Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pokój straceń

Tłumaczenie: Łukasz Praski
Cykl: Lincoln Rhyme (tom 10)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Prószyński i S-ka
7,21 (317 ocen i 40 opinii) Zobacz oceny
10
17
9
29
8
71
7
122
6
51
5
22
4
3
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Kill Room
data wydania
ISBN
9788378396079
liczba stron
552
słowa kluczowe
literatura amerykańska,
język
polski
dodała
Ag2S

Nowy zaskakujący thriller autora bestsellerów „New York Timesa”! W hotelu na Bahamach ginie Robert Moreno, obywatel USA mieszkający w Ameryce Południowej. Zastrzelony przez snajpera Moreno, był obserwowany przez jedną z rządowych agencji bezpieczeństwa, która otrzymała sygnał o planowanym przez niego zamachu terrorystycznym na siedzibę koncernu naftowego na Florydzie. Lincoln Rhyme i Amelia...

Nowy zaskakujący thriller autora bestsellerów „New York Timesa”!

W hotelu na Bahamach ginie Robert Moreno, obywatel USA mieszkający w Ameryce Południowej. Zastrzelony przez snajpera Moreno, był obserwowany przez jedną z rządowych agencji bezpieczeństwa, która otrzymała sygnał o planowanym przez niego zamachu terrorystycznym na siedzibę koncernu naftowego na Florydzie.

Lincoln Rhyme i Amelia Sachs uczestniczą w śledztwie przeciwko służbom, które mogły wykonać egzekucję na rzekomym terroryście. Sachs zbiera informacje o Morenie, odtwarzając przebieg jego pobytu w Nowym Jorku, natomiast Rhyme wyrusza na Bahamy, aby na miejscu odnaleźć dowody fizyczne popełnionego przestępstwa. Tropiąc wytrawnego snajpera, sam naraża się na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Rhyme i Sachs przekonują się, że ktoś popełnił błąd, a sprawa może się przedstawiać zupełnie inaczej, niż zakładali. Czy uda im się dotrzeć do prawdy? Czy zdołają odnaleźć winnych, wychodząc cało z opresji?

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Pokoj_stracen-p-32158-1-30-.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 69
J_Xavier_B | 2014-03-30
Na półkach: Posiadam
Przeczytana: 29 marca 2014

„Nic nie jest tym, czym się wydaje” – to motto przyświeca w zasadzie całej, dziesiątej już powieści Deavera z cyklu Rhyme & Sachs. Autor tym razem zaprasza nas do świata polityki, a w zasadzie ubarwia nią znany nam świat nowojorskich gliniarzy w osobach: Lincoln Rhyme, Amelia Sachs, Lon Sellitto, Fred Dellray, Ron Pulaski i Mel Coper. Repertuar uzupełnia jeszcze Thom Reston, opiekun Rhyme’a i już mamy całą, znaną nam z poprzednich części serii śmietankę towarzyską! Tym razem nasi ulubieńcy będą musieli rozwikłać sprawę właśnie politycznej natury i mając do dyspozycji śladowe wręcz dowody rzeczowe, a mianowicie ich zadaniem będzie ustalić, kto kryje się za zamachem na antyamerykańskiego działacza Roberto Morena i zweryfikować, czy rzeczywiście stanowił on tak wielkie zagrożenie dla Ameryki, by wydać nań zabójczy wyrok. Sprawa jest nadzwyczaj delikatna, wszak ekipa sparaliżowanego kryminalistyka ma do czynienia ze śledztwem przeciwko rządowej agendzie, dlatego też śmiało można rzec, że wszystko rozgrywa się pod kryptonimem ‘top secret’. Motywów szpiegowskich ocierających się o grę wpływów i obnażających polityczne gierki oraz błędy, jest w najnowszych utworze Jeffa doprawdy całe mrowie : ). Tutaj każdy na każdego dybie: policja na rząd, rząd na policję, snajperzy na rzekomych terrorystów, terroryści na rząd - a najbardziej intrygujące w tym wszystkim jest to, iż tak naprawdę nie wiemy, kto ponosi odpowiedzialność za wydanie rozkazu zlikwidowania Roberto Morena i czy sprawa ta nie ma przypadkiem głębszego znaczenia dla przyszłych losów rządu USA??

Nie ukrywam, iż nie jestem sympatykiem thrillerów politycznych, ale ciekaw byłem, jak poradzi sobie w tym nurcie literackim jeden z moich ulubionych pisarzy : ). Cykl z Lincolnem i Amelią cenię przede wszystkim za motywy śledcze na poziomie mikro, z akcją zawężoną głównie do nowojorskich matactw, ale cóż, tym razem przyszło mi zmierzyć się z powieścią o szerszym zasięgu, zarówno w sensie geograficznym, jak i strukturalnym ;).

I powiem szczerze, że przygoda z bohaterami Deavera na kartach „Pokoju straceń” wypada dobrze, a nawet bardzo dobrze, choć nie wprawiła mnie w stan całkowitego oszołomienia, a szkoda… autor ów przyzwyczaił mnie do rewelacyjnych historii („Kolekcjoner kości”, „Tańczący trumniarz”, „Mag”, „Zegarmistrz” czy „Rozbite okno”), na tle których najnowsza odsłona rzeczonego cyklu nieco odstaje w moim skromnym uznaniu. Myślę tutaj przede wszystkim o nagromadzeniu olbrzymiej ilości twistów fabularnych, które to z reguły sam uwielbiam w prozie Jeffery’ego! Niestety tutaj akurat nastąpił ich przesyt i mimo tego, iż wzniecają w czytelniku poziom adrenaliny i widowiskowości w trakcie lektury, to powodują jednocześnie, iż cała historia wydaje się być znacznie mniej wiarygodna w ostatecznym odbiorze. Spektakularne zwroty akcji to w istocie domena prozy Jeffery’ego Deavera, niemniej w „Pokoju straceń” każda z nowo poznanych postaci zdaje się prowadzić podwójne życie, albo mieć coś do ukrycia, bądź do stracenia w kontekście sprawy tropionej przez zespół Lincolna Rhyme’a. Moim zdaniem zrobił się w wyniku tego zbyt duży tłok, bo wszyscy w powieści aspirują do grona tych, dzięki którym odwrócą się losy wydarzeń, a takie motywy po jakimś czasie zaczynają przynosić zupełnie odwrotny skutek – choć niewątpliwie zaskakują w danym momencie czytelnika – to jednak zaserwowane w tak wielkiej ilości i w tak krótkich odstępach od siebie (szczególnie za półmetkiem powieści) może nie tyle nużą, ale podważają hipotetyczną prawdziwość przedstawionych w powieści zdarzeń. Jak to się mówi w skrócie, co za dużo, to niezdrowo, a w „Pokoju straceń” nastąpił po prostu przesyt słynnych trików pisarza, którymi ja osobiście lekko się przejadłem!

Ale uwaga, nie oznacza to bynajmniej, iż uważam ów utwór Deavera za słaby. Tak jak wspomniałem wcześniej, książka w ogólnym odbiorze jest bardzo dobra, bo autor po raz kolejny świetnie wykreował swoich cyklicznych bohaterów, których poczynania zawsze intrygują i emocjonują. Analityczny, błyskotliwy umysł Rhyme’a, waleczność i nieustępliwość Sachs, cierpliwość i odporność Thoma, solidność Pulaskiego, czy też władczość Sellitta – to wszystko składa się na bardzo przyjemny obraz wspierającej się w duchu walki o sprawiedliwość, zwartej i zgranej policyjnej drużyny. Można powiedzieć, że jest to już taki rodzinny obraz tej grupki osób i partnerujących im współtowarzyszy : ). Tutaj niczym u muszkieterów, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – wszak każdy ma swoje miejsce, każdy uzupełnia jednocześnie drugiego i całą grupę związaną wspólnym celem! Ponadto całość ubarwiają poboczne obyczajowe wątki, dotyczące czy to problemów zdrowotnych bohaterów, czy płynnej - niczym rwący nurt - sytuacji na szczeblach kariery zawodowej. Także oprócz głównego wątku śledczego istnieje u Deavera również swoista dramaturgia losów poszczególnych jednostek i takie perełki fabularne chłonę z równie wielkim zaciekawieniem jak wiodącą oś akcji : ). Do tego jeszcze pojawiają się krótkie nawiązania do spraw prowadzonych przez Rhyme’a w przeszłości, wszak w „Pokoju straceń” pojawiły się odwołania do chociażby „Kamiennej małpy”, „Maga” czy „Rozbitego okna” – czego wytrawny fan całego cyklu nie powinien przeoczyć ; ).

Książka ta przymusza również niejako do pewnych refleksji na temat psychicznej kondycji ludzi, którzy w życiu zawodowym zajmując wysokie, nierzadko tajne stanowiska w rządowych agendach, podatni są na wielce stresujące sytuacje w związku z odpowiedzialnością za podejmowane czyny, które niekoniecznie muszą świadczyć o dobrej postawie obywatelskiej w oczach opinii publicznej. Może okazać się wszak, że kochający mąż i ojciec, w pracy nosi na rękach krew bezbronnych i jednocześnie musi godzić w sobie te dwie, wykluczające się wzajemnie sfery życia.

W związku z powyższym, warto w tym miejscu wspomnieć o czarnych charakterach powieści. Autor nie ułatwia zadania czytelnikowi, gdy na scenę wprowadza nie jednego, ale kilku kandydatów aspirujących do tego miana ; ). Zdaje się nam, że wiemy, kto jest tym najczarniejszym z nich, ale w trakcie lektury niejednokrotnie przyłapujemy się na pytaniu: czy aby na pewno?? Ano właśnie! Jeffery Deaver barwi swój literacki świat nie tylko w odcieniach bieli i czerni, ponieważ na kartach jego najnowszej powieści dominuje rozpięta skala szarości – tu i ówdzie przenikają się ze sobą postacie, które wydają się być pozornie pozytywne, oraz takie, które jawią się nam początkowo jako podejrzane typy i z których doprawdy ciężko wyłonić jednoznacznie tych dobrych i złych.

Zatem „Pokój straceń” to powieść bardzo złożona i zawiła, z wieloma krzyżującymi się wątkami, ale które w ostatecznym rozrachunku autor spaja w sensowną całość. I jeszcze nie byłby sobą, gdyby nie dołożył ostatniego, kulminacyjnego zwrotu akcji, po którym z zadumą możemy stwierdzić: a jednak sprawiedliwości stało się zadość! Podsumowując, dziesiąty tom śledczy z udziałem duetu Rhyme & Sachs to porządna porcja sensacji z mocną, polityczną gmatwaniną fabularną i workiem fajerwerków, co i rusz wywracających akcję do góry nogami ; ).

I choć nie było to kolejne aż tak piorunujące spotkanie z twórczością Jeffa, to i tak z wielką niecierpliwością czekam na następny tom zmagań naszych bohaterów w powieści „The Skin Collector”, opowiadającej o mordercy - tatuażyście, która za oceanem święcić będzie premierę już w maju 2014 : ).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Moje duchowe dziedzictwo

Ta książka papieża Benedykta XVI jest co prawda cienka, ale też treściwa. Dla duchownego autora tym tytułowym dziedzictwem są rzecz jasna sprawy wiary...

zgłoś błąd zgłoś błąd