5,14 (179 ocen i 20 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
5
8
9
7
20
6
39
5
39
4
22
3
23
2
10
1
7
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788363855093
liczba stron
184
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Olka

Ta dziewczynka nie mówi wszystkiego swojej mamie. Ani nikomu. Jak wiele dziewczynek, które wiedzą za wiele. „Niektóre słowa nie przechodzą przez gardło”. Czasem jednak przechodzą do netu. Pan z netu jest pedofilem. Penis chłopca z netu pachnie proszkiem do prania. Potem dziewczynka ma bulimię i słowa z gardła przedostają się w książkę. Jeszcze potem dziewczynka dojrzewa i ma wielu...

Ta dziewczynka nie mówi wszystkiego swojej mamie. Ani nikomu. Jak wiele dziewczynek, które wiedzą za wiele. „Niektóre słowa nie przechodzą przez gardło”. Czasem jednak przechodzą do netu.

Pan z netu jest pedofilem.
Penis chłopca z netu pachnie proszkiem do prania.

Potem dziewczynka ma bulimię i słowa z gardła przedostają się w książkę.
Jeszcze potem dziewczynka dojrzewa i ma wielu chłopaków, niektórzy są sławni. Niektórzy wręcz przeciwnie.

Proza Dominiki Dymińskiej uwodzi stylem Herty Müller i klimatem Aglai Veteranyi. Pisana świeżą, odkrywczą polszczyzną jest dziewczyńska, poetycka i intrygująca.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2012

źródło okładki: http://www.krytykapolityczna.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
dorsz książek: 435

Wyjątkowo niestrawna całość

Nie ma większej krzywdy dla pisarza niż porównywanie go do bardziej znanego czy lepszego warsztatowo kolegi po piórze. A kiedy próbuje się w ten sposób zestawiać próby debiutantów, najczęściej kończy się to absurdalnie.

„Proza Dominiki Dymińskiej uwodzi stylem Herty Müller i klimatem Aglai Veteranyi”. Tak, to cudownie, że Herty Müller i Aglai Veteranyi zamiast L. J. Smith na przykład. Tylko, że to – nie dość, że mało prawdopodobne – to jeszcze cholernie teatralne. Z jednej strony noblistka, która własne, pozaksiążkowe istnienie najchętniej zamiotłaby pod dywan. Z drugiej postać – tak się o niej mówiło, kiedy byłam w gimnazjum – kultowej samobójczyni, której książki bardziej niż znać wypadało po prostu mieć na półce, tak jak dzisiaj wypada raz na jakiś czas pokazać się na ulicy dużego miasta z papierowym kubkiem ze Starbucksa w dłoni.

Nie potrzebujemy nieudolnych kopii świetnych pisarzy. Potrzebujemy nowych pisarzy, którym damy czas na stopniowe stawanie się pisarzami coraz lepszymi. Szczerze wolałabym zostać uwiedziona stylem i klimatem Dominiki Dymińskiej. I mam wrażenie, że mogłoby się tak stać, gdyby tylko „Mięso” zamiast stu siedemdziesięciu siedmiu stron liczyło ich na przykład pięć.

Przebłyski potencjału w pisaniu debiutantki są godne odnotowania, ale nie zmienia to faktu, że większość słów, jakie padają w jej książce nie ma w zasadzie żadnej mocy. Równie dobrze mogłoby ich nie być. Wypowiada je Dominika – nastolatka, która nie lubi siebie (jest za gruba), swojej...

Nie ma większej krzywdy dla pisarza niż porównywanie go do bardziej znanego czy lepszego warsztatowo kolegi po piórze. A kiedy próbuje się w ten sposób zestawiać próby debiutantów, najczęściej kończy się to absurdalnie.

„Proza Dominiki Dymińskiej uwodzi stylem Herty Müller i klimatem Aglai Veteranyi”. Tak, to cudownie, że Herty Müller i Aglai Veteranyi zamiast L. J. Smith na przykład. Tylko, że to – nie dość, że mało prawdopodobne – to jeszcze cholernie teatralne. Z jednej strony noblistka, która własne, pozaksiążkowe istnienie najchętniej zamiotłaby pod dywan. Z drugiej postać – tak się o niej mówiło, kiedy byłam w gimnazjum – kultowej samobójczyni, której książki bardziej niż znać wypadało po prostu mieć na półce, tak jak dzisiaj wypada raz na jakiś czas pokazać się na ulicy dużego miasta z papierowym kubkiem ze Starbucksa w dłoni.

Nie potrzebujemy nieudolnych kopii świetnych pisarzy. Potrzebujemy nowych pisarzy, którym damy czas na stopniowe stawanie się pisarzami coraz lepszymi. Szczerze wolałabym zostać uwiedziona stylem i klimatem Dominiki Dymińskiej. I mam wrażenie, że mogłoby się tak stać, gdyby tylko „Mięso” zamiast stu siedemdziesięciu siedmiu stron liczyło ich na przykład pięć.

Przebłyski potencjału w pisaniu debiutantki są godne odnotowania, ale nie zmienia to faktu, że większość słów, jakie padają w jej książce nie ma w zasadzie żadnej mocy. Równie dobrze mogłoby ich nie być. Wypowiada je Dominika – nastolatka, która nie lubi siebie (jest za gruba), swojej mamy (zwłaszcza kiedy zabiera kabel od Internetu) i jej nowego faceta (za to, że istnieje). Dominika potrzebuje miłości, więc chodzi do łóżka z chłopakami i mężczyznami, których szybko zostawia. A jeśli zdarzy się tak, że oni zostawią ją – pije i ćpa. Wreszcie pije i ćpa tak czy inaczej i to coraz więcej, potem ma bulimię. Oczywiście cały czas pisze. Znajdziemy tutaj wszystko: erotyczne zapisy z internetowych chatów, próbki grafomaństwa podzielone na wersy czy – zdecydowanie najbardziej trafne – pojedyncze zdania i konkretne, literackie obrazki.

Wyjątkowo niestrawna całość. Wydanie jej jako „powieści” zakrawa na mało udany żart ze strony wydawnictwa, po którym wyrażenie „rzucać mięsem” może dla wielu nabrać całkiem nowego znaczenia.

Bo właściwie trudno nim w trakcie lektury nie rzucać. Jestem głęboko przerażona.

Aleksandra Bączek

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
    Obecnie jeszcze nie ma dyskusji powiązanych z tą książką.
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (439)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 3788
szaraczek | 2015-04-01
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2015
Przeczytana: 19 lutego 2015

Miłość pomimo tego, że jest pięknym uczuciem może również prowadzić do tragedii. Zwłaszcza, kiedy za wszelką cenę staramy się by dzięki miłości nas zaakceptowano.
Dominika ma 15 lat, gdy w jej domu „pojawia” się Internet. Wtedy świat staje się lepszy. Bo w Internecie nie liczy się ile się waży. „Tam Pan jest pedofilem, a penis chłopca pachnie proszkiem do prania”.
Później jest ich coraz więcej. Coraz więcej chłopców i mężczyzn. Później są jeszcze używki. Później pojawia się ona: bulimia.

To książka którą trzeba przeczytać.

książek: 517
taryfa_ulgowa | 2012-12-26
Na półkach: Przeczytane

Książka prosta w odbiorze, do przeczytania w jeden dzień. Fragmenty dobre są bardzo dobre, jednak pozostają w mniejszości. Fragmenty złe są bardzo złe - grafomański bidul, na który złapać się mogą jedynie "zbuntowane" nastolatki. Pomiędzy fragmentami bardzo dobrymi i bardzo złymi, przelewa się nijakość i średnicość. Główna bohaterka straszna lama i wzbudza antypatię.

książek: 270
Herbi | 2013-11-16
Na półkach: Przeczytane, Miałem
Przeczytana: kwiecień 2013

Po książkę sięgnąłem po wysłuchaniu krótkiego wywiadu z autorką w TVP Kultura w programie "Hala odlotów" i postanowiłem sprawdzić, co to takiego. Na sentymenty się nie zanosiło i to się sprawdziło w stu procentach.

Jak się okazało, jest to rzecz sprawnie napisana, ale konkretne szczegóły nie zaznaczyły się specjalnie w mojej pamięci. Zostało tylko odczucie pewnego klimatu.

Książka podzielona jest na króciutkie rozdziały, co pomaga w szybkim jej przeczytaniu, ale jest to lektura smutna, choć nie smucą w niej dramatyczne wydarzenia, lecz wszechogarniające bezsens i pustka.

Nastoletnia bohaterka próbuje się dowartościować poprzez liczne związki z róznymi dość przypadkowo poznanymi facetami, ale w jej zachowaniu, ani języku nie odczułem ani miłości, ani nawet pożądania.

Seks jest tu tylko spotaniem dwóch kawałków mięsa, które muszą to robić, ale nic poza tym. Miłosci nie ma, tylko krótkie lub nieco dłuższe relacje, o których z góry wiadomo, że nic z tego, poza paroma skurczami i...

książek: 341
Grzegorz Skwarliński | 2013-09-23
Na półkach: Przeczytane

„Kto czyta - żyje wielokrotnie, kto zaś z książkami obcować nie chce, na jeden żywot jest skazany.” - Józef Czechowicz

W zasadzie jestem otwarty i nie stronię od literatury, która „nie przystoi mężczyznom” (czyli najczęściej gdzie autorem jest kobieta). Nie wiem skąd powstał taki osąd i nie będę się na nim skupiał. Interesuje mnie treść.

Muszę przyznać, że nie przepadam za dość mocno reprezentowanym w literaturze gatunkiem, który określiłbym mianem pamiętnikarsko -wspomnieniowego.

Książkę Dymińskiej można z powodzeniem zaliczyć do tego nurtu. To jednak tylko jedno oblicze tej powieści. Drugie jest moim zdaniem mniej uchwytne ale uważny czytelnik je zauważy.

Historia przedstawiona przez autorkę nie jest zbyt odkrywcza. Może wydawać się nawet banalna. Ot, wspomnienia (zapiski pamiętnikowe) dorastającej nastolatki. Kontakty poprzez komputer, pierwszy seks (w tzw. realu), trudne dorastanie w rozbitej rodzinie i problemy żywieniowe (bulimia). Nie wydaje się to szczególnie...

książek: 636
annie warhol | 2018-02-20
Na półkach: 2018, Przeczytane

pewnie beka ze mnie, ale nie uważam, że to było jakieś turbo złe, a przynajmniej nie tak, jak wszyscy se srali. brzmi jak kontynuacja 'absolutnej amnezji' no i ten styl tomka tryzny z 'panny nikt' też się trochę wylewa miejscami, ogólnie to jest rzeczywiście kontynuacja polskiej prozy kobiecej w stylu iwasiów. no ja się całkiem nieźle bawiłam, dwie godzinki czytania w pracy między jednym seo a drugim, bardzo fajnie

książek: 879
nothingcold | 2015-08-20
Na półkach: Przeczytane, 2015
Przeczytana: 20 sierpnia 2015

Bardzo mieszane uczucia. Sama nie wiem, co o tym myśleć. Ma w sobie coś intrygującego, ale często męczy i odrzuca. Nie ocenię pozytywnie, nie ocenię negatywnie. Ta książka sytuuje się gdzieś po środku. Nie wiem, nie wiem, nie wiem.

książek: 4257
Delur | 2016-01-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 stycznia 2016

Nie wiem skąd ten hejt, fragmenty liryczne są faktycznie grafomańskie, ale reszta to urocza tumblerowa powieść o emocjach licealistki :3

książek: 405
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 27 września 2012

Zgniłe mięsko
Kiedy pierwszy raz trzymałam w ręku książkę Dominiki Dymińskiej pomyślałam, że ma naprawdę niezłą okładkę – przypominała mi zewnętrze „Radio Armageddon” Jakuba Żulczyka, niegdyś powieść uważanej przeze mnie za smakowitą. Potem jak to u Hitchcocka było jeno gorzej…

Książka podobno ma momenty, ale chyba za bardzo naczytałam się Jasia Kapeli, by mnie wzięło. Tkwię w Internecie nosem po szyję, więc żadna to świeżość czy nowatorskość języka. Dziewczyńska? Przyszłość polskiej prozy? Głos pokolenia? A dajcie mi wy spokój i nie dziwcie się potem, że Polacy nie czytają, bo jeśli to mądrzy ludzie polecają jako genialne nowe talenty to ja też bym wolała „Na Wspólnej”. Książka jest nierówna, niesmaczna i największy walor ma taki, że ujawnia fakty z życia niegłupiej, niebrzydkiej dziewczyny. Jak się chłopcy w przyszłości większej estymy dochrapią, to polonistki będą miały co jako anegdotę opowiadać swoim uczennicom, że była taka książka w której opisany jest romans tego...

książek: 22
Ewa | 2018-02-28
Na półkach: Przeczytane

„Mięso” jest historią o dojrzewaniu ciała i języka młodej trzymanej pod kloszem dziewczyny. O rozbudzonej wrażliwości, która nie znajduje dla siebie wzorców opowiadalności. O lekcjach obcego języka i ich nieadekwatności wobec potrzeb młodej osoby. O zwierzęcości/mięsności doświadczeń, wobec których język jest bezradny. Przede wszystkim jest jednak głosem kolejnej neurotycznej autorki, która powyższą tematyką tłumaczy słabość formalną i językową książki a chwytliwymi motywami (pedofilia, brak zahamowań, bulimia) wypełnia brak treści. To wystarczy, by napisać książkę „na temat”, ale za mało na literaturę. I dlatego z „Mięsa” zostanie mi jedna scena. A dokładniej jedno jej zdanie:

Nachyliłam się nad jego kroczem. Jego penis był raczej średniej wielkości. Od razu wzięłam go do ust. Smakował proszkiem do prania. Penisy często smakują proszkiem do prania, pewnie przejmują ten smak od proszku używanego do prania bokserek. Proszki są różne, a penisy zawsze smakują podobnie. Chwilę...

książek: 0
| 2013-01-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: styczeń 2013

Wszystko we mnie wzbrania się przed tą książką. Mówi o seksie, o cielesności, o wyzuciu z uczuć, o tąpnięciu życia jako takiego - właśnie pod ciężarem tytułowego mięsa, którym w mikrorozdziałach autorki zdajemy się być i niczym więcej. Miłość to u Dymińskiej argument, nic nieznacząca dygresja w rozmowie, cel nieosiągalny, bo nieistniejący, śliski i wymykający się pamięci jak sen zgubiony tuż po przebudzeniu. Bo też jak we śnie miota się główna bohaterka, od romansu do romansu, nie czując właściwie nic poza pożądliwością czysto fizyczną. Oto człowiek jako ciało i tylko ciało - a jeśli nawet jest tam coś więcej, można to przecież zadusić ciałem właśnie, jak pięścią zgnieść, pozbawić świadomości, rozmazać używkami, wreszcie wydalić, zwymiotować...

Książka nie tyle o miłości, co raczej o wyrobie miłościopodobnym. Romantykom zdecydowanie odradzam.

zobacz kolejne z 429 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd