Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Przybić piątkę

Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Cykl: Stephanie Plum (tom 5)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
7,61 (619 ocen i 52 opinie) Zobacz oceny
10
79
9
62
8
166
7
204
6
82
5
19
4
2
3
4
2
1
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
High Five
data wydania
ISBN
978-83-7574-735-5
liczba stron
512
język
polski
dodała
Viconia

Inne wydania

Stephanie Plum – dziewczyna, która nie płacze i trzyma los na krótkiej smyczy, dzięki czemu rozkochała w sobie miliony amerykanek. Oto opowieść, która doda Ci odwagi. Czytając przygody Stephanie Plum staniesz się taką, jaką jeszcze nie masz odwagi się stać. Gdzie jest Fred? Wujek Fred? Zniknął bez śladu! W worku na śmieci znaleziono poćwiartowane zwłoki. Babci Mazurowej udaje się złapać...

Stephanie Plum – dziewczyna, która nie płacze i trzyma los na krótkiej smyczy, dzięki czemu rozkochała w sobie miliony amerykanek.

Oto opowieść, która doda Ci odwagi. Czytając przygody Stephanie Plum staniesz się taką, jaką jeszcze nie masz odwagi się stać.



Gdzie jest Fred? Wujek Fred? Zniknął bez śladu!

W worku na śmieci znaleziono poćwiartowane zwłoki.

Babci Mazurowej udaje się złapać w porę za paralizator.



W Trenton nastały kiepskie czasy dla łowców nagród. Perspektywy zarobkowe są słabe. Stephanie ma coraz więcej rachunków i coraz mniej forsy na koncie. W dodatku trzech mężczyzn próbuje ją zaciągnąć do łóżka. Dwóch z nich zamierza ją zabić. Stephanie ma genialny pomysł, który powinien rozwiązać jej problemy finansowe. Tylko czy taka ilość mocnych wrażeń może wyjść komukolwiek na zdrowie?

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl/

źródło okładki: http://fabrykaslow.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 597
Kermitek96 | 2013-02-15
Przeczytana: 20 stycznia 2013

Obezwładniająca ciemność. W pomieszczeniu zapadła nieprzyjemna cisza. Strach, wyczekiwanie i skupienie były wręcz namacalne. W końcu do mych uszu, tak wyczulonych na każdy odgłos, doszedł dźwięk odbezpieczania broni. Dopadła mnie skrajna bezradność związana z niemocą i przekonaniem o swojej przyszłej śmierci. Pada strzał. Pierwszy, drugi, w końcu piąty. Pociski lecą celnie, lecz cudem udaje mi się uniknąć wszystkich pięciu. Najwyraźniej moje podświadome pragnienie dalszej egzystencji jest tak silne, iż nic nie jest w stanie go zmącić. No cóż, niektóre reakcje organizmu są niezależne od jego właściciela. Jednak napastnik się tego nie spodziewał. Z powodu wszechogarniającego mroku zupełnie nieświadomy, a może raczej nieświadoma wychodzi, przekonana, że co dopiero dokonała mordu. Niedoszła zabójczyni nazywa się Janet i już po raz piąty usiłuje mnie zamordować z zimną krwią. Ponownie jej się to nie udaje. Mam wrażenie, że to jeszcze nie koniec mojej przygody z tą kobietą, która jest potwornie uparta i przerażająco dociekliwa.

Wszystko zaczęło się od mojego pokoju. Siedziałam na łóżku spokojnie, w przekonaniu, że mój horror (który nota bene coraz bardziej mnie fascynował) właśnie się skończył. Odczuwałam co prawda nieznaczną ulgę, ale niestety nudziłam się paskudnie. Przywykłam do wielu wrażeń, pistoletów, granatów i zamachów. Najgorsze, że coraz częściej dochodziłam do wniosku, że mój oprawca zaczyna odczuwać przyjemność z mojego istnienia i specjalnie daruje mi życie, a te ataki to jedynie sposób na zbliżenie się do mnie. Ona psychopatyczna, ja masochistyczna. Niewątpliwie dobrana z nas para. Właśnie dlatego zaczynało mi być przykro i po prostu stwierdziłam, że Janet już mnie nie lubi. Nagle jednak moja bezceremonialna bezczynność została bezczelnie przerwana (jestem dumna z trzech słów zaczynających się na "bez" w jednym zdaniu). Usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Gdy je otworzyłam oniemiałam ze zdumienia. W progu stał niewinny listonosz, który w swych dłoniach trzymał (miałam nadzieję) nieco mniej niewinną paczuszkę. Grzecznie złożyłam swój podpis, aby potwierdzić odebranie przesyłki, pożegnałam się z sympatycznym panem i zaborczo zabrałam się do rozrywania papieru. Na mojej twarzy mimowolnie zawitał uśmiech. Nie myliłam się. A jednak o mnie nie zapomniała! Przystała mi książkę. Już piątą. Z westchnieniem ulgi zaczęłam ją kartkować szukając jakiejś wiadomości. Swoją drogą muszę przyznać, że tym razem czcionka była zniewalająca. Wracając do tematu. Już na pierwszej stronie ujrzałam piękne, staranne pismo. Uważnie przeczytałam trzy słowa "Miłej zabawy Kochana". Powąchałam. Lawenda. Teraz byłam już całkowicie pewna, że kolejny raz ona chce mnie uszczęśliwić.

Chciałam być przygotowana na każdą ewentualność. Doskonale wiedziałam jak działa Janet. Nie wysyłała mi książek, ot tak, żebym umiliła sobie nudny dzień. O nie. To by było na nią zbyt proste i naiwne. Ona skrupulatnie przekazywała mi w nich swój plan działania. A raczej to jak ja powinnam się zachowywać. Właściwie, to do każdego jej szalonego pomysłu samodzielnie musiałam opracować projekt. Jest wymagająca, ale zarazem prosta. Zdaje sobie sprawę, że mój móżdżek, nie do końca przyswaja takie historie, a już z pewnością nie potrafi funkcjonować jak zbrodniarz. Właśnie dlatego wszystkie zagadki zaraz po rozwiązaniu wydają się być banalne, wręcz stworzone dla takich kryminalistycznych idiotów jak ja. Dlatego ją ubóstwiam. Choć czasem liczę na coś bardziej ambitnego, to zawsze się zawodzę. W końcu już po tylu historiach uodporniłam się nieco i wyszkoliłam. Potrzebuję coraz więcej adrenaliny i magii przestępstwa. Ale to nic. Kocham i zarazem nienawidzę Janet. Jednak wiem, że ona zdaje sobie sprawę co jest dla mnie dobre i bezpieczne. Czuję jej troskę, ale zarazem nieprzerwaną przyjemność, którą czerpie z mojego cierpienia. Właśnie dlatego, wiem, że nic mi się nie stanie. Bo sama rozkosz podczas pościgów jest przyjemniejsza niż spełnienie po dokonaniu zbrodni.

Muszę przyznać, że tym razem jestem pewna, iż Janet miała fantastyczny humor. Nie dość, że każdy jej szaleńczy plan był nieco zabawny, to jeszcze moja osoba dawała popalić. Nigdy nie spodziewałam się, że jestem zdolna do takich rzeczy. Czy możliwe jest, żeby dojrzeć i zgłupieć zarazem? Nie? Powiem Wam tyle, że się mylicie. Ja też się myliłam, bo myślałam dokładnie tak jak Wy. Wiec, uwaga oświecę Was. Tak. Najwyraźniej jest to całkowicie możliwe. Bo właśnie ja taka się stałam. No ale co się dziwić, skoro mącili mi w głowie, aż dwaj mężczyźni, których co najlepsze nie dopuściłam do siebie (mimo wielkiej ochoty). W każdym razie najważniejsze jest to, że moje istotne cechy nie uległy zmianie. Dzięki temu czuję ciągłość. Sentyment właśnie teraz wkradł się w moje serce i mam zamiar co nieco powspominać. Przypomniała mi się moja pierwsza historia związana z Janet, kiedy byłam przerażona jej bezwzględnością. Byłam pewna, że umrę. Teraz śmieję się na te słowa. Przecież ona mnie nie zabije. Wręcz przeciwnie. Potrzebuje mnie i chce zachować przy sobie. Owinęła sobie mnie wokół palca. A przynajmniej tak jej się wydaje, gdyż ja wciąż jestem odporna na niektóre z jej uroków. Ale skrycie to ukrywam, bo wtedy zabawa jest lepsza.

To jak skończyła się moja historia już wiecie. Nie będę Wam opowiadać jej całej, gdyż wolę, żebyście sami dowiedzieli się tego od owej Janet. W każdym razie jestem pewna, że umieracie z ciekawości co było potem. Właściwie to nic ciekawego. Po całej akcji trafiłam do szpitala na obserwację, potem na policję na przesłuchanie. Byłam podekscytowana, przez co wszyscy brali mnie za wariatkę. No cóż, różne są fetysze, nieprawdaż? Później najnormalniej w świecie wróciłam do domu, ponownie usiadłam wygodnie w fotelu, zabrałam się za zwyczajne, codzienne czynności. Co czuje teraz? Niewiele. Tak, nadal oczekuję następnej paczuszki. Jednak po raz pierwszy jestem zaspokojona i mam wrażenie, że już nie tęskniłabym za tymi wrażeniami. Ale Janet się ze mną nie pożegnała. Ona wtedy przecież tylko wyszła z ciemnego pokoju. Wybaczcie, muszę już kończyć. Ktoś puka znowu do moich drzwi. Czyżby to był listonosz?

7/10

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Droga do Domu. O prawdziwym skarbie Karkonoszy i Gór Izerskich Księga II

,, Jestem wędrowcem , a nie przewodnikiem. Nie doszukuj się też we mnie skrupulatnego historyka. Zaledwie dotykam prawdy. Snuję opowieść zrodzoną w wy...

zgłoś błąd zgłoś błąd