Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ognie Niebios

Tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
Cykl: Koło Czasu (tom 5)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
7,56 (449 ocen i 14 opinii) Zobacz oceny
10
45
9
76
8
100
7
133
6
59
5
33
4
1
3
2
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Fires of Heaven
data wydania
ISBN
9788375068627
liczba stron
1135
język
polski
dodał
rybieudka

Inne wydania

Piąty tom cyklu "KOŁO CZASU". Koło Czasu obraca się, a wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda zmienia się w mit, który ginie w mrokach zapomnienia, gdy znowu nadciąga wiek, który go zrodził. Wybrani uwalniają się i już planują Dzień Powrotu, kiedy Czarny będzie znowu wędrował po Ziemi. Wszystkie ich myśli i dążenia skupiają się nieuchronnie na...

Piąty tom cyklu "KOŁO CZASU".

Koło Czasu obraca się, a wieki nadchodzą i mijają, pozostawiając wspomnienia, które stają się legendą. Legenda zmienia się w mit, który ginie w mrokach zapomnienia, gdy znowu nadciąga wiek, który go zrodził. Wybrani uwalniają się i już planują Dzień Powrotu, kiedy Czarny będzie znowu wędrował po Ziemi. Wszystkie ich myśli i dążenia skupiają się nieuchronnie na pojmaniu Smoka Odrodzonego. Groźba nadchodzącej Ostatniej Bitwy jednych popycha ku niszczeniu i przemocy, innych zaś ku arcywymyślnym spiskom. Jest jednak nadzieja, że pokój miecza, zaprowadzony w ogniu i burzy, doprowadzi do ostatecznego zjednoczenia ludzi i ich triumfu nad siłami Zła...
UWAGA!!!
Nowe wydanie. Zawiera w jednym tomie dwa składające się we wcześniejszej edycji na ów tom woluminy Ognie niebios i Spustoszone ziemie

 

źródło opisu: http://sklep.zysk.com.pl/ognie-niebios-nowe-wyd.html

źródło okładki: sklep.zysk.com.pl/ognie-niebios-nowe-wyd.html

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 960
rybieudka | 2012-06-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 września 2012

Ognie niebios Roberta Jordana przez dość długi czas stały mi kością w czytelniczym gardle. Najpierw, gdy po wielu latach od zapoznania się z pierwszymi tomami „Koła czasu” dobrnąłem wreszcie do rzeczonej książki, okazało się, że jest ona kompletnie niedostępna. No nic, zacisnąłem zęby i udałem się do biblioteki (o dziwo w głównej bibliotece Uniwersytetu Wrocławskiego posiadali oba tomy pierwszego polskiego wydania), wypożyczyłem… Po czym po kilkunastu stronach odpadłem. Po kilku miesiącach podjąłem decyzję o kolejnym podejściu. Tym razem skończyło się na wypożyczeniu. Koniec końców temat upadł na dłuższy czas, przynajmniej do momentu wydania przez Zysk nowego, pełnego wydania feralnej dla mnie powieści. I choć sam nie mogłem się jakoś zebrać do kupna tego opasłego, aczkolwiek niezbyt pięknego tomu, na pomoc przyszła moja niezawodna żona, fundując mi Ognie niebios na imieniny. Mimo wszystko, wciąż okazywały się być one książką w pewnym sensie pechową – zanim zabrałem się za lekturę, minęło kilka miesięcy, samo zaś czytanie to kilka podejść rozłożonych na praktycznie całe lato. Długo, nawet bardzo, jak na moje czytelnicze zwyczaje. No ale wreszcie się udało, czas zatem podzielić się tym, co z lektury piątego tomu „Koła Czasu” wynika.



Jedną z cech charakterystycznych Ogni niebios jest fakt, iż w zasadzie jest to pierwszy z odcinków (bo tak to trzeba uczciwie nazwać) „Koła Czasu”, w którym Jordan już nawet nie sili się specjalnie na nadanie fabule pozorów bycia mniej lub bardziej zamkniętą całością. Ot, po prostu pewne wątki zostają pchnięte do przodu, inne zaś, te które z różnych przyczyn nie pasowały autorowi do całości jego koncepcji, zostały z powieści wyrzucone całkowicie (np. postać Perrina). Właściwie główne wydarzenia obracają się wokół postaci Randa i zgromadzonych wokół niego Aielów, rozłamu wśród Aes Sedai i perypetii ujarzmionej Siuan, wreszcie wokół Nynaeve i Elayne. No i w zasadzie tyle – jak to w telenoweli, ciągnie się wszystko przeokrutnie, jedynie miejscami akcja wyraźnie przyspiesza. I muszę przyznać, że kontynuowałem lekturę tylko i wyłącznie dla tych momentów, gdy powieść Jordana nabiera dynamiki – te bowiem wychodzą autorowi przednio. Jak to stwierdził niedawno mój znajomy: jak już się coś dzieje, to dzieje się tak, że ciężko się oderwać. Jest w tym może nieco przesady, ale faktycznie, są miejsca, gdzie Ognie niebios wypadają naprawdę dobrze. Niestety, te momenty przeplatane są sporymi fragmentami, z których wyziera brak pomysłu na rozwiązania fabularne bądź też umiłowanie detalu, drobiazgowych opisów lub, w najgorszych wypadkach, wprowadzenie do narracji przemyśleń poszczególnych postaci. Z jednej strony jest to zaleta – czytelnik ma bowiem wrażenie, że świat jest przemyślany, dokładny, zaś motywacje bohaterów wyraźne, jasne i zrozumiałe. Kiedy jednak popatrzeć na to bardziej krytycznym okiem, otrzymujemy tekst rozdmuchany do granic możliwości, pełen powtórzeń, banałów lub opisów kompletnie nieistotnych szczegółów – w praktyce po prostu nudny i męczący w odbiorze. Kiedy na to nałożymy jeszcze silnie wyeksponowany wątek relacji damsko-męskich otrzymujemy całość, która czasem potrafi naprawdę zirytować. I to bynajmniej nie dlatego, iż Jordan tworzy obraz ewidentnie matriarchalny (uwaga feministki: matriarchat w tym przypadku potraktowany jest jednak w sposób daleki od tego, jaki uznać możecie za akceptowalny) – to akurat jest jak najbardziej zrozumiałe i spójne z ogólną wizją uniwersum „Koła Czasu” – stanowi wręcz cechę charakterystyczną i zaletę całego cyklu. Denerwuje raczej naiwność, powtarzalność motywów i przemycana gdzieniegdzie naiwna dydaktyka przewijająca się niemal za każdym razem przy okazji wykorzystania motywu różnic damsko-męskich. I choć przeszukując Sieć można bez trudu trafić na przeróżne, lepsze i gorsze interpretacje tego elementu „Koła Czasu”, to jednak nienajlepsze wrażenie, jakie się pojawia podczas lektury, pozostaje w głowie dużo dłużej, niż najsensowniejsze choćby uzasadnienia.



Ogólnie rzecz biorąc, Ognie niebios nie są książką wprost nieudaną. Wręcz przeciwnie, sporo tu wartkiej akcji, ciekawych opisów świata i charakterystycznego dla Jordana rozmachu. Wszystko to zostało jednak przytłoczone przez masę tekstu niepotrzebnego – pełnego dłużyzn i nadmiernej szczegółowości. Wyraźnie widać, iż autor powoli odchodził już od tworzenia wyraźnie zamkniętych fabuł w kierunku cyklu-tasiemca, podzielonego na odcinki w zasadzie sztucznie, bez wyraźnie zarysowanego fabularnie początku i końca. Można by rzec, że ani Jordan pierwszy, ani ostatni. Prawda, jednak prawdą jest też to, że miłośnicy literackich telenoweli fantasy są jednak dość ograniczonym gronem odbiorców, a „Koło Czasu” jest cyklem, który ma do zaoferowania całkiem sporo czytelnikom o znacznie większych oczekiwaniach. Pytanie, czy warto uzbroić się w cierpliwość i mimo wyraźnych wad jednak przebrnąć przez piąty tom tej lubianej sagi. Wydaje mi się, że tak. Jest bowiem w Ogniach niebios kilka scen, których lektura potrafi dostarczyć świetnej rozrywki. Dla jednych tylko tyle, dla innych aż tyle. Dla mnie – w sam raz.



Recenzja opublikowana pierwotnie na łamach portalu Fanntasta.pl i na blogu www.wybieudka.blogspot.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wiatrodziej

"Czasem najmądrzejsze wyjście wydaje się tym najgłupszym" - "Wiatrodziej" "Wiatrodziej" to drugi tom powieści cyklu &q...

zgłoś błąd zgłoś błąd