hartman udowadnia, że jesteśmy poniekąd nieśmiertelni. Aby zrozumieć jego wywód konieczne jest przyswojenie: /87/ „czujnie egzystującego ja /czy DASEIN - jak brzmi słynny termin Heideggera/”. Dodajmy, że to również „konik” ks. Tischnera, i właśnie w celu oswojenia się z tym pojęciem radzę mego „guru” poczytać Na obecną chwilę podaję z Wikipedii:
„Dasein (niem. dasein - dosł. tu-bycie) – w filozofii Heideggera: fenomen w znaczeniu zwykłym tzn. sposób ujawniania się rzeczy (byt). Obok Dasein, Heidegger mówi o fenomenie w sensie ścisłym tzn. o byciu (sein - zasadzie istnienia przedmiotu). Powołaniem człowieka jest rozumienie swojego bycia; w ten sposób transcenduje (wykracza poza) swój byt”.
Drugim pojęcie niezbędnym do przyswojenia wywodu Hartmana są „leibnizowskie monady”, których definicję, w celu ułatwienia lektury, podaję również za Wikipedią:
„Monady – byty duchowe; nie mają charakteru czasowego (nie mogą powstawać w sposób naturalny drogą złożenia ani rozkładać się, ale mogą być w jednej chwili w całości unicestwione lub stworzone) ani przestrzennego.
"Tam zaś, gdzie nie ma części, nie jest możliwa ani rozciągłość, ani kształt, ani podzielność. Monady te są tedy właściwymi atomami natury i jednym słowem pierwiastkami rzeczy." (G. W. Leibniz, Monadologia, , teza nr 3.)”.
A ponad wszystko, wydaje mnie się istotne przypomnienie przy tej lekturze, uwagi nieodżałowanego ks. Twardowskiego na temat etymologii słowa „zwłoki”. Bo właśnie on odrzucał dualizm „ciało-dusza”, twierdząc, że są nierozerwalne, a „zwłoki” wywodzą się od „zwlekania”, pozbawiania się czegoś zbędnego.
Odpowiedzi jednoznacznej Hartman nie udzielił, bo nie mógł, lecz ja odniosłem wrażenie, że w tej materii /i nie tylko/ wszystko skomplikował Kant. No cóż, Kołakowski wymieniał go za jeden z filarów filozofii. Przypomnijmy z „Mojego Pod Ręcznika”:
„FILOZOFIA - pięć nazwisk wyznacza wielkie etapy filozofii: PLATON /onto-teologia/, KANT /filozofia transcendentalna/, HEGEL /rozum jako historię/, BERGSON /czyste trwanie/, HEIDEGGER /fenomenologię bycia odróżnionego od bytu/”
Poduczony, lecz nieusatysfakcjonowany, przechodzę do trzeciego pytania: SKĄD WZIĄŁ SIĘ ŚWIAT ? Ponownie Hartman zaczyna od kwestii zasadniczej: /129/
„... pytając o pochodzenie świata, zakładamy, że istnieje coś takiego jak świat. Co to jednakże znaczy „świat” i co to znaczy, że „istnieje”? .”.
Autor snuje historię, nazwijmy to, semantyczną od zarania ludzkości robiąc przerywnik na istotnym XVII wieku: /136/
„Aż wreszcie, w XVII w., przyszli Galileusz z Kartezjuszem i definitywnie „odczarowali” świat materialny. To od nich pochodzi tak dobrze znane nam wyobrażenie świata jako pustego, głuchego kosmosu, zawierającego bezmyślne kule ognia, bezmyślne kamienne kule planet i równie bezmyślny eter, wypełniający przestrzeń (z eterem akurat już się rozstaliśmy niespełna sto lat temu). I dopiero zupełne zeświecczenie pojęcia świata doprowadziło do postawienia owego pytania: czy umysły (jaźnie, świadomość) należą do świata? Odpowiedź mogła być tylko jedna: nie należą, bo świat jest zbiorem przedmiotów mających swoje rozmiary, a umysł jest podmiotem i żadnej charakterystyki przestrzennej nie posiada. Jak to ujął Kartezjusz, świat to res extensa (coś rozciągającego się w przestrzeni), a umysł to res cogitans (coś myślącego)”.
