Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Trzy poematy

Książka jest przypisana do serii/cyklu "Poezje". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: Biuro Literackie
7,67 (6 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
4
7
2
6
0
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-62006-49-6
liczba stron
108
kategoria
poezja
język
polski
dodał
Fox Mulder

Trzy poematy zbierają najważniejsze, a zarazem słynne, dłuższe utwory Jamesa Schuylera: „Hymn do życia”, „Poranek poematu” i „Parę dni”. Autor jest jednym z czterech klasyków nowoczesnego poetyckiego brydża szeroko dziś cenionej „nowojorskiej szkoły poezji” – najbardziej z nich horacjański i głęboko epikurejski (mimo niezliczonych dolegliwości i utrapień). Autorami przekładów są: Marcin...

Trzy poematy zbierają najważniejsze, a zarazem słynne, dłuższe utwory Jamesa Schuylera: „Hymn do życia”, „Poranek poematu” i „Parę dni”. Autor jest jednym z czterech klasyków nowoczesnego poetyckiego brydża szeroko dziś cenionej „nowojorskiej szkoły poezji” – najbardziej z nich horacjański i głęboko epikurejski (mimo niezliczonych dolegliwości i utrapień). Autorami przekładów są: Marcin Sendecki, Andrzej Sosnowski, Bohdan Zadura.

 

źródło opisu: Biuro Literackie, 2012

źródło okładki: www.biuroliterackie.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 653
Bosy_Antek | 2015-06-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 02 sierpnia 2012

Już kiedyś miałem przyjemność obcowania z tekstem tego obszernego, rozlewnego jak dorzecze Amazonki, poematu autorstwa jednego z klasyków współczesnej poezji, do dobra, współczesnej amerykańskiej poezji, no jeszcze bardziej dobra - poezji nowojorskiej.

Przyznać muszę, że prześlizgnąłem się wówczas po powierzchni tekstu, łowiąc tylko najgłośniejsze sygnały, by zbudować z nich wiarygodnie brzmiącą recenzję. Ostatnio jednak drugi raz sięgnąłem po Schyulera. Porządkowałem półkę z poezją i przypadkowo chwyciłem "Poranek poematu", który przeczytałem od początku do końca, snując się z tym tekstem po świecie.

Zacząłem czytać tak, jak Schuyler zaczął pisać (do czego się przed nami przyznaje – w samych majtkach naprzeciwko maszyny do pisania) – w najzwyklejszych, banalnych okolicznościach: w poczekalni u lekarza. Rzecz jasna nie byłem w samych majtkach… Miałem na sobie bokserki z Supermanem. Pod spodniami, oczywiście.

Wróciłem do domu, by usmażyć dzieciom naleśniki, i znów towarzyszył mi Schuyler. Udało mi się nie spalić kuchni. Potem przeniosłem się na taras, gdzie oczy z trudem wytrzymywały przerażającą biel stron, na które padały promienie słońca. Poemat skończyłem następnego dnia, leżąc w łóżku, pod grubą pierzyną.

Jako czytelnik zatoczyłem więc pewne osobliwe koło. „Poranek poematu” zaczyna się właśnie rano. Bohater budzi się. Jego kochanek-malarz (tak, proszę państwa, mamy tutaj zaawansowany homoseksualizm) wstał wcześniej i wyszedł w poszukiwaniu inspiracji. I chociaż możemy w pewnym stopniu śledzić kolejnych czynności, jakim poświęcił się podmiot liryczny, pracując nad tekstem, nie będzie dla nas istotne, co stało się wcześnie a co później. Dlaczego? Dlatego że poemat Schuylera rodzi się z powolnego, ale żarłocznego marszu myśli, których pożywką może być absolutnie wszystko, co zarejestrują zmysły lub co na swoją powierzchnię wyrzuci pamięć.

Kształty, barwy, ruch, ludzie widziani przez okno, zapachy, dźwięki, cisza… W końcu epizody, drobinki życiorysu, mniej lub bardziej wstydliwe fragmenty wydarzenia układają się w wielowątkową spowiedź podporządkowaną zasadzie dygresji. Zaduma miesza się ze smutkiem, a ten chwilami rozświetlony jest subtelnym humorem.

I powiem Wam jedno – żadna książka należąca do tzw. literatury popularnej, głównonurtowej, nie da mi tego, co dać mi może taki Schuyler. Po kilkudziesięciu stronach wynurzeń poety, poczułem, że jest mi bardzo blisko do tego kogoś, kto opowiadał, jak na przykład poderwał marynarza lub jak walczył z chorobami wenerycznymi. (Oczywiście mnie do takich przygód absolutnie nie ciągnie…)

Miałem tak czytając „Szumy, zlepy, ciągi” Białoszewskiego. Po kilkunastu krótszych lub dłuższych „wypisach z rzeczywistości”, bardzo często anegdotach bez pointy, opanowało mnie przedziwne wzruszenie. To nie dające się wytłumaczyć przeświadczenie, że o wszystkim, co spotkało Mirona i jego znajomych, opowiadał on właśnie mnie. Nikomu innemu. Niestety pojawiła się również dojmująca samotność, uczucie opuszczenia, gdy wyszedłem poza teren tekstu.

To chyba siła wielkiej, nie zatrutej komercyjną stęchlizną, literatury, która jest w stanie złamać barierę pomiędzy piszącym a czytającym. Kto wie, czy nie obcując właśnie z poezją, nie doświadczamy prawdy o człowieku. Nie o bohaterze literackim (choćby był najlepiej skonstruowany), ale właśnie o człowieku, który w sposób totalnie otwarty, bezwstydny opowiada nam o swoich słabościach, kompleksach, obsesjach i fantazjach.

Być może ta odarta z wszelkich zasłon i filtrów literatura będzie razić ekshibicjonizmem, być może jest dowodem na bardzo amerykańską tendencję do „otwierania się” przed wszelkiej maści psychoanalitykami – przed ojcem, matką, przyjacielem, kochanką, więc dlaczego nie przed czytelnikiem?

Ja jednak z ogromną przyjemnością przedzierałem się przez gęstą plątaninę tej poezji i po cichu fantazjowałem sobie, że ludzie w poczekalni u lekarza nie będą „Gali” czy innego „Twojego Imperium” czytać, tylko sięgną po coś, co naprawdę powie im coś istotnego o życiu…

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Virion. T. 1. Wyrocznia

Po skończeniu trylogii Achai, miałam dosyć. Rozrywka całkiem przyzwoita, ale ostatni tom mnie zmęczył, dlatego niechętnie spoglądałam na zakupionego j...

zgłoś błąd zgłoś błąd