Cud Metaboliczny - dieta, którą pokochasz

Wydawnictwo: Replika
5,8 (5 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
1
7
0
6
2
5
1
4
1
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Metabolism Miracle
ISBN
978-83-76741-26-0
liczba stron
324
słowa kluczowe
dieta, kuchnia, odżywianie
kategoria
poradniki
język
polski
dodała
ZielonaCytryna

Przygotuj się na cud, który odmieni twoje życie. Czy dostrzegasz, że pomimo wysiłków jakie podejmujesz, twoja figura nie poprawia się? Czy twoi przyjaciele i znajomi jedzą więcej, a wciąż są od ciebie szczuplejsi? Mimo że dużo śpisz, wciąż nie masz energii? To nie twoja wina. Po prostu twój metabolizm pracuje inaczej. Rewolucyjna metoda Diane Kress pozwoli całkowicie przeorganizować...

Przygotuj się na cud, który odmieni twoje życie.

Czy dostrzegasz, że pomimo wysiłków jakie podejmujesz, twoja figura nie poprawia się?

Czy twoi przyjaciele i znajomi jedzą więcej, a wciąż są od ciebie szczuplejsi?

Mimo że dużo śpisz, wciąż nie masz energii?

To nie twoja wina. Po prostu twój metabolizm pracuje inaczej.

Rewolucyjna metoda Diane Kress pozwoli całkowicie przeorganizować twoją przemianę materii. Dzięki niej ustabilizujesz poziom cukru we krwi, opanujesz swoje problemy z nadciśnieniem i przestawisz swoje ciało na efektywne – wreszcie! – zrzucanie kilogramów.

Zdrowo. Trwale. Bez liczenia kalorii.

Cud Metaboliczny to innowacyjny program, który pomoże ci uzyskać sylwetkę, o której marzysz. Diane Kress, opierając swoją metodę na dwudziestopięcioletnim doświadczeniu w pracy jako dietetyk, oddaje ci klucz do lepszego, zdrowszego i szczuplejszego „ja”.

Odważ się. Nie waż się.

W KSIĄŻCE ZNAJDZIESZ RÓWNIEŻ PROSTE PRZEPISY KULINARNE, KTÓRE POZWOLĄ CI JEŚĆ PYSZNIE I ZDROWO KAŻDEGO DNIA

 

źródło opisu: http://replika.eu/szukaj.php?wyd=1&id3=364&k=&tyt=...(?)

źródło okładki: http://replika.eu/szukaj.php?wyd=1&id3=364&k=&tyt=...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 311
MonikaOrłowska | 2012-03-22
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Pisałam, że mam na zbyciu dziesięć kilogramów, a "Cud metaboliczny" wygląda mi na dietę dla masochistycznych księgowych? Pisałam. Poniżej, w nawiasie.
No, to z dziesięciu zrobiło się trzynaście, szajka cholesterolu z glukozą zaczęła mi podskakiwać, a w sklepach odzieżowych uprzejme panie kierowały mnie do wieszaków z namiotami. Wtedy przeprosiłam się z "Cudem metabolicznym".
Pierwsze tygodnie odwyku były... trudne. Jedyne węglowodany, które mogłam jeść, pochodziły z chleba chrupkiego. Półtorej kromki (dla wtajemniczonych tektury, nie styropianu) w ciągu pięciu godzin. Bardzo brakowało mi owoców. Ale dałam radę, pewnie dlatego że nigdy nie chodziłam głodna. Jadłam co trzy godziny, pochłaniałam chudy lub półtłusty nabiał i warzywa. Mnóstwo warzyw. Już w pierwszym tygodniu doznałam takiego przypływu energii, że kawę piłam tylko rano, i to wyłącznie z przyzwyczajenia. Zalecane minimum 30 minut ćwiczeń pięć razy w tygodniu uskuteczniałam, chodząc na zakupy pieszo, szybkim krokiem. I co? I cud metaboliczny, naprawdę.
Pierwszy tydzień etapu drugiego był koszmarny. Ale i on minął. Wprowadziłam do diety owoce, brązowy ryż, kuskus, makaron pełnoziarnisty i takiż chleb. Teraz co trzy godziny MUSZĘ spożyć od 11 do 20 g węglowodanów netto (po odjęciu ilości błonnika). I tu miałabym ochotę potrząsnąć panią Kress. Podane przez nią tabele dozwolonych produktów są do niczego. Co dokładnie oznacza "pół filiżanki"? Czy amerykańska mandarynka odpowiada wielkością polskiej? Niekoniecznie. A gdybym tak chciała, w ramach jednej porcji węglowodanów, zagryźć banana "tekturą"? Jak to wtedy liczyć? Na początku miałam trochę pracy z ustaleniem dozwolonych ilości "paszy". Na szczęście w internecie można znaleźć ciekawe strony z odpowiednimi tabelkami. Trochę liczenia, trochę ważenia i wypracowałam sobie odpowiednie porcje.
A teraz konkrety. Jestem w szóstym tygodniu etapu drugiego. Zaczęłam uprawiać autoszafing, to znaczy wracam do własnych ciuchów sprzed lat. Część cellulitu zniknęła mi cichcem i bez żadnego smarowania czy ćwiczeń. Waga po raz pierwszy wyświetla z przodu piątkę i mniejsza już o te ósemki na drugim miejscu i po przecinku. Ogółem siedem kilo mniej. Szajka c+c niestety po pierwszym miesiącu nie skapitulowała, za to panna morfologia nigdy jeszcze nie miała się tak dobrze.
I faktycznie pokochałam tę dietę. Pozwoliłam sobie (z błogosławieństwem książki) na świąteczne odstępstwa. Nie umarłam, nie przytyłam, ale... odkryłam, że słodycze już mi nie smakują.
Podsumowując: tak, trzeba liczyć to i owo, ale po jakimś czasie człowiek nabywa miary i wagi w oczach. Owszem, ani tanio, ani dziecinnie łatwo nie jest, ale można się wyżywić w zwykłych marketach i dyskontach, nie potrzeba delikatesów. Największa zaleta? Nie głodujemy, a chudniemy.
C.d.n.

[Oddam dziesięć kilogramów w dobre ręce. A zresztą, wcale nie muszą być dobre...
Nie cierpię diet. Przez półtora roku działalności prokreacyjnej katowałam się dietą cukrzycową i wykluczającą białka mleka krowiego. Brr! Dlatego z wielką nadzieją sięgnęłam po "Cud metaboliczny", myśląc, że dostarczy mi prostych sztuczek typu: nie łącz nigdy makaronu z jajkiem lub jedz owoce wyłącznie na czczo, po których faktycznie schudnę cudownie i bez wysiłku.
No i pudło. Prezentowana w książce metoda to drastyczny reżim, podzielony na trzy etapy, z których pierwszy trwa osiem tygodni, drugi kolejne osiem lub dłużej, a trzeci - do końca życia. Wszystkie wiążą się z buchalterią - tym razem jednak nie liczymy kalorii, a węglowodany i błonnik. Dziękuję, nie kupuję.

A jednak nie posyłam książki w biblioteczny krwiobieg, ani nie wciskam jej w najciemniejszy kąt szafy. To, co podaje na temat metabolizmu B i zaburzeń hormonalnych bardzo mi się podoba. Wiem, że kiedyś dojdzie do poważnej rozmowy z moją trzustką i niewykluczone, że przeproszę się z "Cudem metabolicznym". Mam jednak nadzieję, że do tego czasu na wszystkich dostępnych w Polsce produktach będzie podana zawartość błonnika i węglowodanów, a Diane Kress, wzorem Pierre'a Dukana, zdąży poznać specyfikę polskiego podniebienia i napisze suplement swojej książki, skierowany właśnie do Polaków].

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Tarnina

Książka skierowana bardziej do dzieci, młodzieży, pokazująca młodych chłopców i ich radzenie sobie w czasie II wojny. Starszego czytelnika już tak nie...

zgłoś błąd zgłoś błąd