Przejrzystość wykład traci z chwilą przejścia do Wielkiego Mąciciela Kanta, bo wprowadzenie „transcendencji” oraz „Ding an sich”, pojęć notabene wielokrotnie semantycznie zmienianych, zwiększa niebezpiecznie ilość poruszanych aspektów, tak, że zaczynamy zapominać o istocie naszego pytania. Niemniej wydaje mnie się na miejscu przytoczenie tu fragmentu mego eseju pt „Wola, niewola, Ding an sich” /p.blog wgwg1943/, aby oswoić niektórych z Państwa z tymi pojęciami. Wg Kanta:
„...„Niezależnie od świata doświadczenia istnieje świat „rzeczy samych w sobie” /Ding an sich/. Nie są one dostępne w poznaniu opartym na doświadczeniu, nie mogą więc być przedmiotami poznania ani dla zmysłow, ani dla intelektu. Do ich poznania pretenduje czysty ROZUM, nie jest jednak w stanie spełnić tego zadania i wikła się w PARALOGIZMY i ANTYNOMIE /paralogizm - błędne rozumowanie, błąd logiczny mimowolny i nieświadomy; antynomia - sprzeczność między dwoma twierdzeniami, z których każde wydaje się prawdziwe. - przyp. mój/. Założenie istnienia „rzeczy samych w sobie” /Ding an sich/ jest jednak konieczne; bez nich nie dałoby się wyjaśnić pochodzenia wrażeń zmysłowych, niemożliwe byłoby także uzasadnienie postulatów praktycznego rozumu, w tym istnienia Boga i nieśmiertelności duszy ludzkiej...”.
Tak więc „Ding an sich” to realna, lecz niepoznawalna rzeczywistość, zewnętrzna wobec ludzkiej świadomości, niedostępna dla ludzkiego umysłu. To co możemy poznać to FENOMENY. Pozorne poznanie możliwe jest dlatego, że umysł ludzki narzuca niepoznawalnym „Ding an sich” /„rzeczom samym w sobie”/ APRIORYCZNE /pochodzące z samego umysłu/ formy i kategorie.
Hartman pozostawia mnie w niedosycie przelatując nad Bing Bangiem i „osobliwością początkową” /168/
„Miejsce newtonowskiego czasu zajęło w fizyce pojęcie czasu związane z teorią względności i innymi, późniejszymi teoriami fizykalnymi. Z braku kompetencji nie możemy ich tutaj komentować, niemniej jednak należy zauważyć, że występujące w fizyce współczesnej pojęcie czasu dzieli los całej aparatury pojęciowej fizyki, która bardzo luźno i tylko pośrednio odnosi się do świata, tak jak go potocznie rozumiemy, a więc do przyrody jako zbioru kamieni, roślin, zwierząt, planet i gwiazd. Teorie fizyki, w których jest mowa o jakichś osobliwościach, czyli szczególnych stanach wszechświata, które można kojarzyć jakoś z „początkowością” (np. teoria Big Bang – Wielkiego Bum), są wyłącznie rekonstrukcjami jakichś hipotetycznych wydarzeń w pewnej warstwie świata zaludnionej przez różne dziwne obiekty, jak kwarki, bozony czy „oddziaływania”, co do których generalnie wierzymy, że pozostają w jakimś związku z tym, co nazywamy krzesłami, górami albo rzekami. Lecz to, na czym ten związek polega, „to już jest kwestia filozoficzna”, czyli notorycznie nierozstrzygalna i skazana na arbitralne dość spekulacje”.
Zainteresowanym polecam lekturę książek ks. prof. Michała Hellera, kosmologa i filozofa, który dokładnie te zagadnienia wyjaśnia, a przede wszystkim bezkolizyjność kreacjonizmu i ewolucjonizmu. /Przypominam, że niejaki Dawkins nazwał JP II hipokrytą za akceptację ewolucjonizmu/
Ze względu na przyjęte normy przerywam recenzję na „lubimy czytać”, a ewentualnych chętnych zapraszam na lekturę dalszego ciągu na moim blogu wgwg1943.blogspot.ca

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa

“Komisarz Gordon. Pierwsza sprawa” to książeczka, która od samego początku zyskuje sympatię najmłodszych czytelników. Główni bohaterzy jako zwierzęta...

zgłoś błąd zgłoś błąd