Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Apokalipsa Z: Mroczne dni

Cykl: Apokalipsa Z (tom 2)
Wydawnictwo: Muza
7,43 (680 ocen i 74 opinie) Zobacz oceny
10
56
9
76
8
173
7
238
6
91
5
30
4
12
3
4
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Apocalipsis Z: Los días oscuros
data wydania
ISBN
9788377584996
liczba stron
352
słowa kluczowe
zombie, żywe trupy
język
polski
dodała
AMisz

Apokalipsa już się dokonała. Pozostał tylko jeden cel: PRZEŻYĆ! Ocaleni z apokalipsy Z docierają do jednego
z ostatnich miejsc, którego nie opanowali zombi. Trafiają jednak do społeczności rządzonej przez wojskowych, pogrążonej w wojnie cywilnej, której ludność głoduje. W tych warunkach może się okazać, że ludzie są dla siebie największym zagrożeniem niż najgorsi z zombi.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Muza, 2013

źródło okładki: Wydawnictwo Muza, 2013

Brak materiałów.
książek: 167
karpatkadobra | 2017-04-30
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 30 kwietnia 2017

Chodzące, powłóczące nogami, nadgniłe trupy, które swym charkotem wydobywającym się z poszarpanych strun głosowych dają jęk zawodzenia, ukazują nam ponury, nieciekawy post-apokaliptyczny świat, w którym życie ludzkie przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, a jeśli takowe w jakiś sposób w wątłych grupkach niedobitków przetrwało, to ludzie mimo to - jakby nie istniała inna droga - skaczą sobie do gardeł, gdyż każde większe dobro, które posiadasz jest obiektem zazdrości, drwiny i najgorszej kpiny. Chaos, Anarchia, społeczny rozłam. Gdy tak już jest, obowiązuje tylko jedno prawo, jedno przekazanie: ,,własność jest kradzieżą”. Taką dewizę wyznaje swołocz, ochłap oraz uzurpatorzy pośród ocalałych. Zrujnowane miasta, będące jednym wielkim dogasającym gruzowiskiem, nad którym unosi się mgiełka ceglanego pyłu zmieszana z wciąż ciepłym prochem, wyzierającym z poszatkowanych kulami karabinu ścian miejskiej zabudowy są skutkiem walki rebeliantów z umarłą stąpającą karykaturą ludzi, z Zombie i za to te poczwary można winić. Taki rozpad świata ma swoje wytłumaczenie, ale to jedno, natomiast prędzej pozostałości Cywilizacji zamiast dążyć do regeneracji tkanki ludzkiej kultury ,doprowadzą do własnej Samozagłady. Współczesne prawo dżungli. Każdy musi tylko przeżyć.


Nastały niezbyt ciekawe czasy. Nastała czarna jaka ropa, brutalna rzeczywistość. Nastały ,,Mroczne Dni”. W drugiej części trylogii ,,Apokalipsy Z” Manela Loureiro sytuacja dla ,,Hiszpana”, Pritta, siostry zakonnej Cecili. 17-letniej Lucii oraz pomarańczowej kulki sierści: kota Lukullusa nie przedstawia się ciekawie. Mogłoby się wydawać, że kilkumiesięczna rekonwalescencja w szpitalu na wyspie Vigo pozwoli ocalonym zyskać szansę na rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Byli z dala od nieznośnego fetoru umarłych, obciągniętych jedynie resztkami skóry istot, których jedynym celem jest anormalna rządza pragnienia ludzkiej krwi i mięsa. Tak w miarę znośnie, jak na tamte warunki: było nawet idyllicznie , lecz tylko do czasu. Coś się w końcu musiało jednak stać. Napór ,,zgniluchów” na siatkowane, aluminiowe i wzmacniane licznymi płatami blachy - ogrodzenie ,był zbyt wielki. Przedarli się zatem przez prowizoryczne zapory, a mało tego, doszło do zwarcia instalacji elektrycznych i rozprzestrzeniającego się coraz bardziej zaciekle pożaru . Na szczęście wokół relacjonującego nam ciągle swój dziennik w pierwszej osobie: ,,Prawnika” z Pontevedry , ciągle krążył Wiktor Pritczenko –popularny Pritt. Ten niski przysadzisty, z charakterystycznym wąsem i blond-siwymi włosami były wojskowy, okazał się być prawdziwą złotą rączką. Jego praca w roli Pilota oblatywacza Służb Porządkowych Hiszpanii przed nadejściem ,,czarnych dni”, w okresie letnim, okazała się dla tej czwórki: manną z nieba. Mogli więc wykorzystać umiejętności Pritta, który mimo pożaru, który wybuchł w salonie samochodowym i przysporzył mu ciężkich poparzeń, w tym urwania dwóch palców lewej ręki, potrafił jednak zasiąść za sterami starego, ale sprawnego śmigłowca i wyruszyć wraz z przyjaciółmi i mającym to wszystko gdzieś perskim kotem Lukullusem - na Wyspy Kanaryjskie. Gdzie, po kilku godzinach lotu znajdzie się czwórka naszych Walczaków? Azyl, może po prosu raj. Czy aby na pewno czekała na nich przysłowiowa ,,ziemia obiecana”?


