Eli, Eli

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
7,3 (745 ocen i 127 opinii) Zobacz oceny
10
58
9
105
8
180
7
218
6
108
5
37
4
14
3
13
2
7
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375365191
liczba stron
152
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodał
Michał

Kto przeczyta Eli, Eli, może już nigdy nie będzie podróżował jak przedtem. Wojciech Tochman opowiada nam o Filipinach, jakich nie znamy, o świecie najuboższych, którzy od lat żyją w slumsach i na cmentarzach Manili. Ale nie jest to książka tylko o nich. Jest i o nas. Wszyscy coraz więcej podróżujemy, coraz więcej fotografujemy świat. Ale nie widzimy tego, o czym pisze Tochman, i co...

Kto przeczyta Eli, Eli, może już nigdy nie będzie podróżował jak przedtem. Wojciech Tochman opowiada nam o Filipinach, jakich nie znamy, o świecie najuboższych, którzy od lat żyją w slumsach i na cmentarzach Manili. Ale nie jest to książka tylko o nich. Jest i o nas.

Wszyscy coraz więcej podróżujemy, coraz więcej fotografujemy świat. Ale nie widzimy tego, o czym pisze Tochman, i co fotografuje Wełnicki. Tego, co pod powierzchnią: cierpienia i bólu. Bo się na nie uodporniliśmy. Tochman odwraca obiektyw, przygląda się nam, ale i sobie, naszemu spojrzeniu na tragedię, na Innego, i dokonuje odnowienia empatycznej więzi.

Eli, Eli jednocześnie oskarża i niesie nadzieję. A może nawet rozwiązanie dylematu, co zrobić z widokiem ludzkiego cierpienia. Kluczem jest reporterska uważność, krytycyzm wobec własnego spojrzenia i otwartość na innego człowieka.

Gęstej prozie Tochmana towarzyszą znakomite, poruszające zdjęcia Grzegorza Wełnickiego. Twarze, które oglądamy na jego portretach, nie są anonimowe. Tochman przedstawia nam historię ludzi z tych fotografii, opowiada o losach każdego z nich. Z głęboką wrażliwością znaną czytelnikom jego poprzednich książek, wprowadza nas w cichy świat kobiety-drzewa, w codzienność dzieci mieszkających na grobach, w dramat czternastoletniego bohatera opery mydlanej, która nigdy nie powstanie. Patrzymy na ich życie z tak bliska, że wreszcie zaczynamy czuć.

 

źródło opisu: Czarne, 2013

źródło okładki: czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Monika książek: 1332

Przypowieść o człowieczeństwie

Każdy, kto choć trochę interesuje się literaturą non-fiction słyszał zapewne o książce „Eli, Eli” Wojciecha Tochmana, która wydana na jesieni ubiegłego roku, wywołała niemałą burzę wśród czytelników. Najnowsza publikacja autora „Bóg zapłać” dotyka bowiem kilku punktów drażliwych dla zachodniego odbiorcy, nie konstruuje łatwych pytań i tym samym nie daje łatwych odpowiedzi. Stanowi ważny (oskarżycielski?!) głos w myśleniu o pracy reportażysty, o turystyce i biedzie. „Eli, Eli” to relacja z miejsca, które dla nas – zamożnych jest tylko i wyłącznie przystankiem w podróży, kolejną atrakcją – a dla ludzi zamieszkujących slumsy Manili jest piekłem na ziemi, bez oznaczanego wyjścia ewakuacyjnego.

Na najnowszą książkę Tochmana składają się trzy ważne, wspomniane już wyżej, wątki: jest to nurt autorefleksji dotyczący pracy reportera i fotoreportera (książkę ilustrują zdjęcia Grzegorza Wełnickiego) oraz etyki zawodowej, są to Filipiny i ich bezgraniczna oraz bezrefleksyjnie eksploatowana bieda (oczywiście w szerszym, uniwersalnym ujęciu), jest i ostatni temat związany z rolą przybysza – czy to w postaci białego turysty, czy dobrze już zadomowianego w Manili kościoła katolickiego i jego przedstawicieli.

Filipiny, Manila, Onyx – to o tych miejscach pisze Tochman, o rodzinach i dzieciach mieszkających na cmentarzu:

Koło targu boisko do koszykówki, jakiś brezent, pod którym ktoś mieszka, dalej wędrujący posąg czarnego Chrystusa, Ciebie Boga wysławiamy, figura czarnej Maryi, dalej...

Każdy, kto choć trochę interesuje się literaturą non-fiction słyszał zapewne o książce „Eli, Eli” Wojciecha Tochmana, która wydana na jesieni ubiegłego roku, wywołała niemałą burzę wśród czytelników. Najnowsza publikacja autora „Bóg zapłać” dotyka bowiem kilku punktów drażliwych dla zachodniego odbiorcy, nie konstruuje łatwych pytań i tym samym nie daje łatwych odpowiedzi. Stanowi ważny (oskarżycielski?!) głos w myśleniu o pracy reportażysty, o turystyce i biedzie. „Eli, Eli” to relacja z miejsca, które dla nas – zamożnych jest tylko i wyłącznie przystankiem w podróży, kolejną atrakcją – a dla ludzi zamieszkujących slumsy Manili jest piekłem na ziemi, bez oznaczanego wyjścia ewakuacyjnego.

Na najnowszą książkę Tochmana składają się trzy ważne, wspomniane już wyżej, wątki: jest to nurt autorefleksji dotyczący pracy reportera i fotoreportera (książkę ilustrują zdjęcia Grzegorza Wełnickiego) oraz etyki zawodowej, są to Filipiny i ich bezgraniczna oraz bezrefleksyjnie eksploatowana bieda (oczywiście w szerszym, uniwersalnym ujęciu), jest i ostatni temat związany z rolą przybysza – czy to w postaci białego turysty, czy dobrze już zadomowianego w Manili kościoła katolickiego i jego przedstawicieli.

Filipiny, Manila, Onyx – to o tych miejscach pisze Tochman, o rodzinach i dzieciach mieszkających na cmentarzu:

Koło targu boisko do koszykówki, jakiś brezent, pod którym ktoś mieszka, dalej wędrujący posąg czarnego Chrystusa, Ciebie Boga wysławiamy, figura czarnej Maryi, dalej burdel, dalej biała trumna, to tu, to tam, jedna, druga, trzecia, większa, mniejsza.

Przerażająca egzystencja w slumsach, gdzie życie jest w bliskich relacjach ze śmiercią. Gdzie wskaźnik umieralności niemowląt jest jednym z najwyższych na świecie, gdzie nikt nie przejmuje się losem najmłodszych, gdzie porzucone i głodne dzieci często giną wypadkach samochodowych, ulegają poparzeniu, - pracownik zakładu pogrzebowego mówi też o porozrywanych dziecięcych pochwach i odbytach. Porzucone maluchy, którymi nikt się nie przejmuje, które niedożywione i porzucone walczą o przetrwanie. Pełno, pełno niekochanych/ niechcianych/ niezauważanych istnień (nad slumsami góruje olbrzymi baner kościoła katolickiego sprzeciwiający się aborcji). Dzieci rodzące dzieci. Pornobiznes i seks turystyka. To właśnie dziecięcy ból i cierpienie jest najbardziej widoczne, najbardziej przeraża i doskwiera (Cierpienie oczyszcza, uszlachetnia, uczy i wzbogaca. Cierpienie jest darem, istotą człowieczeństwa, życia. Ucieczka przed cierpieniem, powiedział niemiecki papież, jest ucieczką przed życiem. A polski, że cierpienie ma moc zbawczą.), ale też stanowi „atrakcje” dla białych turystów, który przecież za niewielką opłatą (lub też nie – przecież jest białym tj. tym ważniejszym i bogatszym) może zrobić sobie zdjęcie z małym mieszkańcem slumsów. Atrakcyjne zdjęcie. Atrakcyjny temat dla reportera i fotoreportera. …bieda jest fotogeniczna i biernie daje się fotografować… .

„Eli, Eli” to przypowieść o bezkarności i winie mieszkańców białego, szeroko pojętego Zachodu – począwszy od turystów, reporterów, fotografów aż po przedstawicieli kościoła. Tochman w bardzo surowy sposób opisuje rzeczywistość Filipin, których historia znaczona krwią, sperma i święconą wodą utrwaliła tutejsze podziały na dominujących i poddanych. Najubożsi mieszkańcach Manilli to ludzie na wskroś wykorzystywani – zarówno przez ludzi, nazwijmy ich - ludźmi kultury (jak Tochman, który przecież niejako karmi się ich opowieścią, żywi się historią: Literatura non-fiction to łańcuch pokarmowy, czasem długi na tysiące kilometrów. Jeden koniec nie widzi drugiego. Gardło i odbyt) jak i zwyrodnialców (seks turystyka w poszukiwaniu nieletnich). To również, albo przede wszystkim, tekst o bierności. Bierności tego bogatego (nie mylić z „lepszego”) świata w stosunku do krzywdy i cierpienia najuboższych mieszkańców ziemi (Dzieci nie powinny żyć na cmentarzach. To hańba świata i my o tym zawiadamiamy).

Oskarżycielska, mocna, szalenie potrzebna książka. I choć przytaczana po wielekroć w reportażu Susan Sontag zauważa w „Widok cudzego cierpienia”, że Współczucie to nietrwała emocja, to być może właśnie współczucie stanowi punkt wyjścia do jakiegokolwiek ruchu i działania. Mam taką nadzieję. Myślę, że Tochman również ją ma. Bo jeśli nie współczucie, dalej współodczuwanie, to co pozostaje?!

Monika Długa

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1875)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 319
mikakeMonika | 2018-07-15
Na półkach: 2018, Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 15 lipca 2018

Nie wiem co napisać. Prawda o życiu tych ludzi wbija w fotel. Z drugiej strony naszła mnie taka myśl, że mentalność ludzi, którzy nie oczekują zbyt wiele od życia chyba wszędzie jest taka sama...
Wielki szacunek dla Autora reportażu i Autora zdjęć za ich odwagę. I za tę książkę.

książek: 544
Jeżynka | 2017-10-10
Na półkach: Przeczytane, Z biblioteki, 2017
Przeczytana: 10 października 2017

Na początku były zdjęcia. Młody fotograf Grzegorz Wełnicki nie mógł pogodzić się ze śmiercią ojca. Chciał zaszyć się w miejscu które korespondowałoby z jego smutkiem i żałobą. Wpisał w google frazę "najgorsze miejsce na ziemi" i tak trafił na Filipiny.
Zdjęcia z tego wyjazdu trafiły do rąk Mariusza Szczygła (ówczesnego szefa Dużego Formatu) a jego reporterski nos wyczuł że kryje się za nimi niezwykła opowieść o kraju pełnym kontrastów. Uznał że warto o tym opowiedzieć. Do pomysłu tego zapalił się Wojciech Tochman i to jemu zostało powierzone to zadanie.
Wraz z fotografem Grzegorzem Wełnickim poleciał do Manili a dokumentacją tej podróży jest książka "Eli, Eli".

Ta publikacja to nie tylko opowieść o biedzie, codziennej walce o przeżycie, przemocy i niesprawiedliwości której na co dzień doświadczają mieszkańcy najbiedniejszych dzielnic.
To także próba odpowiedzi na pytanie co sprawiło że kraj ten nie jest w stanie sobie z tym problemem poradzić. Koloniści, następnie...

książek: 642
Book-erka | 2017-09-26
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 września 2017

"Eli, Eli" Tochmana nie tyle uświadamia człowieka o istniejącej gdzieś na świecie nędzy, co sprawia, że czytelnik zanurza się w niej, w sposób symboliczny jej doświadcza. Przytoczona historia powoduje niemały dyskomfort. I zostaje w nas na długo (jeśli nie na zawsze). To uważam za wielki sukces Tochmana: poprzez niewymuskany, a wręcz często bardzo brutalny język - odsuwa na długi czas czytelnika od jego europejskiej wygody, przenosząc do miejsca, w którym o komforcie można zapomnieć. W tym miejscu walczy się o jedzenie, skrawek ubrania, o namiastkę domu (bo o domu w naszym rozumieniu można tam zwyczajnie zapomnieć).

Autor w swoim reportażu bierze pod lupę nie tylko biednych ludzi z dzielnicy Onyx, ale również nas turystów, jak i siebie - jako reportera. Zaprasza nas do rozmyślań dyskusji nad tym, jak powinniśmy reagować na ów obrazek nędzy i rozpaczy? Jak powinniśmy na to patrzeć? Odwracać wzrok, czy wręcz przeciwnie przyglądać się temu z zaciekawieniem? Tochman porusza tutaj,...

książek: 2079
Wojciech Gołębiewski | 2014-08-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 sierpnia 2014

Fotografie Grzegorz WEŁNICKI

Moj imiennik Tochman /ur.1969/ to stary wyga, rutyniarz, który już przed maturą działał w „branży”, a 24 lata temu przyjmowała go do „GW” sama mistrzyni reportażu Hanna KRALL. Odniósł tyle sukcesów, że nie miejsce tu je wymieniać; natomiast warto wiedzieć, że to on założył fundację „Itaka”. Ciekawszy dla mnie, bo młodszy, jest współtwórca „Eli, Eli” - fotograf Grzegorz WEŁNICKI /ur.1986/. Razem stworzyli profesjonalny album z Filipin, a że nie ma do czego się przyczepić, to pozrzędzę, że „ja te mieszkania na grobach, to już, Panie, widziałem w telewizorze”.

książek: 2645
Natalia-Lena | 2013-08-14
Przeczytana: 23 stycznia 2014

Bieda, okrucieństwo, choroba - to zjawiska, które fascynują. Czasem wstydliwie, a czasem chorobliwie. Można rozejrzeć się na boki, po czym zanurzyć się w tej ciekawości. Dyskretnie, jak przy grzesznej przyjemności. Można też z siłą eksplodującego dynamitu epatować swoją odwagą, pochwalić się, że oto jestem osobą, która zaczerpnęła ze źródła mrocznej egzotyki. Mam dość pieniędzy na biedę, dość zdrowia na ułomności.

Pstryk, pstryk.

W książce ,,Eli, Eli” Wojciech Tochman wraz z fotograficznym akompaniamentem Grzegorza Wełnickiego zanurza się w głąb filipińskich slumsów. Każda z niezwykłych fotografii staje się punktem wyjścia do opowiedzenia nie tylko historii poszczególnych bohaterów, ale i historii Filipin. Podnosimy zasłony, odkrywając przemoc, biedę oraz dużo cierpienia. To, co zastaniemy w Onyksie, dzielnicy dla biedoty, będzie wstrząsające.

Wojciech Tochman dzięki fantastycznemu warsztatowi językowemu zatrzymuje w kadrze trudne do uchwycenia sceny. A nie są one piękne –...

książek: 1340
Leeloo_Dallas | 2014-08-01
Przeczytana: 01 sierpnia 2014

„…Eli, Eli…” to reportaż z Filipin, w którym nie zobaczycie złocistych plaż, dżungli i wieżowców ze stali i szkła (no, może z oddali). Zobaczycie w nim ludzi żyjących w dzielnicy nędzy Onyx i przeczytacie krótkie historie niektórych z nich. Poznacie również warunki, w jakich żyją.
To także krótki rys historyczny Filipin, w którym Wojciech Tochman nie żałuje ostrych słów pod adresem kolonializmu, kościoła, miejscowych oligarchów, USA i całego głuchego i ślepego Zachodu, których to należy obarczyć winą za wykorzystanie Filipin i pozostawienie w nędzy.
Tak więc poznany kilkoro mieszkańców Onyxu. Każda opowieść poprzedzona jest fotografią jej bohatera. Dzięki połączeniu obrazu i słowa postaci mają imiona, wiek, są to dla nas osoby żywe.
Np. Fernando i Marbel, młode małżeństwo, mieszkające z dwudziestoosobową rodziną w domu o powierzchni 8 metrów. Dziewczynka Pia i chłopiec Buboy, dzieci bez matki i ojca, pod opieką babki lub prababki, nikt nie wie. Ich sytuacja przeraża.
Los...

książek: 9943

Tochman czuje, że nawet nie chcąc, wpisuje się tym tematem w pornografię opowiadania o nędzy. Stąd we wstępie zastrzeżenia i rozważania o naturze zawodu reportera, fotografa, o ich dziś już powszechnym voyeuryzmie bez współczucia. A w epilogu ciekawa informacja, skąd wzięła się ta historia, ta podróż i jaka była tutaj relacja: nędzarz-reporter. Trochę się tym obronił. Pokazał ludzi, nie tylko nędzarzy. Pokazał człowieczeństwo w piekle, piękno na śmietniku. Trochę tak jak Michael Glawogger w swym filmie Megacities (do zobaczenia w youtube). U niego też piękne nie są tylko kolory i kadry, lecz to co ludzkie, troska nędzarzy o własną godność, praca. Glawogger również jest w stanie rozmawiać z każdym i nocować w najgorszej norze. Tochman przez to, co robi poza zawodem reportera, uwiarygadnia się w moich oczach, także w krytyce i niechęci do kościoła, który staje po stronie bogatych, nie ubogich. Ponieważ nie jest kimś, kto nic nie robi, a widzi tylko źdźbło w cudzym oku, jak większość...

książek: 310
ArtZ72 | 2016-02-22
Przeczytana: luty 2016

Niniejsza książka to ważny, a zarazem wstrząsający dokument o życiu najuboższych mieszkańców Manili - stolicy Filipin i jednej z najszybciej rosnących metropolii globu. Do tego budzi gniew. Obnaża bowiem mimochodem - nie czyniąc zbędnych komentarzy - hipokryzję rządzących tym krajem katolickich ultrakonserwatystów (Filipiny to - obok Timoru Wschodniego - jedyny katolicki kraj Azji), których wprowadzone w życie poglądy przyczyniły się do przekształcenia Filipin w rezerwat zacofania, przeludnienia, nędzy i skrajnych nierówności społecznych, do przekształcenia ich w miejsce, z którego miliony ludzi już wyemigrowały, a kolejne miliony pragną to uczynić. Co również istotne, "Eli, Eli" w jakimś stopniu uzupełnia lukę, jaką jest deficyt polskojęzycznych książek dotyczących tego 100-milionowego kraju.

książek: 336
charu | 2018-02-24
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 lutego 2018

Pierwsze spotkanie z Wojciechem Tochmanem.
Przede wszystkim są zdjęcia. Mocny akcent całości. Straszne?, odpychające? Nie. Są ciemne, mroczne, oddziałujące na wyobraźnię. To głównie sylwetki dzieci i dorosłych w różnym wieku, z jawnymi lub ukrytymi chorobami, bliznami a wszystkich łączy wspólny mianownik. Nigdy do końca nie zaspokojony głód, życie z dnia na dzień, walka o kilka pesos, poczucie beznadziei, bierność a u niektórych także marzenia związane z lepszym życiem jak w telenoweli. Zdjęcia robią wrażenie, podobnie jak przytoczone historie bohaterów, jednak nie pierwszy raz spotykam się z tematyką nędzy, chorób, handlu ludźmi czy prostytucją więc reportaż nie wprawił mnie w jakiś wielki stan bliski szoku.
Tochman mocny akcent kładzie na krytykę tych wszystkich, którzy w przerwach między opalaniem a zimnym drinkiem biegną z aparatem i bez skrępowania zaglądają tej ludzkiej biedzie obiektywem w twarz a także fotografów czekających na najlepsze ujęcie [na szczęście są też ludzie...

książek: 1612
Evik | 2014-03-13
Na półkach: Przeczytane, 2014
Przeczytana: 12 marca 2014

"Kto przeczyta Eli, Eli, może już nigdy nie będzie podróżował jak przedtem"...

Po przeczytaniu "Eli, Eli" Filipiny będę omijać szerokim łukiem.
W książce pokazana jest najciemniejsza strona tego kraju.
Slumsy. Dzielnica nędzy. Są tu ludzie mieszkający na cmentarzu i żyjący w grobach. Dzieci i ludzie z defektami (zdjęcie poparzonego chłopca czy kobiety z purchlami na ciele).
Ludzie zbierający śmiecie i dostający za to marne grosze.
Są tu ludzie, którym nie płaci się za pracę. Nawet, jeśli pracują w hipermarkecie to dostają resztki jedzenia, a nie pieniądze.
Poruszony jest tu problem prostytucji, także dziecięcej.

Manila dzieli się na dwie strefy. Strefę dla biednych i strefę dla bogatych. I te strefy nie mieszają się ze sobą. Ponoć bogaci i biedni spotykają się tylko na cmentarzu.

Aha, w książce są przekleństwa. I to całkiem sporo.

zobacz kolejne z 1865 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Podsumowanie rynku książki 2013

Zapraszamy do zapoznania się z  podsumowaniem rynku książki w roku 2013. Zobaczcie jakie książki, jakie nagrody literackie i jakie wydarzenia związane z książkami wzbudziły największe zainteresowanie naszej redaktorki.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd