Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dajcie mi jednego z was

Wydawnictwo: Najlepszy Seler
6,55 (44 ocen i 27 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
2
8
4
7
10
6
21
5
4
4
0
3
0
2
1
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
83-922060-1-0
liczba stron
164
słowa kluczowe
kryminał
język
polski

Na ulicach miast, w szkołach i restauracjach coraz częściej pojawiają się szaleńcy z bronią, którzy postanawiają ukarać społeczność w jakiej żyją, za mniej lub bardziej wymyślone krzywdy, jakich od niej doznali. Uderzają na oślep, skazując na śmierć wiele niewinnych osób, tylko dlatego, że należą do tej zbiorowości lub przypadkiem się wśród niej znaleźli. Główny bohater tej książki, Głos, jest...

Na ulicach miast, w szkołach i restauracjach coraz częściej pojawiają się szaleńcy z bronią, którzy postanawiają ukarać społeczność w jakiej żyją, za mniej lub bardziej wymyślone krzywdy, jakich od niej doznali. Uderzają na oślep, skazując na śmierć wiele niewinnych osób, tylko dlatego, że należą do tej zbiorowości lub przypadkiem się wśród niej znaleźli. Główny bohater tej książki, Głos, jest inny. Starannie wybiera ze swojej przeszłości cztery osoby, które kiedyś go skrzywdziły. Jest wśród nich jego surowy dowódca z wojska oraz mężczyzna, który uwiódł jego żonę. Jest także bardzo bogaty biznesmen, który w nieuczciwy sposób przejął jego firmę, jak również przywódca sekty religijnej, który odebrał mu resztkę nadziei na lepsze życie. Owe cztery osoby stają przed dylematem. Czy próbować się oprzeć żądaniom Głosu? Czy może ulec im, skazując kogoś spośród siebie na śmierć i tym samym ocalić własne życie? Głos chce bowiem tylko egzekucji jednego z nich, lecz wybór ofiary pozostawia samym zainteresowanym.

 

źródło opisu: Najlepszy Seler, 2005

źródło okładki: zdjęcie autorskie, Ewa-Książkówka

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 308
Dwojra | 2012-10-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 października 2012

Nie ma ludzi bezgranicznie dobrych lub złych. Natura ludzka stanowczo przeczy istnieniu białych albo czarnych charakterów. Złożoność naszych osobowości i bliska nieskończoności liczba odruchów, jakimi człowiek może reagować na zaistniałe sytuacje sprawiają, iż najpewniej niemożliwym jest ocenienie kogoś jako stuprocentowe wcielenie cech pozytywnych tudzież negatywnych.
Głos to osoba, o której nie wiemy zbyt wiele. Miał młodość, którą zniszczył mu przełożony w wojsku. Miał firmę, którą przejął jeden z najbogatszych ludzi w kraju. Miał też żonę, która została uwiedziona przez pewnego bawidamka. Aż w końcu miał nadzieję, ale ta została mu odebrana przez fanatycznego przywódcę sekty religijnej. Głos nie mógł tego znieść – postanowił powziąć odwet na każdym z czterech mężczyzn, którzy przemienili jego życie w pasmo porażek.
Kapral, Szczęściarz, Przystojniak i Prorok, bo tak Głos nazywa swoich wrogów, zostali uwięzieni przez niego w małej celi, skąd próżno szukać wyjścia. Przed mężczyznami zostało postawione ultimatum, które najlepiej obrazuje tytuł książki: „Dajcie mi jednego z was”. Zasada jest prosta; mężczyźni muszę wybrać spośród siebie jednego, który zostanie zabity, okupując swoją krwią wolność pozostałych trzech. Jak się jednak okazuje, niezmiernie trudno jest wydać na kogoś wyrok…
Brzmi ciekawie, prawda? To zapowiedź naprawdę dobrego thrillera, kryminału, powieści sensacyjnej. To idealne podłoże pod rozważania natury psychologicznej nad naturą człowieka, na wynaturzenia odnośnie pierwotnych instynktów, próby (samo)ocalenia. Wszyscy, którzy tak myślą, są w podobnym błędzie, w jakim i ja byłam, gdy sięgałam po powieść Jacka Getnera, zatytułowaną: „Dajcie mi jednego z was”.
Zacznę od tego, że powieść jest pisana „na chałturnika”. Autor pisał, pisał, pisał, a dopiero potem zastanawiał się, jakie skutki dla dalszego ciągu przyczynowo-skutkowego będą miały jego słowa. Najlepiej moją myśl obrazuje dany fragment: „Obok, przyjąwszy pozycję obronną, stał jego towarzysz. Pistolety, które wcześniej mieli w dłoniach, znajdowały się kilkanaście metrów dalej (wszystko było wyjątkowo dobrze widać, bo księżyc w pełni wyjrzał właśnie zza chmur).”. Nie ma to jak najpierw opisać bezkresną, nieprzeniknioną noc, a potem wizualne szczegóły… Ale co tam! Od czego są wtrącenia w nawiasach, którymi można zatuszować nieuwagę autora!
Rzecz druga – dialogi. Wymuszone, nienaturalne, raz uderzające w patetyczny ton, innym razem przepełnione bluzgami i ciągami potrojonych wykrzykników. Albo w jedną, albo w drugą i ani razu celnie. Bohaterowie, choć tak różni, wypowiadają się wszyscy jednako, żadnego zróżnicowania, o idiolekcie próżno marzyć. Schizofrenik w obecności swoich zacnych towarzyszy wypowiada się lepiej za kilku aniżeli główne postacie, spośród których każda jest różna i pochodzi z innego środowiska.
Następnie – opisy. W zasadzie niewymagające, krótkie, bez jakichkolwiek smaczków. Toaleta jest? No jest, każdy wie, jak wygląda toaleta w specjalnie zbudowanej celi, na co komu opis. Kapral jest, no jest, każdy wie jak wygląda Kapral, dwa zdania na całą powieść wystarczą. Podobnie z całą resztą. Idealna gratka dla osób, które nie lubią topić się w didaskaliach.
Akcja? Że niby powinna porywać? Ano, próby były. Nawet zakończenie (prawie!) mnie zaskoczyło. Niestety, powtarzalność schematów, ciągnące się retrospekcje, w dużej mierze nie będące specjalnie zaskakującymi, wydłużają tylko moment kulminacyjny, nie budując jednak napięcia, którego każdy czytelnik ma prawo się spodziewać.
Ponadto, pan Jacek Getner chyba koniecznie chciał podzielić się z czytelnikiem swoimi poglądami na temat wszelkich kwestii związanych ze sferą erotyczną. Jedyne bowiem dłuższe dialogi, jakie mają miejsce między bohaterami, to właśnie ich komentarze na temat pedałów, pedofilii, zdrady (zwykle tu winę ponoszą kobiety), nie brakuje też stosownej analizy na temat złożonej psychiki kobiet. Kilka z moich ulubionych wniosków: kobiety po prostu lubią cierpieć, kobiety nie lubią, jak się spełnia ich marzenia, bo marzenia są do marzenia a nie spełniania, kobiety wolą być ze zwykłymi, szarymi mężczyznami, a śnić o idealnych dla siebie egzemplarzach, aniżeli znaleźć takiego faceta i to z nim układać sobie życie… - by nie denerwować się dalej, oszczędzę swojego komentarza na ten temat, może niech żeńskie grono czytelniczek oceni te poglądy, które może i mają racje bytu, ale niekoniecznie odnoszą się do całego gatunku. Ach – jedno z moich ulubionych zdań, uwaga, drogie panie: „To nie kobiety są złe. To ludzie są źli”. Ha! zawsze wiedziałam, że comiesięczne krwawienie to rzecz nieludzka!
Na sam koniec, krótkie sprawozdanie na temat strony technicznej. Masa, masa błędów! Przez pierwsze kilkanaście stron nawet je podkreślałam, ale wkrótce sobie odpuściłam. Interpunkcja i składnia to coś, co jest obce albo autorowi, albo redaktorowi. Zdarzają się powtórzenia słów, kierowca nie pracuję, zamiast nie pracuje, wszystko jest nadaremny zamiast nadaremne, ewentualnie nadaremno. I nie byłoby nic złego w takich pomyłkach, gdyby nie pojawiały się w ilości zastraszającej przez calutkie 164 strony. Jeden z moich faworytów: „Słychać było jedynie tykanie zegara, które w tej ciszy brzmiały prawie jak strzały z pistoletu”. Czytałam to zdanie kilkukrotnie i nadal nie mogę uwierzyć, że coś takiego znalazło się w książce, na papierze, z okładką, z numerem ISBN! Nie dość, że zupełnie nieuzasadnione użycie liczby mnogiej, to jeszcze brak wiedzy odnośnie faktu, iż zaimek przymiotny odnosi się do słowa, po którym bezpośrednio stoi, czyli w tym przypadku do zegara. Ale co ja tam mogę wiedzieć, wszak nie ja jestem pisarką, czyż nie?
Nie będę się dalej rozpisywać, uważam to za daremne. Książki nie polecam, nie wnosi ona niczego, życie zmienia jedynie na gorsze, a w dodatku pozbawia szanującego się czytelnika nadziei, iż pozostali na tym świecie jeszcze redaktorzy, którzy pilnują, by w okładki zamykało się jedynie poprawne gramatycznie teksty. Wszak książki powinny uczyć! Nie zwykłam w taki sposób atakować żadnej z pozycji, obiecywałam sobie, że zawsze będę trzymała należyty poziom, a wszelkie literackie gnioty opatrzę stosownym komentarzem z lekką dozą ironii (ku pokrzepieniu serc autorów, którzy nigdy tej recenzji nie przeczytają, a jak przeczytają, to się nie zgodzą), ale w tym przypadku nie wytrzymałam, moja frustracja sięgnęła zenitu i nie, nie powiem dobrego słowa, bo to po prostu nic nie zmieni, a wszystkich tych, którzy w komentarzach zarzucą mi wymądrzanie się i przesadne okrucieństwo informuję, iż to nie ja pchałam się pomiędzy okładki, bo gdybym zamierzała to zrobić, po tysiąckroć zastanowiłabym się, czy mam z czym wychodzić do ludzi.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Shantaram

Tyle się nasłuchałam o czytaniu tej książki jednym tchem, że aż dziw bierze, że mi zmęczenie jej (to najlepsze słowo) zajęło prawie pół roku! Gdy już...

zgłoś błąd zgłoś błąd