Gdy Renegaci ze szpitala w Vigo lądują w końcu na Kanarach, mimo iż prawdopodobnie są ostatnimi ocalałymi Istotami, które przybyły tu z Europy, to i tak wita się ich niezwykle chłodno. Przymusowa kwarantanna, która miała trwać tydzień, a trwała jednak prawie miesiąc, restrykcyjne zasady jak w jakiejś sekcie lub obozach przesiedleńczych, bazujący na czym popadnie czarny rynek oraz podejrzliwie zachowujący się ludzie. Jak się w tym wszystkim odnaleźć?


Hiszpan w raz swoją ekipą czuli się w tym wyspowym ,,sztucznym” schronieniu wyjątkowo źle, jak wyobcowani lub rdzewiejące czy niepasujące do tej machiny zlepionej z masy ludzkiej – trybiki. Nie przywykli do obecności innych ludzi, a co dopiero do kontaktu z nimi. Z każdą następującą minutą obecności na Teneryfie czuli się jakby obserwowała ich zbiorowa świadomość tych prawie miliona osób, która się tu zebrała. Smutna prawda i przerażająco szczery paradoks, gdyż czwórka ta była tak przyzwyczajona do samotności i nieustającej ucieczki przed nadgniłymi umarlakami, że aż za tym wszystkim tęskniła. Dobijał ich nawet brak znajomego fetoru gnijących rozkładających się ludzkich zwłok. To była totalna inność. Nie rozumieli jak Ci ludzie mogli żyć w takiej nieświadomości i być bezpiecznym w otoczonym kordonem Azylu, podczas gdy oni nie wiedzieli czy zdołają przetrwać najbliższe godziny.


Miasta, państwa, Kontynenty i w końcu cały świat. Wszystko upadło, a polityczny establishment, któremu zwykły ,,Kowalski” powierzał swój los, jeśli przetrwał to jak tchórz uciekł do wydzielonych, bezpiecznych sektorów. Jak nie ma Rządu to nie ma Władzy, która mogłaby w post-apokaliptycznym świecie pomóc społecznościom funkcjonować. Idźmy zatem dalej. Jeśli nie ma władzy, nie ma też Pieniądza. Waluta to- wg Basilio Irisarri : czarnego charakteru powieści ,,Mroczne Dni” ,symbolu upadku człowieczeństwa, alkoholika, wyniosłego specyficznie zepsutego człowieka, gardzącego ludzkim pierwiastkiem - wytwór Rządu, symbol kontroli Światowych Mocarstw nad wątłym, przeciętnym człowiekiem. Ten zbitek papieru lub wybita w mennicy moneta w ,,Mrocznych Dniach” , w przyszłości, w której każda ubywająca baryłka ropy, topniejąca dawka medykamentów lub butelka wody przybliża niedobitków do końca swojej egzystencji, nie ma żadnej wartości. Postać Irisarriego została tu wpleciona nie przypadkowo. Można by rzec, że jego charakter, skrywany pierwotny mrok, negatywna energia fluktuująca wokół jego ciała ,idealnie dostosowują się do zagłady, wyroku opatrzności bożej, którą doświadczają teraz rzesze ocalałych na Teneryfie. Najlepiej byłoby gdyby przeżyli tylko nieliczni, ci najbardziej godni, a resztę pozarzynać jak zwierzęcą tuszę, bo to tylko zbędny motłoch. Przynajmniej więcej będzie dla niego. Tak twierdzi Basilio. Nasz główny bohater ,,Hiszpan” , nie ma z nim łatwego życia. Ten łotr zabija Cecilię – siostrę zakonną, miłą staruszkę i niewinną istotkę. Z pomocą rudowłosego Belga – sadysty, który dostaje bolesnego wzwodu na widok cierpienia innego człowieka, wstrzykuje jej śmiertelną dawkę Morfiny. Wcześniej dotkliwie ją pobił, a Lucię jedynie tylko spoliczkował. Dla jego osoby, modus operandi, który nam zaprezentował był dobijający lecz logiczny. Basilio musiał więc zamordować Cecilię, ponieważ jej ocknięcie wiązałoby się z przekazaniem przez nią naczelnemu dowództwu – nazwijmy to – ,,Republiki Teneryfy”, że to nie Pritt skrzywdził Cecilię tylko ten postawny, nie mający za grosz empatii : Irisarri.


Druga odsłona post-apokaliptycznego cyklu Manela Loureiro , mimo iż wciąż przekazywana w formie pierwszoosobowej z dodatkowymi rozdziałami, w których wydarzenia rozgrywane w Kordonie Azylu Teneryfy przedstawia nam obserwujący wszystko narrator, to i tak tą relację z pola bitwy ze ,,zgniluchami” czyta się inaczej. Poszczególnie odcinki nie są już zaznaczane numerami, datami i godzinami wpisów hiszpańskiego blogera - tak jak to było w pierwszej z trzech części ,,Apokalipsy Z” : w ,,Początku Końca”. Mamy tutaj raczej zwykłą numerację, a może być to kompletnie nieistotne, którą mamy godzinę, dzień czy rok, gdyż teraz nasz prawnik z Pontevedry doświadcza ciężkich chwil, w których nie ma po prostu nic, nie ma nawet punktu odniesienia by sprawdzić jaki mamy czas. Ludzkość nie istnieje. Liczy się tylko przetrwanie.


Fakty naukowe, przedstawiane podczas kwarantanny ,,Hiszpanowi” przez Kapitan Alicię Pons, mówiące o tym, iż wirus TSJ Dagestan to śmiercionośna broń, produkt Inżynierii Genetycznej, zwielokrotniona modyfikacja patogenu Eboli oraz ukazujące ,,chodzące trupy” jako kierujące się działającym jakimś cudem móżdżkiem i pniem mózgu – pierwotnym, ,,gadzim”, pierwszym elementem tego organu, dzięki któremu te ,,Anty-Istoty” nie utleniają się, nie mają praktycznie metabolizmu – więc mogą żyć wiecznie, dołują , są świetnym medycznym wytłumaczeniem, a dla mnie esencją tej powieści, gdyż po raz pierwszy w literaturze spotykam się z takim wyjątkowo dokładnym opisem ,,Zombizmu”.


Co tak naprawdę się stało z Czwórką naszych ,,Rebeliantów”? Rozbita łódź którą podróżowali i którą znaleziono u wybrzeży Senegalu nie wróży niczego dobrego. W końcu przecież to czas post-apokaliptycznej pustki. Tu w niczym nie ma łatwo. Tu trzeba umieć przeżyć.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pani Śmierci

Nie mogę niestety powiedzieć, że książkę przeczytałem z zapartym tchem, tak jak się to zdarzało przy przygodach Richarda. Odnoszę wrażenie, że podczas...

zgłoś błąd zgłoś błąd