Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Peru. Od turystyki do magii

Seria: Człowiek Poznaje Świat
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
4,28 (39 ocen i 14 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
2
7
2
6
6
5
10
4
3
3
5
2
4
1
6
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788377850091
liczba stron
312
język
polski
dodała
joly_fh

Ta książka to lawina przygód i eksplozja emocji, które towarzyszyły mnie i mojemu mężowi podczas niezwykłej podroży po Peru. Dotknęliśmy kraju dalekiego, fascynującego, pięknego i egzotycznego. Podążając krainami Inków, poznaliśmy codzienność ludów Ajmara i Keczua. Zgłębiliśmy skrawki tajemnicy murów Machu Picchu. Spróbowaliśmy niecodziennych smaków mate de coca i świnki morskiej, a także...

Ta książka to lawina przygód i eksplozja emocji, które towarzyszyły mnie i mojemu mężowi podczas niezwykłej podroży po Peru. Dotknęliśmy kraju dalekiego, fascynującego, pięknego i egzotycznego. Podążając krainami Inków, poznaliśmy codzienność ludów Ajmara i Keczua. Zgłębiliśmy skrawki tajemnicy murów Machu Picchu. Spróbowaliśmy niecodziennych smaków mate de coca i świnki morskiej, a także testowaliśmy samopoczucie na wysokości około 5000 metrów nad poziomem morza. Pochłonął nas magiczny świat dżungli, gdzie pływaliśmy z piraniami i stanęliśmy oko w oko z jadowitą żararaką. Jednak w otchłań prawdziwej magii zabrał nas szaman... Ale resztę pozostawiamy Czytelnikom, niech przeżyją z nami tę podróż...

 

źródło opisu: Zysk i S-ka, 2013

źródło okładki: www.zysk.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2
Milena | 2016-03-10
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 marca 2016

Zasadniczo, problemy z tą książką są dwa. Po pierwsze, pani Joanna Ulaczyk kompletnie nie umie prowadzić narracji. Kompozycja książki jest zupełnie nieciekawa. W każdym rozdziale opisany został jeden dzień podróży, który zaczyna się przeważnie od śniadania kontynentalnego, a kończy pójściem spać. Autorka nie potrafi skupić się na elementach, które budowałyby wyjątkowość książki. Pobieżne relacje z obowiązkowego "zaliczania" kolejnych zabytków poprzeplatane są równie pobieżnymi co niepotrzebnymi sprawozdaniami z posiłków (przeważnie spaghetti bolognese) czy przepakowywania ogromnych waliz, tudzież targowania się o kolejny nocleg. Myślę, że nie tędy droga. Niektóre rozdziały są zupełnie pozbawione sensu, jak na przykład rozdział 8 zatytuowany "Zmiana noclegu", w którym autorka opisuje ile bułek zjadła na śniadanie i jak się w razie czego skutecznie spierać o więcej. Język jakim napisana jest książka to kolokwialny, nieskładny zlepek krótkich zdań. Razi też uporczywe nadużywanie wykrzykników, które nadają wypowiedziom pani Joanny pretensjonalny i histeryczny ton.

Drugi problem, który odczułam jako czytelnik to wyjątkowo niesympatyczne wrażenie, jakie sprawiają główni bohaterowie książki. Kłótliwi, roszczeniowi, skupieni na własnych potrzebach i oczekiwaniach, jeżdżą od jednej agencji turystycznej do drugiej, każąc się zabawiać i organizować kolejne atrakcje. Autorka nie ukrywa swojego pełnego pogardy i podejrzliwości stosunku do miejscowej ludności. Z ludźmi nie rozmawia, nie dowiaduje się o ich życiu niczego - przynajmniej w książce tego nie ma. Prawdopodobnie guzik ją to po prostu obchodzi. Najważniejsze to wytargować ten jeden czy dwa sol i nie dać się wpuścić w maliny. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze można przecież wydać później na bazarku na kolejne bambetle i spakować je do swych olbrzymich waliz. Szczytem obłudy jest dodatkowo oświadczenie autorki na okładce o jej wielkiej miłości do dzikich zwierząt. Wspomniana miłość polega głównie na tym, żeby każde możliwe (oczywiście niegroźne i bezbronne) zwierzę wziąć na ręce i trochę pomęczyć. Następnie oczywiście obowiązkowa "focia", ale również trochę zabawy. Pogrzebmy więc trochę patyczkiem w pysku maleńkiego kajmaniątka, zobaczymy co zrobi, albo zetnijmy drzewo, na którym siedzi leniwiec, żeby go troszeczkę pomęczyć i się odrobinkę pośmiać gdy ten przerażony, śmieszny zwierzak, przebiera w powietrzu łapkami szukając gałęzi, którą mógłby chwycić. Autorka pisze, że będzie uważała za sukces jeśli czytelnik w trakcie lektury poczuje się, jakby towarzyszył jej w podróży. Przyznam, że momentami bardzo bym chciała, głównie po to by wezwać ją do opamiętania i większego szacunku do świata, którego najwyraźniej nie chce zrozumieć. Książki oczywiście nie polecam, chyba że w kategorii przestrogi - jakim turystą nie być.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zgoda na szczęście

Hania już wie, że chce dzielić życie z Mikołajem. Uwielbia, gdy ukochany budzi ją czułymi pocałunkami i śniadaniem podanym do łóżka. Ale na ich drodze...

zgłoś błąd zgłoś błąd