Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wielka wyprawa księcia Racibora. Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku

Wydawnictwo: Erica
7,59 (76 ocen i 21 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
13
8
28
7
24
6
8
5
2
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788364185052
liczba stron
244
słowa kluczowe
Wikingowie, Słowianie
kategoria
historia
język
polski
dodała
joly_fh

Poznaj historię najazdu zaliczanego do największych średniowiecznych operacji wojskowych Północnej Europy. Najazdu, podczas którego starano się pokonać wroga nie tylko za pomocą broni, ale także magii wojennej... Stulecia XI i XII obfitowały w krwawe walki między skandynawskimi wikingami a słowiańskimi wiciędzami, w których Słowianie często byli górą nad swymi zamorskimi sąsiadami. Jednym z...

Poznaj historię najazdu zaliczanego do największych średniowiecznych operacji wojskowych Północnej Europy. Najazdu, podczas którego starano się pokonać wroga nie tylko za pomocą broni, ale także magii wojennej...
Stulecia XI i XII obfitowały w krwawe walki między skandynawskimi wikingami a słowiańskimi wiciędzami, w których Słowianie często byli górą nad swymi zamorskimi sąsiadami. Jednym z najbardziej spektakularnych zwycięstw było zdobycie miasta sławnego ze zjazdów skandynawskich władców i z przechowywania relikwii Krzyża Świętego - bogatego grodu Konungahela. Zastępy słowiańskie poprowadził wojowniczy Racibor, książę Pomorza, a zleceniodawcą wyprawy był władca Polski, Bolesław III Krzywousty.
Dlaczego Krzywousty wysłał za morze armię liczącą kilkaset okrętów i prawie 30 tysięcy ludzi? Na kim chciał wywrzeć wrażenie taką manifestacją siły? Z odpowiedzi na te pytania wyłoni się obraz wieloaspektowej polityki Bolesława III, którą w sposób zaborczy i mocarstwowy prowadził przez całe swoje panowanie.
Książka Artura Szrejtera jest pierwszym monograficznym opracowaniem wojny konungahelskiej. W sposób przystępny, a jednocześnie rzetelny i szczegółowy - ukazuje jej przyczyny, przebieg i konsekwencje.
Wielka wyprawa księcia Racibora jest pierwszą książką z serii Wojny wikingów i Słowian. Kolejny tom nosi tytuł Pod pogańskim sztandarem. Dzieje tysiąca wojen Słowian połabskich od VII do XII wieku.

 

źródło opisu: Instytut Wydawniczy ERICA , 2013

źródło okładki: http://www.strefaksiazki.net/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2101

Książka Artura Szrejtera Wielka wyprawa księcia Racibora ma zapoczątkowywać nową serię batalistyczną wydawnictwa Erica Wojny wikingów i Słowian. Czy stanie się rzeczywistą konkurencją dla Historycznych Bitew czy Wielkich Bitew Historii? Zobaczymy, choć wątpię, bo pomysł trafia w inną niszę czytelniczą. Może w nieco rachitycznej formie, ale jednak wydaje się istnieć środowisko zainteresowane kulturą i osiągnięciami pogańskich Słowian. I to raczej do nich trafi pozycja Szrejtera niż do batalistycznych fascynatów.

Wybrany temat idealnie nadaje się na opowieść o dumnej, słowiańskiej przeszłości. Sprawa jest raczej zapomniana i niespecjalnie popularna, szczególnie jeśli porówna się ją z wyprawami wikingów, ale Słowianie również dorobili się swego czasu solidnej pirackiej renomy. Wystarczy wspomnieć, że w 1043 złupili największy duński port handlowy Hedeby oraz Aarhus, w 1135 – duńską stolicę Roskilde a w 1147 Lubekę. Dotarli nawet na Islandię i siali postrach na morzach jeszcze długo po tym, gdy o wikingach słuch zaginął. Mimo to dziś z każdej średniowiecznej powieści historycznej wyziera krwiożerczy wiking z toporem w ręku, który już szykuje się do Ameryki a naszych swojskich łupieżców ani widu.

Niezwykłym słowiańskim sukcesem była również rejza na Konungahelę – bogaty port pomiędzy Szwecją a Norwegią. Było to miejsce zjazdów władców (do czego nawiązuje sama nazwa) i lokacji relikwii Krzyża Świętego. W roku 1136 pojawili się tutaj Słowianie i wycisnęli je z bogactw jak cytrynę.

