3,86 (7 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
0
6
3
5
0
4
1
3
1
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788378052692
liczba stron
309
język
polski
dodała
Wiedźma

Na Ziemi nastąpił totalny regres. W niszczejących miastach gnieżdżą się nieliczni ludzie pospołu ze zmodyfikowanymi genetycznie „myślącymi zwierzętami". Życie, pozbawione wyższych celów, grzęźnie w sporach ideowych i quasi-filozoficznych dyskusjach. Poprzez ten półmartwy świat wędruje Senfild – Myślący Kot. Ten współczesny kot w butach ma najdziwniejsze przygody – światy realne mieszają się z...

Na Ziemi nastąpił totalny regres. W niszczejących miastach gnieżdżą się nieliczni ludzie pospołu ze zmodyfikowanymi genetycznie „myślącymi zwierzętami". Życie, pozbawione wyższych celów, grzęźnie w sporach ideowych i quasi-filozoficznych dyskusjach.

Poprzez ten półmartwy świat wędruje Senfild – Myślący Kot. Ten współczesny kot w butach ma najdziwniejsze przygody – światy realne mieszają się z urojonymi, Autor kłóci się z Narratorem, wtrącają się Czytelnicy. Sny, będące niejasnymi projekcjami przeszłości, przechodzą w majaki generowane przez maszyny, ślady zapamiętanych lektur czy baśni.

Dziwny jest świat tej powieści – splątany, niemal schizofreniczny, pełen niepokoju o drogę, jaką podąża ludzkość, pytań o sens istnienia, o realność i złudność bytu, o religię, komunizm i demokrację.

 

źródło opisu: http://wfw.com.pl/

źródło okładki: http://wfw.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Wiedźma książek: 1217

Bełkot

Self-publishing miał się stać szansą dla młodych pisarzy w tych ciężkich czasach, kiedy to wydawnictwa boją się inwestować w zupełnie nowe nazwiska, sięgając raczej po te już sprawdzone i ciepło przyjęte przez czytelników, dające szansę na realny zarobek. Jednocześnie druk cyfrowy czy rozpowszechnienie e-booków pozwalają na redukcję ewentualnych kosztów wypuszczenia książki na rynek, czyniąc je przystępnymi nawet dla osób prywatnych. Stąd najpewniej taki wysyp oficyn oferujących odpłatnie „profesjonalne usługi redaktorskie i korektorskie” oraz pomoc w wypromowaniu się tym, którzy marzą o wydaniu swojej książki. Szybko się jednak okazało, że z opcji „zapłać, drogi pisarzu, a przyjmiemy wszystko, bez wybrzydzania i kręcenia nosem” korzystają w dużej mierze ci, których niepowodzenia u „tradycyjnych” wydawców nie powinny nikogo dziwić i którzy niestety nie chcą wyciągnąć oczywistych wniosków. Słowem – na światło dzienne wychodzą w ten sposób dzieła, które nigdy nie powinny opuścić szuflady swego autora. I „Senfiliada” Roberta Zamorskiego jest tego najlepszym przykładem.

W najbardziej ogólnym zarysie (choć wyodrębnienie go wcale nie jest rzeczą prostą) „Senfiliada” miała chyba być czymś w rodzaju alternatywnej historii Kota w butach, w której znany każdemu dziecku bohater podróżuje po krainie baśni, będącej jednocześnie Ziemią z futurystycznej, dystopijnej wizji, a sam Kot to tak naprawdę wynik eksperymentów genetycznych. Świat ten zaludniają istoty z archetypicznych opowieści...

Self-publishing miał się stać szansą dla młodych pisarzy w tych ciężkich czasach, kiedy to wydawnictwa boją się inwestować w zupełnie nowe nazwiska, sięgając raczej po te już sprawdzone i ciepło przyjęte przez czytelników, dające szansę na realny zarobek. Jednocześnie druk cyfrowy czy rozpowszechnienie e-booków pozwalają na redukcję ewentualnych kosztów wypuszczenia książki na rynek, czyniąc je przystępnymi nawet dla osób prywatnych. Stąd najpewniej taki wysyp oficyn oferujących odpłatnie „profesjonalne usługi redaktorskie i korektorskie” oraz pomoc w wypromowaniu się tym, którzy marzą o wydaniu swojej książki. Szybko się jednak okazało, że z opcji „zapłać, drogi pisarzu, a przyjmiemy wszystko, bez wybrzydzania i kręcenia nosem” korzystają w dużej mierze ci, których niepowodzenia u „tradycyjnych” wydawców nie powinny nikogo dziwić i którzy niestety nie chcą wyciągnąć oczywistych wniosków. Słowem – na światło dzienne wychodzą w ten sposób dzieła, które nigdy nie powinny opuścić szuflady swego autora. I „Senfiliada” Roberta Zamorskiego jest tego najlepszym przykładem.

