Małpy Pana Boga. Słowa

Książka jest przypisana do serii/cyklu "Małpy Pana Boga". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: Narodowe Centrum Kultury
7,08 (12 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
1
8
3
7
4
6
4
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788361587729
liczba stron
524
słowa kluczowe
Parowski, fantastyka
język
polski
dodał
szati

Małpy Pana Boga – Słowa Macieja Parowskiego to wybór zapisków z dwudziestoparoletniej podróży przez fantastyczne książki, filmy, obrazy. Rzecz może służyć jako przewodnik, choć pejzaże się zmieniają, a wrażenia bywają ulotne i subiektywne [ze Wstępu Macieja Parowskiego do książki]. Zbiór ten jest kontynuacją Czasu fantastyki (1990), znanej pracy krytycznej, w której Parowski gromadził...

Małpy Pana Boga – Słowa Macieja Parowskiego to wybór zapisków z dwudziestoparoletniej podróży przez fantastyczne książki, filmy, obrazy. Rzecz może służyć jako przewodnik, choć pejzaże się zmieniają, a wrażenia bywają ulotne i subiektywne [ze Wstępu Macieja Parowskiego do książki].

Zbiór ten jest kontynuacją Czasu fantastyki (1990), znanej pracy krytycznej, w której Parowski gromadził doświadczenia pierwszych ośmiu lat fantastycznego boomu w Polsce, a zarazem ostatnich lat PRL-u. W książce Małpy Pana Boga staje się Parowski kronikarzem sztuki wyobraźni (literatury, kina i plastyki) w wolnej III Rzeczpospolitej. Książka udziela wielu odpowiedzi na jedno pytanie – czemu fantastyka zrobiła się w naszych czasach tak ważna i porywająca?

 

źródło opisu: Narodowe Centrum Kultury, 2011

źródło okładki: Narodowe Centrum Kultury

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 193
Gracjan Triglav | 2017-07-22
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 lipca 2017

Małpy Pana Boga. Słowa. Szkice i rozmowy o wyobraźni i rzeczywistości. Polemiki (2011)

„Małpy Pana Boga” – hmmm... to my! Wystarczy rzut oka na okładkę i ułamek sekundy, a wieloletniemu odbiorcy SF od razu stają przed oczami pamiętne sceny z filmu „2001: Odyseja kosmiczna” albo bardziej rozbudowany wątek z książki Artura C. Clarka. Okładkowe szympansy zamiast nic nie widzieć, nic nie słyszeć i milczeć*, kolejno patrzą na świat przez lupę, nadstawiają ucha i trąbią przez megafon. Obserwują, słuchają, tworzą. Okazuje się że Parowski widzi to nieco inaczej: „Tytuł książki nawiązuje do średniowiecznej definicji diabła, ale i do godniejszej roli jaką oferowali mu Goethe i Bułhakow. Zmodyfikowane przez Irinę Pozniak na okładce azjatyckie małpki dorzucają fantastyczne trzy grosze do rozważań o prawdzie i kłamstwie, fantazji i drwinie, ślepej lojalności i obywatelskim nieposłuszeństwie” – pisze w przedmowie, a kilkadziesiąt stron dalej tłumaczy obszerniej: „[Szatan] jest zaledwie cieniem, przeciwnikiem, przedrzeźniaczem, psujem, małpą Pana Boga (bo Go małpuje i bezwiednie Mu służy)” – to jest takie troszkę myślenie życzeniowe i podlizywanie się Szefowi, który jest nieobliczalny i lepiej nie mieć z nim na pieńku, jednocześnie to zupełnie inna metafora. W takim ujęciu to nie do końca trzyma się kupy. Tu małpa jedna (złośliwa), tam trzy i kreatywne, myślące (a w wersji japońskiej, po prostu życzliwe). Ale jeśli te małpy-diablęta to my, to w porządku.

Dalej w tekście też trafią się takie nie do końca przekonywające, niezgrabne sformułowania, ale to ziarnka pieprzu, w gęstej, dobrze doprawionej masie którą pochłania się z przyjemnością, nawet nie do końca po to by pozyskać określone informacje, ale by chłonąć erudycję autora. Można się z nim zgadzać bądź nie, ale ma on niemałą wiedzę, sporo doświadczeń życiowych i na literaturze – nie tylko fantastycznej – się zna. Przede wszystkim zaś, zna się na pisaniu.

Mamy tu uporządkowane wedle pewnych kluczy fantastyczne teksty z końca XX i początków XXI wieku: felietony, eseje, repliki, recenzje i wywiady – publikowane na łamach pism kulturalnych, opiniotwórczych i branżowych (plus artykuły z szuflady). Sporo tego – przeszło 500 stron drobnym makiem (44 linijki na stronę!): zagadnienia kluczowe oraz poboczne, pisarze-giganci, sprawni rzemieślnicy, pretendenci oraz ci mniej zdolni – wieloryby i ćmy**; tło historyczne niektórych form i trendów, kulturowe analizy, refleksje, porównania, ale i polityka, a także trochę literackiej kuchni (redakcyjnego warsztatu oraz kulis). Różnorodnie, niestandardowo, dla koneserów i ambitnych. (Jeden dział ma charakter popularnonaukowy, zmieszany z religią, jeśli traktować Biblie jako część mitów, fantastykę – można by rzec że pasuje, ale intencje autora były inne, inne też jest jego podejście do religii – w związku z tym kilka-kilkanaście stron mogłoby się znaleźć poza zestawieniem).

Mimo iż przystępna, atrakcyjna stylistycznie, lektura „Małp” wymaga wypoczętego umysłu i skupienia. Nie jest to rzecz dla żółtodziobów, osób które nigdy wcześniej SF nie czytały, albo robią to tylko dla rozrywki... te odpadną już na początku. Aby cieszyć się tą książką, fantastykę trzeba lubić, zgłębiać i jakoś identyfikować się wyrosłym dookoła niej środowiskiem (osób myślących, którym w przeciwieństwie do większości społeczeństwa – na czymś zależy). Choć wachlarz tematyczny artykułów jest dość szeroki, stale krążymy wokół kwestii związanych ze sferą idei, pomysłów, przebiegiem procesów twórczych, a wszystko to na tle religii, komuny, lat 90-tych i środowiska. To może nużyć, teksty nie powstawały do czytania w jednym ciągu i daje to trochę w kość. Często powtarzają się w nich określone odwołania (np. do finału Limes inferior), porównania, myśli i problemy. Część się zdezaktualizowała, np. cała wymiana ciosów między MP a młodymi autorami skupiony wokół „Fenixa”, była ważna dla zainteresowanych, ale lata temu! Owszem, można to przeczytać, coś z tego dla siebie wyciągnąć... ale przy cudzych konfliktach prowadzonych na piśmie (których choćby w internecie mamy od cholery, na każdym forum, do powszechnego wglądu) można przysnąć z nudów. Mój entuzjazm z lektury w rozdziale „Polemiki” spadł do 20-30 procent.

W tomie znajdziemy co nieco o pisarstwie Lema, Sapkowskiego, Zajdla... ale to zaledwie przystawki, dodatki do tego co już wiemy bądź zachęta do zdobywania szerszej wiedzy na własną rękę. Książka jest przede wszystkim intelektualnym pomnikiem MP – krytyka, redaktora i autora, świadectwem dokonań na polu fantastyki, potwierdzeniem własnej pozycji. To co pisze jest bardzo subiektywne (np. gdy w grę wchodzą interpretacje religijne, zagadnienia obyczajowe***), siłą rzeczy na wszystkie omawiane kwestie patrzymy przez jego okulary, ma to swoje plusy i minusy, niemniej to główna atrakcja tych tekstów. Mało komu chciałoby się czytać jakieś stare recenzje, artykuły – a tak, magia nazwiska robi swoje. Nie jest wprawdzie centralnie wyeksponowane, ale to ono przyciąga (przynajmniej tych zaawansowanych). To nie jest jakiś tam skok do wydarzeń kulturalnych z przełomu wieków – to KSIĄŻKA PAROWSKIEGO. Facet swoje dla fantastyki zrobił, mówi ciekawie, i oby działał jak najdłużej****!

(Cytaty str. 5 i 83).

* „Trzy mądre małpy [...] – wyrażone za pomocą rzeźby lub obrazu japońskie przysłowie »nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego«. [...] co można zinterpretować jako: »Nie szukaj i nie wytykaj błędnych czynów i słów innych ludzi«" (Wikipedia)

** Tytuł zapisków Twardocha z 2015, zgrabny. Sama książka też warta uwagi.

*** Krew mnie zalewa kiedy czytam (str. 270) że przedwczesne uświadamianie dzieci co do seksualności jest złe... i jako przykład podaje się dziecko obserwujące splecionych na wyrku rodziców, któremu to potem źle robi na głowę... Po pierwsze, takie podglądanie to nie jest fachowa edukacja seksualna, po drugie – kiedy jest za wcześnie? Niektóre dzieciaki masturbują się już w przedszkolu. Jeśli rzeczowo wyłoży się kawę na ławę, można nie tylko pomóc im lepiej rozumieć świat, ustrzec się przed przedwczesną (i niechcianą) ciążą, czy zakusami pedofila (a więc traumą na całe życie), ale też poprawnie pojmować własne emocje. Od wyjaśnienia jak łącza się dwie komórki i skąd się biorą małe kotki do pornografii droga daleka.

Parowski dość często wplata w swe oceny i analizy interpretacje religijne, niekiedy nawet tam gdzie to kompletnie nie pasuje. To jest dziwne. Na końcu rozdziału piątego, w osobnym tekście, traktuje Nowy Testament, napisany setki lat po Jezusie jak reportaż naocznego świadka, a w sąsiednim rozwodzi nad rolą papieża Polaka z iście mistycznym zacięciem... co to ma wspólnego z fantastyką? Poglądy każdy jakieś ma, jeśli czemuś służą i potrafi je wyłożyć ciekawie i sensem, to OK, ale to co tu pada jest trochę... niepoważne.

(Joszue Ben Josef nie planował zakładać nowej religii ani zbawiać świata, interesowała go wyłącznie pozycja leadera wśród ziomków, stanowisko nowego proroka i lokalnego guru, co nie spotkało się z aprobata posiwiałych autorytetów... i gość dość marnie skończył, uśmiercony ręką okupanta, a zromanizowany Żyd, Szaweł – jak się okazało specjalista od New Age tamtych czasów – wypromował go na Zachodzie, dokładnie w takiej wersji, jaką Zachód był gotowy przyjąć, oswoiwszy się już z zhellenizowanym wizerunkiem Izydy, perskiego Mitry czy innymi eklektycznymi kultami).

**** Maciej Parowski "Kukułka na koniu trojańskim" - Nidzica 2017:
https://www.youtube.com/watch?v=FpBZtQ5RsL0&t=238s
(Autor – który ma już 71 lat – opowiada o „Małpach Pana Boga 3”)


Co korekcie umknęło, co warto poprawić: str. 224 – naleźć (znaleźć); str. 230 brak spacji; str. 231, 254, 314, 339, konsekwentnie pada zwrot „do cholery”, ja bym to zamienił na „od cholery”, choć tak też jest poprawnie; str. 236 – nie chciany (niechciany); str. 231 i 236 – niemal identyczna fraza; str. 260 – Kafkowski (kafkowski); str. 267 ziemnej (zimnej); 272 – starczy go (wystarczy?); str. 296 – nśadistot (nadistot); str. 314 – trzeci akapit druga linijka – brak W; str. 324 – piąta linijka, brak sensu; str. 329 – literówka, myślnik; str. 336 – przedostatnia linijka – zbędne Z; str. 316 – szpital bródnowski (Szpital Bródnowski); str. 353 – trzynasta linijka od końca: rzecz (rzeczy), który (które), pozwoli (pozwolą); str. 356 – ósma linijka, brakuje JEST; str. 360 – „u wagi” (uwagi); str. 358 – odwołanie do spraw bieżących, lokalnego (choć stołecznego) epizodu rozdmuchanego przez media, interpretacja błędna; str. 380 – „najczęś-ciej”; str. 385 – osad (osąd), osadem (osądem); 387 – przyszłości (przeszłości); str. 404 – kaszaloty nie walczą z mątwami, a krakenami – tj. kałamarnicami olbrzymimi; str. 411- „pisarzewizjonerzy” – brak spacji; str. 414 – zapoznany (zapomniany); str. 421 – 12 linijka... coś w tym zdaniu nie gra; str. 437 – nie nudnie (nienudnie); str. 468 – dziesiąta linijka od końca, kropka zamiast przecinka; str. 472 – przedostatnia linijka, zabrakło „o” przed cudzysłowem; str. 487 – ostatni człon tytułu zapisany poprawnie, tj. „dream”, wcześniej konsekwentnie „drim”; str. 493 – nie opisane (nieopisane); str. 515 – tytuł podrozdziału jest jednocześnie początkiem zdania, więc tekst główny nie powinien zaczynać się z dużej litery.

Str. 339 – pochwała „Wilczego legionu” (!) – toż to jak zachwalać „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, „Władców Marionetek” albo tzw. „Sagę Zmierzch”.
Str. 277 – na tym właśnie polega pornografia, nie niesie ze sobą walorów artystycznych, ma wywołać podniecenie, w przeciwieństwie do erotyki która takowe mieć winna... inna rzecz że nawet w tytule teksty maja erotykę.... wiec po co przeinaczać?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Instynkt łowcy

Kolejna odsłona serii z Creedem. Kolejny raz udana. Wciąga od pierwszej strony i za szybko dobiega końca. Ryder i jego psy znowu stają na wysokości za...

zgłoś błąd zgłoś błąd