Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Papierowe miasta

Tłumaczenie: Renata Biniek
Wydawnictwo: Bukowy Las
7,62 (4288 ocen i 547 opinii) Zobacz oceny
10
566
9
741
8
1 046
7
975
6
587
5
226
4
89
3
37
2
14
1
7
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Paper Towns
data wydania
ISBN
9788362478910
liczba stron
400
język
polski
dodała
Marta

Inne wydania

Nastoletni Quentin Jacobsen spędza czas na adorowaniu z oddali żądnej przygód, zachwycającej Margo Roth Spiegelman. Więc kiedy pewnej nocy niegrzeczna Margo uchyla okno i, zakamuflowana jak ninja, wkracza na powrót w jego życie, wzywając go do udziału w tajemniczej i misternie zaplanowanej przez siebie kampanii odwetowej, Quentin oczywiście podąża za dziewczyną. Gdy ich całonocna wyprawa...

Nastoletni Quentin Jacobsen spędza czas na adorowaniu z oddali żądnej przygód, zachwycającej Margo Roth Spiegelman. Więc kiedy pewnej nocy niegrzeczna Margo uchyla okno i, zakamuflowana jak ninja, wkracza na powrót w jego życie, wzywając go do udziału w tajemniczej i misternie zaplanowanej przez siebie kampanii odwetowej, Quentin oczywiście podąża za dziewczyną. Gdy ich całonocna wyprawa dobiega końca i nastaje nowy dzień, Quentin przychodzi do szkoły i dowiaduje się, że zagadkowa Margo w tajemniczych okolicznościach zniknęła. Chłopak wkrótce odkrywa, że Margo zostawiła pewne wskazówki i że zostawiła je dla niego. Podążając jej urywanym śladem, w miarę zbliżania się do celu Q odkrywa zupełnie inną Margo, niż ta, którą kochał i znał dotychczas.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Bukowy Las, 2013

źródło okładki: www.bukowylas.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 430
Goszka | 2013-07-31

Wczoraj wieczorem (inaczej mówiąc tak przed północą…) postanowiłam poczytać jeszcze. Zwykle czytam dopóty, dopóki będę w stanie powstrzymać natrętnego przysypiania. Tak też miało być tym razem. Jednak tak się wciągnęłam, że czytam, czytam, czytam i czytam i nie chce mi się spać. Skoro więc nic nie stało mi na drodze do dalszego czytania, wciąż czytałam. Aż w końcu doszłam do ostatniej strony powieści, zamknęłam książkę, zgasiłam światło, patrzę za okno – a tam już jasno.



Taak, to zdecydowanie jedna z tych książek, które zaskakują. Zaskakują, bo spodziewałeś się po a) okładce b) opisie czy c) okładce i opisie lub po opiniach, że będą o wiele gorsze. W moim przypadku do czytania nie byłam zachęcona po przeczytaniu opisu z tyłu okładki, ale dowiedziałam się, że książka jest o wiele lepsza, niż się wydaje, więc z nieco sceptycznym podejściem rozpoczęłam pochłanianie zawartej w niej historii.

Papierowe Miasta nie należą do gatunku fantasy; chociaż ten gatunek jest moim ulubionym i często nie czytam nic innego, tym razem nie było to przeszkodą to przeczytania powieści. Najlepiej byłoby ją podpiąć pod gatunek „książki młodzieżowe”, który jest bardzo obszerny.
Po pierwsze, Papierowe Miasta wertuje się niezwykle płynnie, szybko, lekko. To jest wielki plus i zazdroszczę Johnowi Greenowi umiejętność, by czytanie twoich wypocin było wręcz kwintesencją przyjemności. Kiedy o tym rozmyślałam, jednocześnie pożerając kolejne słowa (wiadomo, kobiety mogą robić kilka rzeczy naraz), zdałam sobie sprawę, że choć Tolkienowi do pięt nie dorasta wielu pisarzy, przydałaby mu się ona przy tworzeniu Trylogii. Na pewno nie ujęła by mu fanów. Wtedy też stwierdziłam, że jej brak właśnie jest chyba jedynym jej minusem, więc nie muszę już wszystkim mówić, że ta książka jest po prostu ‘trudna’, przecież znam już wyjaśnienie całej tej sytuacji. No, ale co ja się tu rozpisuję o Tolkienie, przecież miałam recenzować Papierowe Miasta.

Cała historia wydaje się bezgranicznie oklepana, choć nie do końca. Jest w niej coś, co ją uskrzydla. Może to jest dar Greena do tworzenia z nawet najbardziej banalnej opowieści czegoś dobrego. Może on potrafi umieścić na stronach pokrytych siecią liter coś nieuchwytnego w ten sposób, że każde zdanie przyciąga czytelnika.
Hmm, ten tekst zaraz stanie się pieśnią pochwalną na temat umiejętności pisarskich samego autora, a miał być recenzją, więc lepiej już przestanę o nich pisać.

Tak więc streszczenie: Główny bohater, Quentin, który, nawiasem mówiąc, jest niebywale sympatyczny i aż chce się go poznać, jest od dziecka zakochany w swojej sąsiadce, zbuntowanej Margo Spiegelman. Na początku poznajemy krótki opis sytuacji, kiedy oboje byli dziećmi i znaleźli w pobliskim parku, no, trupa. Potem przenosimy się w czasie, aż do chwili, kiedy Quentin oraz Margo mają po osiemnaście lat, chodzą do tego samego liceum, a chłopak wciąż beznadziejnie kocha się w tej samej dziewczynie. Pewnego wieczoru Margo wkracza do jego pokoju w środku nocy i wyciąga go na miasto, by przeżyli przygodę mającą być zemstą na kilku osobach, na które słodka Margo się wkurzyła. Potem dziewczyna znika. Quentin stwierdza, że musi ją odnaleźć i odnajduje na swojej drodze do poznania informacji miejsca pobytu Margo odnajduje kolejne wskazówki.

Jak teraz myślę, nie jest to nawet takie banalne. Chyba polubię tego typu książki. Nie mogę doczekać się poznania kolejnych powieści tego samego autora, serio!
Nie mówię, że jestem zachwycona tak, że, hmm, nie myślę o niczym innym, czy coś. Była to po prostu książka nadzwyczaj dobra. Nie tak dobra, jak niektóre, ale dużo lepsza od wielu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Chłopiec z latawcem

W końcu przeczytałam i ja tę cudowną książkę. Wiele osób mnie na nią namawiało, znajomych i nieznajomych na blogach. Zgadzam się ze wszystkimi pozytyw...

zgłoś błąd zgłoś błąd