W najbardziej ogólnym zarysie (choć wyodrębnienie go wcale nie jest rzeczą prostą) „Senfiliada” miała chyba być czymś w rodzaju alternatywnej historii Kota w butach, w której znany każdemu dziecku bohater podróżuje po krainie baśni, będącej jednocześnie Ziemią z futurystycznej, dystopijnej wizji, a sam Kot to tak naprawdę wynik eksperymentów genetycznych. Świat ten zaludniają istoty z archetypicznych opowieści towarzyszących nam od najwcześniejszych lat, ale i wytwory współczesnej popkultury. Stawianie w jednym szeregu Baby Jagi, Czerwonego Kapturka czy bajkowego smoka i Conana, Supermana oraz na przykład... Stevena Spielberga ma zapewne sugerować, że film, komiks i powieść to dzisiejsza forma opowiadania baśni. Ani to odkrywcze, ani szczególnie trafne, a finalnym efektem takiego pomieszania z poplątaniem jest jedna wielka dysharmonia, kakofonia zgrzytów tak daleka od sprawnie zazębiającego się i pracującego mechanizmu, jak to tylko możliwe.

I taka właśnie jest ta książka – nieskładna, chaotyczna, nawet nie tyle rozłażąca się w szwach, co po prostu poskładana z przypadkowych, nazbyt licznych i nietworzących żadnej sensownej całości elementów. To ciąg scen, w którym każda kolejna wynika z poprzedniej w stopniu tak nikłym, że właściwie można to pominąć. I tytuł nawiązujący do „Iliady” ma zapewne za zadanie usprawiedliwienie takiej epizodycznej konstrukcji. Zresztą po co spójna fabuła czemuś, co nie służy opowiedzeniu żadnej konkretnej historii, a jedynie stanowi jeden wielki pretekst pozwalający autorowi na zaprezentowanie osobistych poglądów na wiele jakże ważkich tematów? Tutaj wystarczy rwący się motyw drogi, którą nasz futrzasty bohater wędruje całkowicie wolny od zbędnego bagażu ciągów przyczynowo skutkowych i która zmierza prosto donikąd.

Choć trudno to sobie wyobrazić, postaci pojawiające się w „Senfiliadzie” są jeszcze bardziej pretekstowe, niż fabuła. Wszystkie zachowują się identycznie, są w równym stopniu wyprane z charakteru, w poważaniu mają wewnętrzną spójność i mówią to, co akurat pasuje do autorskiej wizji, nawet jeśli stoi w jawnej sprzeczności z wcześniejszymi czynami i wypowiedziami, a te ostatnie utrzymane są zawsze w dokładnie tym samym tonie, w dodatku straszliwie zmanierowanym. Czemu mają więc służyć tragicznie sztuczne dialogi? Nie inaczej – temu, by czytelnik mógł się zapoznać z tym, co autor ma do powiedzenia o systemach społecznych, wierze, ludzkiej naturze czy sensie życia.

Ludzie są zepsuci, straszliwie zepsuci. Nie tylko nie zrozumieli swoich błędów, ale po raz kolejny powtarzają wcześniejsze wypaczenia, jakby sprawiało im to uciechę. Przed rozpustą ma ich chronić rewolucja, która sankcjonuje rozpustę, także religijną. Nie potrafią wierzyć, więc racjonalizują wiarę, próbują ją naukowo wytłumaczyć. Czy myślisz, że istnieją w mieście ateiści?*

Oczywiście sprzedawanie traktatu filozoficznego pod płaszczykiem powieści nie jest samo w sobie niczym złym. Pod warunkiem, że ma się do powiedzenia cokolwiek oryginalnego. Natomiast na trzystu czterech stronach omawianej książki próżno szukać choć jednej świeżej i odkrywczej myśli. Nie sposób pozbyć się wrażenia, że mamy tu do czynienia z efektem zachłyśnięcia się własnymi przemyśleniami, serwowanymi w takiej formie, jakby stanowiły gotową odpowiedź na pytania, które ludzkość zadaje sobie od wieków.

Jakby tego wszystkiego było mało, Zamorski powziął chyba zamiar umieszczenia w tej stosunkowo krótkiej (na szczęście!) książce rekordowej liczby nawiązań do innych tekstów kultury, w dodatku w kompletnie losowych miejscach, zapominając przy tym, że to powinno mieć jakiś sens i cel, bo samo w sobie nie stanowi żadnej wartości, poza ewentualnym popisem oczytania. Lem czy Asimov, wywołani do tablicy w dziele tej jakości, najpewniej przewracają się w grobach. Autor sięga też, o zgrozo, po turpizm i groteskę (z efektem początkowo niezamierzenie komicznym, a potem już tylko odpychająco-żałosnym), stara się pozować na bezpruderyjnego w rzekomo odważnych scenach erotycznych (z efektem identycznym), ale najgorzej jest chyba wtedy, gdy usiłuje być zabawny.

- Och, ty moja kobietko! - starzec ponownie zachichotał. - Czy mnie muszą zawsze odwiedzać potwory? Pamiętam, ktoś mi opowiadał, że kiedy akuszerka wyciągnęła go z brzucha na mus i myślała, że to chłopak, ale przypadkiem poślizgnął jej się palec i odkryła dziurkę niejasnego pochodzenia. Od tego czasu nikt nie wie, czy to chłopak, czy dziewczyna. Nie, Stefanio?
Młodzieniec rzucił się na starca, obalił go na ziemię i zaczął okładać pięściami.
Stefan! - jasne? Nie Stefanio!
*

W zacytowanych fragmentach wyraźnie widać kolejne z niezliczonych wad książki – nadęty, ociekający patosem język, fatalną konstrukcję zdań, nieporadność w posługiwaniu się słowem pisanym. Z aspektów czysto technicznych razi także karygodne nagromadzenie powtórzeń.

Wszystko to składa się na wrażenie, iż Zamorski gdzieś kiedyś przeczytał kilka słów o postmodernizmie i tak się zachwycił ideą literatury, w której wszystkie chwyty i środki są dozwolone, że fragment mówiący o sensie i celu zupełnie umknął jego uwadze. Tak bezpośrednie wnioskowanie o poczynaniach i myślach pisarza na podstawie jedynie jego książki może się wydawać nadużyciem, ale rzeczony pisarz niejeden raz, pod różnymi pretekstami, przedstawia w swoim dziele własne na jego temat zdanie.

O słabych stronach „Senfiliady” można by pisać w nieskończoność. Zdecydowanie trudniejszym zadaniem jest wskazanie przynajmniej jednej zalety, jednego wartościowego elementu, który choć częściowo wynagrodziłby czytelnikowi drogę przez mękę, jaką jest brnięcie przez tę na przemian frustrującą i śmiertelnie nudną powieść. Dobrze więc się stało, że choć książką ukazała się drukiem, nie trafiła i prawdopodobnie nigdy nie trafi na księgarniane półki, niewielka jest więc szansa przypadkowego się na nią, ekhm, nadziania.

*cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

Agata Rugor

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (23)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 134
monasco | 2015-09-22
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 15 września 2015

„Nie wiedział, że dzisiaj umrze” brzmią pierwsze słowa powieści. Kilkaset następnych jest równie dobrych i łechczą czytelnika nieprzerwanie mniej więcej do dwusetnej stronicy. Wtedy też historia wzbija się na wyżyny pseudointeligenckiego bełkotu pokrzykując krwiście bądź dla odmiany epatując sadomasochistyczną erotyką najgorszego sortu. Smutna refleksja na temat kondycji człowieczeństwa zostaje brutalnie zakrzyczana przez nijakie, nic niewnoszące do fabuły opowiastki. Panie Zamorski, jestem zażenowana; wielkie zmarnowanie potencjału.

książek: 655
literackakanciapa | 2013-06-10
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: maj 2013

Recenzja: http://literacka-kanciapa.blogspot.com/2013/06/recenzja-robert-zamorski-senfiliada-wfw.html

książek: 1254
Wiedźma | 2013-12-05
Przeczytana: 19 października 2013

http://kapryfolium.pl/literatura/robert-zamorski-senfiliada/

książek: 10
PiterPL | 2018-03-10
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 10 marca 2018
książek: 195
Katarzyna | 2013-11-20
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
książek: 62
Varish | 2013-07-13
Na półkach: Przeczytane
książek: 1609
Zicocu | 2013-05-25
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 26 maja 2013
książek: 1
Miacidae | 2017-09-26
Na półkach: Chcę przeczytać
książek: 2781
Konrad | 2017-09-06
Na półkach: Chcę przeczytać
książek: 1222
NightNimph | 2015-06-24
Na półkach: Chcę przeczytać
zobacz kolejne z 13 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd