Ambasadorowie

Tłumaczenie: Maria Skibniewska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Prószyński i S-ka
6,73 (127 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
12
9
7
8
19
7
34
6
29
5
15
4
3
3
5
2
3
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Ambassadors
data wydania
ISBN
9788378393962
liczba stron
664
słowa kluczowe
powieść amerykańska
język
polski
dodała
Ag2S

Amerykanin w Paryżu! według Henry'ego Jamesa. Paryż – symbol cywilizacji, sztuki, miłości i dekadencji, miejsce, gdzie normy moralne pękają jak bańka mydlana, i Ameryka – purytańska, praktyczna i na swój sposób niewinna. Henry James, wnikliwy badacz różnic międzykulturowych, na tym kontraście buduje swą opowieść o człowieku, który przybył z Nowego Świata do Paryża, aby ratować przed rzekomym...

Amerykanin w Paryżu! według Henry'ego Jamesa.

Paryż – symbol cywilizacji, sztuki, miłości i dekadencji, miejsce, gdzie normy moralne pękają jak bańka mydlana, i Ameryka – purytańska, praktyczna i na swój sposób niewinna. Henry James, wnikliwy badacz różnic międzykulturowych, na tym kontraście buduje swą opowieść o człowieku, który przybył z Nowego Świata do Paryża, aby ratować przed rzekomym zepsuciem syna przyjaciółki, i który odnalazł tam łagodną i niespodziewaną słodycz dojrzałego życia.

 

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Oceansoul książek: 2393

Amerykanin w Paryżu

Jeśli podzielić twórczość Henry’ego Jamesa na trzy okresy, jak często czynią to biografowie i krytycy, „Ambasadorów” zakwalifikujemy do najpóźniejszego, poświęconego obrazowaniu amerykańskiego i europejskiego społeczeństwa, ukazywaniu jednego z nich przez pryzmat drugiego i przeciwstawianiu ich sobie. Po wcześniejszym skoncentrowaniu się na sztukach i opowiadaniach James powrócił do opasłych powieści, w których nie stronił od długich, złożonych opisów — zwłaszcza tych dotyczących rozmyślań głównego bohatera.

Lambert Strether, Amerykanin w średnim wieku, na polecenie swojej narzeczonej, zamożnej wdowy, wyrusza do Paryża, by odszukać jej syna i skłonić go do powrotu do kraju, gdzie młodzieniec obejmie stanowisko w rodzinnym przedsiębiorstwie. Gdy odnajduje Chada Newsome’a okazuje się jednak, że syn marnotrawny przeszedł znaczną przemianę, o dziwo — są tą zmiany ze wszech miar pozytywne. Nabrał obycia i manier, obraca się w towarzystwie osób, którym niczego nie można zarzucić. Lata spędzone w Europie wyraźnie mu posłużyły. Paradoksalnie komplikuje to misję Strethera; choć Chad gotów jest spełnić życzenie matki, Lambert pod wpływem uroku stolicy Francji i na skutek poznania fascynującej Marie de Vionnet postanawia przedłużyć swój pobyt na obczyźnie.

Opowieść została w całości ukazana z punktu widzenia protagonisty, choć w paru miejscach wszechwiedzący narrator zdaje się puszczać oko do odbiorcy i sugerować, iż wie więcej, niż ma ochotę zdradzić. Pisarz postanowił jednak...

Jeśli podzielić twórczość Henry’ego Jamesa na trzy okresy, jak często czynią to biografowie i krytycy, „Ambasadorów” zakwalifikujemy do najpóźniejszego, poświęconego obrazowaniu amerykańskiego i europejskiego społeczeństwa, ukazywaniu jednego z nich przez pryzmat drugiego i przeciwstawianiu ich sobie. Po wcześniejszym skoncentrowaniu się na sztukach i opowiadaniach James powrócił do opasłych powieści, w których nie stronił od długich, złożonych opisów — zwłaszcza tych dotyczących rozmyślań głównego bohatera.

