Rodzina Casteel

Tłumaczenie: Małgorzta Fabianowska
Cykl: Rodzina Casteel (tom 1)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
7,57 (978 ocen i 143 opinie) Zobacz oceny
10
147
9
112
8
243
7
274
6
121
5
44
4
16
3
14
2
6
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Heaven
data wydania
ISBN
9788378396406
liczba stron
544
język
polski
dodała
Ag2S

Po raz pierwszy w Polsce! Nowa saga autorki bestsellerowych „Kwiatów na poddaszu”. Ze wszystkich rodzin zamieszkujących niegościnne dzikie wzgórza Casteelowie są najbiedniejsi i najbardziej pogardzani. Heaven Leigh Casteel jest w swojej rodzinie wyjątkiem. Jakimś cudem ta bystra, ładna dziewczyna, chodząca w łachmanach, żyjąca w wiecznym brudzie i głodzie, terroryzowana przez okrutnego ojca i...

Po raz pierwszy w Polsce! Nowa saga autorki bestsellerowych „Kwiatów na poddaszu”.

Ze wszystkich rodzin zamieszkujących niegościnne dzikie wzgórza Casteelowie są najbiedniejsi i najbardziej pogardzani. Heaven Leigh Casteel jest w swojej rodzinie wyjątkiem. Jakimś cudem ta bystra, ładna dziewczyna, chodząca w łachmanach, żyjąca w wiecznym brudzie i głodzie, terroryzowana przez okrutnego ojca i zmuszana do bezustannej harówki przez macochę, potrafi ocalić marzenia i nadzieję na lepsze życie. Nie tylko dla siebie, także dla swojego brata Toma i młodszego rodzeństwa. Nie traci wiary, że pewnego dnia pokażą światu, jak bardzo są wartościowi i utalentowani, dowiodą, że zasługują na miłość i lepszy los.
Kiedy macocha, która nie może już dłużej znieść koszmarnego życia na wzgórzach, ucieka – ojciec wymyśla szatański plan, który może pogrzebać na zawsze marzenia Heaven i pozostałych dzieci…

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Rodzina_Casteel-p-32294-1-30-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Molly książek: 1765

Rodzina ze Wzgórz Strachu rodem

Schemat goni tu schemat, nie ma w tej książce nic nowego, ani odkrywczego jeśli spojrzeć na nią z perspektywy choćby dwóch tomów cyklu o rodzinie Dollangangerów, które mi było dane przeczytać. Wartości literackie tej książki, nie oszukujmy się, również są znikome. Kto więc wyjaśni mi, jakim cudem ja, świadoma tego wszystkiego oderwać się od tej książki nie mogłam? Kto mi wyjaśni, jak to się stało, że nie dostrzegałam zmieniających się w szaleńczym tempie numerów stron, że nic nie było w stanie zakłócić mi jej lektury i wciąż wybiegałam łapczywie wzrokiem żądna wiedzy „Co dalej?!”, a w końcu, jak to się stało, iż kiedy powieść się skończyła, siadłam tym faktem oszołomiona i spytałam „Jak to, to już?”. Krytycy zapewne suchej nitki na „Rodzinie” by nie zostawili, ja sama świadoma jestem, że nazwać prozę tej autorki czymś więcej, niż czytadłem, byłoby przesadą; jednak uważam, iż miarą sukcesu pisarza jest liczba czytelników zatracających się w jego opowieściach. Ja się zatraciłam. 

Trzeba Virginii Andrews oddać jedno - wie, co lubią czytelnicy. Tworząc swoje książki plącze życiorysy bohaterów lepiej niż wiąże węzły niejeden marynarz, niczym wytrawny muzyk na swym instrumencie gra na emocjach swoich czytelników, a napięcie buduje lepiej, niż domy stawia nie jeden budowlaniec. Owszem, nie jest artystką prozy, nie jest wirtuozem literatury, ale porządnym rzemieślnikiem, który to, co robi, robi z pasją. Wielka z niej intrygantka, plącząca niczym cichy, przebiegły pająk sieć...

Schemat goni tu schemat, nie ma w tej książce nic nowego, ani odkrywczego jeśli spojrzeć na nią z perspektywy choćby dwóch tomów cyklu o rodzinie Dollangangerów, które mi było dane przeczytać. Wartości literackie tej książki, nie oszukujmy się, również są znikome. Kto więc wyjaśni mi, jakim cudem ja, świadoma tego wszystkiego oderwać się od tej książki nie mogłam? Kto mi wyjaśni, jak to się stało, że nie dostrzegałam zmieniających się w szaleńczym tempie numerów stron, że nic nie było w stanie zakłócić mi jej lektury i wciąż wybiegałam łapczywie wzrokiem żądna wiedzy „Co dalej?!”, a w końcu, jak to się stało, iż kiedy powieść się skończyła, siadłam tym faktem oszołomiona i spytałam „Jak to, to już?”. Krytycy zapewne suchej nitki na „Rodzinie” by nie zostawili, ja sama świadoma jestem, że nazwać prozę tej autorki czymś więcej, niż czytadłem, byłoby przesadą; jednak uważam, iż miarą sukcesu pisarza jest liczba czytelników zatracających się w jego opowieściach. Ja się zatraciłam. 

Trzeba Virginii Andrews oddać jedno - wie, co lubią czytelnicy. Tworząc swoje książki plącze życiorysy bohaterów lepiej niż wiąże węzły niejeden marynarz, niczym wytrawny muzyk na swym instrumencie gra na emocjach swoich czytelników, a napięcie buduje lepiej, niż domy stawia nie jeden budowlaniec. Owszem, nie jest artystką prozy, nie jest wirtuozem literatury, ale porządnym rzemieślnikiem, który to, co robi, robi z pasją. Wielka z niej intrygantka, plącząca niczym cichy, przebiegły pająk sieć najzmyślniejszych intryg. Niczym wędkarz zarzuca na czytelnika przynętę, a ten, raz dający się złapać na haczyk jej nieprzewidywalnej opowieści przepływa uchwycony go całą historię, podczas gdy w miejsce jednych znaków zapytania pojawiają się kolejne. Nigdy kropki. I tak aż do... następnego tomu. 

Tym razem Andrews nie prowadzi nas na salony, jak miało to miejsce w przypadku sagi Dollangangerów. Wręcz przeciwnie. Tym razem zabiera nas w odmęty biedy, do miejsca zapomnianego przez ludzi i Boga, na Wzgórza Strachu w Zachodniej Wirginii. Tam mości nam nędzny barłóg w chacie przypominającej bardziej stajnię, niźli dom zamieszkany przez ludzi i każe przyglądać się scenom z życia trzypokoleniowej rodziny tytułowych Casteelów. Scenom tak przerażającym i bolesnym, że nieraz aż ciężko się o nich czyta - wszechobecnemu głodowi, chłodowi i niezrozumieniu. 

W ogóle sama kreacja chaty, jest moim zdaniem jedną z mroczniejszych i ciekawszych kreacji domów w literaturze. Spowita atmosferą nadającą się idealnie na tło horroru, usytuowana w gotyckiej estetyce, to miejsce zdające się być przedsionkiem piekła. Tak wspomina swój dom rodzinny główna bohaterka powieści:

Pamiętam też, jak zimą ogołocone gałęzie wydawały jękliwe trzaski pod naporem lodowatych podmuchów, a uginające się konary chrobotały o dach chaty przypominającej szopę, kurczowo uczepionej zbocza pasma górskiego, przez mieszkańców Wirginii Zachodniej zwanego Wzgórzami Strachu. Wiatr na Wzgórzach Strachu wył i skowyczał, toteż okoliczni mieszkańcy mieli wystarczający powód, by z niepokojem wyglądać przez swoje małe, brudne okienka. Samo życie na górzystych stokach rodziło strach, zwłaszcza kiedy wiatrowi wtórowało przeciągłe wycie wilków i wrzaski rysi, a leśna zwierzyna włóczyła się wokół obejść. Często znikały małe domowe zwierzęta, a raz na mniej więcej dziesięć lat dziecko przepadało bez wieści.

 Główną bohaterką powieści jest, jak to typowe dla twórczości Andrews, nastoletnia dziewczyna, Heaven Leigh Casteel, najstarsza z piątki rodzeństwa. Oprócz tego jest jeszcze Tom - jej przyrodni brat, młodszy jedynie kilka miesięcy, czujący z nią wyjątkowo silną więź, zakrawającą na nieco głębsze uczucie niż miłość braterska (schemat). Są mali, słabi, chorowici i wrażliwi, ale grający bardzo odległe skrzypce, Nasza Jane i Keith (niekiedy miałam wrażenie, że ich pojawienie się w powieści uzasadnia jedynie potrzeba autorki, by Heaven miała się kim opiekować. Zobaczymy, jak to wyjdzie w kolejnych częściach, w tej rola maluchów do tego się ograniczyła). No i wreszcie była Fanny, śliczna i frywolna, „środkowa” siostra, ze schematu się wykruszająca, a przez to jakaś płytka, jednowymiarowa. Dzielili oni nędzną chałupę ze schorowaną babcią, która chyba jako jedyna żywiła do dzieci jakiekolwiek ciepłe uczucia, oraz z dziadkiem, który był, ale jakoby go nie było, milczącym i opuszczającym szarą rzeczywistość na rzecz swej pasji - rzeźbienia. Rodziny dopełniała Sara, macocha Heaven, a matka pozostałej czwórki dzieci, stale wypatrująca oczy i kochająca miłością nieodwzajemnioną piekielnie ponoć przystojnego, lecz nieokrzesanego Luka Casteela. Sam Luke to postać diaboliczna (i nie jedyna taka, jak się w trakcie lektury przekonacie) tej powieści. Bardzo przekonywująco wykreowany pan życia i śmierci pozostałych członków rodziny, któremu wolno wszystko i który liczyć się z nikim nie musi. To na nim głównie zbierają się wypowiadane nieraz na głos złorzeczenia czytelnika, tak bardzo gorszy swym postępowaniem i oburza postawą. 

Bardzo mało można napisać o fabule tej powieści, by nie zahaczyć o spoiler. Ważkie wydarzenia ruszają galopem już na samym początku powieści i nie zatrzymują się ani na chwilę, przeistaczając się w ogromną lawinę zaskakujących zwrotów akcji. Bo wiele można zarzucić Andrews, ale na pewno nie brak wyobraźni czy przewidywalność. Już, już, myślisz czytelniku, że ją przejrzałeś, a tu bęc! - boczna furtka, nowa postać, eksplozja jakiegoś mało dotąd znaczącego epizodu lub ściana zamiast drzwi. 

Powieść od strony „technicznej” bardzo przypomina pierwsze części sagi zapoczątkowanej „Kwiatami na poddaszu” - wręcz nie można się oprzeć wrażeniu, że autorka wygrzebała z jakichś szpargałów wzór na poczytną powieść i po prostu do niej podstawia nieco inne wydarzenia i zmienia imiona bohaterom. Akcja zawiązana zostaje bardzo szybko, punkt krytyczny powieści znajduje się na samym jej początku, a wszystko co dzieje się dalej sprowadza się do odseparowania bohaterów tak, by reflektor oświetlał tylko jednego z nich, stojącego pośród pustej sceny. Tu następuje analiza psychiki ów bohatera najczęściej połączona z jego przemianą. Na końcu akcja się ożywia, dodatkowo komplikuje po czym rozpoczyna się jakaś podróż predysponująca autorkę do napisania kolejnej części opowieści. Poza tym Andrews nie daje rady oprzeć się wielu swoim upodobaniom, jak chociażby narrator - bohater dziecięcy, najlepiej płci żeńskiej; wyeksponowanie relacji siostrzano-braterskich zakrawających na granice kazirodztwa, usilna potrzeba obsadzania w swych powieściach ról tylko osobami o ponadprzeciętnej urodzie, odpowiednich do podziwiania przez całą resztę bohaterów drugoplanowych. Przykłady te można mnożyć i przemnażać, a mimo to nie są one w stanie wpłynąć na odbiór powieści, bo tę czyta się po prostu świetnie.

Virginia Andrews lubuje się w ukazywaniu życiowych dramatów swoich bohaterów. Tak samo w „Rodzinie Casteel” życie wali się rodzeństwu na głowy. Świat jej opowieści to miejsce wrogie i pełne rozczarować, żalu, bólu i cierpienia. Ludzie to istoty żądne krzywdy innych, która ma im w jakikolwiek sposób rekompensować męki, które stały się ich udziałem w przeszłości. Nad głowami jej bohaterów ciąży fatum, są dziedzicami  przegranego życia. Przeszłość i teraźniejszość bardzo się w prozie Andrews zacieśniają, a ta pierwsza determinuje drugą, generując ze skrzywdzonych dzieci okaleczonych psychicznie dorosłych umiejących jedynie krzywdzić innych. Receptą autorki na przetrwanie w świecie pełnym niesprawiedliwości jest dołączenie do rzeszy ludzi ją wyrządzających. Istoty uczciwe i niewinne nie mają tu racji bytu. Ostoję wartości moralnych i etycznych widzi autorka w dziecku, jednak w miarę jego dorastania zostają one wyparte przez kolejne przykre, a nawet drastyczne doświadczenia, tak, że w końcu nic z nich nie zostaje. 

Spotkałam się z twórczością Andrews po raz trzeci - i po raz trzeci wciągnęła mnie ona po uszy, wywołała burzę emocji, zaciekawiła do granic możliwości. Losy rodzeństwa Casteelów nie pozostawią żadnego czytelnika obojętnym. Tym dzieciom dzieje się niewyobrażalna krzywda, wyrządzana im dodatkowo ze strony najbliższych osób, które powinny je chronić i wspierać. Można zarzucać Andrews epatowanie okrucieństwem wobec dzieci, co zawsze jest chwytliwym materiałem działającym niczym lep na czytelnika, jednak w tej opowieści jest coś więcej, co powoduje, że naprawdę doskonale się ją czyta. To umiejętność autorki do szkicowania zaplątanych życiorysów, jej nieprzewidywalność, tendencja do utrzymywania odbiorcy w nieustannym napięciu i ciągłego go zaskakiwania. Ja niecierpliwie czekam na kolejny tom opowieści o losach Casteelów, a wam szczerze polecam tę część. 

Marzena Molenda


Cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (2376)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 2763
Gosia | 2015-10-30
Na półkach: Przeczytane, 2015
Przeczytana: 29 października 2015

Virginia Cleo Andrews i jej "Kwiaty na poddaszu" to było swego czasu moje odkrycie. I chociaż następne tomy nie podobały mi się już tak bardzo, bo poziom absurdu czasami sięgał tam nieba (lub może raczej piekła), to jednak na zawsze zapamiętałam autorkę.
Z pewnym zianteresowaniem sięgnęłam więc po kolejną jej sagę. I tu niestety spotkało mnie pewne rozczarowanie. Najbardziej przeszkadza mi poziom analogii w porównaniu do serii o Dollangangerach. Znowu mamy liczne rodzeństwo, bardzo się kochające, złych rodziców, wiele biedy, krzywd, stosunki prawie kazirodcze. Niestety autorka nie pokazała w tej książce nic nowego. Mam wrażenie, że pisarka powiela ten sam schemat, tylko w trochę innych okolicznościach.
Z początku nawet mnie nie wciągnęła, ale od połowy już ją połknęłam.
To trzeba pisarce przyznać, że potrafi wciągnąć czytelnika w swoją sieć złożoną z losów bohaterów powieści. I to jest chyba miara sukscesu tej pisarki, bo literacko książka na pewno nie wykracza poza zwykłe...

książek: 1532
deana | 2016-07-11
Na półkach: Przeczytane, 2016
Przeczytana: 11 lipca 2016

,,Rodzina Casteel" to moje pierwsze spotkanie z Virginia C. Andrews. Po wcześniejszym przejrzeniu różnych opinii tak na prawdę nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Liczyłam na opowieść w duchu horrorów gotyckich a dostałam mroczną, mocną historię cierpienia jakiego musiała doświadczyć nastoletnia Heaven.

Dziewczyna mieszka wraz z rodzeństwem w górach. Są najbiedniejszymi z biednych, pogardzanymi i wytykanymi. Z trudem wiążą koniec z końcem, od najmłodszych lat ucząc się, że na dorosłych nie ma co liczyć. Pomimo licznych trudów próbują znajdować okruchy radości w codziennych czynnościach i szczerej miłości bratersko-siostrzanej. Gdy wydaje się, że już gorzej być nie może ich ojciec wpada na iście diabelski plan i rozdziela rodzeństwo. Sprzedaje ich kolejno do nowych domów. A to będzie dopiero początek nowej dramatycznej drogi, szczególnie dla wrażliwej Heaven.

Andrews po mistrzowsku przedstawia gorzki los dzieci. W jej prozie już od pierwszych stron czai się cień niepokoju....

książek: 251
neta | 2013-11-19
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2013
Przeczytana: 17 listopada 2013

Przeczytałam w mgnieniu oka! Pochłonęłam wręcz! Jak wygłodniały pies… :D
A planowałam jedynie zaglądnąć, przekartkować kilka stron i odłożyć na półkę do czasu aż ukończę sagę o Dollangangerach. Nie udało się! Z chwilą przeczytania prologu wpadłam w sieci autorki i zaplątałam się w nich na dobre. Więc UWAGA: wciąga, niebezpiecznie wciąga!

Porównanie do baśni braci Grimm, które znajdziemy na okładce, według mnie idealne! Bo takie właśnie powieści V.C. Andrews są. I tak, wydaje mi się, należy je traktować.
Idealne połączenie baśni dla dorosłych z odrobiną wiktoriańskiej grozy. Wyolbrzymione wydarzenia i przerysowane charaktery. A do tego masa tajemnic i prób naginania rzeczywistości. Ogrom krzywd i niezłomna walka o szanse na lepsze dni, nawet z poświęceniem samego siebie. Kontrasty. No i oczywiście obowiązkowo skomplikowane niestosowne relacje, do których Andrews zdążyła nas już przyzwyczaić.

Nie każdemu się spodoba i jestem pewna, że wiele osób uzna nową powieść za absurdalnie...

książek: 3078
wiejskifilozof | 2016-01-05
Na półkach: Przeczytane

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Słyszałem,tyle dobrego o pani Andrews.Że musiałem sam sprawdzić.Co,to za autorka.
Rodzina Casteel,to moja pierwsza powieść autorki i nie ostatnia.
Książka zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie.
W tej historii napisanej przecież prostym językiem.
Znalazło się mnóstwo,smutnych,gorzkich i przerażających rzeczy.
Nie tylko sprzedaż dzieci,ale i ich późniejsze losy.
Książka bardzo mi się podobała.
A teraz czytam tom 2.

książek: 600

Liczba stron: 544
''Wszystko,co wydarzyło się pomiędzy nami,miało na zawsze pozostac naszym wstydliwym,strasznym sekretem''.

Coraz częściej spotykamy się z dziecmi,które żyją w biedzie,nędzy-głodne,brudne...Ale mimo to,rodzice starają się zapewnic im jak najlepsze warunki. Kiedy jedno z rodziców odchodzi,a pieniędzy brakuje...dzieci stają się niechciane i jeszcze bardziej wykorzystywane... W końcu jeden z rodziców nie daje sobie kompletnie rady i oddaje je,sprzedaje...sprzedaje własne dzieci. Tak było w przypadku rodziny Casteelów.

Książka bardzo mnie wciągnęła...Mimo ponad 500 stron,czyta się ją w ekspresowym tempie. Wstrząsnęła mnie bardzo. Jest w niej wszystko;zdrady,miłośc,gniew...Nie jeden raz uroniłam łzę,kiedy wyobrażałam sobie głodne dzieci,które nie miały z czego ugotowac obiad i nakarmic najmniejsze z rodzeństwa,które niestety nie rozumiały dlaczego w domu nie ma jedzenia...i jest zimno,brudno... Tata nie przychodzi,mama też...

Virginia Andrewis wywołuje we mnie takie...

książek: 6603
allison | 2013-12-31
Na półkach: Przeczytane, Rok 2013
Przeczytana: 31 grudnia 2013

Sięgnęłam po tę powieść z zainteresowaniem, gdyż nie czytałam wcześniej innych utworów autorki, a zaintrygowały mnie bardzo odbiegające od siebie oceny i opinie czytelników cyklu "Kwiaty na poddaszu".

Całość przeczytałam bardzo szybko, chociaż nie była to lektura lekka i przyjemna ze względu na tematykę, która obfituje w drastyczne zdarzenia. Szybkiemu przewracaniu kartek na pewno służy wartka akcja. Dużo tu też dialogów, sporo zaskakujących sytuacji, jednak książka nie powaliła mnie na kolana.
Owszem, początkowo nawet z zapartym tchem śledziłam losy tytułowej rodziny, zwłaszcza jej najmłodszych członków, jednak stopniowo fabuła zaczęła wydawać mi się schematyczna. Niektóre wydarzenia uznałam za naciągane i mało wiarygodne. A jednak nie mogłam oderwać się od lektury i ten dziwny magnetyzm na pewno jest atutem powieści.

Nie czekam na kolejny tom z niecierpliwością, ale jeśli będę miałam taką możliwość, na pewno po niego sięgnę.
Cieszę się, że zakończyłam ten rok całkiem udaną...

książek: 300
Ika | 2014-01-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 stycznia 2014

Rzadko zdarza się książka która wciąga czytelnika od pierwszych stron. „Rodzina Casteel” to powieść od której nie można się oderwać. To historia ubogiego rodzeństwa, które zostaje rozdzielone, a dokładniej sprzedane przez własnego ojca. Z zapartym tchem śledziłam losy głównej bohaterki Haven, której marzeniem jest lepsza przyszłość, a po rozłące z pozostałym rodzeństwem – odnalezienie i zjednoczenie rodziny.
To moje pierwsze spotkanie z V.C. Andrews i muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się styl autorki, dzięki któremu powieść ,mimo, że temat nie należy do łatwych, czytało się bardzo przyjemnie, lekko i szybko. Niestety z czasem powieść staje się trochę naciągana , może nawet nieco przewidywalna, mimo to trudno odłożyć ją na półkę. Czekam na kolejne części, po które chętnie sięgnę. Polecam.

książek: 448
MountainTobacco | 2014-05-18
Na półkach: Przeczytane, Ulubione

Być może, gdybyśmy od początku spisywali nasze życie, również powstałaby z niego baśń, a połączywszy je razem moglibyśmy utworzyć coś na kształt Księgi Baśni Ludzkości. Ale czy to uchroniłoby nas od błędów naszych rodziców i dziadków...?
Życie Heaven rozpoczyna się, jak wiele opowiedzianych już historii, gdzieś w wysokich górach... Pośród niegościnnych dla ludzi terenów. W skrajnym ubóstwie i z licznym rodzeństwem...
Pomimo głodu, zimna i braku odpowiednich ubrań dzieci potrafią jednak odnaleźć w swoich maleńkich sercach wiarę w lepsze jutro. Cieszą się z maleńkich drobiazgów, obdarzając siebie nawzajem szczerą miłością. Jednakże zarówno w życiu, jak i w baśniach koło fortuny bezustanne się toczy i to co jest dzisiaj nie stanie się już nigdy więcej...
Ta widziana oczyma dziecka baśń to okno, przez które widzimy dorosłych, a może i nawet samych siebie wpatrzonych w coś, co już było, lub będzie, nie baczących na to, że ta jedyna chwila być może właśnie nam umyka... Doskonała...

książek: 1753
Anita | 2013-11-20
Przeczytana: 20 listopada 2013

Książki Virginii Andrews czyta się niezwykle lekko i szybko.Jednakże nie ulega wątpliwości,że autorka uwielbia nurzać się w brudach życia...
Początkowo lektura szokuje prymitywnym słownictwem bohaterów,wśród których jak diament w nieczystościach jawi się główna bohaterka o pięknych imionach Heaven Leigh...Miejscami okrutna,w wielu momentach wzruszająca opowieść nie daje jednak szans aby odłożyć ją na półkę.
Chcemy wiedzieć jak dalej potoczą się losy bohaterki,czy przeżycia dzieciństwa i młodości pozwolą jej żyć normalnie.
Musimy poczekać do kolejnych tomów,aby dowiedzieć się,czy przezwycięży chęć do niszczycielskiej zemsty,czy też konsekwencje krzywd jakich doznała odbiją się echem w jej dalszym życiu...

książek: 950
Ania | 2015-11-18
Na półkach: Przeczytane, 2015, Biblioteka
Przeczytana: 17 listopada 2015

Bardzo poruszająca historia, opowiadająca o biedzie, o potrzebie miłości od drugiego człowieka, o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi pośród ludzi którzy nie do końca chcą tej miłości.
Często zastanawiałam się, co ja bym zrobiła na miejscu głównej bohaterki gdybym żyła tak jak ona, czy czułabym tak jak ona czy jednak postępowałabym inaczej. Ciężko jest sobie wyobrazić to co przeżyła Heaven, ale niekiedy strasznie irytowała mi jej naiwność, jej postępowanie w niektórych momentach.
Dużo, bardzo dużo emocji jest podczas czytania tej książki, a na dodatek nieźle wciąga w tak brutalny świat Heaven.

zobacz kolejne z 2366 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd