Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pieśni Maldorora i Poezje

Tłumaczenie: Maciej Żurowski
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
8,75 (8 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
3
9
2
8
1
7
2
6
0
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Le Chants de Maldoror; Poésies
data wydania
liczba stron
226
kategoria
poezja
język
polski
dodała
jagarkar

Lautreamont, poeta ze starszego pokolenia symbolistów, jak Verlaine i Mallarme, był prawie nieznany aż do momentu, kiedy po I wojnie światowej zainteresowali się nim nadrealiści. Wydawca zrezygnował z rozpowszechniania "Pieśni Maldorora" (1869) w obawie przed skandalem i nie jest to dziwne, stwierdza tłumacz, ponieważ "drastyczna, okrutna i bluźniercza książka Lautreamonta po dzień dzisiejszy...

Lautreamont, poeta ze starszego pokolenia symbolistów, jak Verlaine i Mallarme, był prawie nieznany aż do momentu, kiedy po I wojnie światowej zainteresowali się nim nadrealiści. Wydawca zrezygnował z rozpowszechniania "Pieśni Maldorora" (1869) w obawie przed skandalem i nie jest to dziwne, stwierdza tłumacz, ponieważ "drastyczna, okrutna i bluźniercza książka Lautreamonta po dzień dzisiejszy wywołuje bardzo sprzeczne reakcje". Mimo wszystko stała się jednym z klasycznych dzieł wczesnej awangardy francuskiej. Osobliwością "Pieśni" jest m.in. to, że autor wzorował się, jak mówi, m.in. na Wielkiej Improwizacji z "Dziadów" i że w następnej publikacji ("Poezje", 1870) wyparł się "Pieśni" oraz swoich związków z romantycznym pesymizmem, aby głosić konieczność poezji optymistycznej i mającej na celu "prawdę praktyczną". Niniejsze wydanie jest pierwszym pełnym przekładem dzieła Lautreamonta, dotychczas znanego polskiemu czytelnikowi tylko we fragmentach.

 

źródło opisu: Państwowy Instytut Wydawniczy, 1976

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 331
czytający | 2017-06-07
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 07 czerwca 2017

Bożyszcze nadrealistów odnajdujące rozkosz w czerpaniu z niczym niepohamowanej wyobraźni. Wariat i upadły anioł śmierci w jednej postaci, kultywujący cudowność nawet zwyczajnych wydarzeń. Postać z pogranicza sennego koszmaru. Maldoror, ten który istnieje po to aby cierpieć. Podobny do szału chorego umysłu odczuwającego głód nieskończoności. Cierpiący podwójnie swym czarnym i bezlitosnym sercem. Kontemplujący ruiny ludzkich dusz i znęcający się nad tym, co z nich zostało. Jednak pomimo tych najstraszliwszych zarzutów, jego pieśni smakują tak dobrze, jak najlepszy pokarm dla pragnącej ukojenia w smutku jaźni. Bez żadnego słowa wyrzutu wypiłem miksturę przygotowaną z zatrutego Maldorora przez jego stwórcę, którym jest Comte de Lautréamont. Bez grymasu na twarzy zniosłem obelgi i bluźnierstwa, żeby dowiedzieć się, jak wielką odwagą należy się wykazać aby pokazać światu tak posępne dzieło.

Czytając "Pieśni Maldorora" przyglądałem się "Ogrodowi rozkoszy ziemskich" Hieronima Boscha. Zaglądając w głąb "Płonącej żyrafy" Salvadora Dalego, poznawałem paranoiczny talent surrealistów. Obserwując rzeźby Hansa Arpa, uczyłem się abstrakcji w wykonaniu najlepszych mistrzów zbuntowanej sztuki. Ale pomimo tego, że w dziele Comte de Lautréamonta nie ma żadnych odniesień do wyżej wspomnianych twórców, to Maldoror może śmiało stanowić drastyczny manifest surrealizmu. Jest jak zapowiadająca wyjście z zamurowanych granic umysłu forpoczta, zwiastująca nadejście nowego nurtu w sztuce. To wędrująca po bezdrożach obłędu pogarda dla ogólnie znanych poglądów. "Pieśni Maldorora" przypominają dziką zemstę wyswobodzoną spod władzy myśli. Ten urojony paroksyzm dotknie każdego, kto się z nim zmierzy.

Maldoror wydał mi się uosobieniem ogromnej i nieszczęśliwej inteligencji, zdolnej zakryć wspaniałość wszystkich bóstw, jakie kiedykolwiek widziała ludzkość. Jego zuchwałe metamorfozy, ociekające krwią magnetyzujące czary i koszmary oddalone o całe lata świetlne od ziemskiej egzystencji. On to wszystko miażdży swoją indywidualnością i z obrzydzeniem do ludzkości wypiera się tego co dobre. Nie będę ukrywać, że po zgłębianiu tak pasjonującej osobowości, moje ostatnie noce nie należały do najspokojniejszych. W ciemnościach mroku wielokrotnie zastanawiałem się, jak rozpasany ekshibicjonizm przyszło mi oglądać. Domyślałem się, dlaczego "Pieśni Maldorora" zostały gorzkim owocem, którym nie każdy potrafi się delektować.

Już pierwsze spojrzenie na przypominającą bestię, sylwetkę Maldorora, budzi zastanowienie, czy "Poezje" zostały napisane przez Comte de Lautréamonta. W tym przypadku wyraźnie widać konflikt pomiędzy halucynacjami a racjonalizmem. Oba dzieła wyraźnie dzieli granica. Gdy Maldoror bluzga pozbawioną hamulców wyobraźnią, to narrator "Poezji" systematycznie oddaje się studiom człowieka, zmierzając do pocieszenia ludzkości. Comte de Lautréamont dąży ku odwołaniu tego, co nabazgrał ręką szaleńca na stronicach "Pieśni Maldorora". Jednak w moich oczach nigdy nie uda mu się zmazać spokojniejszymi rymami tych przeczących zdrowemu rozsądkowi majaków. Zapamiętam go jako poetę, którego twórczość to straszliwy cyklon, pełen obrzydliwych ale pasjonujących instynktów.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Sekretne życie drzew

Książka napisana przez niemieckiego leśnika o drzewach okazuje się niezwykle fascynującą lekturą. Miałam wrażenie, że przeniosłam się kilkanaście lat...

zgłoś błąd zgłoś błąd