Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Święty Wrocław

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,15 (287 ocen i 33 opinie) Zobacz oceny
10
3
9
21
8
25
7
77
6
74
5
48
4
15
3
19
2
2
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788308051351
liczba stron
300
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Wstąp do polskiego Twin Peaks… Piewca tematyki osiedlowej powraca do korzeni. Tym razem w blokach nie zagnieździły się diabły ani duchy, a drugie osiedle. Urzeczeni mieszkańcy porzucają dotychczasowe życie, by oddać się demolowaniu własnych mieszkań - pod wielką płytą kryje się gorąca, czarna powierzchnia. Z każdym dniem na niezwykłym osiedlu przepada coraz więcej ludzi, mnożą się gapie,...

Wstąp do polskiego Twin Peaks…
Piewca tematyki osiedlowej powraca do korzeni. Tym razem w blokach nie zagnieździły się diabły ani duchy, a drugie osiedle. Urzeczeni mieszkańcy porzucają dotychczasowe życie, by oddać się demolowaniu własnych mieszkań - pod wielką płytą kryje się gorąca, czarna powierzchnia. Z każdym dniem na niezwykłym osiedlu przepada coraz więcej ludzi, mnożą się gapie, wyznawcy i badacze, szaleństwo ogarnia administrację i media.
Święty Wrocław to horror-ballada o Polsce proroków, pielgrzymów i wariatów, o mieście pierwszych miłości, o wiośnie dziewięciu cudów, o zbliżającej się katastrofie.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Literackie, 2013

źródło okładki: www.wydawnictwoliterackie.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1
Rafał Cichorek | 2013-08-13
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 13 sierpnia 2013

Do niedawna jeszcze, mogliśmy tylko pomarzyć o dobrej, osadzonej w realiach współczesności oraz utrzymanej w konwencji wielkomiejskiej legendy, pełnokrwistej polskiej powieści grozy. Jeśli ktoś czekał na ambitny, wyrazisty horror w wersji książkowej, i “Święty Wrocław” wpadł mu w ręce, to po przeczytaniu pierwszego rozdziału będzie miał już namiastkę radości – podsyconej dużą dozą ekscytacji rzecz jasna – że oto właśnie dostał to, na co tak długo przyszło mu czekać. Reszta przyjemności przypadnie mu w udziale z chwilą, kiedy z wypiekami na twarzy i szybko bijącym sercem doczyta zakończenie, które nie dość, że zapisze się szybko w pamięci grubą czcionką (jednocześnie stając się wyznacznikiem jakości, jeśli chodzi o powieści z dreszczykiem), to dodatkowo wiele powie o kondycji oraz społecznych nastrojach panujących w Polsce, już od co najmniej kilku dobrych lat. Będzie mroczno i surrealistycznie, będzie niepokojąco, strasznie i dekadencko, co pozwoli nam z jednej strony odbyć piekielnie dynamiczną przejażdżkę po zakażonym niezrozumiałym złem Wrocławiu – które zarówno dla czytelnika, jak i dla samego mieszkańca tego miasta, jawić się będzie, jako swego rodzaju katharsis bądz wymierzona z góry kara, za wszystkie mniejsze lub większe przewinienia – ale również sugestywnie toksyczny klimat panujący na kartach owego dramatu egzystencjalnego ubranego w cuchnący płaszcz sennego koszmaru, zaprosi czytelnika do inteligentnej gry w rozkodowywanie ukrytych znaczeń i wymownej symboliki, która kryje się za soczystymi opisami pandemonium, jakie nawiedza nieszczęsny Wrocław, a dokładniej rzecz ujmując jedno z jego osiedli: na pozór zwyczajne blokowisko z wielkiej płyty. Łukasza Orbitowskiego nazywa się w kręgach czytelników szeroko pojętej fantastyki “kronikarzem osiedlowym”, a omawiana tutaj powieść jest rozwinięciem opowiadania pod tym samym tytułem. Zdobył on za tę książkę Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego, co tylko dodaje całemu przedsięwzięciu w pełni w tym przypadku zasłużonego splendoru.

Na osiedlu Polanka zaczynają dziać się dziwaczne i niespotykane dotąd rzeczy. Ściany w piwnicach i mieszkaniach – wydawać by się mogło betonowych bloków – zaczynają zachodzić błyszczącą, nieskazitelnie gładką czernią, a lokatorzy wpadają w szaleńczą obsesję demolowania własnych mieszkań. Dewastują je, i z niezrozumiałych nawet dla nich samych powodów; kują i kruszą wokół siebie ściany, sufity lub podłogi, czyniąc to na tyle zapamiętale, że obserwujący ich z boku niezaangażowani w to wszystko ludzie, uznają całą sytuację, jeżeli nie za totalnie obłąkańczą, to przynajmniej jest to w ich mniemaniu jakaś zbiorowa hipnoza, zorganizowana w skutek działania spisku bliżej nieokreślonych “osób trzecich”. Mnożą się pytania, na które nikt nie znajduje odpowiedzi. Pod tym zagadkowym blokowiskiem, rozkładają się obozem, owładnięci manią odkrycia natury owego zjawiska zaślepieni pielgrzymi, a plotka niesie, że kto zapuści się mimowolnie do Świętego Wrocławia przyciągnięty jego upiornym magnetyzmem, ten już nigdy stamtąd nie powróci, przepadając w nim bez wieści.

Orbitowski snuje niczym wprawny pająk z wieloletnim stażem pajęczynę relacji i zobowiązań pomiędzy kilkoma kluczowymi postaciami w swojej książce, kreśli psychologiczno-obyczajowe portrety, nadając im tym samym karykaturalny, a także dramaturgiczny rys, które w zderzeniu z irracjonalnymi i paranormalnymi wydarzeniami, jeszcze bardzie stapiają się z charakterem widmowego osiedla, potęgując dojmujące poczucie mrocznej tajemnicy i wchodząc w nią jeszcze głębiej, niż kiedykolwiek leżało to w ich pojmowaniu. Fakt umieszczenia przez pisarza prostych, niczego nieświadomych ludzi w sytuację, która mogłaby sprawić nie lada kłopot nawet pracownikom Archiwum X, przywodzi na myśl narrację kingowską, gdzie podobny zabieg wywołuje u czytelnika poczucie identyfikacji z losem bohaterów i wywołuje specyficzny niepokój, będący tutaj analogicznie pretekstem, do ukazania prawdziwych lęków i nieszczęść, jakie dotykają obecnie zagubionych w kontekście etyczno-religijno-ideologicznym ludzi miasta, którzy oscylując w duchowej pustce i cierpiąc z powodu poczucia wewnętrznej samotności, skazani są na koszmar bezowocnych poszukiwań sensu swych jałowych egzystencji. Powieść silnie oddziałuje na wyobraznie, ze względu na niebywałą umiejętność autora, odnośnie tworzenia kontrastu oddzielającego świat realny od tego zupełnie fantastycznego, czego konsekwencją będzie systematyczna degradacja tego pierwszego, poprzez ciąg iście dantejskich scen, które wywołując efekt domina dążą do dramatycznego finału. Mamy 23 latka szukającego swojej zaginionej nastoletniej dziewczyny na spółkę z jej ojcem, zbyt często zaglądającym do kieliszka, śledzimy losy Adama, kogoś w rodzaju nawiedzonego proroka wieszczącego zagładę, gromadzącego wokół siebie ludzi koczujących na obrzeżach dziwacznego, czarnego blokowiska, co więcej, pisarz penetruje zwyczaje i zachowania kilku jeszcze młodych, zakompleksionych osób, których drogi splatają się mniej lub bardziej przypadkowo ( a może to Święty Wrocław się o nich upomniał?), aby potem doprowadzić ich na skraj przepaści, wystawiając ich charaktery i przekonania na ostateczną próbę. Wszystko to pokrywa ciemny pył skąpany w nieprzerwanie padającym deszczu wczesnej wiosny, podczas której ma miejsce cała ta kafkowska historia, zajeżdżająca wyraznie odorem siarki otwartych czeluści nieznanych wymiarów, spotykanych na łamach gotyckich powieści Lovecrafta. W konfrontacji z czymś tak wyrafinowanym i bezwzględnym – nie mają wiele szans.

Czyta się “Święty Wrocław” jednym tchem. Narracja ze strony istoty uwięzionej między światami, mającej za towarzysza jedynie gadającego ptaka z jednym okiem, chorego kulawego psa i irytującego dzika, powoduje, że pewna apokaliptyczność dzieła Orbitowskiego jest czynnikiem stałym i wisi nad głowami postaci, niczym niewidzialny bat, który czeka tylko na zadanie ostatecznego ciosu. Jest gęsto i złowieszczo, panuje ponury klimat szaro-burej słoty, a po tygodniach nieprzerwanych opadów deszczu ludzie markotnieją i powoli poddają się zbiorowemu szaleństwu. A czyż owo szaleństwo nie ma twarzy realnego marazmu, będącego skutkiem polskich narodowych wad i naszej skłonności do popadania w beznadzieje finansową i gospodarczą. Nie żyje nam się łatwo w tym kraju, co widać po minach ludzi na ulicach i w kurczących się w zastraszającym tempie miejscach ciężkiej ponad siły pracy, gdzie ludzie często smutni i sfrustrowani, oscylują na granicy zwątpienia i braku perspektyw. W książce znajdziemy naprawdę dużo odniesień i bezpośrednich porównań do owych nie najlepszych nastrojów. Osobiście uwielbiam dualizm fabularny, cenie sobie dar przedstawienia różnic go cechujących oraz zestawianie ambiwalentnych do siebie zdarzeń i dwuznacznie moralnych znaczeń. To powoduje, że możemy dokonać wyboru, opowiedzieć się po którejś ze stron. Rozterki duchowe, walka o przetrwanie czy też testy osobowości, wyjaśniające, na co kogo stać i do czego dana osoba może być zdolna. To o tym jest proza twórcy “Tracę ciepło”. To również opowieść o miłości, strachu i słabościach, jakie dotykają niejednego z nas; dlatego też wydarzenia opisane na łamach powieści wydają się zupełnie wiarygodne, natomiast otoczka somnambulicznej niesamowitości nie kreuje tendencji do oddalania się od realiów, z którymi autor rozprawia się tak bezpardonowo, i które w moim przekonaniu, będą miały tutaj pierwszorzędne znaczenie.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Rzeczozmęczenie

Ta pozycja bardzo mi się podobała! W dużej mierze pokrywa się z moimi poglądami. Bardzo podobają mi się naukowe rozważania na temat bałaganu, gromadze...

zgłoś błąd zgłoś błąd