Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Sprawa uciekających zwłok

Tłumaczenie: Andrzej Milcarz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
7 (41 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
2
9
5
8
6
7
14
6
9
5
3
4
1
3
1
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Case of the Runaway Corpse
data wydania
ISBN
8370231829
liczba stron
239
język
polski
dodał
inusia88

(...) doktor zamknął pokój, powiedział, że musi "opieczętować to miejsce", potem zadawał nam różne pytania i wreszcie poszedł wezwać koronera. Pojawił się on po jakiejś godzinie w towarzystwie zastępcy prokuratora okręgowego i kogoś od szeryfa. Długo przepytywali lekarza, między innymi o trujące krople. Doktor dał im klucz od pokoju, ten facet z biura szeryfa wszedł i stwierdził, że Ed musiał...

(...) doktor zamknął pokój, powiedział, że musi "opieczętować to miejsce", potem zadawał nam różne pytania i wreszcie poszedł wezwać koronera. Pojawił się on po jakiejś godzinie w towarzystwie zastępcy prokuratora okręgowego i kogoś od szeryfa. Długo przepytywali lekarza, między innymi o trujące krople. Doktor dał im klucz od pokoju, ten facet z biura szeryfa wszedł i stwierdził, że Ed musiał odzyskać przytomność, wyjść przez okno i odjechać.

 

źródło opisu: fragemnt książki

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 602
Katarzyna | 2014-11-22
Przeczytana: 18 listopada 2014

Tak jak najsłynniejszym detektywem na świecie jest Herkules Poirot, tak chyba za najsłynniejszego adwokata uznać należy Perry’ego Masona. Mówi się o nim, że „jest niebezpiecznym przeciwnikiem, bystrym, szatańsko przebiegłym i gotowym podciąć gardło własnej babci, gdyby od tego zależała wygrana jego klienta”. Zaangażowanie w prowadzone sprawy, znakomita znajomość przepisów, umiejętność wykorzystywania wszelkich luk w prawie, elokwencja oraz nieopuszczająca Masona intuicja to atuty, które sprawiają, że na sali sądowej nie ma on sobie równych. Klienci marzą, by słynny adwokat zgodził się reprezentować ich w sądzie, a prokuratorzy – bo to zwykle ich Mason ma po przeciwnej stronie – bojąc się go jak ognia, modlą się, by uniknąć bezpośredniego starcia z krnąbrnym członkiem palestry. Stworzony przez Gardnera bohater ma w sobie żyłkę nie tylko prawnika, ale i detektywa, stąd jego zamiłowanie do spraw o morderstwo; prawo cywilne czy spadkowe znacznie rzadziej znajdują się w orbicie jego zawodowych zainteresowań. Ten niejednokrotnie stąpający po cienkim lodzie prawnik nie dość, że jest znakomity w swoim fachu i rzetelnie przygotowuje się do każdej sprawy, wykorzystując przy tym umiejętności swojej sekretarki i powiernicy, Delli Street, oraz współpracując z agencją detektywistyczną Paula Drake’a, to jeszcze w swoich działaniach jest wyjątkowo nieustępliwy. Perry Mason już dawno wykreślił ze swego słownika wyrazy: „porażka” i „poddać się”. Powolnym krokiem, ze stoickim spokojem, a kiedy trzeba to i biegiem, zmierza ku kolejnym zwycięstwom, nigdy nie spoczywając na laurach i nie rozpływając się nad swoim geniuszem. Taki był od początku i taki jest nadal.

Z twórczością Erle’a Stanleya Gardnera po raz pierwszy zetknęłam się kilka lat temu. We wczesnej młodości z zainteresowaniem oglądałam w telewizji sfilmowane przygody Perry’ego Masona. Nie wiedziałam wówczas, że telewizyjny Mason to w rzeczywistości postać literacka, która pojawia się w przeszło 80 powieściach Gardnera, a znakomita większość z nich została przetłumaczona na język polski. Trochę to trwało, zanim zdecydowałam się sięgnąć po którąś z pozycji, jednak jak już to zrobiłam, to od razu zaliczyłam twórcę Masona do grona moich ulubionych autorów. Po lekturze kilkunastu powieści, w których Perry Mason gra pierwsze skrzypce, muszę przyznać, że E. S. Gardner, który oprócz tego, że był pisarzem, był również prawnikiem, wciąż potrafi zaskakiwać, a powtarzające się schematy nawet w najmniejszym stopniu nie obniżają wartości pozostałych książek. Przyjemność z lektury zawsze bowiem jest taka sama.

„Sprawa uciekających zwłok”, podobnie jak wszystkie książki z cyklu o Perrym Masonie, nie jest typowym kryminałem. Ktoś kiedyś nazwał ten gatunek powieścią sądową i rzeczywiście to określenie chyba najlepiej oddaje istotę utworów Gardnera. Akcja tych powieści niemal w całości rozgrywa się na sali sądowej, a skrupulatne przesłuchania świadków oraz słowne utarczki między obroną i stroną oskarżającą stanowią kanwę każdego z utworów.

Tym razem w kancelarii Masona zjawiają się dwie kobiety, na pierwszy rzut oka matka i córka. Adwokat, przeczuwając, że chodzi o sprawę rozwodową, próbuje je czym prędzej odesłać. Kiedy jednak dowiaduje się, że chodzi o morderstwo, zmienia zdanie. Przybyłe kobiety to Myrna Davenport oraz jej ciotka Sara Ansel. Kobiety są do siebie podobne tak, jak podobne są woda i ogień. Myrna to szara myszka, zapalona ogrodniczka, która boi się wyrzec słowo, z kolei pani Ansel to chodzący wulkan, który co i raz gotuje się, po czym niespodziewanie pluje we wszystkich dokoła gorącą lawą. Starsza kobieta opowiada Masonowi w imieniu młodszej kuzynki o znajdującym się w stanie agonalnym mężu Myrny, Edwardzie Davenporcie, który przeczuwając, że żona zamierza go zamordować, napisał list, który po jego śmierci ma zostać przekazany policji. W rzekomym liście oskarżył ponoć Myrnę o swoje zabójstwo. Kobiety chcą, by Mason w jakiś sposób odzyskał feralny list, zanim ten dostanie się w ręce władz, jeśli Davenport – co bardzo prawdopodobne – rzeczywiście umrze. Zgodnie z obawami Ed wkrótce umiera, a lekarz stwierdza, iż bez wątpienia został otruty arszenikiem. Po przybyciu na miejsce zdarzenia policji i po otwarciu zamkniętego na klucz pokoju, okazuje się, że zwłoki zniknęły, a jeden ze świadków twierdzi, iż widział mężczyznę w piżamie wychodzącego przez okno. To zeznanie rzuca na sprawę nowe światło. Prawdopodobne wydaje się więc, że Davenport w cudowny sposób zmartwychwstał i ma się bardzo dobrze, choć nikt nie wie, gdzie obecnie przebywa. Mason angażuje się w sprawę i próbuje rozwikłać zagadkę uciekających zwłok. Kilka dni później dowiaduje się, że Davenport jednak nie żyje i tym razem nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Toksykolog wbrew opinii dr. Renaulta stwierdza, że zmarły faktycznie został otruty, ale cyjankiem potasu. Policja nie ma wątpliwości co do tego, że zbrodni z zimną krwią dokonała wdowa po Davenporcie, co Edward słusznie przewidział. Sprawa się więc komplikuje, a Mason nie ma czasu do stracenia. Nie wie, czy może wierzyć enigmatycznej klientce, ale mimo wszystko postanawia jej pomóc. I tym razem jego ciekawość bierze górę nad rozsądkiem i przekonaniem, że Myrna rzeczywiście jest winna morderstwa. Co z tego wyniknie? Czy genialny adwokat zdoła wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji bez narażania na szwank własnej reputacji?

Więcej Wam zdradzić oczywiście nie mogę. Mogę natomiast zagwarantować, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie, zwłaszcza w przypadku, gdy ktoś lubi tego rodzaju literaturę. Perry Mason bez wątpienia jest postacią, której po prostu nie da się nie lubić. No chyba, że jest się oskarżycielem w sprawie o morderstwo i trzeba w czasie procesu prowadzić z upartym adwokatem przebiegłą, ale jednocześnie czystą grę, w której zwycięzcą będzie ten, który, wykorzystując intelekt, nabyte podczas wieloletniej praktyki umiejętności oraz własną pomysłowość, przechytrzy swego przeciwnika. Powieść pt. „Sprawa uciekających zwłok” dzięki humorowi i przebiegłości Masona jest momentami bardzo zabawna, a słowne przepychanki Perry’ego z policjantami, które przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości będą doprowadzać do białej gorączki, na twarzy czytelnika z pewnością wywołają uśmiech. Erle Stanley Gardner to autor, z którym zdecydowanie warto się zapoznać. Bardzo polecam!

http://z-literatura-za-pan-brat.piszecomysle.pl/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Mleko i miód

Przejmująca podróż przez zakamarki kobiecości. Idealna propozycja na noc z kocem, herbatą i ewentualnym pudełkiem chusteczek. Na leczenie dawnych ran....

zgłoś błąd zgłoś błąd