Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kochanie, zabiłam nasze koty

Wydawnictwo: Noir sur Blanc
5,93 (2218 ocen i 272 opinie) Zobacz oceny
10
59
9
76
8
274
7
449
6
607
5
316
4
181
3
139
2
71
1
46
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788373923935
liczba stron
160
słowa kluczowe
powieść polska
język
polski
dodała
dorsz

Tysiące wypitych kaw i herbat. Kilogramy zjedzonych czekolad. Setki obgryzionych paznokci. Jeden zniszczony laptop. Oto prawdziwe statystyki zza kulis powstawania najnowszej powieści Doroty Masłowskiej. Ostatecznie jednak- udało się. Jest. Kochanie zabiłam nasze koty to wypadkowa, jak to zwykle bywa z powieściami, przejęcia losem ludzkości i różnych osobistych udręk. W ingrediencjach znajdą...

Tysiące wypitych kaw i herbat. Kilogramy zjedzonych czekolad. Setki obgryzionych paznokci. Jeden zniszczony laptop. Oto prawdziwe statystyki zza kulis powstawania najnowszej powieści Doroty Masłowskiej.

Ostatecznie jednak- udało się. Jest.

Kochanie zabiłam nasze koty to wypadkowa, jak to zwykle bywa z powieściami, przejęcia losem ludzkości i różnych osobistych udręk. W ingrediencjach znajdą więc Państwo moje zmęczenie radioaktywnymi miastami i moje zmęczenie radioaktywną sobą. I moje urzeczenie morzem jako tworem w sposób doskonały i beztroski łączącym w sobie bezkres i ściek. Wreszcie- bezustanne zadziwienie kondycją duchową nowego człowieka. Człowieka wolnego, żyjącego poza takimi anachronicznymi, zaśmiardującymi molami kategoriami jak duchowość, religia, polityka, historia.

Człowieka w związku z tym bezjęzykowego, człowieka którego mową ojczystą jest Google Translator. Aktualnie mam więc nadzieję że będą lubili Państwo moją nową książkę.

I że zrobi ona Państwa dzień.

 

źródło opisu: Oficyna Literacka Noir sur Blanc, 2012

źródło okładki: http://www.noir.pl/ksiazka/566/Dorota-Maslowska-Ko...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 135
uroborus | 2014-11-06
Na półkach: Przeczytane

Królowa w negliżu

W 1989 roku Francis Fukuyama opublikował esej pod tytułem „Koniec historii?”, gdzie przywołał i zaadaptował do naszych czasów teorie głoszone w dziewiętnastym wieku przez niemieckiego filozofa Hegla. Poglądy Fukuyamy odbiły się szerokim echem, szybko stając się przedmiotem licznych dyskusji i polemik różnych środowisk naukowych. Fukuyama wieszczył, że wraz z upadkiem komunizmu i zwycięstwem najbardziej doskonałego ustroju politycznego – demokracji liberalnej, społeczeństwo osiągnęło kulminacyjny punkt rozwoju, co w konsekwencji oznacza kres idei postępu historycznego, czyli koniec historii.

Ponad dwadzieścia lat po upadku komunizmu, sytuacja społeczeństwa w dalszym ciągu wydaje się być odległa od ideału. W późniejszych pracach Fukuyama jako niebezpieczeństwo wskazał rozwój biotechnologii, jednak jest to zaledwie jedno z wielu zagrożeń współczesnego świata. Próbą odpowiedzi na pytanie w jakiej kondycji znajduje się społeczeństwo jest długo wyczekiwana książka Doroty Masłowskiej „Kochanie zabiłam nasze koty”. Akcja powieści toczy się w dużej amerykańskiej metropolii wzorowanej na Nowym Jorku. Osią wydarzeń jest historia znajomości dwóch młodych kobiet. Joanne i Farah są najlepszymi przyjaciółkami, obydwie są singielkami i spędzają razem każdą wolną chwilę. Gdy jedna z nich poznaje i związuje się z mężczyzną, przyjaźń kobiet zostaje wystawiona na najcięższą próbę...

Książka napisana jest żywym i potocznym językiem. Wiele sformułowań zaczerpniętych jest z języka angielskiego w taki sposób, aby jak najwierniej odwzorować język używany przez młodych ludzi. Bardzo korzystny wpływ na wiarygodność przekazu mają również używane z umiarem wulgaryzmy. Znakiem rozpoznawczym książki Doroty Masłowskiej jest błyskotliwy język oraz styl. Krótkie dialogi zakończone zabawną puentą, hiperbolizacja oraz cały arsenał humorystycznych opisów i porównań sprawił, że odbiór książki był lekki i przyjemny, a przez większą część lektury towarzyszył mi uśmiech.

Od strony warsztatowej książkę można uznać za perełkę, niestety jednak warstwa fabularna książki nie wykazuje większego polotu. Ewidentnie brakuje zrywu, zwrotu akcji, dobrego zakończenia lub chociaż elementu zaskoczenia. Do bólu sztampowa fabuła, nie wyróżnia się niczym szczególnym i już na odległość trąci banałem. Zamiast liniowej akcji Masłowska serwuje czytelnikowi rwane epizody, przez co książka traci wiele na dynamice, a w konsekwencji na atrakcyjności, bowiem nie jest stanie zagwarantować głodu następnych stron. Opisy marzeń sennych Joanne, chociaż świetnie oddają ukryte obawy kobiety, występują zdecydowanie za często, dlatego też niekorzystnie wpływają na rozwój wątków fabularnych. „Kochanie zabiłam nasze koty” z pewnością nie jest lekturą, którą czyta się przysłowiowym jednym tchem, co stanowi dla mnie duży mankament. Jestem zwolennikiem twórczości pisarskiej refleksyjnej i kontestującej, lecz niestety nie w takim wydaniu, taką literaturę trzeba po prostu lubić.

Kierując ostrze krytyki przeciwko konsumpcjonizmowi oraz wszelkim przejawom postmodernizmu, powieść „Kochanie zabiłam nasze koty” jest w istocie anty panegirykiem na cześć współczesności. Na pierwszy plan wysuwa się marionetkowość postaci, które są przerysowane i podkoloryzowane na potrzeby gatunku. Książka w dużym stopniu przypomina dramat sceniczny, a jako gatunek literacki najbliżej jej do komediodramatu. Barwne i żywe opisy życia w wielkim mieście, uwzględniając cechy komediodramatu, należy odczytywać jako prześmiewczą reakcję na prawdziwą rzeczywistość. Sprawnie posługując się na przemian cynizmem i ironią, Masłowska w błyskotliwy sposób obala mit szczęśliwego życia w metropolii.

Nakreślony przez Masłowską świat wolny od historii, tradycji oraz religii, nie jest światem wolnym od aberracji. Najpełniejszym owocem tego świata jest generacja młodych ludzi, będących najbardziej reprezentatywnym przykładem jego przywar. Gorączkowe zabieganie o akceptację przez Joanne, wyraża paniczny lęk postmodernistycznego pokolenia przed samotnością. Dla bezideowego postmodernistycznego pokolenia najważniejszą wartością jest „mieć”. W tak skonstruowanym porządku „być” wydaje się nie mieć już większego znaczenia. Posiadanie magazynu o jodze jest wystarczającym powodem aby uznawać się za osobę uprawiającą jogę, a spożywanie mięsa w niczym nie przeszkadza aby być pełnoprawnym wegetarianinem. Tutaj jednak nie wystarczy tylko mieć, bowiem trzeba jeszcze wiedzieć co należy posiadać, aby oczach innych utrzymywać status „trendy”.

Po uchu oberwało się także współczesnej sztuce. Masłowska w prześmiewczym tonie kpi sobie z artystów niezależnych. Uciekający przed mainstreamem artyści, tworzą utwory o wątpliwej wartości artystycznej, które w klasycznym pojmowaniu sztuki nigdy nie zostałaby sklasyfikowane w kategorii działalności artystycznej. Przykładając swoisty papierek lakmusowy do słowa „artysta”, Masłowska wykazuje jak z biegiem czasu sztuka ulega symplifikacji i dewaluacji. Pisarka zawarła w swojej książce więcej trafnych spostrzeżeń, z których najcenniejsze wydało mi się jedno, odnoszące się do dramatu jaki jest wpisany w naturę człowieka. Rzecz dotyczy budowania relacji międzyludzkich w oparciu o akceptację i tolerancję dla innego. Masłowska odkrywa, że przy burzeniu murów uprzedzeń, z tych samych cegiełek w innym miejscu powstają nowe mury, utrzymujące status quo podziału na „my” i „wy” zmieniając jedynie jego proporcje.

Stylistycznie i językowo książka reprezentuje najwyższy poziom, lecz fatalnie skonstruowana fabuła skutecznie zabija przyjemność z czytania. Uwagi i spostrzeżenia pisarki chociaż trafne, są jedynie literackim ujęciem zbioru poglądów i diagnoz, które doskonale znamy już od dawna. Twórczość Masłowskiej na ogół spotyka się z zachwytami albo z miażdżącą krytyką. Po przeczytaniu „Kochanie zabiłam nasz koty”, bliższy jestem tej drugiej opcji i mam ochotę wykrzyknąć: „królowa jest naga!”. Po głębszym namyśle dochodzę jednak do wniosku, że mój okrzyk powinien brzmieć: „królowa jest w negliżu!”. Mawiają, że trudno jest wejść na szczyt, jeszcze trudniej utrzymać się na nim, a najtrudniej ponownie na niego wejść, dlatego cierpliwie poczekam na następną książkę od Doroty Masłowskiej, aby przekonać się czy pisarka dokona tej najtrudniejszej sztuki.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Cmętarz zwieżąt

Wyobraź sobie, że właśnie wraz ze swoją rodziną przeprowadzasz się do małego, uroczego miasteczka. Zaczynacie nowe życie. Dom jest przepiękny, nieopod...

zgłoś błąd zgłoś błąd