Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kawowe biuro matrymonialne

Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
4,63 (8 ocen i 5 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
1
6
1
5
3
4
2
3
0
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788378051985
liczba stron
378
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Monika

Zapraszamy w podróż po smakach, uczuciach i... Polsce. Matka, córka, dawno niewidziana przyjaciółka. Jedzenie, picie, podróże. W "Kawowym biurze matrymonialnym" połączenie tych elementów daje bombę ? kaloryczną, zmysłową i emocjonalną. Wybucha ona pod sam koniec... Oczekiwanie na eksplozję mija niepostrzeżenie: kawa w powieści się leje strumieniami, dodaje i tak energicznym i ruchliwym...

Zapraszamy w podróż po smakach, uczuciach i... Polsce.
Matka, córka, dawno niewidziana przyjaciółka. Jedzenie, picie, podróże. W "Kawowym biurze matrymonialnym" połączenie tych elementów daje bombę ? kaloryczną, zmysłową i emocjonalną. Wybucha ona pod sam koniec...
Oczekiwanie na eksplozję mija niepostrzeżenie: kawa w powieści się leje strumieniami, dodaje i tak energicznym i ruchliwym kobietom wigoru oraz napędza akcję. Bohaterki snują wspomnienia, przerzucają się ripostami, podczas spontanicznych wypraw poznają przyjaciół.
Przyjaźń, troska o najbliższych, żywe dialogi, przedziwne zbiegi okoliczności, które prowadzą do ? no właśnie.... Zapraszamy w podróż. Koniecznie weźcie kawę!

 

źródło okładki: madbooks.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 597
Kermitek96 | 2013-02-15
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 grudnia 2012

„Kawowe biuro matrymonialne” autorstwa Lucyny von Schickendantz jest powieścią obyczajową, na pozór wyglądającą na coś odmiennego, co może wprowadzić świeżość w nasze czytelnicze życie. Książka jest debiutem autorki. O Pani Lucynie na ten moment prawie nic nie wiemy. Jedyne co możemy wywnioskować z jej nazwiska to pochodzenie z niemieckojęzycznego kraju, bądź ożenek z obcokrajowcem. Przyznam, że początkowo obdarzyłam tę lekturę wielką nadzieją na to, iż mnie zaskoczy. Z każdą stronicą zmieniałam swoje zdanie.


W tak naprawdę całej historii, chodzi o opowieści prowadzone przy kawie, które przeplatają się przez całą książkę i o każdej porze abstrakcyjnego dnia. Gdy do Ani przyjeżdża jej przyjaciółka z zagranicy – Emilka, mamy nadzieję na jakiś zwrot i rozwój akcji. Jednak jedyne co się zmieniło, to częstotliwość pojawiania się historii. Jednym słowem jest ich wtedy wręcz na potęgę. Pojawia się jeszcze jedna okazja do punktu kulminacyjnego. Jednak nawet wyjazd na Mazury niewiele zmienia.

Książka jest po prostu nudna. Rzadko kiedy zdarza się, że męczę się tak bardzo przy czytaniu. Tu niestety opowieści Emilii wychodziły mi już bokiem i nie miałam ochoty nawet czytać, jej imienia. Jeszcze gdyby te historie były jakieś zabawne, to można by było się trochę pośmiać. Autorka niestety na siłę chciała być zabawna, co niestety nigdy jej się nie udawało. Co prawda czasem zdarzało mi się uśmiechnąć, jednak niestety było to głównie bardzo delikatne wykrzywienie ust.

Język autorki jest wręcz powalający. Na samym początku nie byłam w stanie uwierzyć tego jak jest bogaty i inteligentny. Musimy się przestawić, ponieważ jest tak odmienny od wszystkiego co przedtem czytałam. Niewątpliwie, wpływa to korzystnie głównie na to jak my się wypowiadamy. Ilość słów, których mogłabym się nauczyć z tej książki jest tak ogromna, że chyba wręcz nie do zliczenia. W dodatku wszystko jest pisane w narracji pierwszo osobowej, co oznacza, iż powinien być zachowany pewien ważki styl wypowiedzi. W tym przypadku był on niesamowicie charakterystyczny. Dzięki temu nabrałam ogromnego szacunku wobec autorki.

Kolejną rzeczą, po części niezależną od autorki są imiona bohaterów. To oczywiste, że o gustach się nie decyduje. Nigdy nie można dogodzić każdemu. Niestety ja nienawidzę umieszczania polskich imion w książce. Tym bardziej jeszcze tak dziwnych imion. Bogusia, Anka, Leoś, Pawełek, Emilka. Nie mogłam znosić ich już po kilku stronach. Nie potrafiłam się do nich nawet w niewielkim stopniu przyzwyczaić. Było to nieznośnie i wciąż dawało mi poczucie pewnych niedociągnięć.

Niestety muszę powiedzieć, iż jest to książka, którą każdy może sobie spokojnie odpuścić bez wyrzutów sumienia. Jest ona męcząca i jedyny powód, dla którego można by się na nią zdecydować to możliwość rozwinięcia własnego języka. Poza tym, niestety nie widzę nic dobrego.

2/10

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Heartbreaker

Nazywają mnie łamaczem serc. Stworzyłem dokładnie taki typ życia, jaki pragnę dla siebie - odcięty od uczuć i obojętny na otaczający świat. U...

zgłoś błąd zgłoś błąd