Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Lare-i-t'ae

Cykl: Najliss (tom 2) | Seria: Obca Krew
Wydawnictwo: Fabryka Słów
6,86 (132 ocen i 19 opinii) Zobacz oceny
10
13
9
6
8
27
7
31
6
35
5
10
4
4
3
2
2
3
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375745924
liczba stron
360
język
polski
dodała
Wiedźma

Osiem królestw zapomniało już czym jest wojna. Dawni odwieczni wrogowie, mieszkańcy stepów, dziś spokojnie wypasają bydło i z rozrzewnieniem wspominają minione dni. Jednak kiedy nastaje straszliwa susza, w oczy ponownie zagląda widmo zagłady. Nadchodzi czas głodu i wojny, krwi i pustynnego wiatru. Tylko jedna osoba jest w stanie pogodzić zwaśnionych władców. Lermett, król Najlisu,...

Osiem królestw zapomniało już czym jest wojna. Dawni odwieczni wrogowie, mieszkańcy stepów, dziś spokojnie wypasają bydło i z rozrzewnieniem wspominają minione dni. Jednak kiedy nastaje straszliwa susza, w oczy ponownie zagląda widmo zagłady.

Nadchodzi czas głodu i wojny, krwi i pustynnego wiatru.

Tylko jedna osoba jest w stanie pogodzić zwaśnionych władców. Lermett, król Najlisu, utalentowany dyplomata i polityk. Oczywiście, z drobną pomocą przyjaciół: kilku niesfornych elfów, młodocianego maga i przemądrzałego krasnoluda.

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl/

źródło okładki: http://fabrykaslow.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 569
lymphs | 2012-09-09
Na półkach: 52 książki (2012)
Przeczytana: 20 lipca 2012

„- A kto pozwoli Riernowi tak samowładczo zarządzać Adejną?
- A czemu by nie? Szerrin jest moją narzeczoną, można powiedzieć, za pięć minut żona. Tak że za Adejnę będę decydować ja!
- A u nas, w Ettarmie, mówią ‘choć przyrzeczona to jeszcze nie żona, a za pięć minut to i świnia u koryta zdechnie, jeżeli jej pora nastała.’ ”

Sojusz ośmiu królestw zapomniał już, czym jest prawdziwa wojna. Czym jest ochrona ziem, podróż na pole bitwy, strach przed śmiercią podczas walki. Ale nie na długo. Zbliża się konflikt kontynentalny. O być albo nie być. I to wcale nie jest takie oczywiste, że państwa Sojuszu Nadrzecznego zwyciężą w tej walce. I nie jest też wcale powiedziane, że nie będzie to wojna międzyrasowa.
Wszystko się zaczyna i wszystko się kończy. Wzrasta i opada. Rodzi się i umiera. Nic nie pozostaje niezmienione. Klimat również. Na zarzeczne stepy nadciąga susza. Wiatry zmieniają swój kierunek. Prądy morskie znikają i pojawiają się w zupełnie innych miejscach. Ludowi stepu to się nie podoba. Nie zamierzają skazywać się na głodową śmierć. A to znaczy, że muszą siłą wydrzeć urodzajne ziemie Sojuszu.
Na szczęście król Lermett ma plan. Skomplikowany i trudny do realizacji, ale jednak w pełni realny. Wystarczy tylko przekonać do niego step i, co gorsza, swoich sojuszników.

Każdy, kto czytał „Tae ekkejr!” doskonale zna historię o synu i matce, o Riadzie i Najlissie, o dwóch stolicach Najlissu, które choć mogły walczyć przeciw sobie, postanowiły walczyć ramię w ramię z wrogiem. Dla osób, które pierwszego tomu nie czytały, w telegraficznym skrócie: sześćset lat wcześniej podczas ataku koczowników, jak zawsze po wybraniu nowego argina, nowy król Najlissu postanowił zbudować nową stolicę, ponieważ Riada za bardzo kojarzyła się wszystkim ze starym królem-tchórzem, który niemal nie poddał się koczownikom. Nowa stolica była najpiękniejszym miastem zbudowanym przez ludzi i w sumie Riada zaczęłaby naprawdę śmiertelnie zazdrościć jej piękna, gdyby… tylko zdążyła. A nie zdążyła, ponieważ koczownicy postanowili ją zaatakować. Na ratunek jednak przybyło miasto Najliss i król Ilent, witając Riadę słowami: „Syn nie może porzucić matki w nieszczęściu, inaczej żaden z niego syn”. Nim się jednak Najliss po wygranej bitwie pod Riadą nie obejrzał, koczownicy już atakowali jego mury obronne. Nowa stolica nie musiała się jednak długo sama bronić, bo z odsieczą przybyła Riada oświadczając, że „Żadna matka syna w biedzie nie zostawi”.


Czemu o tym wspominam? Ponieważ „Tae ekkejr!” jest takim książkowym odpowiednikiem Riady, a „Lare-i-t`ae” – Najlissu. Pierwsza część cyklu Najlisskiego jest owszem książką dobrą, ale nie może równać się z potęgą, lekkością i pięknem swojej kontynuacji. I choć obie mogłyby patrzeć na siebie spode łba, stają ramię w ramię w walce o uwagę czytelnika, mając za wroga zachodni chłam. Bo jaki syn podnosi rękę na matkę, a jaka matka zostawia syna na pastwę losu, gdy drzwi rodzinnego domu wywarza wrogie wojsko.

„-(…) Arien, ona kocha jednego z nas, i to bez wzajemności. (…)
- Oj, będzie z tym biedy! – mówił Arien, żywo przedstawiając sobie, jak to jest być przedmiotem nieodwzajemnionej miłości. – Inna sprawa, że serce się kraje nad tym biedactwem, ale jemu: dobrze tak! Chciałbym wiedzieć, który to ślepy idiota! Taka dziewczyna… nie, no naprawdę rzadki bałwan! Wprost bajeczny!
Ileri rzuciła mu spojrzenie dalekie od zachwytu.
- To prawda – rzekła powoli. – I obawiam się, że to bardzo smutna bajka.”

Zapowiedzią zmian jest już rozdział drugi, czyli „Ognie sygnałowe”. Po pierwsze – sam fakt, że ów rozdział istnieje, jest wielką zmianą. Gdyby nie kropki, gwiazdki i inne ozdobniki, „Tae ekkejr!” czytałoby się ciurkiem, bez przerw. Od czasu do czasu jedynie na krótką chwilę przenosimy się do Seltiego i jego pragnienia zemsty, by jednak szybko wrócić do wątku Lermetta, Ariena i reszty niesfornych elfów. Tym czasem zdecydowanie grubsze „Lare-i-t`ae” podzielone jest na 14 rozdziałów (+ prolog, epilog oraz niezastąpiony i rozszerzony o nowe pojęcia glosariusz), zdecydowanie ułatwiające czytanie. Zawsze byłam zwolenniczką rozdziałów (szczególnie tych nazywanych, a nie jedynie numerowanych), więc zmiana ta mnie wielce cieszy.

Po drugie – linie fabularne! Jak wspominałam przed chwilą, fabuła „Tae ekkejr!” dzieli się typowo na wątek główny (Lermett i Enneari) i wątek poboczny (Selti). Tym czasem „Ognie sygnałowe” są zapowiedzią co najmniej 9 różnych wątków, każdy równie ważny, każdy równie interesujący, każdy równie istotny. Co i rusz przeskakujemy z bohatera na bohatera, śledzimy coraz to różniejsze wydarzenia i poznajemy coraz to ciekawsze informacje, więc nie ma mowy o jakimkolwiek znużeniu historią (a co możemy czasem zarzucić pierwszej części cyklu).

O ile "Tae ekkejr!" jest książką typowo przygodową, budową bardzo podobną do noweli, skierowaną do ściśle określonego odbiorcy, tak po "Lare-i-t`ae" może sięgnąć każdy, kto choćby w najmniejszym stopniu lubi fantastykę - możemy tu znaleźć subtelny, acz niezwykle ważny wątek miłosny, przygodę, zagadkę, politykę, sensację, humor. "Lare-i-t`ae" to już nie tylko opowieść o przyjaźni między człowiekiem, a elfem. To opowieść o ludziach, o ich naturze, emocjach, wiedzy. O miłości, nienawiści, lojalności, zdradzie, głupocie, inteligencji, dobru i źle. Wszystkich (!), którzy są już po lekturze "Tae ekkejr!" zachęcam do sięgnięcia po "Lare-i-t`ae", a tym, którym obcy jest cykl Najlisski serdecznie polecam lekturę obu książek - w tępie natychmiastowym!
A ja tym czasem pójdę zrobić porządek na półeczce "Ulubione", bo nie mam już na niej miejsca, a trzeba wcisnąć na nią książki Eleonory Ratkiewicz.

„- Arien – powiedziała… i wystraszyła się. – Może… mnie nie wolno w ten sposób się do ciebie zwracać?
Enneari chciał jej powiedzieć, lecz nie zdążył.
- Wolno, wolno – szybko wtrąciła Ileri, nim otworzył usta. – Jak najbardziej.
(…) Imię ‘Arien’ pasowało do elfa nawet bardziej niż ‘Enneari’. Ono nie tylko lgnęło do niego, ono nim było – lecz Szerrin z jakiegoś powodu było niewyobrażalnie trudno wymówić je po raz drugi… Nie zwyczajnie trudno – nie sposób…! Do tej chwili, kiedy Szerrin nieustraszenie wyszeptała je w twarz nocnej ciemności i uśmiechnęła się zwycięsko.
Arien.”

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Nie mamy pojęcia

Wielu autorów podchodziło do pracy z zamiarem stworzenia książki łączącej w sobie walory popularyzacyjne z elementami humorystycznymi. Wychodziło różn...

zgłoś błąd zgłoś błąd