Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dziennik Bridget Jones

Tłumaczenie: Zuzanna Naczyńska
Cykl: Bridget Jones (tom 1) | Seria: Kameleon
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
6,31 (11799 ocen i 688 opinii) Zobacz oceny
10
425
9
969
8
1 267
7
3 065
6
2 448
5
2 154
4
488
3
681
2
98
1
204
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Bridget Jones' Diary
data wydania
ISBN
8371504810
liczba stron
240
słowa kluczowe
dziennik, komedia, satyra
język
polski

Inne wydania

Fenomenalna satyra na stosunki międzyludzkie we współczesnych miastach? Ironiczny i tragiczny opis upadku rodziny nuklearnej? A może bezsensowne bredzenie wstawionej trzydziestoparolatki?

 

źródło opisu: Zysk i S-ka, 1998

źródło okładki: Zdjęcie autorskie Ewa-Książkówka

Brak materiałów.
książek: 647
Ewa-Książkówka | 2012-09-06
Przeczytana: 06 września 2012

Marudne, humorzaste, złe, apodyktyczne, zagubione, roztrzepane, rozkojarzone, niepotrafiące czytać map, nieumiejące w sposób klarowny wytłumaczyć zagubionemu drogi do celu, rzadko znające się na motoryzacji i innych typowo „męskich sprawach” – są takie istoty na świecie! Często dużo wymagają, bywają despotyczne i w oczach wielu osobników płci brzydkiej stanowią zło tego świata. Jednak czy ten potrafiłby się obejść bez nich? Najprawdopodobniej nie, bo to właśnie KOBIETY są jego siłą napędową (moja zgryźliwa natura nakazuje mi dodać, że tuż obok pieniędzy i seksu, ale nie… nie powstrzymam się… ;)).

A jak one się na to zapatrują? Pewnie wiele pań zgodzi się ze mną, że świat dla płci pięknej jest jak dzika i niebezpieczna dżungla, gdzie na każdym kroku czyhają zasadzki, a w tej dżungli najgroźniejszymi drapieżnikami są… oczywiście mężczyźni! Nieustająca wojna płci od zawsze była źródłem literackich dywagacji. Czy to na poważnie, czy z przymrużeniem oka – nieważne. Ważne, że tego tematu nie sposób wyczerpać ani się nim znudzić.

Pewnie między innymi z tego powodu „Dziennik Bridget Jones” autorstwa Helen Fielding cieszy się niesłabnącym powodzeniem od chwili pojawienia się na rynku, a ekranizacja chyba już na dobre umocniła książkę w kanonie lektur rozrywkowych. Jednak czy powinno się ją rozpatrywać tylko w kategorii rozrywki? O tym za chwilę. Najpierw kilka słów o samej fabule, którą i tak pewnie większość czytelników mojego bloga już zna, ale na wypadek, gdyby znalazł się jeszcze jakiś rodzynek…

Bridget Jones to trzydziestokilkuletnia stara panna lub singielka (jak kto woli), ale niekoniecznie z wyboru. Bridget bardzo chciałaby poznać mężczyznę swego życia, lecz jej zwichrowana natura albo zły, okrutny i nieustępliwy los ciągle podsuwa jej emocjonalnych (i nie tylko) popaprańców, którzy zdają się czyhać na dogodną chwilę, by zapolować z maczetą na jej delikatne i wątłe serce. Owe zamachy kończą się zazwyczaj sukcesem, a biedna Bridget znów zaczyna studiować poradniki tyczące się relacji damsko-męskich, zapijając sowicie cierpienie alkoholem, trując je dużą dawką nikotyny i atakując zmasowaną ilością słodkości. Kończy się to zwykle dantejskimi scenami po bliskim spotkaniu z wagą, która niewzruszona rozpaczą bohaterki pokazuje coraz to wyższe wartości. Zatem jaki może być finał zakochania i romansu z szefem, który jest (delikatnie rzecz ujmując) wyjątkowo kochliwy i wrażliwy na kobiece wdzięki? No cóż… sprawdźcie sami.

Gwarantuję, że ta gorzko-wesoła historia pisana w formie pamiętnika nie pozwoli Wam się nudzić i wywoła naprawdę wiele chwil z uśmiechem na twarzy. Ta nieporadna, roztrzepana, chwilami infantylna i dziecinna kobieta ma tak niebywały urok, że nie sposób mu się oprzeć. Zabawna i z pozoru niewnosząca nic wartościowego w życie czytelnika historia, tak naprawdę okazuje się być świetną formą autoterapii w chwilach zwątpienia i w tzw. gorszych dniach. Przypomina nam, że wszystko, co złe, kiedyś wreszcie musi się skończyć, bo szczęście w końcu puka do drzwi i każdy na nie zasługuje. Mówi także o tym, że nie ma wśród nas ideałów, że każdy ma swoje wady, w każdym z nas można też odnaleźć większą lub mniejszą cząstkę Bridget Jones. Wszak ona jest prawdziwa, pełnokrwista – jak my.

Przeciwnicy „Dzienika Bridget Jones” – krzyczący że to dno, wodorosty i sto metrów mułu – niech mówią, co chcą. Ja chyba już zawsze będę cenić sobie tę pozycję za chwile radości, które potrafią dać nadzieję na lepsze jutro. A Wy? Lubicie tę kobietkę?

Ocena: 4,5/6

***http://ksiazkowka.blogspot.com/2012/09/dziennik-bridget-jones-helen-fielding.html***

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pokuta

Nie podejmuję się ocenić, co rzadko mi się zdarza. NIE polubiłam ani jednego bohatera, żadnej bohaterki. Książkę zmęczyłam z ogromnym trudem, bo akcja...

zgłoś błąd zgłoś błąd