Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki

Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
6,76 (501 ocen i 63 opinie) Zobacz oceny
10
12
9
27
8
106
7
146
6
147
5
40
4
12
3
5
2
2
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-7700-066-3
słowa kluczowe
raczkowski
kategoria
rozrywka
język
polski

Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki" - czy to prawda, czy kolejna prowokacja Marka Raczkowskiego, jednego z najpopularniejszych rysowników? Książka do czytania i oglądania – kilkadziesiąt fantastycznych rysunków Raczkowskiego i po raz pierwszy publikowane zdjęcia z baaaardzo prywatnego archiwum. Magdzie Żakowskiej, która przepytuje go z całego życia mówi tak: Na co...

Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki" - czy to prawda, czy kolejna prowokacja Marka Raczkowskiego, jednego z najpopularniejszych rysowników? Książka do czytania i oglądania – kilkadziesiąt fantastycznych rysunków Raczkowskiego i po raz pierwszy publikowane zdjęcia z baaaardzo prywatnego archiwum.
Magdzie Żakowskiej, która przepytuje go z całego życia mówi tak:
Na co wydałeś zaliczkę na książkę?
– Chyba na dziwki i kokainę.
Ile czasu ci to zajęło?
– Kilka godzin? Tyle co pójść do bankomatu, wypłacić pieniądze i wydać. Ale zaraz, zaraz – zapłaciłem też zaległy czynsz i trochę dałem dziecku. Nie miałaś problemu ze znalezieniem stolika?[Rozmowy do tej książki nagrywaliśmy w dwóch miejscach – z reguły zaczynaliśmy w restauracji przy ulicy Chocimskiej, a kończyliśmy w pobliżu, w mieszkaniu Marka Raczkowskiego.]
Nie. Jak powiedziałam, że umówiłam się tu z tobą, kelner uśmiechnął się wymownie i natychmiast znalazł się stolik.
– Bo ja tu jestem stałym gościem. Jak wstaję, z reguły popołudniu, koło 16, to piję kawę. Potem jem kanapki popijając whiskey lub wódką, a wieczorem jem tutaj – tatara z tuńczyka i halibuta, suma albo wołowinę. Często w towarzystwie kobiet, ale rzadko się powtarzają. I od razu muszę sprostować – nie do końca prawdę powiedziałem, bo jest kilka takich kobiet, które zapraszam tu często. Staram się być teraz bardziej prawdziwy niż jestem. Bo jeśli chodzi o tę książkę, przede mną stoi trudne zadanie. Muszę bowiem pokonać w sobie wstyd, który nieustannie odczuwam. Dojmujący, prawdziwy, fałszywy wstyd.
Na czym on polega?
– Dojmujący, prawdziwy, fałszywy wstyd polega na tym, że człowiek chce siebie pokazać w lepszym, czyli fałszywym świetle. Na przykład nie przyznaje się do zażywania narkotyków, ani do częstego zmieniania partnerek. Człowiek, który zażywa za dużo narkotyków, mówi na przykład, że owszem, wie, co to narkotyki, ale zażywa je nieregularnie, od okazji do okazji. Mało kto mówi całą prawdę. To jest fałszywy wstyd. I on jest autentyczny.
Chyba nie masz racji. Fałszywy wstyd, ten autentyczny, polega na tym, że nie czujesz wstydu, ale wiesz, że w danej sytuacji powinieneś go czuć i dlatego go udajesz. Chyba.
– Na jedno wychodzi. Czy można bezkarnie przyznawać się do ćpania? Czy to nie jest autodenuncjacja? Z jednej strony wydaje mi się, że organy ścigania powinny marzyć o tym, żeby jakiegoś celebrytę złapać, jak ostatnio Korę, ale może tak nie jest? Bo co oni teraz mają z tą Korą zrobić?! Maciek Zembaty powiedział kiedyś publicznie, żeby go po śmierci spalić i wciągać nosem, bo w dużej części składa się z czystej kokainy. I nic złego go z tego powodu nie spotkało.

To początek rozmowy. A dalej jest jeszcze ciekawiej…

 

źródło opisu: http://www.czerwoneiczarne.pl/ksiazka,73,1

źródło okładki: Wydawnictwo Czerwone i Czarne

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 83
iHS | 2017-03-01
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 26 lutego 2017

Rysunki Marka Raczkowskiego uwielbiam. Uważam, bez żadnej nadmiernej egzaltacji, że są fenomenem na skalę światową, nie tylko Polską. Znam wielu rysowników satyrycznych, mam swoje ulubione blogi i ziny, żaden z nich nie zbliża się do tej skąpej perfekcji z jaką Pan Marek tworzy swoje prace. Można by się zastanawiać, czy operuje słowem, i to słowem mówionym, nie pisanym, tak samo sprawnie jak obrazem.
Otóż - nie.
Pan Marek i Pani Magda sobie siedzą, i, nie umniejszają, ględzą. Bez celu, bez jakiejś myśli przewodniej, o tym i tamtym. Ślizgają się po powierzchni. Może to tylko moje wrażenie, ale Pan Marek czuje presję jaką kładą na nim jego genialne rysunki, stara się im dorównać, więc chyba czasem trochę zmyśla, trochę dorabia na poczekaniu, raz mówi tak, raz mówi siak. Szukając anegdot które rozśmieszyłyby mnie jak obrazki z "Przekroju" - właściwie znajduję tylko jedną, o Wojciechu Cejrowskim i nagrodzie w Krakowie. Książka wchodzi jak kleik ryżowy, łagodnie, bez większych wrażeń smakowych, nie pozostawia żadnych wspomnień. Można spokojnie pominąć, zamiast tego kupić album Pana Marka.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Gwiezdny pył

Według mnie książka jest po prostu świetna. Ciekawe postacie, interesujący świat i porywająca fabuła. Wiele zwrotów akcji, które na prawdę potrafią za...

zgłoś błąd zgłoś błąd