Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Żona Tygrysa

Wydawnictwo: Drzewo Babel
7,15 (169 ocen i 30 opinii) Zobacz oceny
10
16
9
20
8
38
7
39
6
35
5
9
4
5
3
4
2
2
1
1
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Tiger’s Wife
data wydania
ISBN
978-83-89933-28-7
liczba stron
330
słowa kluczowe
Bałkany, powieść
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Téa Obreht (rocznik 1985) była najmłodszą pisarką nominowaną na listę „New Yorkera” najlepszych dwudziestu pisarzy do lat 40 i wybrana przez amerykańską Narodową Fundację Książki jako jedna z pięciu najlepszych pisarzy w kategorii do lat 35. "Żona tygrysa" została uznana za najważniejszą książkę roku 2011 i przyniosła Obreht nagrodę Orange Prize for Fiction (autorka jest najmłodszą w...

Téa Obreht (rocznik 1985) była najmłodszą pisarką nominowaną na listę „New Yorkera” najlepszych dwudziestu pisarzy do lat 40 i wybrana przez amerykańską Narodową Fundację Książki jako jedna z pięciu najlepszych pisarzy w kategorii do lat 35.

"Żona tygrysa" została uznana za najważniejszą książkę roku 2011 i przyniosła Obreht nagrodę Orange Prize for Fiction (autorka jest najmłodszą w dziejach laureatką).

Obdarzona wyjątkowo bujną wyobraźnią i darem epickim, Téa Obreht odwiedza Bałkany swojego dzieciństwa. Mając w pamięci pełne niesamowitych postaci i wydarzeń bałkańskie opowieści ludowe, intuicyjnie wyczuwa, jak poprzez mit dotknąć najciemniejszych zakamarków ludzkiej duszy i jej lęków, i jak z całą mocą pisać o życiu i śmierci. Sposób, w jaki prowadzi narrację, przywołuje na myśl Gabriela Garcię Marqueza.

"Żona tygrysa" jest cudowną, oryginalną powieścią.

Piękny debiut, zapowiadający wielką karierę literacką.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Drzewo Babel, 2012

źródło okładki: http://www.drzewobabel.pl

pokaż więcej

książek: 417
Margoo | 2012-06-29
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: czerwiec 2012

Biorąc książkę do ręki, czytelnik już od samego początku ma świadomość, że za chwilę będzie uczestniczył w czymś niezwykłym. Od pierwszego zdania, pierwszej strony, pierwszego rozdziału Téa Obreht wprowadza nas tam, gdzie rzeczywistość i magia tworzą równoległe światy. Co więcej, przenikają się wzajemnie i oddziałują na siebie. A my, do samego końca nie jesteśmy pewni, co jest prawdą, a co nią nie jest…

Już sama okładka intryguje. Nie tylko ciekawi, ale też – a może przede wszystkim – sprawia, że wracam pamięcią do swojego dzieciństwa. Chwytam za rączkę metalowego pudełeczka, otwieram i… podążając za autorką, przenoszę się do świata bałkańskiej magii. Do onirycznej krainy pełnej zabobonów, ludowych wierzeń i tajemnic z jednej strony, a okrucieństwa wojny domowej, młodzieńczych buntów i cierpienia z drugiej. Do świata, w którym życie splata się ze śmiercią, miłość z nienawiścią, magia z rzeczywistością a przeszłość z teraźniejszością.

Żona tygrysa to nie opowieść. To opowieści. Jedna po drugiej. Jedna obok drugiej. Jedna w drugiej... Często gubimy się pośród nich. Mylą nam się czasy, miejsca, osoby. By w końcu zrozumieć, że żadna z nich nie znalazła się tam przypadkowo, że wszystkie jednostkowe historie zazębiają się i łączą w spójna całość. W jedną spójną historię. W historię dziadka… A co za tym idzie, również w historię tytułowej żony tygrysa, w historię nieśmiertelnika, w historie ludzi z Galiny, aż wreszcie w historię Natalii – młodej lekarki, wolontariuszki, dla której podróż do sierocińca ze szczepionkami dla dzieci staje się podróżą po historię własnej rodziny, po własną tożsamość.

Dziadek. Odkąd pamiętała łuskał ziarna słonecznika przy kuchennym stole, jeździł na domowe wizyty do pacjentów, którzy po tym, jak został zawieszony w wykonywaniu lekarskich obowiązków, de facto jego pacjentami już nie byli, odprowadzał ją do szkoły i zabierał na wycieczki do zoo. Na pozór zwykły dziadek. Na pozór nie różniący się od innych dziadków, jakich miało miliony ludzi na całym świecie. Na pozór… Bo dziadek Natalii nie był jednym z tych dziadków, którym wystarczyła kawa przy porannej gazecie i popołudniowa drzemka. Nie był też jednym z tych dziadków, którzy czekali z niecierpliwością na emeryturę, aby w końcu odpocząć od pracy. Nie był też jednym z tych dziadków, którzy uwielbiali przy każdej nadarzającej się okazji opowiadać o dzieciństwie, młodości i pierwszych miłościach. Dziadek Natalii o tych sprawach nie mówił. Nie mówił o niewielkiej wsi w odległym zakątku gór na północy. Nie mówił o tym, co wydarzyło się w niej przed laty i jak wiele on sam ma z tym wspólnego.
Historię dziadka poznajemy dzięki Natalii. Ale nie ot tak, po prostu – od narodzin po ostanie dni życia. Nie. Historię dziadka poznajemy w momencie jego tajemniczej wyprawy i śmierci w nikomu nieznanym miasteczku. Dopiero później odkrywamy historię jego narodzin, dzieciństwa i życia w Galinie. Poznajemy przyczyny wyjazdu do Miasta, wstąpienie do armii, okoliczności poznania żony i pracy na Uniwersytecie. Poznajemy jego przeszłość, tylko po to, aby powrócić do szpitala w Zdrevkovie i odkryć skrywane przez lata tajemnice.

