Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Mechaniczna księżniczka

Tłumaczenie: Anna Reszka
Cykl: Diabelskie Maszyny (tom 3) | Seria: Ze Świata Nocnych Łowców
Wydawnictwo: Mag
8,67 (5499 ocen i 645 opinii) Zobacz oceny
10
2 256
9
1 091
8
1 042
7
631
6
274
5
121
4
47
3
21
2
6
1
10
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Clockwork Princess
data wydania
ISBN
9788374804059
liczba stron
400
język
polski
dodała
Martyna

Inne wydania

Mroczna sieć zaczyna się zaciskać wokół Nocnych Łowców z Instytutu Londyńskiego. Mortmain planuje wykorzystać swoje Piekielne Maszyny, armię bezlitosnych automatów, żeby zniszczyć Nocnych Łowców. Potrzebuje jeszcze tylko ostatniego elementu, żeby zrealizować swój plan. Potrzebuje Tessy Gray, Charlotte Branwell, szefowa Instytutu Londyńskiego, rozpaczliwie stara się znaleźć Mortmaina, zanim ten...

Mroczna sieć zaczyna się zaciskać wokół Nocnych Łowców z Instytutu Londyńskiego. Mortmain planuje wykorzystać swoje Piekielne Maszyny, armię bezlitosnych automatów, żeby zniszczyć Nocnych Łowców. Potrzebuje jeszcze tylko ostatniego elementu, żeby zrealizować swój plan. Potrzebuje Tessy Gray, Charlotte Branwell, szefowa Instytutu Londyńskiego, rozpaczliwie stara się znaleźć Mortmaina, zanim ten zaatakuje. Ale kiedy Mortmain porywa Tessę, chłopcy, którzy roszczą sobie równe prawa do jej serca, Jem i Will, zrobią wszystko, żeby ją uratować. Bo choć Tessa i Jem są zaręczeni, Will jest zakochany w niej jak zawsze.

 

źródło opisu: Wydawnictwo MAG, 2013.

źródło okładki: http://www.mag.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 589
Joanna | 2013-09-21
Przeczytana: 11 lipca 2013

Na początku mojej opinii powinnam zapewne poinformować, iż nie jestem specjalną fanką powieści fantasy, a elfy, czarownice, wampiry i im podobne stwory nie budzą we mnie większej ciekawości. Oświadczywszy to, mogę pisać dalej.

Obecnie rynek książkowy zasypywany jest różnego rodzaju bestsellerami traktującymi o wyżej wymienionych nieludzkich istotach, które na ogół walczą ze złem i (cóż za niespodzianka!) zakochują się w jakiejś bohaterce-szarej myszy, która na nieszczęście czytelnika jest narratorką powieści, rozpływającą się w zachwytach nad takim to, a takim Adonisem. No bo cóż to byłby za bestseller, gdyby jego męski bohater nie był oszałamiająco przystojny i tak idealny, że niekiedy, doprawdy, może biednego czytelnika zemdlić. Nie chcę jednak rozpisywać się o tego typu zakałach literatury, gdyż recenzowana książka zdecydowanie do nich nie należy. Przejdźmy do sedna.

"Mechaniczna księżniczka" Cassandry Clare, choć posiada pewne cechy wyżej nakreślonej "literatury młodzieżowej", wyłamuje się jednak z utartego schematu. Przedstawione postaci i sposób poprowadzenia wątków zmuszają czytelnika do pochylenia się nad trzymanym woluminem i przemyślenia takich wartości jak przyjaźń, lojalność, poświęcenie, miłość (i to nie tylko ta romantyczna). Podczas lektury podobały mi się odniesienia do powieści klasycznych, cytaty, zarówno te umieszczone na początku każdego rozdziału, jak i te przytaczane przez bohaterów.
Na największą uwagę, moim zdaniem, zasługuje wątek przyjaźni dwojga parabatai, Willa i Jema. "Przyjaźń" nie jest tu tylko słowem, które zwykło się nadużywać, lecz prawdziwym, szczerym uczuciem dwójki osób gotowych oddać za siebie życie. Ich wierność i autentyczna troska o siebie nawzajem sprawiają, że ta przyjaźń staje się piękna. Sądzę, że dopiero w serii Diabelskich Maszyn, szczególnie zaś w "Mechanicznej Księżniczce", można dostrzec, co tak naprawdę oznacza związek parabatai. Nie mogłam się go jakoś dopatrzeć w poprzednich książkach autorki. Drugą sprawą jest to, że owa przyjaźń nie była zależna od słynnej przysięgi, lecz istniała samodzielnie, a runa parabatai była tylko dodatkiem do istniejącego już przywiązania.
Inną zaletą książki jest fakt, że główna postać kobieca, Tessa Gray, jest osobą rozsądną, opanowaną, nie zachowującą się jak zadurzona nastolatka, lecz wykorzystującą swoje zdolności do walki w obronie bliskich jej osób.
Akcja powieści jest dynamiczna. Przez cały czas coś się dzieje, pojawiają się potwory, które trzeba pokonać, wynalazki, które trzeba wypróbować, miejsca, do których należy się udać. Nie brakuje również dobrego humoru, ujawniającego się przede wszystkim w dialogach.
Jeżeli zaś chodzi o postaci drugoplanowe, można zaryzykować stwierdzenie, że również są w miarę dopracowane. Każda posiada względnie swoją własną historię, choć myślę, że niektóre mogły zostać lepiej nakreślone. Całkiem nieźle została przedstawiona postać drobnej, a jakże silnej Charlotte Branwell, kobiety niezależnej, o silnej woli, twardej, spełniającej jak najlepiej swoje obowiązki względem Instytutu oraz jego mieszkańców.
Książka nie składa się jednak z samych zalet.
Bracia Lightwood mogli zostać lepiej wykreowani, autorka mogła obdarzyć ich wyraźniejszymi cechami, by stali się postaciami z krwi i kości, bohaterami, którzy zwróciliby czymś uwagę. Nie zrobiła tego jednak, przez co ta dwójka, przynajmniej w moim odczuciu, zlewa się z tłem powieści. Zupełnie jakby zostali wprowadzeni po to, by na końcu każdy znalazł sobie partnera i swoje "długo i szczęśliwie".
Innym niezbyt chlubnym faktem jest to, że pisząc trylogię osadzoną w czasach wiktoriańskich, autorka zapomniała, bądź zignorowała panujące wówczas konwenanse. W dziewiętnastowiecznej Anglii nie do pomyślenia było, by szanująca się dziewczyna biegała po domu zamieszkanym przez bądź co bądź obcych jej mężczyzn w samej tylko koszuli nocnej. Tym bardziej, wszelki dobry obyczaj zabraniałby jej wchodzenia w takimże stroju w środku nocy do sypialni któregokolwiek z tych mężczyzn. Cóż, chyba że jak Jane Eyre odkryłaby, że ktoś próbuje ich spalić podczas snu. W czasach Dickensa niewskazane było również zwracanie się do siebie mężczyzny i kobiety po imieniu, chyba że byli ze sobą blisko spokrewnieni lub w bardzo zażyłych stosunkach (czyż Helen Graham i Gilbert Markham w powieści Anne Brontë nie zwracali się do siebie używając imion nadanych na chrzcie?). Tak więc, stylizacja powieści nieco kuleje, choć trzeba oddać autorce, że przyłożyła się do sprawdzenia ówczesnej mody, która została całkiem dobrze opisana. To samo tyczy się miejsc, które odwiedzał William podczas swojej podróży do Cadair Idris.
Zdziwił mnie trochę typowy motyw damsel in distress, na który w pewnym momencie pokusiła się pani Clare. Co prawda nie był rażący, lecz można było go zamienić na coś bardziej odpowiadającego nie takiej znów słabej postaci Theresy Gray.
W powieści wszyscy pozytywni bohaterowie otrzymują swój happy-ending. Nie zaliczam tego do wad, przeciwnie, czytając książkę cieszyłam się, że wszystko dobrze się skończyło, aczkolwiek traci na tym realizm i pewien dramatyzm opowiadanej historii.

W ogólnym podsumowaniu, należy jednak przyznać, że powieść jest bardzo dobra. Fabuła jest ciekawa, postaci dobrze nakreślone, zyskujące sympatię czytelnika, styl może nie wysoki, lecz mimo wszystko przyjemny. Polecam tym, którzy szukają przyjemnej lektury, by odpocząć od "poważnych" pozycji.

Na koniec dodam tylko, że James Carstairs, swoją dobrocią i miłym obejściem, bezapelacyjnie zyskał moje uznanie i stał się ulubioną postacią wśród bohaterów wykreowanych przez Cassandrę Clare :-)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Miłość w kasztanie zaklęta

Emocje, emocje, emocje... Piękna opowieść o miłości. Bardzo ciepła, mądra, wyciskająca łzy. O ogromnej pustce i beznadziei po utracie ukochanej osoby....

zgłoś błąd zgłoś błąd