Jutro możesz zniknąć

Tłumaczenie: Andrzej Szulc
Cykl: Jack Reacher (tom 13)
Wydawnictwo: Albatros
7,19 (701 ocen i 64 opinie) Zobacz oceny
10
34
9
54
8
174
7
263
6
131
5
28
4
7
3
5
2
4
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Gone Tomorrow
data wydania
ISBN
9788376599953
liczba stron
472
język
polski
dodał
Marcin

Jack Reacher wie, po czym rozpoznać zamachowca-samobójcę. Listę dwunastu oznak behawioralnych sporządzoną przez izraelski wywiad zna na pamięć. Nowojorskie metro, linia numer sześć, godzina druga w nocy. Jack i pięcioro pasażerów. Czworo z nich nie budzi podejrzeń. Piąty, biała kobieta, około czterdziestki, wydaje się idealną kandydatką na gotową na śmierć terrorystkę. Reacher próbuje zagadać...

Jack Reacher wie, po czym rozpoznać zamachowca-samobójcę. Listę dwunastu oznak behawioralnych sporządzoną przez izraelski wywiad zna na pamięć. Nowojorskie metro, linia numer sześć, godzina druga w nocy. Jack i pięcioro pasażerów. Czworo z nich nie budzi podejrzeń. Piąty, biała kobieta, około czterdziestki, wydaje się idealną kandydatką na gotową na śmierć terrorystkę. Reacher próbuje zagadać desperatkę, odwrócić jej uwagę; w trakcie rozmowy przerażona kobieta wyciąga rewolwer i strzela sobie w głowę. Policja umarza dochodzenie, lecz sprawą dziwnego samobójstwa nadal interesują się służby specjalne. I nie tylko one. Susan Mark pracowała w Pentagonie i miała dostęp do informacji istotnych dla bezpieczeństwa narodowego. Informacji, za które wiele osób gotowych jest zabić... a Reacher właśnie stał się ich celem numer 1. Tropiony przez policję, FBI i terrorystów z Al-Kaidy staje do nierównej walki.

 

źródło opisu: Albatros, 2013

źródło okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,259,242...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3673
żabot | 2014-12-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 grudnia 2014

„Jutro możesz zniknąć” to przykład bardzo dobrej powieści sensacyjnej, gdzie autor zaczyna nie radzić sobie z realiami nowinek technicznych i chronologią pojawiania się tychże. Jack Reacher to bardzo ciekawa postać. Z jednej strony to człowiek o dużej wiedzy i umiejętnościach, ale jednocześnie nie posiadający telefonu komórkowego, obsługa komputera nie jest jego najmocniejszą stroną itd. Zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem w tej kwestii pierwowzorem bohatera nie jest sam autor, Lee Child. Rozumiem awersję niektórych ludzi do pewnych wynalazków współczesności, zwłaszcza ludzi pokroju Reachera, którzy wysoko sobie cenią własną anonimowość i swobodę poruszania się bez tych wszystkich stacji bazowych, GPS-ów i tym podobnych. Jeśli więc Reacher czasami wykazuje się ignorancją w kwestiach pojemności nośników pamięci i podobnych sprawach, może to być rozczulające. Jeśli autor się w tym gubi, nie najlepiej świadczy o jego warsztacie pisarskim.
Ale do rzeczy. Powieść opublikowano w 2009 roku. Rzecz dzieje się gdzieś pomiędzy zamachem na WTC a rokiem publikacji. Można przyjąć, że gdzieś w okolicy 2005-7 roku. Jest to dość istotne, bo jednym z głownych elementów fabuły jest jakoby bardzo duży plik cyfrowy, czyli zdjęcie (jedno!) i nośnik w postaci pendrive’a. Przypominam, że akcja dzieje się w USA a nie w Polsce, więc tam wszelkie nowinki techniczne w cenie dostępnej dla przeciętnego Johna Smitha pojawiały się dobre kilka lat wcześniej niż te dla Jana Kowalskiego.
W powieści dowiadujemy się, że szantażowana pracownica Departamentu Zasobów Ludzkich armii USA wykrada z archiwów ściśle tajne zdjęcie wykonane w 1983 roku w czasie wojny radziecko-afgańskiej. W jaki sposób jej się to udaje, autor milczy. Powiedzmy, że jest to niezła Mata Hari i jej się to udaje szybko i bezproblemowo. Cóż mogła znaleźć w archiwach? Na pewno nie zdjęcie cyfrowe, bo w 1983 roku technologia cyfrowa była w powijakach, pierwsze aparaty cyfrowe, bardzo drogie, profesjonalne pojawiły się dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych. Ale niech tam, przecież armia zawsze ma pierwsza nowinki. Tylko, że oznaczało by to, że armią USA rządzą totalni idioci, którzy ryzykują, że szczegóły najnowszej technologii wpadną w łapy Rosjan. Dodam, że technologii, która pozwalała w tym czasie na wykonanie zdjęcia o rozdzielczości nie całego megapiksela. Możemy więc założyć, że zdjęcie wykonano aparatem analogowym na filmie 35mm. W archiwum możemy mieć więc albo wywołany film, albo odbitkę. A więc Mata Hari albo sama skanuje film/odbitkę do wersji cyfrowej, albo dociera (co jest jeszcze trudniejsze przecież, bo wymaga złamania cyfrowych zabezpieczeń) do zapisu cyfrowego fotografii, czyli skanu na jakimś serwerze. Ergo – musi być hakerem.
Mamy więc jakiś cyfrowy format. Że chodzi o zdjęcie, dowiadujemy się gdzieś w połowie powieści. Początkowo wszyscy ganiają po prostu za nośnikiem pamięci USB, na którym są jakieś tajne pliki. Ale w pewnym momencie dostajemy informację, że jest to jeden bardzo duży (sic!) plik, i na byle jakim (czytaj: mało pojemnym) nośniku się nie zmieszczą, tak jak pliki tekstowe. Chodzi więc o zdjęcie. Pendrive musi więc być pojemny. Ale co to znaczy? I tu autor właśnie popłynął technologicznie. Dzisiaj jako reklamówki, firmy rozdają takie nośniki o pojemności 4-8GB. Osiem czy dziesięć lat temu w Polsce były dostępne już pamięci USB o pojemności 128MB w cenie, na jaką absolutnie każdy mógł sobie pozwolić. Pojemniejsze nie były dużo droższe. Pamięci do aparatów za naprawdę przystępną cenę miały pojemność 256MB - 1 GB. Do aparatów, a więc gotowe do przyjęcia co najmniej kilkudziesięciu plików o najwyższej dostępnej rozdzielczości. Jak wielkie musiało więc być zeskanowane zdjęcie, jeśli nie mogło się zmieścić nawet na nośniku USB 64 -126MB, który prawdopodobnie zakupił Reacher jako rekwizyt-atrapę?
Największe pliki w formacie RAW czy TIFF z nowoczesnych, współczesnych lustrzanek to co najwyżej 20-30 MB. A przecież mówimy ciągle o przeciętnej fotografii wykonanej gdzieś na bezkresach Afganistaniu w 1983 roku.
Nie jest zresztą to jedyna wpadka autora. Oto agenci FBI zatrzymują Reachera i zaczynają go przesłuchiwać. Znają nazwisko, wiedzą, że był wojskowym żandarmem, ale… dopytują się go o pochodzenie, kim była jego matka etc. czyli dopytują się o podstawowe dossier. To są agenci zaangażowani w sprawę dotycząca bezpieczeństwa narodowego, czy wiejscy policjanci na stażu zajmujący się kradzieżą jaj z kurnika? W ogóle w całej powieści agenci FBI sprawiają wrażenie zupełnie niekompetentnych durni, których bardzo łatwo wykiwać. To skądinąd nie jedyny dowód ignorancji służb bezpieczeństwa USA. Przypominam, że rzecz dzieje się kilka lat po ataku na WTC i tzw. wojna z terroryzmem trwa w najlepsze. Tymczasem do USA jednocześnie przylatuje dwudziestoosobowa grupa … Turkmenów, którzy musieli dostać wizy, przejść przez sito urzędników imigracyjnych na lotniskach etc. Turkmenów, którzy potem nie niepokojeni przez nikogo kręcą się po Nowym Jorku z… fałszywymi paszportami. Trochę to naiwne.
Rozumiem, że Reacher to niezły macho, przy którym Bruce Willys to pętak, ale kolejne sceny pod koniec książki, gdzie z łatwością odstrzeliwuje terrorystów są tak naciągane, że aż się chce wyć. Przecież nie mamy do czynienia z jakimiś pastuchami kóz, którym ktoś dał do ręki pistolety. Tymczasem Reacher robi pach, pach, pach i po krzyku. No i jeszcze ta scena finałowa… zupełnie niepotrzebna krwawa jatka. Jakby nie tylko bohater, ale i sam autor zaczynał czuć ekstazę na myśl o tej makabrze.
No i kiedy Superman zrobił swoje, i otrząsnął się w szpitalu (bo nawet Supermanowi przytrafia się być rannym) okazuje się, że nie wiemy, co właściwie było na zdjęciu, o które zabijali się ludzie. Koniec powieści.
Czyta/słucha się bardzo fajnie, lubię humor bohatera, ale do rewelacji sporo brakuje. Za rok zapomnę, o czym to było.

P.S. Jeśli gdzieś coś znacząco pokręciłem z tymi pixelami i megabajtami,choć nie sądzę, uprzejmie proszę o informację :-)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Czereśnie zawsze muszą być dwie

Cóż za klimat! Ach, ta książka ma niesamowity klimat. Spodobało mi się umiejscowienie historii. Ten dworek i niewymuszona sielanka urzekły moje serce....

zgłoś błąd zgłoś błąd