Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Joyland

Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Seria: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
6,94 (7686 ocen i 950 opinii) Zobacz oceny
10
423
9
566
8
1 480
7
2 443
6
1 771
5
653
4
199
3
110
2
30
1
11
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Joyland
data wydania
ISBN
9788378395355
liczba stron
336
słowa kluczowe
Tomasz Wilusz
kategoria
horror
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

Jeden z najpopularniejszych pisarzy wszech czasów powraca! Devin Jones, student college’u, zatrudnia się na okres wakacji w lunaparku, by zapomnieć o dziewczynie, która złamała mu serce. Tam jednak zmuszony jest zmierzyć się z czymś dużo straszniejszym: brutalnym morderstwem sprzed lat, losem umierającego dziecka i mrocznymi prawdami o życiu – i tym, co po nim następuje. Wszystko to sprawi,...

Jeden z najpopularniejszych pisarzy wszech czasów powraca!

Devin Jones, student college’u, zatrudnia się na okres wakacji w lunaparku, by zapomnieć o dziewczynie, która złamała mu serce. Tam jednak zmuszony jest zmierzyć się z czymś dużo straszniejszym: brutalnym morderstwem sprzed lat, losem umierającego dziecka i mrocznymi prawdami o życiu – i tym, co po nim następuje. Wszystko to sprawi, że jego świat już nigdy nie będzie taki sam...
Życie nie zawsze jest ustawioną grą. Czasem nagrody są prawdziwe. Bywają też cenne.

Pasjonująca opowieść o miłości i stracie, o dorastaniu i starzeniu się – i o tych, którym nie dane jest doświadczyć ani jednego, ani drugiego, bo śmierć zabiera ich przedwcześnie.

„Joyland” to Stephen King w szczytowej pisarskiej formie, równie poruszający jak „Zielona Mila” czy „Skazani na Shawshank”. To jednocześnie kryminał, horror i słodko-gorzka powieść o dojrzewaniu, która poruszy serce nawet najbardziej cynicznego czytelnika.

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/

pokaż więcej

książek: 5846
Natalia | 2014-01-04
Na półkach: Przeczytane, 2014
Przeczytana: 03 stycznia 2014

Ach, ten King. Autor-zagadka. Przynajmniej dla mnie. Zdarza się, że jego książki wydają mi się okropne ("Chudszy", "Cmętarz zwieżąt"), oceniam je nisko, i nie mam siły ani ochoty sklecić choć krótkiej opinii na ich temat. Ma w swoim dorobku również arcydzieła - tego jestem pewna, choć do tej pory tylko jedną książkę Kinga, "Carrie", jestem w stanie określić tym mianem. I są też powieści bardzo dobre, jak "Miasteczko Salem" oraz "Joyland" właśnie. Miło było czytać tę książkę pod koniec 2013 roku. Miło było kontynuować jej lekturę w 2014. Miło było skończyć i zacząć rok takim dziełem. Miło było... ale się skończyło.

Dawno, dawno temu, może przed wiekiem, przed dwoma wiekami czy trzema... Nie, wybacz. Rozpędziłam się. To tylko to moje wodolejstwo, które i mnie się udzieliło po lekturze książek Kinga, i z którym ostatnimi czasy próbuję walczyć. Jak widać, nie dość skutecznie. W 1973 roku, latem, dwudziestojednoletni Devin Jones miał literackie ambicje, trzy pary dżinsów, cztery pary majtek, zdezelowanego forda (ze sprawnym radiem), sporadyczne myśli samobójcze i złamane serce. Poszukując jakiegoś zajęcia na wakacje, natrafił w gazecie na ogłoszenie zatytułowane "pracuj blisko nieba". Brzmiało dziwnie, tajemniczo, ale i zachęcająco, zatem zadzwonił pod wskazany numer, wypełnił parę formularzy i dostał pracę w parku rozrywki o uroczej nazwie Joyland, gdzie jego zadaniem było... sprzedawanie zabawy. I rozwiązywanie kryminalnej zagadki. Wiele lat wcześniej, w to samo miejsce udała się niejaka Linda Gray. Z kimś, kto najprawdopodobniej był jej chłopakiem, weszła do Domu Strachu, zajęła miejsce w wagoniku, podekscytowana wszelkimi duchami, stworami i innymi okropnościami, czekającymi ją podczas kilkunastominutowej przejażdżki. Lecz towarzyszący jej mężczyzna nie chciał pozwolić jej piszczeć z przerażenia na widok atrakcji przygotowanych przez ekipę parku rozrywki. Krzyknęła, to fakt, ale z powodu noża, który partner wyciągnął zza pazuchy, by poderżnąć dziewczynie gardło. Wyrzucił martwą Lindę z wagonika, zdjął zakrwawioną koszulę, dokończył przejażdżkę, a później, jak gdyby nigdy nic, opuścił Joyland. Od tamtej pory Dom Strachu był rzekomo nawiedzany przez prawdziwą zjawę, ducha zamordowanej dziewczyny.

No właśnie. Duch. O tym, że takowa kreatura występuje w "Joylandzie" wiedziałam od dawna, w końcu ta powieść Kinga była jedną z najgłośniejszych tegorocznych premier, z czym wiązały się plakaty, reklamy w każdym zakątku internetu, zwiastuny, opisy... A ja bardzo chciałam przeczytać coś autorstwa "mistrza horroru i grozy" (ekhem...), co miałoby powiązanie z duchami. "Carrie" była o nastolatce z osobliwymi zdolnościami i jej nawiedzonej matce, "Chudszy" o dziwnej cygance, "Miasteczko Salem" o wampirach, tylko w "Cmętarzu zwieżąt" pojawiły się duchy, ale były jakieś takie... liche. Zwierzęce. I niestraszne. Pomyślałam sobie, że może duch zamordowanej dziewczyny byłby wściekły na cały świat i, poszukując zabójcy, urządził jakąś krwawą jatkę, wywoływał dreszcze, wył, dzwonił łańcuchami, rozkręcał karuzele i straszył gości parku rozrywki. A on sobie po prostu był. Niby paru osobom udało się go ujrzeć, lecz podczas lektury podejrzewałam raczej, iż jego obecność w Domu Strachu jest równie rzeczywista jak setki miejskich legend, na przykład o zabójcy na tylnym siedzeniu samochodu, pumie grasującej w Polsce, albo o zamrożeniu ciała Walta Disney'a (notabene założyciela parku rozrywki wzmiankowanego w książce, Disneylandu).

Miałam nadzieję, że Kingowi uda się w końcu mnie przerazić, a tymczasem poczułam się tak, jakbym wsiadła na diabelski młyn, który miał kręcić się z niekoniecznie bezpieczną prędkością, lecz w rzeczywistości był równie szybki jak te żałosne karuzele dla dzieci ze świnkami, jednorożcami, helikopterami... Rozczarowanie? Poniekąd. Stephen King przyzwyczaił mnie już do tego, że pomimo początkowych oczekiwań, podczas lektury muszę przestać przejmować się nieodpowiednią klasyfikacją gatunkową, zaakceptować widzimisię autora i skupić się na snutej przez niego historii. Ku mojemu zaskoczeniu, ten spowolniony, nienaoliwiony diabelski młyn pozwolił mi delektować się "Joylandem" i na opisane w nim wydarzenia spojrzeć z pewną dozą refleksyjności, wczuć się w tę opowieść i tak wprawnie odzwierciedlony klimat amerykańskiego miasteczka z lat 70. i olśniewającego dla odwiedzających, ale już nie tak niesamowitego dla pracowników, parku rozrywki.

Stephen King jest kuglarzem z kuglarzy. Sprzedaje zabawę od wielu lat i zaskarbił sobie szerokie grono czytelników. Niektóre jego powieści trafiają i do mnie. Pewnie po przeczytaniu jeszcze jednej jego książki uznam, że zabawa w jego wykonaniu to jakiś nędzny żart (jak wspomniałam, dla mnie to autor-zagadka), ale na tę chwilę jestem oczarowana. "Joyland" nie jest wprawdzie tak złożony, nie ma tak nietuzinkowej, pokrzywdzonej bohaterki jak "Carrie", ale jego lektura była dla mnie po prostu zabawą. Na to właśnie liczyłam, więc moje małe rozczarowanie motywem ducha i średnio intrygującym wątkiem kryminalnym tymczasowo puściłam w niepamięć i czytałam o tym, jak główny bohater rozpamiętuje "związek" z nieczułą dziewczyną, Wendy Keegan, jak wspomina pracę w Joylandzie, romans, rozwiązywanie zagadki morderstwa sprzed lat, psa ratującego ludzi, wizyty u Madame Fortuny. A to wszystko z perspektywy dojrzałego, bogatszego o wiele życiowych doświadczeń, ponadsześćdziesięcioletniego Devina Jonesa. Niewiele tu dynamizmu, podobnie jak i tego kingowego nudnego, irytującego gawędzenia na temat osobliwości stanu Maine (tym razem akcja toczy się w Karolinie Północnej, hurra!), za to sporo sentymentalności, refleksji, swojskiej atmosfery, jest nawet wątek, który z wrażliwych może wycisnąć parę łez. Czyta się wprost wybornie. Fakt, autorów specjalizujących się w powieściach obyczajowych jest sporo i "Joyland" mógłby, równie dobrze, wyjść spod pióra, na przykład, Jodi Picoult albo Diane Chamberlain, lecz i King spisał się znakomicie, podoba mi się ta jego "niehorrorowata" odsłona i... czekam na więcej! Pamiętaj: jeśli chcesz sięgnąć po tę książkę, nie oczekuj horroru z prawdziwego zdarzenia i ciarek na plecach, tylko... zabawy. "Joyland" Ci ją zapewni.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kartagina

Cressida Mayfield, nietypowa nastolatka ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Dziewczyna pochodzi z typowego domu, z szanowanej rodziny. Historia...

zgłoś błąd zgłoś błąd