Lambert Strether, Amerykanin w średnim wieku, na polecenie swojej narzeczonej, zamożnej wdowy, wyrusza do Paryża, by odszukać jej syna i skłonić go do powrotu do kraju, gdzie młodzieniec obejmie stanowisko w rodzinnym przedsiębiorstwie. Gdy odnajduje Chada Newsome’a okazuje się jednak, że syn marnotrawny przeszedł znaczną przemianę, o dziwo — są tą zmiany ze wszech miar pozytywne. Nabrał obycia i manier, obraca się w towarzystwie osób, którym niczego nie można zarzucić. Lata spędzone w Europie wyraźnie mu posłużyły. Paradoksalnie komplikuje to misję Strethera; choć Chad gotów jest spełnić życzenie matki, Lambert pod wpływem uroku stolicy Francji i na skutek poznania fascynującej Marie de Vionnet postanawia przedłużyć swój pobyt na obczyźnie.

Opowieść została w całości ukazana z punktu widzenia protagonisty, choć w paru miejscach wszechwiedzący narrator zdaje się puszczać oko do odbiorcy i sugerować, iż wie więcej, niż ma ochotę zdradzić. Pisarz postanowił jednak skoncentrować się na Stretherze, a postać ta bardzo szybko zaskarbia sobie sympatię lub przynajmniej zrozumienie czytelnika. Lambert jest z jednej strony naiwny i dobroduszny, z drugiej — jakże łatwo przychodzi mu zachłyśnięcie się Starym Kontynentem. Dzięki niezwykłej wrażliwości bohatera możemy wraz z nim przeżywać kolejne emocje, mistrzowsko odmalowane przez autora, postrzegać kontrast między konserwatywną, purytańską Ameryką a liberalną, pełną swobód obyczajowych (oczywiście z punktu widzenia Strethera) Europą.

Należy jednak uzbroić się w cierpliwość i przygotować na to, że Henry James o niczym nie pisze wprost. Chętnie kluczy to tu, to tam, by po kilkudziesięciu stronach dać wyraz temu, co równie dobrze można by przekazać w paru zdaniach. Zamierzona retardacja najpewniej zniechęci odbiorców przedkładających wartką akcję i meandry fabuły nad finezyjność pióra. Od wydarzeń ważniejsze są w „Ambasadorach” sylwetki bohaterów, których poznajemy przede wszystkim poprzez rozbudowane, wielostronicowe dialogi, jakie między sobą prowadzą, a nie ich poczynania. Postacie u Jamesa są zróżnicowane i interesujące, a zarazem uosabiają pewne ogólne postawy ludzkie — postawy wciąż aktualne, dodajmy.

Choć fabuła jest dość prosta, a bieg wydarzeń ospały i nieobfitujący w zaskakujące zwroty akcji, powieść ma prawdziwie hipnotyzującą moc. Zawdzięcza to w dużej mierze godnemu uwagi stylowi pisarskiemu Jamesa, niezwykle kunsztownemu, pełnemu długich, wielokrotnie złożonych zdań. W polskim przekładzie tłumaczce Marii Skibniewskiej udało się oddać zarówno piękną melodię języka autora, jak i ducha epoki — wystarczy lektura pierwszych kilku ustępów, by nie mieć wątpliwości, iż tego utworu nie napisano w czasach współczesnych. Z tego względu osoby, które nie czerpią nadmiernej przyjemności z rozkoszowania się trącącą myszką frazą, mogą poczuć się znudzone rozbudowaną narracją i niedzisiejszymi dialogami. Ale entuzjaści Jamesa i prozy przełomu XIX i XX wieku z pewnością rozpłyną się w zachwycie.

We wstępie do drugiego amerykańskiego wydania James uznał „Ambasadorów” za swoje opus magnum. Z pewnością to powieść o dużym rozmachu, perfekcyjnie odmalowująca społeczeństwo Paryża u progu XX wieku, znakomity przykład literackiego realizmu psychologicznego, ale czy faktycznie największe dzieło tego płodnego twórcy? W tej kwestii zdania są podzielone, a i ja wstrzymam się jeszcze z wydaniem takiego osądu. Najlepiej, by każdy czytelnik sam postanowił to zweryfikować.

Marta "Oceansoul" Najman

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (547)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 0
| 2016-02-18

Henry James - nudziarz jakich mało.
Z chorobliwą skłonnością do długich zdań i rozwlekłych opisów, akcji bez akcji, co dla wielu czytelników jest zwyczajnie niestrawne. I cóż, że klasyk, skoro przyprawia o ból głowy. Trzeba naprawdę lubić ten styl i mieć dość sił na przebrnięcie wszystkich niedogodności, a wówczas James pozwoli nam na cierpliwe delektowanie się finezją kunsztownych słów i bogactwem subtelnych uniesień. Nagrodą stanie się wysublimowany i błyskotliwy zmysł obserwacji, wnikanie w ludzką psyche i elegancka analiza pobudek kierujących bohaterami. W przypadku "Ambasadorów" wystarczy spojrzeć na samą okładkę, która takim onirycznym, delikatnym i czułym gestem zapowiada ucztę zmysłowych wrażeń.

Do Paryża przybywa Strether, który na prośbę swej chlebodawczyni, bogatej wdowy, próbuje wyrwać ze szponów zepsucia i nakłonić jej syna marnotrawnego do powrotu na łono rodziny do Stanów, gdzie oczekuje na niego wybrana narzeczona oraz obowiązki w rodzinnej firmie. Przypadkowo...

książek: 779
Marcin | 2016-04-16
Na półkach: Przeczytane

Henry James uważał "Ambasadorów" za swoje szczytowe osiągnięcie artystyczne. Taka jest też powszechna opinia o tej powieści. Samego autora nikomu przedstawiać nie trzeba. Klasyk literatury amerykańskiej, zdecydowanie jednakowoż usytuowany w świecie klasycznej kultury brytyjskiej, zarazem czołowy przedstawiciel realizmu psychologicznego. Pobrzmiewają tu echa Jane Austin, może coś z Williama Thackerey i jego nieocenionego "Targowiska próżności". Struktura utworu przemyślana w najdrobniejszych szczegółach, niekiedy poszczególne zdania rozbudowane tak misternie, że robiące wrażenie wykutych z granitu. Tutaj nie tylko zdań, tu nawet słów nie ma zbędnych. Tematem utworu jest zaś spotkanie Amerykanina z kulturą europejską, wpierw w brytyjskiej, później zaś we francuskiej odsłonie. Tytułowi "Ambasadorowie" robią tu wrażenie nieco zagubionych, jednak w swej prostolinijności i wierności zasadom odnajdują pewną charyzmę, jakże obcą nabytemu dyletantyzmowi Europy.

książek: 2019
Edyta Zawiła | 2018-02-19
Przeczytana: 03 lutego 2018

Mój pierwszy raz z Henry Jamesem...delektuję się epoką i powolnie budowaną fabułą, a diabeł tkwi w szczegółach.
Spotkanie dwóch skrajnych światów : Paryż - miasto miłości, bohemy artystycznej, zabytków , szaleństwa, perwersji kontra purytańska Ameryka.
Lambert Strether z misją szpiegowską przybywa do Paryża...
600 stron, które nam Henry James podsuwa to misternie budowana fabuła, której głównymi elementami są dialogi, opisy, które mogą wydwać się nudne i przedłużające ale jakże oddające ducha epoki , wnętrz, stroju , salonu z herbatką, powolność, przeciąganie i wchodzenie bardzo powolne w klimat, pomiędzy bohaterów , by z czasem spokojnie i intensywnie uczestniczyć, egzystować. Studium charakterów z wachlarzem emocji od melancholii, nadwrażliwości , euforii ale też niuanse i enigmatyczność bohaterów, nie dostajemy na tacy gotowych rozwiązań, część domyślamy się, bo autor znów w zawoalowany sposób ukrył i każe się domyślać lub szukać pomiędzy słowami.
Polecam gdy ktoś chce złapać...

książek: 699
Orzeł | 2013-11-21
Przeczytana: 11 listopada 2013

Kunsztowny styl i szlachetne przesłanie prozy zapomnianego amerykańskiego klasyka.

Nierozstrzygalny już chyba spór – co jest ważniejsze dla oceny wartości dzieła, forma czy treść – toczy się od dawien dawna i chyba toczyć się będzie, dopóki artyści formę będą przekuwać w treść. Osobiście nie mam w tym zakresie szczególnie sprecyzowanych poglądów i chyba nie mam również potrzeby ich precyzowania. O ile bowiem wydaje mi się, że miarodajną dla oceny skali talentu twórcy jest jakość jego warsztatu, a więc forma, o tyle o odbiorze dzieła przez czytelnika decyduje już bardziej wypadkowa tych dwóch czynników. By pozostać przy literaturze: przykładem powieści, gdzie forma spycha na dalszy plan, czyni wręcz mało istotną, dość przeciętną treść, była np. powieść „Wyznaję” J. Cabre’a; na drugim biegunie umieściłbym natomiast „Rok 1984” Orwella, który, mimo prostego stylu pozostaje pozycją szczególnie ważną właśnie z uwagi na niezwykły walor treści w tej książce pomieszczonych; przykład...

książek: 809
Katarzyna Bartnicka | 2016-05-15
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Klasyka
Przeczytana: 15 maja 2016

Jedna ze smaczniejszych książek jakie czytałam. Cóż z tego, że tak naprawdę o niczym, ale autor taką stworzył konstrukcję, że nie można się od niej oderwać. Czytelnik staje się mimowolnym uczestnikiem relacji dziewiętnastowiecznej klasy średniej. Mamy tu bowiem bohatera, który niczym rycerz na koniu (kolor nie ma znaczenia) wyrusza z Ameryki do Europy, by sprowadzić do domu syna swojej przyszłej żony sam staje się poniekąd “ofiarą” paryskich zwyczajów. James w bardzo inteligentny sposób, jak żaden inny pisarz nie nadaje swoim bohaterom żadnych cech, wiemy tylko tyle, że są wytworni i dystyngowani. Głównie skupia się na tak zwanych rozmowach salonowych. Oczywiście... oczywiście nic tu nie dzieje się wprost. Wszelkie sugestie czy wrażenia oplecione są siecią insynuacji, domyśleń i dwuznaczności. Nasz bohater analizuje, wnioskuje i dochodzi do jedynie słusznych wniosków, kiedy już pewny, że logiczny ciąg zdarzeń prowadzi go na właściwą drogę rusza do celu “krokiem obłudnie...

książek: 1539
Algoforos | 2013-07-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 lipca 2013

Młody Amerykanin, Chadwick Newsome, dziedzic rodzinnej firmy i majątku, wyjeżdża do Paryża. Tam dostaje się we wpływy tajemniczej kobiety, która sprawia, że nie chce wrócić. Zaniepokojona matka wysyła w ślad za nim swojego przyjaciela, Lamberta Strethera, z misją sprowadzenia Chada z powrotem do domu...

I znowu poleciałem na okładkę - nieco wampiryczną, "zmierzchopodobną", ale o niebo bardziej zmysłową. Po zerknięciu do opisu stwierdziłem, że dobrze byłoby się zapoznać z tą powieścią. Po przeczytaniu książki - przepadłem!

Zakochałem się: w formie, języku, treści, bohaterach, atmosferze paryskiej socjety przełomu wieków. W ich eleganckim życiu, etykiecie, manierach, intrygach. Czytając, prawie widziałem blask salonów podczas wieczornych przyjęć, słyszałem szelest sukien i prowadzone ściszonym głosem inteligentne dialogi, czułem perfumy!

A po głowie kołatała mi się myśl: gdyby biedny Strether, z tym swoim przekonaniem o moralnej wyższości Amerykanów nad Europejczykami, mógł...

książek: 2800
porządekalfabetyczny | 2013-07-23
Na półkach: Ulubione, Przeczytane

Aż do południa szczęście w kremie albo w spray'u, mądrości ze słuchanych jednym uchem piosenek z radia. Jasne, życie w wersji instant, pobieżne i zachłanne, szybko zamieszane łyżeczką i wypite kiedy jeszcze parzy usta, ma swój urok, i inne wydaje się być szukaniem dziury w całym. Ale może jest tak, że całość nie istnieje...

Być może 'życie to surfing' i 'nie należy zbytnio komplikować spraw', ale Henry James proponuje inną opcję. Można ją wyśmiać, można ją sparodiować, i wielu próbowało, szczególnie zawiły styl jego późnych powieści. Są jednak dni kiedy mu wierzę i dziś właśnie jest taki dzień. '- Ile jest historii? - Tyle ilu jest ludzi.'

***
Dawno, dawno temu, tak dawno, że pamięć zaczyna walczyć z
niepamięcią, dostałam pewnego mejla. Jego autor informował mnie, że nie jest w stanie pisać tak długich i starannych mejli, jakbym sobie życzyła. Wcześniej ja _odmówiłam_ uznania za mejl do mnie jakiegoś gładkiego tekstu skierowanego do kogokolwiek, linków do czegoś tam, półzdań i...

książek: 679
wiedźma | 2013-03-11
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 08 marca 2013

Proza do powolnego czytania, delektowania się językiem Jamesa; stylistycznie pięknym, odrobinę cierpkim chociaż bogatym i wciągającym. Słowa apetyczne jak dobre wytrawne wino. Gdzie - o dziwo - warstwa fabularna zdaje się mieć drugorzędne znaczenie.

książek: 849
warszafka | 2015-04-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: kwiecień 2015

O rany! - mało co nie zaziewałam się z nudów na śmierć.
W mojej opinii posłużę się pasującymi tu jak ulał słowami śp. Maklaka z filmu „Rejs” - „A w filmie polskim to jest tak: nuda, nic się nie dzieje, nic... brak akcji jest, nic się nie dzieje. Bohater – pustka, nic absolutnie nic. Dłużyzna, aż chce mi się wyjść z kina, i wychodzę...”, no to ja też śladem Maklakiewicza z nudnej powieści James'a wychodzę, dziękuję i nie zamierzam wracać po więcej.

A dodatkowo uwaga – James zalał mnie kaskadą wypielęgnowanych (aż do przesady), wytwornych, misternie utkanych zdań, ale zdań zimnych, pozbawionych emocji, a ja w tej kaskadzie utonęłam, dusząc się z braku powietrza. Być może ta mocno przestylizowana proza jest zbyt wyrafinowana jak na mój prostacki gust – i tyle.
Śmiem twierdzić, że James zasługuje na miano jednego z najnudniejszych klasyków literatury.

książek: 2800
porządekalfabetyczny | 2013-07-23
Na półkach: Ulubione, Przeczytane

Aż do południa szczęście w kremie albo w spray'u, mądrości ze słuchanych jednym uchem piosenek z radia. Jasne, życie w wersji instant, pobieżne i zachłanne, szybko zamieszane łyżeczką i wypite kiedy jeszcze parzy usta, ma swój urok, i inne wydaje się być szukaniem dziury w całym. Ale może jest tak, że całość nie istnieje...

Być może 'życie to surfing' i 'nie należy zbytnio komplikować spraw', ale Henry James proponuje inną opcję. Można ją wyśmiać, można ją sparodiować, i wielu próbowało, szczególnie zawiły styl jego późnych powieści. Są jednak dni kiedy mu wierzę i dziś właśnie jest taki dzień. '- Ile jest historii? - Tyle ilu jest ludzi.'

***
Dawno, dawno temu, tak dawno, że pamięć zaczyna walczyć z
niepamięcią, dostałam pewnego mejla. Jego autor informował mnie, że nie jest w stanie pisać tak długich i starannych mejli, jakbym sobie życzyła. Wcześniej ja _odmówiłam_ uznania za mejl do mnie jakiegoś gładkiego tekstu skierowanego do kogokolwiek, linków do czegoś tam, półzdań i...

zobacz kolejne z 537 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd