Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Eli, Eli

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
7,24 (633 ocen i 112 opinii) Zobacz oceny
10
49
9
87
8
143
7
191
6
94
5
32
4
13
3
12
2
7
1
5
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375365191
liczba stron
152
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodał
Michał

Kto przeczyta Eli, Eli, może już nigdy nie będzie podróżował jak przedtem. Wojciech Tochman opowiada nam o Filipinach, jakich nie znamy, o świecie najuboższych, którzy od lat żyją w slumsach i na cmentarzach Manili. Ale nie jest to książka tylko o nich. Jest i o nas. Wszyscy coraz więcej podróżujemy, coraz więcej fotografujemy świat. Ale nie widzimy tego, o czym pisze Tochman, i co...

Kto przeczyta Eli, Eli, może już nigdy nie będzie podróżował jak przedtem. Wojciech Tochman opowiada nam o Filipinach, jakich nie znamy, o świecie najuboższych, którzy od lat żyją w slumsach i na cmentarzach Manili. Ale nie jest to książka tylko o nich. Jest i o nas.

Wszyscy coraz więcej podróżujemy, coraz więcej fotografujemy świat. Ale nie widzimy tego, o czym pisze Tochman, i co fotografuje Wełnicki. Tego, co pod powierzchnią: cierpienia i bólu. Bo się na nie uodporniliśmy. Tochman odwraca obiektyw, przygląda się nam, ale i sobie, naszemu spojrzeniu na tragedię, na Innego, i dokonuje odnowienia empatycznej więzi.

Eli, Eli jednocześnie oskarża i niesie nadzieję. A może nawet rozwiązanie dylematu, co zrobić z widokiem ludzkiego cierpienia. Kluczem jest reporterska uważność, krytycyzm wobec własnego spojrzenia i otwartość na innego człowieka.

Gęstej prozie Tochmana towarzyszą znakomite, poruszające zdjęcia Grzegorza Wełnickiego. Twarze, które oglądamy na jego portretach, nie są anonimowe. Tochman przedstawia nam historię ludzi z tych fotografii, opowiada o losach każdego z nich. Z głęboką wrażliwością znaną czytelnikom jego poprzednich książek, wprowadza nas w cichy świat kobiety-drzewa, w codzienność dzieci mieszkających na grobach, w dramat czternastoletniego bohatera opery mydlanej, która nigdy nie powstanie. Patrzymy na ich życie z tak bliska, że wreszcie zaczynamy czuć.

 

źródło opisu: Czarne, 2013

źródło okładki: czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Monika książek: 1236

Przypowieść o człowieczeństwie

Każdy, kto choć trochę interesuje się literaturą non-fiction słyszał zapewne o książce „Eli, Eli” Wojciecha Tochmana, która wydana na jesieni ubiegłego roku, wywołała niemałą burzę wśród czytelników. Najnowsza publikacja autora „Bóg zapłać” dotyka bowiem kilku punktów drażliwych dla zachodniego odbiorcy, nie konstruuje łatwych pytań i tym samym nie daje łatwych odpowiedzi. Stanowi ważny (oskarżycielski?!) głos w myśleniu o pracy reportażysty, o turystyce i biedzie. „Eli, Eli” to relacja z miejsca, które dla nas – zamożnych jest tylko i wyłącznie przystankiem w podróży, kolejną atrakcją – a dla ludzi zamieszkujących slumsy Manili jest piekłem na ziemi, bez oznaczanego wyjścia ewakuacyjnego.

Na najnowszą książkę Tochmana składają się trzy ważne, wspomniane już wyżej, wątki: jest to nurt autorefleksji dotyczący pracy reportera i fotoreportera (książkę ilustrują zdjęcia Grzegorza Wełnickiego) oraz etyki zawodowej, są to Filipiny i ich bezgraniczna oraz bezrefleksyjnie eksploatowana bieda (oczywiście w szerszym, uniwersalnym ujęciu), jest i ostatni temat związany z rolą przybysza – czy to w postaci białego turysty, czy dobrze już zadomowianego w Manili kościoła katolickiego i jego przedstawicieli.

Filipiny, Manila, Onyx – to o tych miejscach pisze Tochman, o rodzinach i dzieciach mieszkających na cmentarzu:

Koło targu boisko do koszykówki, jakiś brezent, pod którym ktoś mieszka, dalej wędrujący posąg czarnego Chrystusa, Ciebie Boga wysławiamy, figura czarnej Maryi, dalej...

Każdy, kto choć trochę interesuje się literaturą non-fiction słyszał zapewne o książce „Eli, Eli” Wojciecha Tochmana, która wydana na jesieni ubiegłego roku, wywołała niemałą burzę wśród czytelników. Najnowsza publikacja autora „Bóg zapłać” dotyka bowiem kilku punktów drażliwych dla zachodniego odbiorcy, nie konstruuje łatwych pytań i tym samym nie daje łatwych odpowiedzi. Stanowi ważny (oskarżycielski?!) głos w myśleniu o pracy reportażysty, o turystyce i biedzie. „Eli, Eli” to relacja z miejsca, które dla nas – zamożnych jest tylko i wyłącznie przystankiem w podróży, kolejną atrakcją – a dla ludzi zamieszkujących slumsy Manili jest piekłem na ziemi, bez oznaczanego wyjścia ewakuacyjnego.

Na najnowszą książkę Tochmana składają się trzy ważne, wspomniane już wyżej, wątki: jest to nurt autorefleksji dotyczący pracy reportera i fotoreportera (książkę ilustrują zdjęcia Grzegorza Wełnickiego) oraz etyki zawodowej, są to Filipiny i ich bezgraniczna oraz bezrefleksyjnie eksploatowana bieda (oczywiście w szerszym, uniwersalnym ujęciu), jest i ostatni temat związany z rolą przybysza – czy to w postaci białego turysty, czy dobrze już zadomowianego w Manili kościoła katolickiego i jego przedstawicieli.

Filipiny, Manila, Onyx – to o tych miejscach pisze Tochman, o rodzinach i dzieciach mieszkających na cmentarzu:

Koło targu boisko do koszykówki, jakiś brezent, pod którym ktoś mieszka, dalej wędrujący posąg czarnego Chrystusa, Ciebie Boga wysławiamy, figura czarnej Maryi, dalej burdel, dalej biała trumna, to tu, to tam, jedna, druga, trzecia, większa, mniejsza.

Przerażająca egzystencja w slumsach, gdzie życie jest w bliskich relacjach ze śmiercią. Gdzie wskaźnik umieralności niemowląt jest jednym z najwyższych na świecie, gdzie nikt nie przejmuje się losem najmłodszych, gdzie porzucone i głodne dzieci często giną wypadkach samochodowych, ulegają poparzeniu, - pracownik zakładu pogrzebowego mówi też o porozrywanych dziecięcych pochwach i odbytach. Porzucone maluchy, którymi nikt się nie przejmuje, które niedożywione i porzucone walczą o przetrwanie. Pełno, pełno niekochanych/ niechcianych/ niezauważanych istnień (nad slumsami góruje olbrzymi baner kościoła katolickiego sprzeciwiający się aborcji). Dzieci rodzące dzieci. Pornobiznes i seks turystyka. To właśnie dziecięcy ból i cierpienie jest najbardziej widoczne, najbardziej przeraża i doskwiera (Cierpienie oczyszcza, uszlachetnia, uczy i wzbogaca. Cierpienie jest darem, istotą człowieczeństwa, życia. Ucieczka przed cierpieniem, powiedział niemiecki papież, jest ucieczką przed życiem. A polski, że cierpienie ma moc zbawczą.), ale też stanowi „atrakcje” dla białych turystów, który przecież za niewielką opłatą (lub też nie – przecież jest białym tj. tym ważniejszym i bogatszym) może zrobić sobie zdjęcie z małym mieszkańcem slumsów. Atrakcyjne zdjęcie. Atrakcyjny temat dla reportera i fotoreportera. …bieda jest fotogeniczna i biernie daje się fotografować… .

„Eli, Eli” to przypowieść o bezkarności i winie mieszkańców białego, szeroko pojętego Zachodu – począwszy od turystów, reporterów, fotografów aż po przedstawicieli kościoła. Tochman w bardzo surowy sposób opisuje rzeczywistość Filipin, których historia znaczona krwią, sperma i święconą wodą utrwaliła tutejsze podziały na dominujących i poddanych. Najubożsi mieszkańcach Manilli to ludzie na wskroś wykorzystywani – zarówno przez ludzi, nazwijmy ich - ludźmi kultury (jak Tochman, który przecież niejako karmi się ich opowieścią, żywi się historią: Literatura non-fiction to łańcuch pokarmowy, czasem długi na tysiące kilometrów. Jeden koniec nie widzi drugiego. Gardło i odbyt) jak i zwyrodnialców (seks turystyka w poszukiwaniu nieletnich). To również, albo przede wszystkim, tekst o bierności. Bierności tego bogatego (nie mylić z „lepszego”) świata w stosunku do krzywdy i cierpienia najuboższych mieszkańców ziemi (Dzieci nie powinny żyć na cmentarzach. To hańba świata i my o tym zawiadamiamy).

Oskarżycielska, mocna, szalenie potrzebna książka. I choć przytaczana po wielekroć w reportażu Susan Sontag zauważa w „Widok cudzego cierpienia”, że Współczucie to nietrwała emocja, to być może właśnie współczucie stanowi punkt wyjścia do jakiegokolwiek ruchu i działania. Mam taką nadzieję. Myślę, że Tochman również ją ma. Bo jeśli nie współczucie, dalej współodczuwanie, to co pozostaje?!

Monika Długa

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1636)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1554
Wojciech Gołębiewski | 2014-08-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 sierpnia 2014

Fotografie Grzegorz WEŁNICKI

Moj imiennik Tochman /ur.1969/ to stary wyga, rutyniarz, który już przed maturą działał w „branży”, a 24 lata temu przyjmowała go do „GW” sama mistrzyni reportażu Hanna KRALL. Odniósł tyle sukcesów, że nie miejsce tu je wymieniać; natomiast warto wiedzieć, że to on założył fundację „Itaka”. Ciekawszy dla mnie, bo młodszy, jest współtwórca „Eli, Eli” - fotograf Grzegorz WEŁNICKI /ur.1986/. Razem stworzyli profesjonalny album z Filipin, a że nie ma do czego się przyczepić, to pozrzędzę, że „ja te mieszkania na grobach, to już, Panie, widziałem w telewizorze”.

książek: 2419
Natalia-Lena | 2013-08-14
Przeczytana: 23 stycznia 2014

Bieda, okrucieństwo, choroba - to zjawiska, które fascynują. Czasem wstydliwie, a czasem chorobliwie. Można rozejrzeć się na boki, po czym zanurzyć się w tej ciekawości. Dyskretnie, jak przy grzesznej przyjemności. Można też z siłą eksplodującego dynamitu epatować swoją odwagą, pochwalić się, że oto jestem osobą, która zaczerpnęła ze źródła mrocznej egzotyki. Mam dość pieniędzy na biedę, dość zdrowia na ułomności.

Pstryk, pstryk.

W książce ,,Eli, Eli” Wojciech Tochman wraz z fotograficznym akompaniamentem Grzegorza Wełnickiego zanurza się w głąb filipińskich slumsów. Każda z niezwykłych fotografii staje się punktem wyjścia do opowiedzenia nie tylko historii poszczególnych bohaterów, ale i historii Filipin. Podnosimy zasłony, odkrywając przemoc, biedę oraz dużo cierpienia. To, co zastaniemy w Onyksie, dzielnicy dla biedoty, będzie wstrząsające.

Wojciech Tochman dzięki fantastycznemu warsztatowi językowemu zatrzymuje w kadrze trudne do uchwycenia sceny. A nie są one piękne –...

książek: 1208
Leeloo_Dallas | 2014-08-01
Przeczytana: 01 sierpnia 2014

„…Eli, Eli…” to reportaż z Filipin, w którym nie zobaczycie złocistych plaż, dżungli i wieżowców ze stali i szkła (no, może z oddali). Zobaczycie w nim ludzi żyjących w dzielnicy nędzy Onyx i przeczytacie krótkie historie niektórych z nich. Poznacie również warunki, w jakich żyją.
To także krótki rys historyczny Filipin, w którym Wojciech Tochman nie żałuje ostrych słów pod adresem kolonializmu, kościoła, miejscowych oligarchów, USA i całego głuchego i ślepego Zachodu, których to należy obarczyć winą za wykorzystanie Filipin i pozostawienie w nędzy.
Tak więc poznany kilkoro mieszkańców Onyxu. Każda opowieść poprzedzona jest fotografią jej bohatera. Dzięki połączeniu obrazu i słowa postaci mają imiona, wiek, są to dla nas osoby żywe.
Np. Fernando i Marbel, młode małżeństwo, mieszkające z dwudziestoosobową rodziną w domu o powierzchni 8 metrów. Dziewczynka Pia i chłopiec Buboy, dzieci bez matki i ojca, pod opieką babki lub prababki, nikt nie wie. Ich sytuacja przeraża.
Los...

książek: 8696

Tochman czuje, że nawet nie chcąc, wpisuje się tym tematem w pornografię opowiadania o nędzy. Stąd we wstępie zastrzeżenia i rozważania o naturze zawodu reportera, fotografa, o ich dziś już powszechnym voyeuryzmie bez współczucia. A w epilogu ciekawa informacja, skąd wzięła się ta historia, ta podróż i jaka była tutaj relacja: nędzarz-reporter. Trochę się tym obronił. Pokazał ludzi, nie tylko nędzarzy. Pokazał człowieczeństwo w piekle, piękno na śmietniku. Trochę tak jak Michael Glawogger w swym filmie Megacities (do zobaczenia w youtube). U niego też piękne nie są tylko kolory i kadry, lecz to co ludzkie, troska nędzarzy o własną godność, praca. Glawogger również jest w stanie rozmawiać z każdym i nocować w najgorszej norze. Tochman przez to, co robi poza zawodem reportera, uwiarygadnia się w moich oczach, także w krytyce i niechęci do kościoła, który staje po stronie bogatych, nie ubogich. Ponieważ nie jest kimś, kto nic nie robi, a widzi tylko źdźbło w cudzym oku, jak większość...

książek: 1472
Evik | 2014-03-13
Na półkach: Przeczytane, 2014
Przeczytana: 12 marca 2014

"Kto przeczyta Eli, Eli, może już nigdy nie będzie podróżował jak przedtem"...

Po przeczytaniu "Eli, Eli" Filipiny będę omijać szerokim łukiem.
W książce pokazana jest najciemniejsza strona tego kraju.
Slumsy. Dzielnica nędzy. Są tu ludzie mieszkający na cmentarzu i żyjący w grobach. Dzieci i ludzie z defektami (zdjęcie poparzonego chłopca czy kobiety z purchlami na ciele).
Ludzie zbierający śmiecie i dostający za to marne grosze.
Są tu ludzie, którym nie płaci się za pracę. Nawet, jeśli pracują w hipermarkecie to dostają resztki jedzenia, a nie pieniądze.
Poruszony jest tu problem prostytucji, także dziecięcej.

Manila dzieli się na dwie strefy. Strefę dla biednych i strefę dla bogatych. I te strefy nie mieszają się ze sobą. Ponoć bogaci i biedni spotykają się tylko na cmentarzu.

Aha, w książce są przekleństwa. I to całkiem sporo.

książek: 1844
Marta | 2014-05-28
Na półkach: Przeczytane, 2014
Przeczytana: 15 kwietnia 2014

Po raz pierwszy mam wyrzuty sumienia z powodu tego, że przeczytania książka zupełnie mi się nie podobała. Jest mi przykro, że moja opinia nie będzie pozytywna. Gdyby to był inny autor, inny reporter, to pewnie nie czułabym się źle, ale Wojciecha Tochmana bardzo cenię i szanuję, a wszystkie jego poprzednie książki, które czytałam uważam za doskonałe. Nie wiem co się stało z „Eli, Eli”, ale coś zdecydowanie nie wyszło.

Nazwisko Tochmana to już swego rodzaju marka, gwarancja, że będziemy mieć do czynienia z reportażami najwyższej próby. Takie też było moje nastawienie, kiedy sięgałam po „Eli, Eli”. Tym razem reporter pisze o Filipinach, niewyobrażalnej biedzie, która tam panuje, beznadziei i braku perspektyw, niechcianych i niepotrzebnych dzieciach, żywych mieszkających na cmentarzach, kobiecie zmieniającej się w drzewo. Tochman spotyka swoich bohaterów, nawiązuje żywą relację, angażuje się w ich opowieści i swoje uczucia przelewa na papier. Dokładnie w tym miejscu zaczyna się mój...

książek: 404
ArtZ72 | 2016-02-22
Przeczytana: luty 2016

Niniejsza książka to ważny, a zarazem wstrząsający dokument o życiu najuboższych mieszkańców Manili - stolicy Filipin i jednej z najszybciej rosnących metropolii globu. Do tego budzi gniew. Obnaża bowiem mimochodem - nie czyniąc zbędnych komentarzy - hipokryzję rządzących tym krajem katolickich ultrakonserwatystów (Filipiny to - obok Timoru Wschodniego - jedyny katolicki kraj Azji), których wprowadzone w życie poglądy przyczyniły się do przekształcenia Filipin w rezerwat zacofania, przeludnienia, nędzy i skrajnych nierówności społecznych, do przekształcenia ich w miejsce, z którego miliony ludzi już wyemigrowały, a kolejne miliony pragną to uczynić. Co również istotne, "Eli, Eli" w jakimś stopniu uzupełnia lukę, jaką jest deficyt polskojęzycznych książek dotyczących tego 100-milionowego kraju.

książek: 0
| 2013-10-11
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Oj Eli Eli...mam taki mętlik w głowie po tym, co przeczytałam. Bo to nie jest książka tylko istna puszka Pandory. Wylewają się z niej brudy, wypełzają nieszczęścia, krzyczą upiory i triumfują tragedie. O tym właśnie jest ten reportaż - o najgorszych koszmarach rodem ze slamsów Manili. O koszmarze produkowanych na potęgę, niechcianych dzieci, o beznadziei, w której egzystują mieszkańcy Onyksu - jądra ciemności filipińskiej stolicy. O Filipinach, kraju rozdartym między tym, co winniśmy Bogu a brutalną codziennością. Opisał Tochman swoją wyprawę po miejskiej dżungli w sposób dramatyczny, przerażający i sprawiający ból. Ponieważ każda historia, czy to ludzi mieszkających na cmentarzu, czy opowieść o dzieciach, które o najmłodszych lat zmuszone są zbierać złom by móc wyżywić kilkunastoosobową rodzinę, jest prawdziwa. Momentami byłam wściekła, jednak nie wiem kto byłby adresatem mojej wściekłości. Czy ci, którzy spędzają życie w tym koszmarnym zakątku globu, którzy nie potrafią albo nie...

książek: 3
MarcinSzczot | 2013-10-13
Na półkach: Przeczytane

Zawsze lubiłem książki Wojciecha Tochmana. Czekałem i na tę. Cóż dostałem? Narcystyczne wynurzenia egocentryka. Wojciech Tochman jest inteligentny. Musiał spodziewać się zarzutów, że niewiele różni się od bieda-turystów pstrykających fotki. Co robi? Próbuje wytrącić nam podobne argumenty z ręki. No bo przecież, jak pisze "My zawiadamiamy świat"! My - czyli Tochman i Wełnicki. Tak, wylicza, kto na tym zarobi.
Żenujące, że w wyliczance pojawia się nazwa kawiarni, której Tochman jest współwłaścicielem. Lokowanie produktu :D
Czuję się okradziony. Nie z pieniędzy. Chciałem, wydałem. Okradziono mnie z czasu. Mogłem wieczór spędzić pożyteczniej. Poza tym, panie Tochman, w Polsce jest bieda, równie wielka jak tam, choć w innej scenografii.

książek: 776
Marzenia | 2014-03-20
Przeczytana: 20 marca 2014

Eli, Eli, lama sabachthani? ("Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?", Mt 27, 46 oraz Mk 15, 34);

zobacz kolejne z 1626 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Podsumowanie rynku książki 2013

Zapraszamy do zapoznania się z  podsumowaniem rynku książki w roku 2013. Zobaczcie jakie książki, jakie nagrody literackie i jakie wydarzenia związane z książkami wzbudziły największe zainteresowanie naszej redaktorki.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd