Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Migdałowa Madonna

Tłumaczenie: Elżbieta Piotrowska
Wydawnictwo: Albatros
6,73 (88 ocen i 13 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
1
8
16
7
22
6
30
5
10
4
2
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Madonna of the Almonds
data wydania
ISBN
978-83-7659-500-9
liczba stron
400
kategoria
historyczna
język
polski
dodał
Rafal

Dwuwątkowo rozwijająca się opowieść o miłości rzucona jest na tło historyczne wojen włoskich i wzbogacona opisami dzieł Luiniego, którego mistrzem był da Vinci. Z bitwy pod Pawią w 1525 roku nie wraca Lorenzo di Saronno, tylko jego giermek. Nieutulona w bólu żona Lorenza, piękna Simonetta, odkrywa, że znalazła się w nędzy. Szuka pomocy u bogatego, a wyklętego przez miasto Żyda Manodoraty, a...

Dwuwątkowo rozwijająca się opowieść o miłości rzucona jest na tło historyczne wojen włoskich i wzbogacona opisami dzieł Luiniego, którego mistrzem był da Vinci.
Z bitwy pod Pawią w 1525 roku nie wraca Lorenzo di Saronno, tylko jego giermek. Nieutulona w bólu żona Lorenza, piękna Simonetta, odkrywa, że znalazła się w nędzy. Szuka pomocy u bogatego, a wyklętego przez miasto Żyda Manodoraty, a jednocześnie decyduje się pozować za pieniądze malarzowi, Bernardinowi Luiniemu, który dekoruje freskami kościoł w Saronno. Artysta i modelka zakochują się w sobie, ale przyłapani przez giermka, zostają przez niego zadenuncjowani. Czy ich miłość wytrzyma ciężką próbę rozstania? Co będzie, gdy okaże się, że Lorenzo jednak żyje?

 

źródło opisu: Gandalf

źródło okładki: Gandalf

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1693
Przeczytana: 28 kwietnia 2012

Owoc trzeba uszkodzić, żeby poczuć jego smak*

„Migdałowa Madonna” Marina Fiorato
wyd. Albatros
rok: 2012
str. 400
Ocena: 4/6

Czasem przychodzi taki dzień, w którym czytelnik chce się oderwać od lektur, po jakie zwykle sięga. Jako nastolatka uwielbiałam romanse historyczne i to właśnie po nie najchętniej sięgałam. Ostatnio jakoś mnie natchnęło i postanowiłam wrócić do wspomnianych wcześniej korzeni. Jak się skończyła ta moja niewielka przygoda? O tym przeczytacie poniżej.

Simonetta di Saronno od najmłodszych lat wiedziała, że jest kimś ważnym. Rodzice traktowali ją jak księżniczkę, a i otoczenie nie szczędziło jej komplementów. Nie można się temu jednak dziwić, w końcu jej piękno przyćmiewało wszystko wokół, a z każdym przeżytym dniem dziewczynka stawała się coraz ładniejsza. Bardzo młodo (jak na współczesne mi realia), została wydana za mąż. Jako trzynastolatka stanęła na ślubnym kobiercu i przysięgała miłość, wierność i uczciwość małżeńską piętnastoletniemu wówczas Lorenzo. W ten właśnie sposób połączyły się dwa wielkie rody, co zapewnić miało młodym życie w dostatku aż po wsze czasy. Już podczas ceremonii zaślubin wydarzyło się coś, co zwiastować mogło przyszłe, tragiczne wydarzenia w życiu tej dwójki młodych ludzi. Jak tradycja nakazywała, małżonek poczęstował żonę darem z drzew rosnących w sadzie państwa di Saronno – migdałem. Niestety Simonetta nie pogryzła nieznanego jej przysmaku, wskutek czego zakrztusiła się. Całe wydarzenie zostało dobitnie skomentowane przez matkę panny młodej, która poinformowała córkę, że dopóki nie zazna w życiu cierpienia, nie pozna samej siebie i nie dowie się, jaki plan miał wobec niej sam Stwórca. Bo to cierpienie wskazuje człowiekowi drogę, jaką powinien podążyć. Simonetta bagatelizuje słowa matki i zaczyna żyć pełnią życia jako młoda, zakochana po uszy w swym mężu kobieta. Wszystko układa im się jak w najwspanialszej bajce. Głód nie zagląda im do garnka, ludzie są im życzliwi, oboje są piękni i mądrzy. Spędzają ze sobą każdą wolną chwilę i mimo, że wciąż nie poczęli potomka, są szczęśliwi. Bo do radowania się wystarcza im obecność tej drugiej osoby. Niestety, jak wywróżyła podczas ślubu matka pani di Saronno, w końcu nadchodzi kres szczęścia. Wybucha wojna i mężczyźni, w tym dzielny i doskonale władający mieczem, Lorenzo, wyruszają na pole bitwy. Simonetta, mimo że popada w pewnego rodzaju nostalgię, nie załamuje się. Wie, że na jej małżonka nie ma mocnych i że w wojowaniu szabla nikt go nie pokona. Mimo tego, że z powodu działań zbrojnych niezwykle mało czasu spędzają ze sobą, dziewczyna wie, że wkrótce to wszystko się skończy i mąż wróci do niej cały i zdrowy. Codziennie więc zasiada w oknie i spogląda w dal, wypatrując miłości swojego życia. I tak właśnie, pewnego mroźnego dnia, dostrzega zbliżającą się postać. Niestety, nadchodzący mężczyzna to nie jej ukochany, a jego giermek, który informuje ją o tragicznych losach swojego pana. Simonetta zostaje wdową, w związku z czym jej cały świat lega w gruzach. Czy poradzi sobie w tym trudnym czasie? Czy stawi czoło licznym problemom, które zaczną przed nią wyrastać, niczym grzyby po deszczu? Dlaczego pokrętny los tak ją pokarał? A może… może to tylko próba, swoisty test na miłość, któremu Simonetta została poddana przez Stwórcę? Jeśli tak, to czy dziewczynie uda się go zdać? By się tego dowiedzieć musicie sięgnąć po Migdałową Madonnę i przekonać się sami.

Książka osadzona została w realiach XVI wieku, w Lombardii i w tonacji odpowiadającej tym czasom została napisana. Autorka może nie zastosowała dokładnie takiego języka, jakiego wówczas się używało, ale zdecydowanie poprzez język i zwroty pokazała czytelnikowi, że nie czyta współczesnej literatury. Kiedyś uwielbiałam książki napisałam w ten sposób, dlatego właśnie zdecydowałam się na lekturę Migdałowej Madonny. Niestety wraz z wiekiem zmienił się również mój gust literacki i muszę przyznać, że czytanie tej książki nie sprawiło mi maksymalnej satysfakcji. Nie oznacza to jednak, że książka była zła. Bo nie była. Jak się jednak okazało, nie dla mnie. Muszę jednak przyznać, że całość była dość intrygująca. Fabuła podzielona została na kilka wątków, które początkowo wydają się zupełnie niepowiązane, jednak z biegiem akcji zaczynają się zazębiać, by ostatecznie okazało się, że wszystko było ze sobą powiązane. Całość czyta się przyjemnie, sama lektura jednak nie sprawia, że czytelnik nie potrafi się od niej oderwać. Przynajmniej nie taki czytelnik jak ja. Książkę polecam osobom, które lubią poczytać romans osadzony w realiach renesansu.

* str. 15

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Cel uświęca środki

kiedyś, dawno, dawno temu, gdy wydawana była jakaś pozycja z gatunku s.f., to czy lepsza, czy gorsza cieszyła. dziś, gdy zalewają nas różne tego typu...

zgłoś błąd zgłoś błąd