Ciemność widoma. Esej o depresji

Tłumaczenie: Jerzy Korpanty
Seria: Sfery
Wydawnictwo: Świat Książki
7,11 (286 ocen i 41 opinii) Zobacz oceny
10
16
9
24
8
66
7
92
6
65
5
11
4
8
3
1
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Darkness visible : a memoir of madness, 1991
data wydania
ISBN
9788377994337
liczba stron
128
język
polski
dodała
Ag2S

Ta książka uważana jest za pozycję wybitną, zarówno w kategoriach literackich, jak i psychologicznych. Słynny pisarz zmagał się przez wiele lat z depresją. Esej Styrona uchodzi za jedną z najważniejszych osobistych relacji ludzi cierpiących na chorobę psychiczną. Opowieść o życiu w mrokach udręczonego umysłu i o sposobach wychodzenia z tego stanu przyczyniła się wydatnie do nagłośnienia...

Ta książka uważana jest za pozycję wybitną, zarówno w kategoriach literackich, jak i psychologicznych. Słynny pisarz zmagał się przez wiele lat z depresją. Esej Styrona uchodzi za jedną z najważniejszych osobistych relacji ludzi cierpiących na chorobę psychiczną. Opowieść o życiu w mrokach udręczonego umysłu i o sposobach wychodzenia z tego stanu przyczyniła się wydatnie do nagłośnienia choroby, wokół której zawsze panowało kłopotliwe milczenie. Styron po mistrzowsku opisał cierpienia tak ogromne, że niemal zupełnie nie do wyrażenia w jakikolwiek sposób.

 

źródło opisu: Świat Książki, 2012.

źródło okładki: www.swiatksiazki.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1619
_fantasquemagorie_ | 2016-03-25
Przeczytana: 28 lutego 2016

"Ciemność widoma" to doskonałe, osobiste, subiektywne świadectwo zmagań z depresją napisane w sposób dojrzały, szlachetny, przepięknym literackim językiem. Pełen godności coming out. Nie ma tu mowy o tak teraz modnym, publicznym praniu rodzinnych brudów, obwinianiu całego otoczenia, infantylnych poradach rodem z amerykańskich pseudo poradników.

Książka jest właściwie próbą uzmysłowienia czytelnikowi odczuć, doznań, pokus, emocji, których osoba chora na depresję doświadcza na poszczególnych etapach rozwoju i walki z chorobą. Stan ten jest tak bolesny, abstrakcyjny, że nawet literatowi trudno go precyzyjnie nazwać, zdefiniować. Autor odczuwał zamęt, "niemożność skupienia uwagi oraz chwilowe luki w pamięci" dezorientację, odrętwienie, wszechogarniające znużenie, nadwrażliwość, swego rodzaju dezintegrację fizyczną, utratę zdolności koordynacji fizycznej, zobojętnienie na miejsca i czynności które kiedyś sprawiały mu wielką radość, transy bezsenności, "nieustannie wsączający się w mózg niepokój i lęk", utratę chęci i zdolności myślenia o przyszłości. Wspomina: "powłóczyłem głosem podobnie jak nogami", "paraliżujący lęk i przerażenie niczym obłok toksycznych oparów spowija mój umysł i pcha mnie do łóżka". "Syntetyczny sen" nie przynosił odpoczynku, a potworny, trudny do umiejscowienia ból wraz z poczuciem bezgranicznej samotności i osaczenia, zaczęły staczać go w otchłań.

W końcu przyszedł czas by znaleźć odpowiedź na pytanie: "czy życie jest, czy nie jest warte trudu, by je przeżyć". Nieuchronnie doprowadziło to do stanu, w którym zaczął postrzegać siebie jako przyszłą ofiarę samobójstwa, a poszczególne przedmioty w domu jako potencjalne narzędzia, które miały mu w nim pomóc. Szczęśliwie w ostatniej chwili, gdy już powziął ostateczną decyzję, zrządzeniem losu Rapsodia Bhramsa wywołała potok wspomnień radosnych chwil, które było mu dane przeżyć w tym tak teraz odstręczającym domu. "Zdałem sobie sprawę, że jest to coś, czego nie mogę tak po prostu porzucić, że to, do czego zrobienia tak metodycznie się przygotowywałem, jest niegodne owych wspomnień, a także niegodne tych tak bliskich i drogich mi osób, z którymi te wspomnienia były ściśle związane". "Czerpiąc siłę z ostatnich pokładów zdrowia psychicznego" jakie mu jeszcze zostały, znalazł siłę by obudzić żonę. Tak oto znalazł swoje wybawienie, którym okazał się szpital.

Doszukując się pierwszych symptomów choroby otwarcie, rzeczowo, po męsku stwierdza, że zaczął je dostrzegać po odstawieniu wszelkich spirytualiów. Nagłe zostanie abstynentem nie było jego wyborem. Jego organizm ot tak, ni stąd ni zowąd po prostu przestał tolerować alkohol: "...korzystałem, z alkoholu jako magicznego środka, który wprowadzał mnie w euforyczny świat fantazji i stymulował wyobraźnię. Nie żałuję ani nie zamierzam tłumaczyć się z tego, że uciekałem się do przynoszącego ukojenie, często zaiste wybornego trunku, który wniósł wielki wkład w moje pisarstwo. Choć nigdy nie napisałem ani jednej linijki pod jego wpływem, posługiwałem się nim - często w połączeniu z muzyką - niczym użytecznym narzędziem, pozwalającym mi doświadczać wizji, do których mój pozbawiony zewnętrznej stymulacji, trzeźwy i chłodny umysł nie miał dostępu. Alkohol był nieocenionym długoletnim partnerem mojego intelektu, a także przyjacielem, z którego pomocy i wsparcia korzystałem każdego dnia i którego potrzebowałem, jak teraz widzę, jako specyfiku mającego moc uśmierzania niepokoju i lęku, jakie przez długi czas wypierałem ze świadomości w najodleglejsze zakamarki duszy (...). Mój podtrzymujący mnie dotąd na duchu przyjaciel porzucił mnie, nie stopniowo i z ociąganiem, jak postąpiłby zapewne prawdziwy przyjaciel, lecz nagle i niespodziewanie, zostawiając mnie samego, trzeźwego, owszem, lecz zupełnie bezbronnego (...) Kiedy nagle zniknął, straciłem zaufanego i potężnego sojusznika, który od tak dawna trzymał moje demony na bezpieczną odległość, i teraz nic już nie broniło owym demonom, by zaczęły wypełzać z podświadomości na powierzchnię, a ja byłem emocjonalnie nagi, jak nigdy dotąd podatny na zranienie. Nie ulega wątpliwości, że depresja krążyła w pobliżu od lat, czekając na odpowiedni moment, by rzucić się na mnie jak drapieżny ptak."

Autor zwraca uwagę, że depresja ma "zdecydowanie demokratyczny charakter", przebieg i natężenie choroby zależy od konstytucji psychofizycznej jednostki, czynników indywidualnych, predyspozycji genetycznych, a zakres, tempo i jakość wyzdrowienia zależy od wsparcia, cierpliwości, wyrozumiałości, wytrwałości, niemal "religijnej żarliwości" partnerów, bliskich, przyjaciół ale również lekarza i środków farmakologicznych które choremu są aplikowane. Styron najwyraźniej do farmakologii nie miał szczęścia. W swojej relacji pisze wyraźnie, że jeden z lekarzy przepisywał mu przewlekle szkodliwy, niedopasowany, w trzykrotnie zbyt dużej dawce lek nasenny który powodował/wzmagał tendencje samobójcze; wydaje się, że lekarz o tym... nie doczytał (!).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Śmierć w Chateau Bremont

W zabytkowej miejscowości Aix-en-Provence we Francji szlachcic Etienne de Bremont wypada z okna i ginie. Mimo powszechnego uznania śmierci za p...

zgłoś błąd zgłoś błąd