Solaris

Wydawnictwo: Cyfrant
7,61 (3433 ocen i 159 opinii) Zobacz oceny
10
381
9
851
8
596
7
938
6
289
5
240
4
36
3
76
2
7
1
19
Edytuj książkę
szczegółowe informacje

„Solaris” to najsłynniejsza powieść Lema, należąca do kanonu literatury XX wieku, przetłumaczona na 40 języków i wydana w łącznym nakładzie kilkunastu milionów egzemplarzy. Pomimo dwóch nakręconych z rozmachem filmowych adaptacji pozostaje książką nieustannie odkrywaną na nowo przez kolejne pokolenia czytelników. Przejmująca historia kontaktu z obcą inteligencją stanowi tło dla rozważań o...

„Solaris” to najsłynniejsza powieść Lema, należąca do kanonu literatury XX wieku, przetłumaczona na 40 języków i wydana w łącznym nakładzie kilkunastu milionów egzemplarzy. Pomimo dwóch nakręconych z rozmachem filmowych adaptacji pozostaje książką nieustannie odkrywaną na nowo przez kolejne pokolenia czytelników. Przejmująca historia kontaktu z obcą inteligencją stanowi tło dla rozważań o ograniczeniach naszego umysłu i specyfice ludzkiego poznania. Dla jednych historia miłosna, dla innych traktat filozoficzny – arcydzieło Lema wymyka się wszelkim ostatecznym interpretacjom.

Solaris to najsłynniejsza książka Lema: klasyczne dzieło mówiące o spotkaniu człowieka z Obcym z kosmosu, fascynujące nie tylko dlatego, że kosmiczna istota w niczym nie przypomina człowieka, ale też dlatego, że z samego spotkania pisarz wysnuł fabułę zarówno awanturniczą i emocjonującą, jak romansową – i do tego filozoficzną w podtekście.

Kosmonauta Kris Kelvin ląduje na stacji badawczej zawieszonej ponad powierzchnią planety Solaris, którą oblewa galaretowaty ocean. To on, ocean, jest jedyną planetarną „istotą” – na swój sposób żyjącą i zdolną do myślenia. Kelvin spotyka na stacji dwóch kolegów (trzeci zginął w niejasnych okolicznościach), ale ci okazują wobec niego dziwaczną rezerwę, coś najwyraźniej ukrywając. Niebawem okazuje się, że to „coś” to tzw. „twory F”, czyli neutrinowe kopie istot, których obrazy ocean odczytał w najściślej obwarowanych zakmarkach psychiki ludzi. Kelvina odwiedza wkrótce Harey – dziewczyna, która kilka lat wcześniej z powodu Krisa popełniła samobójstwo. Bohater próbuje się najpierw pozbyć „upiora”, ale wkrótce przychodzi doń następna Harey – i pozostaje, a między dwojgiem młodych rozwija się na nowo uczucie.

„Kim” jest jednak dziewczyna – i „kim” ocean próbujący kontaktu z ludźmi? Kris próbuje to zrozumieć i poczyna studia w pokładowej bibliotece. Napotyka kakofonię najróżniejszych sądów, które w ciągu wielu lat o Solaris wygłaszali uczeni, filozofowie, nawiedzeni, żurnaliści i zwykli hochsztaplerzy. Nauka o Solaris jawi się metaforą wiedzy ludzkiej – zawsze uwikłanej w antropomorfizmy i zależność od wytwarzanej przez człowieka kultury, bezradnej tedy wobec wszystkiego, co naprawdę nieludzkie.

Solaris – jak wszystkie podobne książki Lema – nie kończy się rozwiązaniem stawianych przez siebie dylematów: Harey ponownie musi od Krisa odejść, wybierając śmierć, a zrozpaczony bohater trwa dalej na stacji w oczekiwaniu nowych „okrutnych cudów”, stając się znowu metaforą – człowieka postawionego wobec tajemnicy „nieludzkości”, nie umiejącego wyjść poza siebie, niezdolnego rozbić lustra, w którym świat podsuwa mu wciąż odbicie jego własnej twarzy.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Cyfrant, 2012

źródło okładki: www.cyfrant.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 4
Edward Gołuchowski | 2017-03-12
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 10 marca 2017

„Solaris” jest jedną z tych wybitnych powieści, które mimo klarownie przedstawionych problemów, pozwala się odczytać w zależności od doświadczenia czytelnika. I niekoniecznie w tym momencie mam na myśli znajomość kodów kulturowych, literatury czy filozofii. Koło hermeneutyczne w interpretacji Gadamera, pełne przesądów, pozwala na coraz to głębszą analizę prozy Lema, która w końcu okazuje się nie tyle powieścią science fiction co wielopoziomowym traktatem filozoficznym. Teks potrafił wprawić w zadumę odnośnie postrzegania rzeczywistości, natury Boga, celu istnienia czy rozwoju ludzkości.
Pisząc o doświadczeniu rozumiałem je w tym wypadku jednak jako coś bardzo osobistego, pewnego rodzaju nastrój życiowy. Przeżycia głębokie – te nacechowane najmocniejszymi emocjami, które niczym Harey Kelvina, wracały i atakowały nieprzerwanie przez całą lekturę. Były niezrozumiałe i przerażające na miarę Gości. Zarówno problem własnej natury, odpowiedzialności za popełnione czyny, a zwłaszcza naruszenie filaru czucia siebie jako istoty dobrej lub złej wprowadzał w stan niepokoju, który (szczególnie na początku utworu) powodował nastrój irracjonalnej grozy. Jakże interpretować taki problem:
„– Człowiek normalny – powiedział. – Co to jest człowiek normalny? Taki, co nigdy nie popełnił niczego ohydnego? Tak, ale czy nigdy o tym nie pomyślał? A może nie pomyślał nawet, tylko w nim coś pomyślało, wyroiło się, dziesięć albo trzydzieści lat temu, może obronił się przed tym i zapomniał, i nie lękał się tego, bo wiedział, że nigdy nie wprowadziłby tego w czyn. Tak, a teraz wyobraź sobie, że naraz, w pełnym dniu, wśród innych ludzi, spotyka T O ucieleśnione, przykute do siebie, niezniszczalne, co wtedy? Co masz wtedy?” Strach, lęk, świadomość własnej bezsilności i pełne zrozumienie egoistycznej i wstrętnej natury człowieka skupiającej się głównie na sobie, innych traktując niczym automaty, o których istnieniu przypominamy sobie wtedy dopiero, gdy ukryto je w szafie i możemy polegać jedynie na sobie.
Tekst przypomina, że w gruncie rzeczy nie ma ludzi nieskalanych. Każdy popełnia błędy a ten Najbardziej Ludzki – zatracenie się w drugiej osobie i wyrzeczenie się jej dobroci – potrafi być skazą na duszy. Defekt ten niby wrzód pęcznieje by w nieskończonym istnieniu uwalniać ropę. Nie daje ona ulgi a tylko potworny smród przypominający o tym, jak wielki on będzie gdy z braku możliwości uleczenia, ogarnie całe ciało.
Kto po stracie ukochanej osoby, nie widział jej w przedmiotach, miejscach, czy w końcu... w na co drugiej ulicy biegnąc co sił by przyjrzeć się jej ostatni raz, aż okazało się, że to jedynie zagubiony turysta. Jednak czy jej powrót mógłby cokolwiek zmienić?
„– Słuchaj... – powiedziała – jest jeszcze coś. Czy ja... jestem do niej... bardzo podobna?
– Byłaś bardzo podobna – powiedziałem – ale teraz już nie wiem.
– Jak to...?
Wstała z ziemi i patrzała na mnie wielkimi oczami.
– Przesłoniłaś ją już.
– I jesteś pewny, że nie ją, tylko mnie? Mnie...?
– Tak. Ciebie. Nie wiem. Boję się, że gdybyś naprawdę nią była, nie mógłbym cię kochać.
– Dlaczego?
– Bo zrobiłem coś okropnego.
– Jej?
– Tak. Kiedy byliśmy...
– Nie mów.
– Dlaczego?
– Bo chcę, żebyś wiedział, że nie jestem nią.”
Słodkie, urocze, nieprawdziwe. W teksie, dopatruję się ciekawego wniosku odnośnie przeżyć głównego bohatera: nawet materializacja idei miłości – to jest tego co zwykle się kocha – i posiadania jej jedynie uwielbianych cech, nie jest wystarczająca do godnego współegzystowania. Marazm i poczucie bezsensu dopadają nawet ją.
Człowiek jako wiecznie niezaspokojony konsument kreuje swoje wyimaginowane potrzeby by w końcu ulokować je w jakiejś osobie postrzeganej jako spełnienie. Kiedy wypadnie ona z roli, zostaje jedynie jej cień, ukochany nawet mocniej, który na siłę stara się przyczepić następnie do innych osób postrzeganych jak nośniki: tanie, jednorazowe USB, które po zapełnieniu nie warto formatować gdyż znacznie szybciej i prościej można je wypiąć, zamienić, wyrzucić.
Tak jak pisałem na początku. Ile dusz, tyle interpretacji. Mnogość spraw poruszanych w powieści pozwala na zastanowienie się nad wieloma kwestiami i to zarówno natury praktycznej jak problem istnienia instytucji uniwersytetu (naukowców, którzy bez odpowiednio silnego przywódcy są jedynie bezosobowymi kopiarkami), polityki (zagranicznej) międzygwiezdnej, relacji z innymi i samym sobą, ogromu wszechświata itp.
Mimo trwogi jaka towarzyszyła mi w czasie lektury, książka daje także ukojenie i pozwala pogodzić się z sytuacjami na które nie mamy wpływu lub chociaż żyć w błogiej pewności: niepewności jutra.
„A więc lata wśród sprzętów, rzeczy, których dotykaliśmy wspólnie, w powietrzu pamiętającym jeszcze jej oddech? W imię czego? Nadziei na jej powrót? Nie miałem nadziei. Ale żyło we mnie oczekiwanie, ostatnia rzecz, jaka mi po niej została. Jakich spełnień, drwin, jakich mąk jeszcze się spodziewałem? Nie wiedziałem nic, trwając w niewzruszonej wierze, że nie minął czas okrutnych cudów.”

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ma być czysto

"Ma być czysto" to zeszłoroczny debiut Anny Cieplak. Ta międzypokoleniowa powieść skupia się na emocjach i priorytetach nastolatków i dorosł...

zgłoś błąd zgłoś błąd