Artur Szrejter znany jest raczej z książek o mitologii germańskiej, ewentualnie twórczości z gatunku fantasy. Jego dorobek popularyzatorski cieszy się uznaniem czytelników, choć historycy kręcą nosem, że są to rzeczy pobieżne i niepełne. Wielka wyprawa… też nie jest monografią wyczerpującą, choć na pewno jedyną.

Narracja Wielkiej wyprawy… jest poprowadzona prosto i przejrzyście. Na początek otrzymujemy zarys sytuacji politycznej wokół Bałtyku z uwzględnieniem problemu piractwa słowiańskiego. Dalej następuje już opis kolejnych etapów wyprawy na Konungahelę według sagi autorstwa Snorriego Sturlusona.

Dużym plusem jest to, że Szrejter dosyć często wchodzi w niuanse tłumaczenia sagi. Dotychczasowe przekłady jej fragmentów, zarówno autorstwa Pieradzkiej jak i Labudy, zawierają sporo błędów. Szrejter zawsze podaje przetłumaczony fragment sagi i, o ile to konieczne, przekonująco wywodzi dlaczego dotąd rozumiano go opacznie. Z tego względu warto sięgnąć po jego książkę nawet jeśli jest się historykiem niechętnie zaglądającym do twórczości popularnonaukowej.

Z drugiej strony trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy tu do czynienia z apoteozą Snorriego. Nikt inny tak dokładnie nie opisał bitwy, ale nie zwalnia to z obowiązku sięgania do innych źródeł i wykorzystywania ich do maksimum przy próbie weryfikacji faktów. Autor skupia się jednak prawie wyłącznie na tym, co pisze Snorri. Do tego przekonuje, że saga jest bardzo wiarygodna, między innymi dlatego, że spisana stosunkowo niedługo po wydarzeniach. Prawda jest taka, że Snorri bitwę o Konungahelę w 1136 r. opisał prawdopodobnie w latach 20. XIII w., czyli ponad sto lat później. Trudno w tej sytuacji uwierzyć w jego znajomość szczegółów zdarzeń. Zamiast więc doszukiwać się za wszelką cenę w tym, z natury przecież poetyckim, dziele odbicia faktów lepiej było włożyć większy wysiłek w analizę narracji, jej funkcji i analogii. Tym bardziej, że takie fragmenty jak bohaterskie starcia garstki tubylców z setkami Słowian wręcz proszą się o sceptycyzm.

I o ile pewne niuanse dzieła Snorriego traktowane są z wyczuciem, na co już zwróciłem uwagę, o tyle w innych wypadkach zupełnie tego brak. Szrejter pierwszą połowę XII w. postrzega jako okres kultury zdecydowanie spolaryzowanej wokół pogaństwa i chrześcijaństwa. W rzeczywistości obie sfery w społeczeństwie się mocno przenikały i często trudno je rozdzielić. Dlatego zupełnie nietrafne są wyjaśnienia, że Snorri w pewnym miejscu specjalnie zakamuflował informacje o Dzikim Gonie, by nie wyszło na jaw, że odwołuje się do dawnych pogańskich wierzeń. Wmawianie takiej postawy autorowi Eddy młodszej brzmi wręcz kuriozalnie.

Niestety jako kompletną pomyłkę muszę zakwalifikować umieszczenie na końcu książki Sagi o Magnusie Ślepym i Haraldzie Słudze Bożym w oryginale, czyli po staroislandzku. Zżymałem się kiedy mediewiści umieszczali nawet w pracach popularnych ustępy z łacińskich kronik bez przekładu. Teraz chyba muszę zrewidować swoje podejście, bo osiem stron staroislandzkiego tekstu w książeczce historycznej dla przeciętnego Polaka bije tamte wpadki na głowę.

Cała recenzja:
http://mediewalia.pl/ksiazki/slowianie-zdobywcy-skandynawii/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wycieczka do Tindari

Główny wątek w miarę ciekawy. Nie jest to powalający kryminał, ale jest dostatecznie dobry. Niestety jak dla mnie pióro autora jest bardzo "...

zgłoś błąd zgłoś błąd