Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Intrygantki

Tłumaczenie: Wawrzyniec Brzozowski
Wydawnictwo: Znak
6,51 (1004 ocen i 110 opinii) Zobacz oceny
10
34
9
52
8
143
7
300
6
251
5
134
4
49
3
35
2
4
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Théâtre. La Nuit de Valognes, Le Visiteur, Le Bâillon, L'École du diable
data wydania
ISBN
9788324023349
liczba stron
240
język
polski
dodała
BUKA

Oto nienawiść, która nie cofnie się przed niczym. Oto namiętność, która wybaczy nawet najgorsze winy. Dzieli je od siebie zaledwie mały krok. Pięć kobiet pałających żądzą zemsty zastawia pułapkę na mężczyznę, który dawno temu złamał każdej z nich serce. Jednak kiedy zwabiony podstępem Don Juan wpada w ich sidła, cały misterny plan wali się w gruzy. Okazuje się, że mimo upływu lat...

Oto nienawiść, która nie cofnie się przed niczym.
Oto namiętność, która wybaczy nawet najgorsze winy.
Dzieli je od siebie zaledwie mały krok.

Pięć kobiet pałających żądzą zemsty zastawia pułapkę na mężczyznę, który dawno temu złamał każdej z nich serce. Jednak kiedy zwabiony podstępem Don Juan wpada w ich sidła, cały misterny plan wali się w gruzy. Okazuje się, że mimo upływu lat uwodzicielskie słowa Don Juana nie straciły nic ze swojej zniewalającej mocy.

Kobiety szybko odkrywają, że tajemniczy łajdak, którego tak przez lata nienawidziły, wciąż ma nad nimi władzę.

Dawne namiętności odżywają – i okazują się o wiele silniejsze niż pielęgnowany latami gniew z powodu zdrady.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl

źródło okładki: http://www.znak.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 782
BUKA | 2013-02-25
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Blog, 2013
Przeczytana: 23 lutego 2013

Któż z nas nie słyszał o Don Juanie, legendarnym libertynie, którego niechlubna sława „pożeracza serc i cnót”[1] przetrwała wieki? Któż z nas nie zastanawiał się, ile nadobnych niewiast padło ofiarą owego „wiarołomnego w miłości uwodziciela i rozpustnika”[2]? Kogóż z nas nie intrygowały powody, dla których ów wyzbyty moralności mężczyzna obrał drogę rozpusty i nieokiełznanej zmysłowości?

Odpowiedzi na te pytania dostarcza sam zainteresowany w dramacie "Noc w Valognes", wchodzącym w skład najnowszej publikacji Erica-Emmanuela Schmitta – "Intrygantki". Don Juan z zuchwałą szczerością wyjawia zadurzonemu w nim dziewczęciu motywy swego nikczemnego postępowania.

„Niczego nie chcę osiągnąć, po prostu biorę: zrywam jabłka z drzewa, a potem je zjadam. A kiedy pragnienie wraca, powtarzam rzecz od nowa. Ty nazywasz to poszukiwaniem? Na pewno uważasz, że mam zbyt duży apetyt – moje usta chciały spróbować wszystkich owoców, wszystkich innych ust, tak różnych, tak odmiennych, pełnych, wilgotnych, delikatnych, zamkniętych, rozwartych, zaciśniętych ust skromnisi, niecierpliwych kobiety namiętnej, pełnych warg podlotka. Wszystkich ich pragnąłem. Mężczyźni zazdroszczą mi, moja mała, bo robię to, na co oni nie mają odwagi, a kobiety mają mi za złe, że daję im rozkosz. Wszystkim!”

Księżna de Vaubricourt zwabia do swego opuszczonego normandzkiego pałacu cztery wielce czcigodne niewiasty, które połączyło wspólne doświadczenie: wszystkie zostały zbałamucone i porzucone przez rzeczonego kochanka. Z ich wsparciem pragnie dokonać zemsty na bezwstydnym uwodzicielu. Podstępnie skłania go do przybycia, by następnie poddać surowemu osądowi i skazać na dożywotnie oddanie jednej kobiecie. Podczas procesu wychodzi jednak na jaw skrzętnie skrywana tajemnica, która diametralnie zmienia sytuację.

