Dieta startowa. Odżywianie zgodne z zegarem biologicznym

Wydawnictwo: Videograf
4,5 (2 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
0
6
0
5
1
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Le régime Starter
data wydania
ISBN
978-83-7835-017-0
liczba stron
208
słowa kluczowe
dieta, zegar biologiczny, poradnik
kategoria
poradniki
język
polski
dodała
Lilien

Proponowany przez francuskiego lekarza sposób odżywiania polega na dostosowaniu pory jedzenia i rodzaju potraw do biologicznego zegara człowieka. Skuteczność tej metody w walce ze zbędnymi kilogramami wynika z respektowania dobowego rytmu wydzielania enzymów i hormonów. Poczynając od solidnego śniadania, jeść można prawie wszystko, tylko o odpowiednich porach dnia. Zamieszczony w książce...

Proponowany przez francuskiego lekarza sposób odżywiania polega na dostosowaniu pory jedzenia i rodzaju potraw do biologicznego zegara człowieka. Skuteczność tej metody w walce ze zbędnymi kilogramami wynika z respektowania dobowego rytmu wydzielania enzymów i hormonów.
Poczynając od solidnego śniadania, jeść można prawie wszystko, tylko o odpowiednich porach dnia. Zamieszczony w książce 4-tygodniowy program żywienia, pomagający stracić prawie 8 kg nadwagi, to alternatywa dla szeregu diet, które opierają się na licznych zakazach.

 

źródło opisu: http://www.videograf.pl/ksiazka.php?id=618

źródło okładki: http://www.videograf.pl/ksiazka.php?id=618

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 300
Koval | 2012-12-14
Przeczytana: 19 listopada 2012

Im więcej czytam książek, opracowań, portali, mniej lub bardziej naukowych rozprawek czy zwykłych artykułów dotyczących odżywiania (i tego co się z nim wiąże) tym bardziej robię się uprzedzony do całej tematyki. A przynajmniej do tego, aby nazwać tę dziedziną nauką albo gałęzią wiedzy. Niewątpliwie zrobiła ona furorę i obecnie cieszy się wielką popularnością, ale nie ma się co dziwić: kto by nie chciał wiedzieć jaki wpływ na niego ma to, czym się karmi – tym bardziej, że odżywianie jest jedną z podstawowych czynności wykonywanych co dnia.

Moje zastrzeżenia budzi fakt, że na chwilę obecną panuje ogromne zamieszanie i co autorytet (a nie taki laik i ignorant jak ja) to inna opinia. Nie chodzi mi tu o wszystkie te wymyślne diety-cuda, miliony książek „jak schudnąć w weekend” czy kursy aerobiku tylko suche, naukowe podejście. Każda dziedzina wiedzy charakteryzuje się tym, że posiada pewne fundamenty, niepodważalne aksjomaty, w oparciu o które buduje się teorie, robi doświadczenia, na podstawie ich wyników owe teorie doskonali i w ten sposób dziedzina się rozwija. Oczywiście pewna płynność i elastyczność jest wymagana, bo w przeciwnym razie nasza nauka nam utknie i skostnieje, a z czasem stanie się na tyle przestarzała i nieaktualna, że zajmować się nią będą tylko pasjonaci, bo nie będzie miała przełożenia na życie wokół nas.

Odnoszę wrażenie, że tematyka odżywiania (jako typu, rodzaju medycyny związanej z żywieniem) nie spełnia tych warunków. Niby opiera się to na pewnych podstawach (bo końcowe teorie z racji potrzeby udowodnienia mogą być najróżniejsze i nimi nie trzeba sobie zawracać głowy) bazujących na biologii jak choćby wpływ pewnych substancji na organizm, to jednak są one niesamowicie nietrwałe. Co i rusz słyszy się, że odkryto nowe zastosowanie albo funkcję pewnego związku chemicznego, co wiąże się ze zmianą dotychczasowego podejścia i co wprowadza pewien dysonans. O przykłady łatwo: pamiętam kampanie dotyczące szkodliwości soli kuchennej i przedstawianie jej jako „białego zabójcy”, a obecnie (od kilku lat) okazuje się, że jednak nie jest to aż tak niebezpieczne, bo sól zatrzymuje płyny w organizmie, czyli chroni przed odwodnieniem. Podobna sprawa była z cukrem trzcinowym (brązowym) i jego wyższością nad białym; były nawet plakaty zestawiające jeden z drugim i poddające miażdżącej krytyce ten drugi. To samo dotyczy jajek – jeszcze kilka lat temu zabraniało się jedzenia więcej niż dwóch tygodniowo ze względu na zły cholesterol, a obecnie już wiadomo, że to wcale nie takie straszne i na pewno nie wpływa to jakoś znacząco na umieralność.

Ktoś mógłby powiedzieć, że jest to taki rodzaj nauki, który się nieustannie rozwija. Jest w dodatku powiązany z biologią i chemią – dziedzinami wiedzy, w których postęp dokonuje się niemal z dnia na dzień i każdy rok przynosi mniejsze lub większe rewolucje. I powinno tak zostać, a nie tworzyć sztucznego tworu. Udaje się odnaleźć nową substancję albo nowe zastosowanie/wpływ już znanej, to okazuje się, że pewne twierdzenia należy przewartościować. W takim razie trudno brać na serio większość tez stawianych przez dietetyków i speców od odżywiania, gdyż kto wie czy za jakiś czas się to nie odmieni. To, co zaleca się dzisiaj (lub czego się odmawia i radzi unikać) za jakiś czas okaże się być całkiem przyswajalne i w połączeniu z czymś innym nawet wskazane. Kuriozalnym przykładem, który moim zdaniem świetnie to obrazuje jest wskaźnik GDA, czyli „wielkość określająca ilość składników pokarmowych lub leczniczych, które powinny być spożywane średnio na dobę przez przeciętnego, dorosłego człowieka” (ma to na etykiecie każdy produkt jaki kupujemy w sklepie (zaraz obok zawartości poszczególnych składników odżywczych), więc już samo to dodaje mu ważności). Sęk w tym, że o ile owa wartość jest podawana, to zawsze zastrzega się przy niej, że zależy od płci, wieku, budowy ciała, wagi, trybu życia – aż chciałoby się dodać: numeru buta, koloru włosów, preferowanego ubioru etc. – co można krótko ująć, iż zależy od tak wielu czynników, że de facto nie znaczy nic, bo u jednej osoby będzie to dobre oszacowanie, a u drugiej wypadnie jakaś skrajność. Z kilkoma innymi, które znam jest podobnie, więc wypada zapytać czy aby nie z większością?

Stąd też moja końcowa konkluzja, że na dzień dzisiejszy dietetyce bliżej do stawiania horoskopów niż uznania jej za pełnoprawną dziedzinę wiedzy. Taka ciekawostka dla osób interesujących się przyjmowanymi pokarmami, ale bez traktowania tego zupełnie serio.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zwilczona. O kobiecej intuicji, mazurskiej magii i ogromnej miłości

Książka ze wspaniałym potencjałem, pomysłem na historię oraz ciekawymi bohaterami. Tak zakładałam do połowy opowieści, kiedy zamienia sie w harlekina...

zgłoś błąd zgłoś błąd