Pomiędzy „kuferkowymi” okładkami Obreht zamyka świat, w którym równocześnie Życie otula niezliczoną gamą cudownych smaków, dźwięków i zapachów a Śmierć spowija okoliczne pola, czeka na rozstajach i sieje zniszczenie.
Śmierć. Cichy bohater książki. Odnajdujemy ją w wybuchach min i bomb, w strzale karabinów, w zwierzętach zjadających swoje młode i w tych, które stają się eksponatami w Zimowym Pałacu. Odnajdujemy ją w chorobach. Tych, które zmuszają do pielgrzymki do Kościoła Maryi Panny z Wód, tych, które są wynikiem klątwy zbezczeszczonego ciała oraz w tych, które dziesiątkują galińskie dzieci podczas zimy. Odnajdujemy ją w końcu w tygrysie, który pożywia się leśnymi i domowymi zwierzętami oraz w nieśmiertelniku, który wbrew pozorom ze Śmiercią ma wiele wspólnego…
W końcu Śmierć spotyka również dziadka. A może nie spotyka? Może to on jej poszukuje i wychodzi naprzeciw? Gdzieś daleko od domu, w nikomu nieznanym miasteczku. Tylko po to, aby umrzeć spokojnie, bez strachu, „jak dziecko, pełen nadziei” [s. 327]. Po to, aby spłacić swój dług. Po to, aby jego wnuczka z rysunkiem Shere Khana w ręku wyruszyła ścieżką jego życia… w podróż swojego życia…

Żona tygrysa nie jest książką łatwą. Co jednak nie oznacza, że nie jest to książka dla każdego. Jest. Wymaga jednak od czytelnika maksymalnej koncentracji. Każde oderwanie się od książki oznacza automatyczne „oderwanie się” od bałkańskiego świata i ciężki powrót do niego. Początkowo przytłacza też język, ale po kilkunastu stronach zaczynamy się do niego przyzwyczajać, by w końcu uznać, że lepiej dobrany być nie mógł.
Jest to książka, która czaruje i zachwyca. Zachwyca już sam fakt, że napisana została przez tak młodą autorkę i że pomimo tego młodego wieku, w jakiś niewyobrażalny dla mnie sposób, mocą poetyckiej magii, potrafi ona stworzyć „inny poziom rzeczywistości” [s. 106]. Rzeczywistości tajemniczej i mistycznej. Rzeczywistości równoległej do tej, która otacza na co dzień. Równoległej do życia w cieniu wojny, w którym bohaterowie wciąż uzurpują sobie prawo do normalności i szczęścia.

Przewracam ostatnią stronę książki. Żegnam się z Natalią i jej dziadkiem, z Zórą, z bratem Antunem i kopaczami, z mieszkańcami Galiny i Zdrevkova. Pomimo 330 stron, odczuwam niedosyt. Dwa wieczory na Bałkanach, pośród opiekuńczych duchów, magii i tajemnic rodem z Marqueza, pięknych krajobrazów i cudownych zapachów to zdecydowanie za mało. Zanim więc zamykam książkę, trzymam ją jeszcze długo w dłoniach, a coś każe mi otworzyć skrzydełka okładki. Odnajduję tam kolejne skarby. Znowu przenoszę się do krainy dzieciństwa. Czuję zapach pierniczków pieczonych przez babcię i wieszanych na choinkę...
Mimo iż zamykam 330-stronicowe pudełko ze wspomnieniami, wiem, że jeszcze długo po jego zamknięciu nie zapomnę o nim, że wciąż będę powracać myślami do bałkańskich opowieści i że wciąż będę słyszała „pełne smutku wycie” tygrysa, które „jest tak ciche, że już nikt go nie słyszy” [s. 330]…
Ja po kilku dniach od przeczytania książki, słyszę je nadal…

* Wszystkie cytaty pochodzą z: T. Obreht, Żona tygrysa, tłum. B. Piotrowska, M. Rejmer, Warszawa 2012.

[http://papieros-w-filizance.blogspot.com/2012/06/zona-tygrysa-tea-obreht.html]

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Twierdza Kimerydu

Książka, którą chciałam przeczytać już ze względu na samą okładkę. Swego czasu było o niej głośno, dodałam ją zatem do listy i moja uwaga na tamten cz...

zgłoś błąd zgłoś błąd