Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Tak to widzę

Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza
7,5 (8 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
2
8
2
7
2
6
2
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
liczba stron
200
kategoria
satyra
język
polski
dodał
ginger

Wybór tekstów satyrycznych, humor z lat 70-tych i 80-tych.

 

Brak materiałów.
książek: 166
Maxim212 | 2013-08-17
Przeczytana: 1988 rok

Zakaz wydawania satyr, to jedyne logiczne wytłumaczenie braku tej książki w księgarniach. A nasza prawie polska telewizja długo i po gospodarsku namyśli się, zanim pieniądze przeznaczone na szerzenie dobrego humoru, przeznaczy na kolejny głupawy serial typu tragiczny tasiemiec.
Może trochę przypomnę (a niektórym przedstawię) nieco tego, co napisał Irosław Szymański w "Tak to widzę". Skecze zawarte w książce koncertowo przedstawiała Loża44.

Spotkanie Na Forum

Po Forum Romanum przechadza się Dracus w todze, z wieńcem na głowie. Słychać odgłos ostro hamującego samochodu i potężny łomot. Po chwili, lektyką niesioną przez kulejących tragarzy, na Forum "wjeżdża" Brudus, wysiada skrzywiony, trzymając się za czoło.

Dracus — Salve ci Brudusie.
Brudus — Salve ci Dracusie! Ojjj...
Dracus — Co się stało?
Brudus — A nie słyszałeś?!
Dracus — Nie.
Brudus — (pokazując na swoje czoło) — A nie widać?
Dracus — Co — z głowy sobie coś wybijałeś?
Brudus — Nie! Kolizję miałem. Wyobraź sobie, wracam z poleżenia, które zorganizowała Ania Xymenes, w pewnym momencie mój prawodyszlowy zagapił się na jakąś westalkę, ja otwieram oczy, a naprzeciwko tuż tuż inna lektyka!
Dracus — I co?!
Brudus — Wrzasnąłem — "Mammma mijaj!!!", ale za późno i zderzyliśmy się czołowo.
Dracus — To straszne!
Brudus — Pewnie. Guzus czyli bambuła mi wyskoczyła na czole jak mandarynka z Majorki.
Dracus — Nie widać.
Brudus — Bo zimny sandał przykładałem.
Dracus — A w tamtej lektyce kto jechał?
Brudus — Dostojny Germanik.
Dracus — Czyli Niemczyk — znam go.
Brudus — Ja już też.
Dracus — Co — były ekscesy?
Brudus — Nie obyło się. On też akurat wracał z uczty u Brytanika Oliviusza i głowę miał taką, że mu się w wieniec nie mieściła. Oczywiście tragarze na bosaka, żeby nie trzęsło — wiesz jak to jest...
Dracus — Wiem.
Brudus — Więc normalne, że po zderzeniu zrobił się jak wulkan.
Dracus — Taki Wyzywiusz?
Brudus — Właśnie.
Dracus — I pozwoliłeś sobie?
Brudus — A o miałem robić? On miał na tym skrzyżowaniu pierwszeństwo, poza tym na czole miał dwa razy więcej niż ja.
Dracus — Zawsze mu się dobrze powodziło...
Brudus — Dodatkowo mnie przerzuciło do jego lektyki, więc jako nieproszony gość nie mogłem być arogancki — poza tym byłem scypion.
Dracus — Afrykański?
Brudus — Z nim byłem scypion! Wieńce nam się zakuliły jeden za drugi!
Dracus — To fatalnie...
Na Forum wchodzi Mokrysedes w niemodnej todze, na głowie ma olbrzymi wieniec. Zachowuje się jak typowy Przybysz z prowincji.
Dracus — O Boże — na Jowisza! A ten to kto?!
Brudus — Ten? Pewnie się od jakiejś wycieczki odłączył... zaraz... o Hera jasna! To przecież mój kuzyn — czcigodny Mokrysedes!
Dracus — Ładne nazwisko... on chyba nietutejszy?
Brudus — Nie!
Dracus — No popatrz — a nos z profilu ma bardziej rzymski niż my.
Brudus — To wszystko przez jego ojca Deliriana. Jak go po urodzeniu niósł do świątyni to w połowie schodów sandał sobie przydeptał i mały mu się spod pachy wysmyknął!
Dracus — Nieźle musiał walnąć.
Brudus — Nieważne— tyle ile każdy—szczęśliwy ojciec — ze dwie, trzy amfory... nieważne, pozwól; że powitam rodzinę. (do Mokrysedesa) Salve ci, drogi Mokrysedesie! Skąd przybywasz?!
Mokrysedes — Z prowincji...
Dracus — To widać.
Mokrysedes — Z prowincji Mizerii przybywam!
Brudus — Cieszę się. A skąd — przepraszam, że pytam — masz taki piękny wieniec?
Mokrysedes — Kupiłem.
Brudus — Gdzie?
Mokrysedes — Tam za rogiem...
Brudus — Za rogiem? Poznaję. Kasjusz i Syn — "TRUMNY I WIEŃCE". Nieźle wybrałeś. A czcigodną twarz czego masz taką?
Mokrysedes — Jaką?
Brudus — Taką pokancerowaną. Pod lektykę może wleciałeś?
Mokrysedes — Nie. Goliłem się.
Dracus — Też tam za rogiem?
Mokrysedes — Też.
Dracus — Tak myślałem. Zakład Fryzjerski "POD JOWISZEM" — tam golą piorunem.
Brudus — A co cię w ogóle sprowadza do Rzymu, drogi kuzynie?
Mokrysedes — W delegację do Cezara z dostojnym Petycjuszem przyjechałem, ale się zgubiłem. A tak chciałem stolicę poznać. Podobno piękne miasto...
Brudus — Nie martw się. Oprowadzimy cię, kochany, przybytki ci pokażemy...
Dracus — Zabytki też...
.........
Dalsza część jest w książce, którą polecam każdemu na poprawienie humoru.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Lot nad kukułczym gniazdem

Są rzeczy, których istnienie wydaje się być niezbędne do wywołania łańcucha koleśnych zdarzeń. Ta książka powstała po to, żeby potem ktoś nakręcił fil...

zgłoś błąd zgłoś błąd