LC Multimedia
Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 98 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 227 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Kwiaty na poddaszu

Autor:

więcej informacji
tytuł oryginału: Flowers in the Attic
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: luty 2012 (data przybliżona)
ISBN: 9788377996546
liczba stron: 384
język: polski
typ: papier
dodał: atram_78
7.47 (72 ocen i 18 opinii)

Długo oczekiwane wznowienie wielkiego bestsellera! Najbardziej poszukiwana książka ostatnich lat. Wciągająca opowieść o rodzinnych tajemnicach i zakazanej miłości. Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollanga... Długo oczekiwane wznowienie wielkiego bestsellera! Najbardziej poszukiwana książka ostatnich lat. Wciągająca opowieść o rodzinnych tajemnicach i zakazanej miłości. Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia - w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice mieszkający w ogromnej posiadłości, wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, a odkrycie, jakiego dokonuje najstarszy brat, stawia rodzeństwo w obliczu nieuniknionej katastrofy.
czyta Kamilla Baar
pokaż więcej.


źródło opisu: Świat Książki

źródło okładki: Świat Książki



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce


Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 27 września, 2010

Przeczytałam tę książkę jakiś czas temu w formie e-book'a zachęcona licznymi pozytywnymi opiniami. Zajęło mi to...kilka godzin :) Po lekturze zadecydowałam, że muszę mieć ten tytuł w swojej domowej biblioteczce co było nie lada wyczynem bowiem kupić go dało się już jedynie na aukcjach internetowych i niekoniecznie w korzystnych cenach ;)W końcu się udało i od dziś mam ją u siebie :)

Dlaczego tak mi zależało na posiadaniu jej ?
Fabuła, fabuła i jeszcze raz wciągająca fabuła :) Sam jej pomysł...bezbłędny ...Dodatkowo szokujący, u wielu niektóre jej akcenty mogą budzić niesmak...

"Kwiaty na poddaszu" zrobiły na mnie duże wrażenie a rzadko, której opowieści się to udaje :)
Nie jest to lektura ambitna z mocą głębi filozoficznej...Tego tu nie znajdziecie jednak i tak będą ją każdemu polecać bo to kawałek dobrej i zapadającej w pamięć lektury !

I jeszcze jedno...Wzbraniajcie się jak możecie przed obejrzeniem ekranizacji...Nawet w najmniejszym stopniu nie oddaje klimatu książki a gra aktorska powala...niestety negatywnie...


Na półkach: Przeczytane, Własne, 2012
Przeczytana: 22 stycznia, 2012

Kwiaty na poddaszu Virginii C. Andrews to poczytna powieść (czasem zaliczana do powieści grozy), pierwsza w serii o rodzeństwie Dollanganger, która właśnie doczekała się wznowionego wydania (Świat Książki, premiera 15 lutego 2012). W Stanach została po raz pierwszy opublikowana w 1979 roku i oprócz dużego sukcesu wzbudziła jednocześnie wiele kontrowersji ze względu na tematykę. Pewnie niejedna osoba będzie ciekawa, jakaż tematyka mogła tak poruszyć Amerykanów, że w niektórych środowiskach książka ta była zakazana? Z notki wydawcy na okładce dowiemy się tylko tyle, że jest to „wciągająca opowieść o rodzinnych tajemnicach i zakazanej miłości”. Nietrudno jednak wyczytać w Internecie, jakiego rodzaju zakazanej miłości dotyczy ta powieść. Poza tym pewnie wiele osób oglądało też film, który powstał na jej podstawie, więc nie zdradzę żadnej tajemnicy, jeśli napiszę, że chodzi o kazirodztwo.

Najciekawsze jest to, że w moim odczuciu ta tematyka niczego dobrego nie dodaje tej powieści i wydaje się zupełnie zbędna. We mnie fragmenty, które dotyczyły intymnych relacji między rodzeństwem Chrisem i Cathy wzbudziły jedynie odrazę. Jest tu tyle innych zagadnień, które można by „wyłowić” z nierealnych zdarzeń, które przytrafiają się bohaterom. Jest tam i żądza posiadania, i zakłamanie oraz wewnętrzna niespójność, i molestowanie, i przekraczanie granic wytrzymałości. Jest też nadzieja i marzenia, z których trudno zrezygnować.

Kwiaty na poddaszu będę wspominać jako doskonały przykład powieści wywołującej mocno paradoksalne uczucia. Na początku miałam ochotę odłożyć ją z powrotem na półkę głównie ze względu na język, jakim jest napisana. Narratorką opowieści jest Cathy, starsza siostra bliźniąt Carrie i Cory’ego i młodsza siostra Chrisa, która w momencie znaczącym dla całej historii, jest dwunastoletnią dziewczynką. Nie wiem, czy autorka specjalnie starała się upraszczać wypowiedzi dziewczynki, czy zawsze pisała takim językiem, bo jest to pierwsza książka Virginii C. Andrews, jaką czytałam. W każdym razie chwilę mi zajęło przyzwyczajenie się do tego ubóstwa językowego i niezręcznych wypowiedzi. I co ciekawe – o ile język powieści przeszkadzał, a o tyle bieg zdarzeń – choć chwilami dość przewidywalny – sprawiał, że trudno mi było książkę odłożyć. Może dlatego, że chodziło o dzieci, ich cierpienie, niesprawiedliwość, jakiej doświadczały? Mimo swej przewidywalności fabuła jest wciągająca i chciałoby się nie tylko jak najszybciej poznać losy czwórki bohaterów. A może tylko dowiedzieć, jak długo jeszcze będą zwlekać z podjęciem jedynej sensownej decyzji, o którą aż się prosi od samego początku i którą oczywiście na koniec podejmują...

Gdybym miała ocenić tę książkę, biorąc pod uwagę tylko pierwsze wrażenie, powiedziałabym, że jest schematyczna, kompletnie niewiarygodna, a chwilami odrażająca. Jednak mimo tych – wydawałoby się – zasadniczych braków, niesamowicie trzyma w napięciu. I na tym polega jej paradoks – chciałoby się odłożyć, a nie można. :-)
Jestem przekonana, że spodoba się czytelnikom, którzy lubią nieskomplikowane książki z dreszczykiem emocji.


Przeczytana: styczeń, 2012

Kiedy otrzymałam niespodziewanie ze Świata Książki „Kwiaty na poddaszu” – bardzo się ucieszyłam. Czytałam tą książkę całe lata temu, więc z chęcią do niej wróciłam. Pamiętam, że przez wiele lat nikt nie drukował wznowienia tej powieści – w internecie kosztowała kosmiczne kwoty, a w bibliotece czekałam na nią w kolejce pół roku. Cieszę się, że ją mam i postanowiłam skompletować resztę, żeby móc podsunąć do przeczytania córce.

„Kwiaty na poddaszu” to wstrząsająca saga rodzinna, poruszająca temat wyizolowania, zakazanej miłości i „dziwnych” relacji rodzinnych. Stanowi ona pierwszy tom opowieści o rodzinie Dollangangerów.
Tą kochającą się rodzinę spotyka tragedia, która zmienia nieodwracalnie ich życie. W wypadku samochodowym ginie ojciec, pozostawiając żonę i czwórkę dzieci w bardzo trudnej sytuacji, praktycznie bez środków do życia. Kobieta, która na skutek swojego małżeństwa została wykluczona z rodziny, jest teraz zmuszona wrócić do rodzinnego domu i dostosować do panujących tam reguł. Aby dziadek nie dowiedział się, że jego córka ma dzieci, kobieta wraz z matką, ukrywają dzieci na poddaszu. Dzieci przez wiele lat są zmuszone żyć w izolacji, bez kontaktu z otoczeniem, bez możliwości wyjścia na dwór, podczas gdy ich matka ponownie wychodzi za mąż i prowadzi wystawne życie.
Rodzeństwo zaczyna tworzyć własną rodzinę, dbać o siebie, opiekować się – jest funkcja taty, mamy i dzieci. Zaczynają ich łączyć niezdrowe więzi i uczucia – skąd jednak mają brać wzorce postępowania? Nikt się nimi nie zajmuje, nie interesuje, nie kocha…. Są zamknięte i zdane tylko na siebie – a przecież to tylko dzieci! Makabryczne !

„Kwiaty na poddaszu” wstrząsnęły mną po raz kolejny, chyba nawet mocniej niż przed laty – teraz sama jestem matką i jeszcze głębiej porusza mnie opowieść. Jak matka może stawiać wyżej swoje dobro i przyjemności nad dobro własnych dzieci? Praktycznie je porzuciła i wyparła się ich – co z tego, że zapewniała im żywność, prezenty ( i to też do czasu)?! Nie jestem w stanie zrozumieć motywów takiego zachowania. Wstrząsa i wzburza sytuacja dzieci, które nagle musza dorosnąć i rozumieć rzeczy, które nie powinny ich dotyczyć. Dzieci, które same muszą tworzyć swoje wzorce, radzić sobie w ekstremalnych sytuacjach, kochać się, wspierać i marzyć o wolności ….

To makabryczna, sięgająca w głąb duszy opowieść, która pozostawia po sobie niezatarty ślad. Wzbudza w czytelniku mnóstwo emocji. Jest napisana w nieskomplikowany sposób, jednak otacza ją aura tajemniczości i grozy.
„Kwiaty na poddaszu” to jedna z tych niewielu książek, które pamięta się przez całe życie.

http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/2012/01/kwiaty-na-poddaszu-virginia-cleo.html


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, 2011
Przeczytana: 26 czerwca, 2011

Po przeczytaniu tej książki jestem pełna podziwu dla tych dzieci, że wytrzymały tyle czasu mając do dyspozycji jedynie jeden pokój i stare, zatęchłe, zakurzone poddasze pełne myszy, szczurów i nikomu niepotrzebnych mebli, z którego później stworzyły wspaniały „papierowy ogród”. Do tego widzieć codziennie cztery te same twarze, cztery te same ściany… Ja nie potrafiłabym tak! Nie potrafiłabym siedzieć przez 3 lata i prawie 5 miesięcy w więzieniu, bo jak inaczej można nazwać zamknięcie czterech osób w jednym pokoju na klucz? Do tego dostawać koszyk jedzenia, który nie dość, że miał być podzielony na 4, to jeszcze miał starczyć na cały dzień?! Dorzucić do tego wszystkiego starą, pozbawioną wszelkich uczuć kobietę-potwora, która była ich babcią i narzucała im różne dziwne zasady. A na koniec oczekiwać zmiany na lepsze. Dopiero po przeczytaniu całej książki dostrzegłam rzeczy, które wcześniej wydawały się dla mnie zwyczajne i normalne – wolność oraz miłość i zaufanie, którym darzę mamę bezgranicznie. Zobaczyłam, że warto mieć przy sobie również osobę, na której można polegać i która pomoże nam w każdej sytuacji, nawet z narażeniem własnego życia.

Książka "Kwiaty na poddaszu" napisana przez Virginię Cleo Andrews opowiada o czwórce dzieci - Chrisie, Cathy, Corym i Carrie Dollanganger, które po śmierci ukochanego taty przenoszą się wraz z matką do domu dziadków, niezwykle bogatych starszych ludzi, którzy wyrzekli się córki i wydziedziczyli ją ze spadku po tym, jak poślubiła własnego wujka. Ich "kochająca" matka zamyka dzieci na poddaszu na "jedną noc", tłumacząc, że w tym czasie postara się wkupić w łaski i przygotować jej umierającego ojca na spotkanie z wnukami, o których wcześniej nic nie wiedział. "Jedna noc" przeciągnęła się w kilka dni, tygodni, miesięcy, a w końcu nawet kilka lat, w ciągu których, jak twierdziła ich mama, dziadek nie umarł, a dzieci ani razu nie ujrzały choćby promyka słońca i nie wyszły na podwórko, co bardzo mocno odbiło się na ich zdrowiu, szczególnie bliźniąt- Cory’ego i Carrie. A matka, która na początku odwiedzała je każdego wieczoru, stopniowo przychodziła coraz rzadziej, ale za każdym razem, jak zwykle, w ramach przeprosin za kolejny dzień więzienia przynosiła masę prezentów, myśląc że w ten sposób ukoi ich ból, jaki sprawiało im zamknięcie w czterech ścianach, a co za tym idzie pozbawienie wolności. W końcu po prawie 3,5 latach więzienia rodzeństwo postanowiło uciec.

Książka ta jest przerażająca, a zarazem wzruszająca. Doskonale ukazuje uczucia, jakie rodzą się w tym czasie między rodzeństwem a ich matką i między nimi samymi. Jest to poruszająca i godna polecenia lektura dla osoby w każdym wieku.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 02 marca, 2011

Książka dała mi do zrozumienia, że warto mieć przy sobie osobę, na której można zawsze polegać, ale też - trzeba znać umiar i w wielu sytuacjach polegać tylko na sobie.
No i przede wszystkim - nie wolno ufać KAŻDEMU - nawet osobie, za którą moglibyśmy nawet wskoczyć w ogień.
Czytając kolejne strony "Kwiatów na poddaszu" przeżywałam każdą tragedię tego wielkiego, strasznego domu, a głównie tych dzieci.
Uczyłam się z nimi tych sprytnych sztuczek, ale też z nimi wyniszczałam się psychicznie i pragnęłam WOLNOŚCI jakiej oni nie zaznali.
To w jak okrutny sposób dzieci były więzione w północnym skrzydle willi należącej do rodziców matki Cathy, Chrisa, Carrie i Coryego... Jest nie do opisania.

Genialna i obowiązkowa lektura dla każdego.
Dzięki niej można zobaczyć jak radzą sobie dzieci w sytuacji beznadziejnej, absurdalnej i przy tym - jak działa ich psychika oraz w jaki sposób dorastają zamknięci pod kluczem z młodszym rodzeństwem.
POLECAM!


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam, 2012
Przeczytana: maj, 2012

„Coraz częściej myślę o nas jako o kwiatach na poddaszu. Papierowych kwiatach. Narodzeni w jasnych barwach, ciemniejących z każdym dniem długiego, ponurego, męczącego, koszmarnego czasu, który spędziliśmy jako więźniowie nadziei i ofiary zachłanności”

Wolność. Słowo, które określa fakt dla nas oczywisty. Żyjemy jak chcemy, ubieramy się jak się nam podoba, mówimy co myślimy, chodzimy dokąd dusza zapragnie. Ale jak byśmy się czuli, gdyby zostało nam to brutalnie odebrane? Gdybyśmy zostali zamknięci w małym, ciemnym pokoju bez możliwości wyjścia czy kontaktu z kimkolwiek? Czy nasza motywacja, chęć życia i pragnienie szczęścia byłoby nadal tak silne?

Z podobną sytuacją spotykamy się czytając „Kwiaty na poddaszu” autorstwa Virginii C. Andrews.

Szczęśliwa rodzina, rodzice i czwórka dzieci. Ich sielankowe i pełne radości życie przerywa tragiczna wiadomość, ich ukochany mąż i ojciec zginął w wypadku samochodowym. Zostali sami, bez perspektyw, oparcia, z domem obciążonym hipoteką. Jedynym rozwiązaniem okazuje się przeprowadzka do wielkiej posiadłości dziadków. Dziadków, którzy z niewiadomych dla dzieci powodów wyrzekli się córki, a wnuczęta traktują jak najgorsze pomioty szatana, jak owoce grzechu. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, które to od tego czasu staje się dla nich domem. Jak poradzą sobie z szaloną heretyczką, jaką jest ich babka? Czy uda im się uciec? I jak zmieni się ich życie po odkryciu dokonanym przez najstarszego brata? Przekonajcie się sami ;)

Długo zastanawiałam się jak ubrać w słowa uczucia, które towarzyszyły mi po przeczytaniu tej książki. I nadal tego nie wiem. Tak prawdziwej, wstrząsającej i dającej do myślenia książki dawno nie czytałam. Dawno żadna książka nie wywołała we mnie tak wielu skrajnych emocji, nie zmusiła do refleksji i do podziękowania za swoje życie takim, jakim jest.

Z całą historią zapoznajemy się z perspektywy Cathy, jednej z czwórki rodzeństwa. Towarzyszymy im w próbach pogodzenia się i odnalezienia w tej nowej dla nich rzeczywistości, którą los im zgotował. Razem z nimi uczymy się doceniać małe rzeczy, nikłe radości, które na moment rozświetlają ich życie. Razem z nimi cierpimy. Cierpimy z powodu zamknięcia, samotności, surowej babki, jak również z powodu z czasem oddalającej się od nich matki. Widzimy zmiany nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim psychiczne jakie w nich zachodzą przez cały ten czas.

„Kwiaty na poddaszu” jest lekturą wstrząsającą, drastyczną, a przez plastyczne opisy jeszcze bardziej prawdziwą. Virginia Andrews wspaniale wykreowała świat, niestety jest to świat bólu, okrucieństwa i grzechu. Na próżno szukać w nim radości i beztroski, tak bardzo potrzebnej w życiu każdego dziecka.

Słyszałam wiele pochlebnych opinii na temat tej książki i z perspektywy czas wręcz nie mogę się z nimi nie zgodzić. Nie jest to jednak lektura dla wrażliwego czytelnika. Niemniej jednak „Kwiaty na poddaszu” to książka godna uwagi i poświęcenia jej kilku godzin ze swojego życia. Jeśli lubisz mroczne historie z rodowymi tajemnicami w tle, to ta książka z pewnością będzie dla ciebie idealna.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 18 kwietnia, 2011

Wstrząsająca.... tym bardziej, że opowiada o tragedii dzieci, tym bardziej, że sama jestem matką dwójki i niewiarygodne jest postępowanie ich "matki".
Na początku poznajemy szczęśliwą,normalną rodzinę, która rozwala się jak domek z kart, kiedy dotyka ich tragedia i tata,mąż ginie w wypadku samochodowym. Matka zmienia się w potwora, wyrafinowanego, dążącego do zagłady dzieci.Już na początku oznajmia swoje prawdy "że to nie miłość rządzi światem, lecz pieniądz". I to dla niego poświęca swoje dzieci, a one ponieważ ją kochają, ufają, godzą się na taki los.
Bez słońca, powietrza, szkoły, innych ludzi, bez pomocy lekarskiej,zamknięci na strychu niczym myszy w pułapce.
Książka której się nie da zapomnieć.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 2010 rok

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Czytelnik ze mnie wymagający nie jest, przyznaję. Wystarczy, że spodoba mi się styl, a fabuła nie będzie kompletną porażką, żebym z uśmiechem na ustach przeczytała książkę i dodatkowo stwierdziła, że nie zmarnowałam z nią czasu. jednakże, żeby wywołać we mnie głębsze uczucia, trzeba "pacnąć" akurat tą strunę, która akurat jest wyczulona. "Kwiaty na poddaszu" nie tylko pacnęły tą strunę, ale praktycznie wywróciły mi wnętrzności na drugą stronę.
Książka jest brutalna. Pokazuje nam wręcz nierealny obraz rodziny, która jest zepsuta do szpiku kości. Kobieta, która na początku wydaje nam się po prostu głupią i nieporadną kwoką, jest tak naprawdę po prostu skrajnie okrutną egoistką, dla której nie ma jeszcze odpowiednio nakreślonych norm społecznych, a kręgów piekieł zabrakłoby nawet u Dantego. Podczas lektury, człowiek naprawdę mocno związuje się z postaciami, o których czyta, by na koniec razem z nimi okazać się emocjonalnym wrakiem.
Już kiedy fabuła zarysowuje się wyraźniej i dowiadujemy się, jak mniej-więcej wyglądają relację w tej chorej rodzinie, widzimy przed sobą koniec tej powieści. Jestem pewna, że większość osób, która ją czytała przyzna mi rację: od początku wiadomo, że wszystko skończy się tragicznie... I dlatego chylę czoła przed autorką, bo pomimo mojej pesymistycznej wizji zakończenia, tej udało się jeszcze i tak zadać mi cios w serce i zaskoczyć. Wydawało mi się, że to, co już spotkało te dzieciaki jest wystarczającym bólem.. Ale pisarka dodała im jeszcze więcej.
W tej książce głównymi bohaterami są uczucia dzieci zamkniętych na strychu przez długie lata. Mamy tam dwójkę dorastających nastolatków, którzy nie widzą nikogo, poza sobą i tylko sobą. Stają się coraz bardziej i bardziej zżyci ze sobą, w taki sposób, że pewnym jest, że ich emocje odbiegają nieco od szeroko pojętych norm społecznych. Mimo to uważam ich uczucia za piękne, a to, co opisała Virginia za piękną, wartą uwagi i polecenia książkę, która kiedyś, kiedy moje finanse odbiją się od przysłowiowego dna, zagości razem z kontynuacją na mojej półce.. A kto wie, może i inne tytuły autorki, którą naprawdę cenię.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 17 listopada, 2010

Wstrząsająca historia rodzeństwa zamkniętego na poddaszu. Dzieci musiały zmagać się z samotnością, porzuceniem przez matkę, prześladowaniami ze strony babki. Przyszło im dorastać w warunkach okrutnych, dzieci, pozbawione zostały miłości, poczucia bezpieczeństwa, przestrzeni, powietrza i słońca oraz prawidłowego odżywiania - czyli wszystkich ważnych elementów, potrzebnych do prawidłowego rozwoju. Nie dziwi zatem fakt, że niektóre z nich popadają w ciężką chorobę, która kończy się śmiercią. Dwoje starszych dzieci przejęło obowiązki rodziców - oni musieli dorosnąć natychmiast... Bohaterowie zmagają się z wieloma problemami, każda postać nakreślona jest bardzo indywidualnie. Książkę czyta się jednym tchem. Wzrusza i przeraża jednocześnie.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 13 marca, 2012

Po książkę "Kwiaty na poddaszu" sięgnęłam przypadkiem. Zaintrygował mnie tytuł, okładka oraz opis. Dopiero później okazało się, że swego czasu był to bestseller i wiele osób z utęsknieniem czekało na jego wznowienie. Teraz rozumiem dlaczego. Sama, gdy jestem po pierwszym tomie, z niecierpliwością czekam na kolejne. Oby pojawiły się jak najszybciej...
Nie pamiętam kiedy ostatnio jakaś powieść wstrząsnęła mną do tego stopnia, że emocje jakie we mnie buzowały, przybierały najróżniejszą formę. Książka wciągnęła mnie od początku do końca, mniej więcej od połowy dawkowałam sobie jej czytanie, bo z jednej strony bardzo chciałam dowiedzieć się jak życie młodych Dollangerów się potoczy, a z drugiej po prostu nie chciałam jeszcze jej kończyć.
Niesamowita historia. Bardzo polecam!


Przeczytana: 06 maja, 2012

ORIGAMI SMUTKU

„Kwiaty na poddaszu” zakwitły na mojej półce w maju. Papierowe orgiami ułożyło się niezwykle szybko i sprawnie, ukazując wiele bolesnych i smutnych figur. Będę je jednak pielęgnowała tym bardziej, że nie jest to roślina jednoroczna.

W prologu do „Kwiatów na poddaszu” Cathy – nasza przewodniczka po świecie czwórki rodzeństwa pisze: „Nadzieję powinno się malować na żółto, kolorem słońca, które tak rzadko oglądaliśmy”. Dlatego spełniając powinność i niejako obowiązek wobec siebie i tych dzieci, piszę teraz te słowa żółtą barwą. To nic, że kiedy patrzysz na kolejne zdania widzisz jedynie czarne litery. Patrz głębiej a dostrzeżesz promienie słońca przebijające z każdego znaku, z samogłosek i spółgłosek, z przecinków i z kropek.

Cathy ma dwanaście lat. Jej starszy brat Chris piętnaście, a bliźnięta Carrie i Cory mają zaledwie po pięć lat. Mają pięknych rodziców – o tak, tego nie można im odmówić. Mama ze swoimi blond włosami i krągłościami, których Cathy tak jej zazdrości, i tata – wysoki i przystojny blondyn o mocno zarysowanej szczęce. Niektórzy sąsiedzi śmieją się, że wyglądają raczej jak rodzeństwo, a nie jak mąż i żona. I poniekąd mają rację...
Sielankę ich życia ucina jednym gestem śmiertelny wypadek, który zabrał na zawsze głowę rodziny Dollangangerów. Dzieci pierwszy raz spotykają się z takim cierpieniem i żalem, z takim bólem, niezrozumieniem i bezradnością. I nie mają pojęcia, te małe drezdeńskie lalki – jak zwykli nazywać ich sąsiedzi – że to dopiero początek ogromnej fali bólu, wstydu i upokorzenia.
Po śmierci ojca niezaradna, nigdy niepracująca Corrine – matka czworga rodzeństwa, ubóstwiana przez swoje pociechy, a szczególnie przez Chrisa wpatrzonego w nią jak w obrazek – wyjawia dzieciom pewien sekret. Otóż okazuje się, że dzieci mają dziadków. I to nie byle jakich! Niewyobrażalnie bogatych dziadków! Niestety, Corrine została wydziedziczona i wyrzucona z domu po tym, jak wyszła za mąż za swojego przyrodniego wujka, niewiele wtedy starszego od niej. Ojca jej dzieci.
„Kwiaty na poddaszu” to opowieść o tym, co dzieje się z dziećmi po przyjeździe do domu nieznanych dziadków. Ich babka, matka Corrine zawarła z córką pewien układ. Do śmierci jej ojca, dziadka naszych małych bohaterów, dzieci muszą zostać ukryte w małym pokoiku tuż pod poddaszem, w najbardziej oddalonym skrzydle ogromnej willi. I tak też się dzieje. Do dyspozycji dzieciaki mają małą powierzchnię pokoju i olbrzymi strych z jego sekretami i zagadkami, ale także z całym zastępem kurzu, myszy, wszelkiego robactwa i przenikliwego chłodu, gdy tylko nadchodziła zima. Pokój zamykany był oczywiście na klucz, a jakże. Matka, ich ukochana, pełna czułych słówek matka z początku przychodziła niemal codziennie przynosząc dzieciom prezenty i karmiąc ich marzeniami o tym co kupią i gdzie wyjadą, kiedy Corrine w końcu udobrucha dziadka, a ten wpisze ją na powrót do testamentu. Jednak aby dzieci zeszły na dół, aby ujrzały słońce i poczuły pod stopami dotyk trawy, ich dziadka musi zabrać majacząca nad nim już od dłuższego czasu śmierć.

Dzieci próbują organizować sobie czas zabawą i czytaniem książek znalezionych na strychu. Jednak najmłodsze – bliźniaki, nie radzą sobie tak dobrze ze zrozumieniem sytuacji jak Cathy i Chris. Chcą wyjść i pobawić się w ogrodzie – dlatego starszy brat montuje im na strychu prowizoryczną huśtawkę. Brakuje im zieleni i kwiatów. Dlatego rodzeństwo wpada na pomysł aby na poddaszu zakwitły papierowe kwiaty, na których raz na jakiś czas usiądzie purpurowy motyl z takim zapałem i pieczołowitością przygotowywany przez malutką Carrie. I poddasze zakwita mnóstwem kolorów i przede wszystkim wyobraźnią czworga zamkniętych na klucz dzieci. Jednak to nie wystarcza. Z każdym dniem maluchy zapominają o innym świecie, istniejącym poza maleńkim pokoikiem, a starsze – Cathy i Chris przestają stopniowo ufać swojej matce, która coraz rzadziej do nich zagląda.

Są takie książki, które powodują łzy kapiące uparcie na białą stronę. Są takie, przy których brzuchy bolą ze śmiechu. Są także książki najbardziej przeze mnie doceniane i najdłużej zostające mi w pamięci - te, które wywołują bolesne ukłucie, gdzieś w okolicy mostka. Ukłucie, które zaskakuje i nad którym nie potrafię zapanować. Fizyczny ból, którego doznawałam czytając „Kwiaty na poddaszu” nie tylko sprawił, że zapomniałam, iż dzień wcześniej książka wpadła mi do talerza pełnego pomarańczowego sosu, ale także, że poczułam jednocześnie nienawiść i współczucie, a także wdzięczność za dzieciństwo, jakim dane mi było się cieszyć.

Powieść czyta się niezwykle szybko, a język narratorki, który na początku irytuje, szybko przestaje być infantylny. Opowieść jest snuta przecież przez kobietę już dorosłą, która opowiada historię swojej rodziny w czasie przeszłym, dlatego początek książki wzbudził we mnie małe wątpliwości, które jednak szybko zniknęły pod naporem fabuły i napięcia, które kazało mi czytać powieść aż do świtu.
Problemów ukazanych w „Kwiatach na poddaszu” jest tak wiele, że aż nie chce się wierzyć, że wszystkie one zostały zrzucone na barki dzieci. Mamy tu przecież kwestię pieniędzy, która potrafi człowiekowi przesłonić wszystko i oślepić jego serce na cierpienie najbliższych mu istot. Mamy także fizyczne aspekty cierpienia takie jak głód, chłosta, choroba i długotrwałe zimno obejmujące całe ciało. Mamy upokorzenie i wstyd. Jesteśmy świadkami wpajania małym, niewinnym istotom, że są kwintesencją całego zła i nie powinny były się nawet urodzić. Mamy wreszcie traumę, jaką jest śmierć ukochanej osoby, a także to, jaki wpływ może mieć jedno wydarzenie na dalsze losy rodziny. Dobrze został zarysowany problem fanatyzmu religijnego, który sprawia, że osoba nim ogarnięta zdaje się nie widzieć popełnianych przez siebie błędów, ponieważ całą swoją energię skupia na doszukiwaniu się najdrobniejszych przejawów tak zwanego grzechu. Także dorastanie w zamknięciu, przeżywanie uniesień i fizycznych aspektów dojrzewania w odseparowanym od świata pokoiku stanowią osobny, mini-temat powieści.
Problem kazirodztwa został natomiast przedstawiony w książce dość zaskakująco. Zdaje się być akceptowalny nie tylko przez autorkę, ale także przez czytelnika, który zamiast popełnionego grzechu widzi jedynie miłość między dwojgiem ludzi i potrzebę bliskości.
Pełno jest w powieści błędów babci i matki czworga dzieci, które sprawiają, że te, w strachu przed złem, zaczynają popełniać błędy rodziców, przed którymi tak bardzo przestrzegała ich babcia. A to ona, chcąc nie chcąc, popchnęła do tego dzieci.

Można powiedzieć, że nie jest to powieść górnolotna czy niezwykle ambitna. Jednak czy naprawdę najważniejszy jest filozoficzny monolog uświadamiający nam to, co już wiemy językiem, którego nie do końca rozumiemy? W niektórych powieściach zwanych ambitnymi problemy znikają, lub są tworzone z niczego. Natomiast w „Kwiatach na poddaszu” mimo, że powieść ta nie jest oparta na faktach, opisane są problemy uniwersalne i ponadczasowe, których nie rozwiążą żadne filozoficzne rozważania, natomiast dobra, wywołująca ukłucie bólu książka, może przynajmniej uświadomić niektórych o ich istnieniu.

Lektura tej powieści jest oczekiwaniem ratunku i nadzieją na odmianę. Razem z Cathy, Chrisem, Carrie i Cory’m oczekujemy dnia, w którym dzieci ujrzą promienie słońca i poczują powiew wiatru. Wspólnie oczekujemy kolejnej wizyty mamy, a podczas dni bez jedzenia oczekujemy nawet znienawidzonej babci, która pojawi się z koszykiem zimnego już jedzenia.
Powieść Wirginii C. Andrews przypomina momentami, dużo nowszą książkę Emmy Donoghue pt: „Pokój”. Jeżeli więc podobała Wam się jedna z tych książek, to sięgnijcie także po drugą, jeśli do tej pory nie mieliście okazji.

„Kwiaty na poddaszu” już przekwitły, jednak ziarenko „Płatków na wietrze” zasadzone zaraz po przeczytaniu pierwszej części sagi, niedługo zacznie wzrastać, a kiedy dojrzeje – nie zawaham się przed sięgnięciem także po drugą część.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 05 marca, 2012

Gustaw Herling – Grudzieński w książce „Inny świat” powiedział, że człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach, w warunkach nieludzkich zaś zwierzęceje.

Zastanawia mnie, jaka naprawdę jest więc kobieta, która wydała na świat czworo dzieci, dwoje z nich wychowywała przez kilkanaście lat, a potem postanowiła odebrać im wolność, nadzieję i w końcu życie. Czy byłaby wciąż kochającą matką, gdyby los ją oszczędził? Czy człowiek, który z natury jest dobry, potrafi zmienić się w zimnego, wyrachowanego mordercę z powodu słabości charakteru i braku silnej woli? Bo przecież ona sama o sobie mówi: „Tak łatwo się poddaję”, jakby tymi słowami pragnęła wytłumaczyć swoje postępowanie.


Kiedy ją poznajemy jest dobrą i kochającą matką dla swoich dzieci, wierną żoną dla męża i piękną kobietą otoczoną przyjaciółmi. Los jej nie oszczędza: najpierw traci kontakt z rodzicami, zostaje wydziedziczona z ogromnej fortuny, a gdy po wielu latach ginie jej mąż, kobieta musi zająć się potomstwem, rozliczyć się z bankami, w których zaciągnęła pożyczki, a następnie udźwignąć na swoich barkach ciężar odpowiedzialności, jakim jest macierzyństwo.

Przez cały czas, gdy czytałam powieść pani Virgini, zastanawiało mnie nie to, co działo się na poddaszu, gdzie dwunastoletnia dziewczynka i niewiele starszy od niej brat rozpoczęli niebezpieczną dla nich grę w zastępowanie rodziców dwójki maluchów, a dla siebie stali się jak małżeństwo; lecz to, co naprawdę wydarzyło się w ciemnych, bogatych lecz zakurzonych pokojach domu rodziny Dallangengerów.

Ksiązka postawiła przede mną szereg trudnych pytań o brak miłości, o jej potrzebę, o zwierzęcenie w nieludzkich warunkach. Sytuacja dzieci zamkniętych na poddaszu jest dla mnie o wiele łatwiejsza niż zrozumienie postępowania ich matki. Chłopiec po długim czasie niewoli krzyknął do swojej babci: „Zamknęłaś nas w jednym pokoju, więc jak mamy na siebie nie patrzeć?” I w tym jednym zdaniu zawarł całą swoją bezsilność i ból. Na niewielkiej przestrzeni pokoju dojrzewał, a jego młodsza siostra rozkwitała. Niezaspokojone tęsknoty nastolatków, codzienne unikanie widoku własnych ciał i bliskość, która w pewnym momencie stała się torturą, doprowadziła do sytuacji, która w innych warunkach być może nigdy nie miałaby miejsca.

Zamykam powieść pełna emocji, których nie uciszy nic poza karą na winnych tragedii dzieci. W głowie mam tysiące kłębiących się myśli, które mogłabym dalej i dalej przelewać na papier. Pani Wirginia C. Andrews wykonała kawał dobrej roboty, który nie dewaluuje się mimo mijających lat. Dawno temu wstrząsnął mną film. Dzisiaj głęboko porusza mnie ta naprawdę świetna, choć bezlitosna dla czytelnika książka.

Recenzja opublikowana na www.warda.bloog.pl


Na półkach: Przeczytane, Książki 2011

Książka, na którą czekałam (biblioteka) ponad pół roku, aby móc ją wreszcie przeczytać. Polecone przez siostrę, która widziała film na podstawie tej powieści (warty obejrzenia, choć jest mniej wulgarny i sadystyczny).

W życiu nie pomyślałabym, że na świecie żyją tacy ludzie. Zadawać ból obcym ludziom, to akurat zrozumiałe i popularne ostatni czasy. Jednakże zadawanie cierpienia bliskim osobom, ba, swoim dzieciom, było dla mnie nie do pomyślenia. Ta książka otworzyła mi oczy na pewien aspekt w świecie, który istnieje, ale nie mówi się o tym głośno, tak zwane : TABU!

Cudowna, wykończająca, poruszająca książka o woli przetrwania i nie zwariowaniu.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, 2011
Przeczytana: 06 września, 2011

Bezapelacyjnie jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję w życiu przeczytać. Wzruszająca, trzymająca w napięciu do ostatniej kartki.
Polecam.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 20 lutego, 2011

Swietna ksiazka,pomimo tego ze bardzo przygnebiajaca i wzruszajaca ,nie mozna przerwac jej czytac.Swietnie napisana.


Na półkach: Przeczytane

Czytając tą książkę, uświadomiłam sobie jak cenne jest posiadanie bliskiej osoby oraz wolność.


Na półkach: Przeczytane

Książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie, bardzo ją przeżyłam...


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 maja, 2011

Książkę przeczytałam w dwa dni, nie mogłam się od niej oderwać.


Na półkach: Przeczytane

Pomysł na książkę autorkę miała niezły, a już na pewno szokujący. Ale wykonanie, w mojej opinii, to zupełnie inna para kaloszy, niestety, mocno znoszonych. Narratorką powieści jest Cathy, jedna z czwórki rodzeństwa. Sposób, w jaki Cathy snuła swoją opowieść lekko działał mi na nerwy, miejscami był tak romantyczno-cukierkowy, że aż mdły. Chyba właśnie to najbardziej przeszkadzało mi w tej książce - styl, jakim autorka się posłużyła. Poza tym mam wrażenie, że autorka chciała ukazać jak najwięcej wątków w książce i niektóre zostały zarysowane lepiej, a inne gorzej. Generalnie nie czyta się "Kwiatów na Poddaszu" z nieustającym bólem zębów, ale zachwycić mnie nie zachwyciły.


Na półkach: Przeczytane

smutna ksiazka...nierozumiem matki, ktora w tak okrutny sposob postapila ze swoimi dziecmi ...ogladalam tez film ale ksiazka 100 razy lepsza od ekranizacji...z niecierpliwoscia pragne przeczytac kontynuacje tej ksiazki ale nie moge jej narazie dostac:(((( ( to " Platki na wietrze" ).. Moze ktos ma??