Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pokolenie Ikea

Wydawnictwo: Novae Res
5,36 (4255 ocen i 570 opinii) Zobacz oceny
10
127
9
136
8
361
7
652
6
957
5
712
4
419
3
370
2
253
1
268
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788377223727
liczba stron
194
język
polski

Pokolenie Ikea to opowieść o ludziach, którzy pracują po to, aby spłacać kredyty, rozczarowani rygorystycznym, sprzedanym za namiastki szczęścia życiem. Jak zabawia się w piątkowy wieczór młody gwiazdor warszawskiej palestry? O czym śni Olga, grzeczna dziewczynka z dobrego domu, codziennie wbijająca się w garsonkę? Za czym tęsknią ludzie w szklanych wieżowcach? Co jeszcze można sprzedać? Czy...

Pokolenie Ikea to opowieść o ludziach, którzy pracują po to, aby spłacać kredyty, rozczarowani rygorystycznym, sprzedanym za namiastki szczęścia życiem.

Jak zabawia się w piątkowy wieczór młody gwiazdor warszawskiej palestry?
O czym śni Olga, grzeczna dziewczynka z dobrego domu, codziennie wbijająca się w garsonkę?
Za czym tęsknią ludzie w szklanych wieżowcach?
Co jeszcze można sprzedać?
Czy życie trwa przez dwa tygodnie w roku?

 

źródło opisu: http://zaczytani.pl/ksiazka/pokolenie_ikea,druk

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 186
złowieszczenasionko | 2015-09-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 września 2015

O tym, dlaczego nie warto marnować:
1) pieniędzy na kupno tej książki
2) czasu na jej przeczytanie

Nie warto ponieważ:
1) ciężko tę pozycję właściwie nazwać książką, 134 strony, żadnej treści; tak się składa, że zanim autor postanowił wydać "pokolenie ikea" prowadził bloga w serwisie blox.pl. i ja tego bloga czytałam, a pamięć do słowa pisanego mam zupełnie dobrą. jak wielkie było moje rozczarowanie, kiedy po wzięciu, ekhm, tej pozycji wydawniczej, do ręki okazało się, że cała historia jest mi znana. właściwie jest to przeredagowana treść i poprawione dialogi. i tak, rozmowa bohatera z Olgą na blogu nie odbywała się po kolacji, a w drodze do sądu, nie dotyczyła sprawy pana X., tylko aplikacji Olgi etc. obecnie blog w serwisie bloxa jest zamknięty/skasowany. ale można znaleźć urywki w archiwum internetu. traktujące zresztą głównie o uprawianiu seksu.
2) no dobrze, ale nie każdy w końcu czytywał cudze blogi kilka lat wstecz i ma prawo być ciekawym, co tam ciekawego w tym "pokoleniu ikea" jest. otóż drodzy państwo: nic. autor nie potrafi pisać. zamiast spójnej historii otrzymujemy...przypadkowe notki na blogu. dziś wam powiem, że jutro muszę wstać rano do pracy. dziś jak umówiłem się z panną x, z którą nam nie wyszło. dziś opiszę wam historię, jak to kilka lat temu byłem w miejscowości y, bo wzięło mnie na wspominki.
3) język, a raczej jego karykatura. nie każda książka musi się zaliczać do literatury pięknej, ale doprawdy nie wiem, czy autor miał kiedykolwiek w rękach coś innego niż teksty ustaw i sentencje orzecznictwa. (o ile naprawdę posiada wykształcenie prawnicze oczywiście.) wątpię. już nawet nie chodzi o ilość wulgaryzmów (przerażającą), ale o sam sposób konstrukcji zdań. krótkie, urywane, niepoprawne. wszechobecne, doprowadzające mnie do szału słowo "jasssne". widać kompetencję językową autora przekroczyła konstrukcja np. takiego zdania:
-jasne - odpowiedziałem sycząc. albo:
-jasne - odpowiedziałem, cedząc słowo przez zęby. albo:
-jasne - odpowiedziałem, jednocześnie powątpiewając w X.
4) bohater, którego nie da się polubić. bohater, który niby kwestionuje zasadność wybranego stylu życia, jednocześnie koncentrując się na tym, z iloma kobietami się przespał, z iloma się jeszcze prześpi, jak w spodniach układa się jego narząd płciowy i czy koszula jego zwierzchnika była kupiona na przecenie. rozumiem, 'sex sells', ale na litość boską, główny bohater właściwie ociera się o zezwierzęcenie.

Nie rozumiem, jak TAK ZŁA 'książka' zdołała 1) uzyskać akceptację wydawcy 2) sprzedać się w tak dużej ilości egzemplarzy. Wiele lepszych pozycji ginie na polskim rynku wydawniczym, a coś takiego zdołało się przebić. Dlaczego?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ferdynand Ruszczyc: (1870-1936)

To nie tylko album, ale przede wszystkim bardzo dobry tekst, w którym znużyłam się razem z głową, w której, jak dzięki rzadko której książce, mebluje...

zgłoś błąd zgłoś błąd