Sinobrody

Tłumaczenie: Maria Bujnicka
Wydawnictwo: Akapit
5,47 (34 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
1
8
1
7
5
6
13
5
8
4
2
3
2
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Blaubart
data wydania
ISBN
9788386107308
liczba stron
177
język
polski
dodała
Anna

Powieść o młodej, przepięknej dziewczynie, która jest sierotą. Młoda dziewczyna musi poradzić sobie w niezwykle trudnych warunkach.

 

źródło opisu: Opracowanie własne

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

Brak materiałów.
książek: 101
Dorota Partyka | 2012-08-17
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: sierpień 2012

Nie jestem typem czytelnika, który pochłania jedynie ambitną literaturę, a tę mniej wyszukaną - przekreśla. Nie wstydzę się też tego, że od czasu do czasu lubię poczytać sobie romanse. Co więcej, uważam, że wśród tego gatunku możemy znaleźć naprawdę przyjemne, choć najczęściej przewidywalne czytadełka, takie baśnie dla trochę starszych dziewczynek, do których się zaliczam, napisane może nie z nie wiadomo jakim polotem, ale jednak na swój sposób interesujące. Piszę to wszystko dlatego, by pokazać, że moje słowa, które za chwilę przeczytacie, nie są spowodowane uprzedzeniem do tego rodzaju literatury, ani też wygórowanymi oczekiwaniami względem niej.

Autorka Sinobrodego nie była mi wcześniej znana. Hedwig Courths-Mahler (na okładce czytanej przeze mnie powieści widnieje pierwsza litera polskiego odpowiednika jej imienia - Jadwiga) była Niemką. Urodziła się w 1867 r. w Nebra (Unstrut), a zmarła w 1950 r. w Rottach-Egern. Napisała czterdzieści dwie książki (tylu się przynajmniej doliczyłam). Jej powieści (głównie romanse) były tłumaczone na język polski jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Po jej zakończeniu i zmianach ustrojowych zostały... objęte cenzurą i wycofane ze wszystkich bibliotek (nie mam pojęcia, w jaki sposób mógłby zaszkodzić jedynemu słusznemu ustrojowi na przykład taki Sinobrody, jednak jak wiemy, w tamtych czasach podejmowano wiele absurdalnych decyzji).

Astrid to dwudziestokilkuletnia piękna dziewczyna, która przed laty straciła najpierw ojca (czy raczej, jak się potem okazało - ojczyma), a potem ukochaną matkę. Zarabia na swoje utrzymanie jako sekretarka słynnej pisarki. Niestety, z powodu coraz bardziej nachalnych zalotów męża swoje pracodawczyni, zmuszona jest do zmiany miejsca pracy. Odpowiada na ogłoszenie uznanego architekta i wkrótce dostaje od niego zaproszenie. Wyrusza do urokliwej miejscowości Różanka, w której znajduje się dom jej nowego pracodawcy. Bardzo szybko zyskuje sobie sympatię jego młodszej córki, a następnie pozostałych domowników. Podczas rozmów dowiaduje się o krążących po okolicy plotkach, dotyczących nowego właściciela wspaniałego zamku znajdującego się nieopodal. Według mieszkańców Różanki doktor Rodeck, okrzyknięty Sinobrodym, przetrzymuje w zamczysku dwie kobiety, które brane są za żony mężczyzny. Wiadomo, że przez pewien okres przebywał w Indiach i właśnie po powrocie z tamtego kraju osiadł w odkupionej od zadłużonego dziedzica posiadłości. Astrid oczywiście nie wierzy w te wszystkie pogłoski, wkrótce bliżej poznaje mężczyznę i zakochuje się w nim. Przez przypadek dowiaduje się także, kto był jej prawdziwym ojcem.

Sam pomysł na pokazanie historii człowieka skrywającego jakąś tajemnicę z przeszłości i wykluczonego przez społeczeństwo nie był naprawdę zły. Gdyby fabuła została pokierowana inaczej, mogłaby powstać nawet przyzwoita książka. Niestety, samo rozwiązanie tej zagadki, sam opis wydarzeń, które rozegrały się w Indiach, jest rodem z jakiegoś kiepskiego serialu południowoamerykańskiego. Zdaje się, że autorka nie znała za bardzo realiów panujących w tamtym kraju (ciągle przewijają się określenia w stylu pewne bóstwo, tajemniczy rytuał - same ogólniki). Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie włożyła tych wątpliwych historii w usta doktora Rodecka, który podobno miał być wielkim znawcą tamtejszej kultury, używałby więc bardziej fachowego słownictwa i znałby więcej szczegółów. Dorzućmy do tego jeszcze wątek odnalezienia ojca Astrid przywodzący na myśl serial Moda na sukces (tak, zdarzyło mi się obejrzeć kilka odcinków, więc wiem, o czym piszę).

Niestety, to nie koniec mojego pastwienia się nad książką. Muszę jeszcze wspomnieć o ckliwych opisach rodem z pamiętnika nadwrażliwej nastolatki (sama tak kiedyś pisałam, popełniłam nawet kilkanaście wierszy, na widok których uśmiecham się teraz z politowaniem), do bólu sztucznych dialogach (na szczególną uwagę przy tej okazji zasługuje m.in. rozmowa z odnalezionym ojcem) oraz o ubogim słownictwie. Powtórzenie powtórzeniem powtórzenie pogania i jest to norma, a nie pojedyncze wpadki. Nie wiem, czy jest to wina tłumaczenia, czy oryginalnego tekstu.

Szkoda, bo gdyby poprowadzić fabułę nieco inaczej (zmienić lub napisać zupełnie od nowa historię tego, co wydarzyło się w Indiach), poprawić styl, usunąć niektóre wątki (m.in. ten dotyczący odnalezienia ojca), byłoby z tego z pewnością nie wybitne, ale nawet przyjemne czytadło. Nie chcę zgadywać, co kryje w sobie pozostałe czterdzieści jeden (jak widać ilość często nie przechodzi w jakość) książek pani Courths-Mahler. Wolny czas wolę poświęcić na inne powieści i Wam radzę to samo.

Hedwig (Jadwiga) Courths-Mahler, "Sinobrody", Wydawnictwo Akapit, 1990 (dane te pochodzą z internetu, ponieważ w egzemplarzu czytanym przeze mnie brak strony tytułowej, z tego też powodu nie udało mi się dotrzeć do nazwiska tłumacza).

Moja ocena: 2/5 (w każdej książce staram się znaleźć jakieś plusy, tutaj jest nim pomysł, niestety zupełnie zepsuty).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Andromeda

Nie przepadam za tym gatunkiem prozy, ale byłam ciekawa, jak poradziła sobie z nią Anna. Jest to gatunek dla młodzieży i raczej dla młodszych odbio...

zgłoś błąd zgłoś błąd