Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wiśniowy blues

Tłumaczenie: Ziemowit Andrzejewski
Cykl: Dave Robicheaux (tom 3)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Prószyński i S-ka
7 (7 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
2
8
0
7
2
6
2
5
1
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Black Cherry Blues
data wydania
ISBN
8371806426
liczba stron
277
słowa kluczowe
Dave Robicheaux, Luizjana, Montana, USA
język
polski
dodał
adamats

Dave Robicheaux, bohater i narrator wielu powieści Jamesa Lee Burke'a, to człowiek, który często wpada w tarapaty. Ich źródłem z jednej strony jest ona sam (jego wierność zasadom i skrywana skrzętnie dobroć), z drugiej zaś - rządzące światem zło. Dwaj dranie mordują żonę Dave'a - Dave morduje drani. Gdy kolejni dranie próbują zabić przyjaciela Dave'a, Dave próbuje postawić ich przed sądem. W...

Dave Robicheaux, bohater i narrator wielu powieści Jamesa Lee Burke'a, to człowiek, który często wpada w tarapaty. Ich źródłem z jednej strony jest ona sam (jego wierność zasadom i skrywana skrzętnie dobroć), z drugiej zaś - rządzące światem zło.
Dwaj dranie mordują żonę Dave'a - Dave morduje drani. Gdy kolejni dranie próbują zabić przyjaciela Dave'a, Dave próbuje postawić ich przed sądem. W efekcie jednak sam ląduje w więzieniu. Zwolniony za kaucją, rozpoczyna prywatne śledztwo, którego wynik, podobnie jak los detektywa, pozostaje niepewny do ostatniej strony.

 

źródło opisu: od wydawcy

źródło okładki: skan z oryginału

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2166
adamats | 2013-09-24
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 21 września 2013

Byłem pod ogromnym wrażeniem rozlewisk Atchafalaya, mistrzowsko opisanych przez Burkea w powieści „Elektryczna mgła” i liczyłem na kolejną porcję przygód bohatera w tej okolicy pełnej aligatorów, węży mokasynów i pelikanów. Oczekiwałem, że „Wiśniowy blues” oprócz niepokojących, niepowtarzalnych cajuńskich rytmów, przyniesie opisy kolejnych przesileń związanych z burzowymi frontami nadciągającymi znad Zatoki Meksykańskiej, że po raz kolejny zanurzę się w wilgotne, parne powietrze przesycone zapachem hortensji i orchidei. Znów – oczami autora – chciałem zobaczyć drzewa pekanowe i pamiętające wojnę secesyjną - tak charakterystyczne dla amerykańskiego południa - aleje ogromnych dębów a tymczasem… po kilkudziesięciu stronach Dave Robicheaux spakował manatki, usadził w samochodzie swą przybraną córeczkę Alafair i pociągnął do Missoula w stanie Monatana. I tak, zamiast pekanowców i moczarów południowej Luizjany, znalazłem się razem z bohaterami powieści wśród wysmukłych górskich świerków i sosen ponderosa, nieopodal rezerwatu Czarnych Stóp.
Żeby dostać się do Missoula z New Iberia trzeba przebyć 2179 mil, czyli lekko licząc jakieś 3,5 tysiąca kilometrów kierując się na północny zachód. Taką trasę domyślnie pokazuje Google Maps. Robicheaux wybrał nieco krótszą drogę przez panhandle, Nowy Meksyk i Denver w stanie Kolorado, ale to wciąż wymagało ponad 30 godzin jazdy samochodem. Dlaczego tam pojechał? Co sprawiło, że opuścił swój sklep i wypożyczalnię łodzi ? Nie chciałbym zdradzać zbyt wielu szczegółów, bo to w końcu opowieść klasyfikowana jako kryminał, choć moim zdaniem to zbytnie uproszczenie w odniesieniu do książek Lee Burkea i śmiało zaliczyłbym je do „zwyczajnej”, klasycznej powieści z szeroko nakreślonym tłem obyczajowym i kryminalnym lub sensacyjnym wątkiem, gdzieś w okolicach twórczości Jeffreya Archera i Dorothy Uhnak. Opinia taka wydaje mi się w pełni uprawniona, mimo że formułuję ja po lekturze zaledwie dwóch książek z bogatego dorobku autora. Tylko na cykl o byłym glinie z Nowego Orleanu składa się dwadzieścia pozycji, z czego w Polsce wydano zaledwie sześć z nich – niestety. Wydany w 1997 roku „Wiśniowy blues” to trzecia część całej serii i pierwsza - w chronologicznym układzie polskich wydań. Rok wcześniej wydano po polsku wspomnianą już „Elektryczną mgłę” i Dixie City Jam („Afera na południu”), które są odpowiednio szóstą i siódmą częścią cyklu.
Skoro dwóch najpierwszych części przygód Davea Robicheaux jeszcze w Polsce nie wydano, polecam rozpoczęcie czytania od „Wiśniowego bluesa” właśnie. I bez większych oporów mogę zdradzić, że Dave to mężczyzna „po przejściach”, przy czym losy bohatera piosenki Jana Pietrzaka „Czy te oczy mogą kłamać” to przysłowiowe „małe miki” w porównaniu z tym, co przeszedł bohater Lee Burkea.
Ten, dzieciństwo i młodość spędził w New Iberia, wychowywany przez ojca nie stroniącego od alkoholu. Matka odeszła z ekstrawaganckim hazardzistą i po latach powolnego staczania się została zamordowana w bliżej nie wyjaśnionych okolicznościach. Ojciec zginął gwałtowną śmiercią w czasie wybuchu na platformie wiertniczej, na której pracował dla jednego z koncernów naftowych. Wystarczy nieszczęść? Ależ skąd! Dave przyciąga je jak światło świecy nocne motyle. Pierwsza żona zostawiła go – być może na swoje szczęście – nie mogąc znieść jego alkoholowych ekscesów. Druga, została brutalnie zamordowana a Dave skutecznie – we własnej głowie - obciążył się winą za jej śmierć. Najlepszy kumpel, partner, policyjny detektyw Clete Purcel, złamał wszystkie zasady, w które wierzyli służąc w policji, którym powinni być wierny, zlikwidował świadka oskarżenia, skasował za to 10 tysięcy zielonych i zniknął z dnia na dzień zostawiając za sobą spaloną ziemię i przyjaciela w potrzebie.
Po każdym takim ciosie Robicheaux podnosi się prawie jak wańka-wstańka, choć nie bez trudu, nie bez lęku i zachowaniem tym prowokuje nas do zmierzenia się z odpowiedzią na pytanie ile razów można przyjąć, ile nieszczęść przetrwać, jak bardzo trzeba zostać doświadczonym przez los aby… wciąż zachowywać się godnie? Pewnie nie bez znaczenia dla tego ciągłego upadania i podnoszenia się pozostaje fakt, że bohater jest praktykującym katolikiem.
W końcu opuszcza Nowy Orlean, „po drodze” ratuje z rozbitego samolotu indiańską sierotę z Salwadoru i wraca do New Iberia. Prowadzi przystań, aktywnie działa w stowarzyszeniu AA, przez jakiś czas pracuje nawet w biurze szeryfa. I wtedy, w powoli i z mozołem odbudowywane życie Davea bezceremonialnie wkracza kolega z collegu, przebrzmiała gwiazda bluesa i rockabilly - Dixie Lee Pugh. Wydaje się, że demony przeszłości nie pozwolą o sobie zapomnieć a i na brak nowych kłopotów nie sposób narzekać. Jak mawiał stary generał konfederackiej armii: „walka nigdy nie jest skończona a pole bitwy nigdy do końca nie jest nasze” więc Dave nie czeka na wydawałoby się nieuchronne i po raz kolejny bierze sprawy w swoje ręce.
Bardzo odpowiada mi styl Burkea. Jest taki nieśpieszny, odrobinę staroświecki, przykładający wagę do szczegółu w opisie, zarówno wyglądu jak i sfery duchowej bohatera. No i to bogactwo środków literackich użytych dla pokazania otoczenia. Z góry uprzedzam, że malkontenci narzekający na ilość i obszerność opisów przyrody, mogą darować sobie jego powieści. Dla mnie te opisy są ich kapitalnym, dodatkowym atutem. Bez względu na to, czy autor opisuje bagniste dorzecze Atchafalaya, skaliste przełomy Clark Fork River czy też położone pomiędzy Mission Mountain a Salish Mountains przepiękne polodowcowe Flathead Lake, czyta się to znakomicie. Każdy opis oddany jest z takim pietyzmem, z taką dbałością o szczegóły, jakby autor miał świadomość, że większość czy też znaczna część czytelników jego książki nigdy tam nie dotrze i to na podstawie jego przekazu wyobrażać będą sobie ten świat, w którym umieścił historie Dave Robicheaux.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wiatr od wschodu

Wątek z ucieczką z rosyjskiego obozu w głąb wrogiego kraju i spotkanie się z nieznaną gałęzią Ludzi Lodu jakoś tak mnie ożywiła i po dłuższej przerwie...

zgłoś błąd zgłoś błąd