„Poznałem tylko miłość cielesną, znałem jedynie wojnę. Myślałem, że delektuję się rozkoszą, a to było tylko podniecenie. (…) Uwielbiałem zwyciężać – i to wszystko. Kiedy je brałem w ramiona i osaczałem sobą, kiedy w nie wchodziłem, przez kilka krótkich sekund czułem, jak mi ustępują i uważałem się za zwycięzcę. A potem była tylko smutna mechanika, by osiągnąć spełnienie. Kochałem się tak, jak matematyk prowadzi swe rachunki – z konieczności. Ale nienawidziłem, gdy sięgały szczytu. Widziałem je, jak przestawały być sobą – z czerwonymi plamami na szyi i policzkach krzyczały w ekstazie, drżały, rzucały się, falowały, płakały ze szczęścia, podczas gdy ja ruszałem się niczym jakiś sprężynowy mechanizm. Mniej może miarowo, ale równie zażarcie. To wszystko było nieludzkie. Niczego nie doznawałem, a gdy wydawały z siebie krzyki, czułem, jakbym stał się ich niewolnikiem. A potem odchodziłem. (…) Od zawsze czekałem… Czekałem, aż któraś z nich mnie zatrzyma, zachowa przy sobie. Patrzyłem na nie, mówiłem: „Odchodzę” – i zawsze odejść mogłem bez przeszkody… (…) A jego straciłem… Nie myślałem, że napotkam miłość inną niż w spódnicy.”

Miłość – uczucie, które Don Juan miał w najwyższej pogardzie, niepodziewanie objawia mu się pod postacią nieznajomego młodzieńca. Dotąd oddany jedynie namiętności, metodycznie powiększający grono nałożnic nieszczęśnik doświadcza gorzkiego smaku odrzucenia i ostatecznie bezpowrotnie traci obiekt swych westchnień. Emocjonalna więź, jaka zawiązuje się pomiędzy rzeczonym casanovą a kawalerem de Chiffreville, diametralnie zmienia nie tylko jego stosunek do przedstawicielek płci pięknej, ale i całego świata. Oto bowiem doznania jego stają się tak samo boleściwe, jak przeżycia porzuconych przezeń niewiast, zaś urok niezdobytego kochanka, jaki z upodobaniem wokół siebie roztaczał, przestaje wabić kobiety. Jedynym uczuciem, które odtąd zdolny jest wzbudzać w damskich sercach, pozostaje współczucie i żal. Tak oto mistrz zostaje pokonany swą własną bronią.

Wątek homoseksualnej miłości powraca w monologu Dawida, jaki również znalazł się w zbiorze "Intrygantki". Młody mężczyzna wyjawia anonimowemu słuchaczowi pozornie banalną historię swego życia. Opowiada o ciężkiej i monotonnej pracy na roli, przerywanej jedynie cyklicznie odbywającymi się świętami („odpusty”); kreśli portret troskliwej matki, pokładającej niespełnione nadzieje w swym jedynym potomku oraz utrudzonego ojca, odreagowującego frustrację za pomocą przemocy. Sam podmiot z kolei daje się poznać jako niemający właściwie żadnych oczekiwań zwykły śmiertelnik, któremu – co z uporem podkreśla – „zawsze brakowało wyobraźni”. Z letargu, w jakim się pogrążył, budzi go pewien drwal, dzięki któremu poznaje smak życia. Nieznajomy ów, oprócz głębokiego uczucia, ofiarowuje mu jednak także i śmiertelną przypadłość.

„Jeśli więc była mną, nie powinienem jej nienawidzić – nie jestem przecież wrogiem samego siebie. Jeżeli jednak wtargnęła we mnie z zewnątrz siłą, powinienem ją uważać za wroga. Ale moja choroba była mną, bo otrzymałem ją z miłości. Nie byłem więc wrogo nastawiony do tego, co oni nazywali moją chorobą.”

"Knebel" to wzruszające świadectwo miłości trudnej, pełnej poświęceń i borykającej się z brakiem społecznej akceptacji. To dramatyczna spowiedź istoty cierpiącej, jednakże szczęśliwej, bo może kochać.

Freud, bohater kolejnego, wchodzącego w skład "Intrygantek" utworu dramatycznego, także żywi tkliwe uczucia wobec swej rodziny, jednak całkowicie zawierza nie sercu, lecz rozumowi. Poznajemy go w trudnym momencie życiowym: władze zmuszają go do wyjazdu z Wiednia, co światowej sławy psychiatra poczytuje jako akt niesolidarności z narodem żydowskim, którego jest wszak obywatelem. Za przymusową emigracją przemawia nie tylko nasilająca się bestialskość nazistów, lecz również terminalne stadium choroby, pustosząca ciało i ów wybitny umysł. W obliczu wielkich wątpliwości objawia się doktorowi nieznana postać, której udziela on tymczasowego azylu. Początkowo lekarz upatruje w nim cierpiącego na zaburzenia natury duchowej pacjenta, następnie zbiega ze szpitala psychiatrycznego, jednak najbardziej prawdopodobny (i zarazem nieprawdopodobny) wydaje się wariant, iż tajemniczym gościem jest sam Najwyższy.

Ufający ideałom oświeceniowym Freud spiera się z jegomościem w kwestii odwiecznej walki wiary z rozumem. Poddaje w wątpliwość ufność w Boskie miłosierdzie w obliczu tragedii milionów niewinnych ofiar totalitaryzmu, wszechobecnej niegodziwości oraz szerzącego się zła i występku.

„Zło – to przyrzeczenie, którego się nie dotrzymuje. (...) Bo czymże jest śmierć, jeśli nie obietnicą życia, które pulsuje w mojej krwi, pod moją skórą? Obietnicą, która została złamana? (...) Śmierć nie dlatego jest złem, że oznacza nicość – jest złem, bo przedtem obiecano mi życie wieczne, by tego nie dotrzymać. I to jest wina Boga!
A czym jest ból, jeśli nie zaprzeczeniem nienaruszalności ciała? Tego doskonale skończonego ciała, stworzonego do biegania i zabawy, które nagle staje się niepełne, otępiałe, popsute. Zostało oszukane. Nie, ból wcale nie mieszka w ciele. Każda rana zadawana jest duszy – a każda rana to właśnie niedotrzymana obietnica. I to jest wina Boga!
A cierpienia psychiczne? – to zło, którym ludzie wzajemnie się torturują – czy to nie jest zerwanie pokoju? (...) Co jest powodem tej wiecznej wojny? Niedotrzymana obietnica! I znowu winien jest Bóg!
Ale największe zło – tak, najdotkliwsze ostrze zła, całe istnienie nie ukoi zadanych nim ran – to ten tak ograniczony umysł bez polotu, ogłupiony właśnie zdolnością myślenia. Mogłoby się zdawać, że Bóg wyposażył nas w umysł tylko po to, żebyśmy mogli poznać, jak bardzo rozum jest ograniczony – Bóg dał nam pragnienie, ale odmówił napoju. Wierzymy, że w końcu zrozumiemy wszystko i wszystko poznamy; wierzymy, że zdolni jesteśmy do najbardziej niebywałych odkryć, do budowania najsubtelniejszych konstrukcji, ale umysł porzuca nas po drodze. (...) Ograniczenie naszego umysłu – oto ostatnia z jego niespełnionych obietnic.”

Tam, gdzie ludzkość upatruje małości, siły wyższe odkrywają kopalnię nieograniczonych możliwości. Przedstawiciele piekielnych otchłani, zaprezentowani przez autora w ostatnim dramacie, zatytułowanym Szatańska filozofia, wierzą w potęgę ludzkiego umysłu. Rozum bowiem stanowi w ich mniemaniu doskonałe narzędzie, służące do szerzenia zła. Idealizm, pragmatyzm i psychologizm – trzy naukowe strategie, jakie proponują wysłannicy szatana, zdolne są doprowadzić ludzkość do całkowitej zagłady. Iście diabelski plan!

Tom "Intrygantki" został bardzo przemyślnie skonstruowany. Kompozycja opiera się na dychotomicznym podziale na utwory, traktujące o potędze „szkiełka i oka” – atrybutów mędrca oraz zawierzeniu drgnieniom serca. Wędrówkę (w czasie i przestrzeni) rozpoczynamy od pogrążonego w rozpaczy Don Juana, następnie dzielnie sekundujemy Sigmundowi Freudowi w teologicznej dyspucie ze Stwórcą, by z kolei przenieść się w zaświaty i wysłuchać przepełnionej melancholią opowieści miłosnej Dawida, aż do strącenia na dno krainy ciemności, gdzie asystujemy upadłym aniołom w ustalaniu taktyki unicestwienia ludzkości.

W swym najnowszym dziele Schmitt nie daje czytelnikom gotowej recepty na życie. Wskazuje, że ślepe zaufanie, pokładane w teoriach, głoszonych przez wielkich myślicieli oraz podążanie wyłącznie drogą, wyznaczaną przez rozsądek, może zwieść człowieka na manowce. Jednak postępowanie zgodnie ze wskazówkami, dyktowanymi jedynie przez serce, również nie stanowi gwarancji pomyślności. Wydaje się, że dopiero wyważona kombinacja tych dwóch mocy, swego rodzaju yin i yang, może być odpowiedzią na egzystencjalne bolączki człowieka.

[1] W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, PWZN Print 6, Lublin 1997, s. 435, [hasło: Don Juan].
[2] Tamże.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Być jak Pągowski

Nie wiem czy byłabym w stanie powiedzieć czy zmieniłabym cokolwiek w tej książce. Dla mnie jest fenomenalna! Polecam gorąco dla siebie, ale myślę, że...

zgłoś błąd zgłoś błąd