Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 98 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 227 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Dziewczynka, która widziała zbyt wiele

Autor:

więcej informacji
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: luty 2012
ISBN: 978-83-7839-034-3
liczba stron: 320
słowa kluczowe: Literatura polska
język: polski
typ: papier
dodał: Ag2S
7.72 (64 ocen i 29 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 27,40 zł

Ile można poświęcić dla ukochanej osoby? Aaron i Ania są dla siebie całym światem. Kiedy ich matka zaczyna chorować, trafiają pod opiekę ciotki. Jej dom, który dziewczynka pamięta jako niezwykle pięk... Ile można poświęcić dla ukochanej osoby?

Aaron i Ania są dla siebie całym światem. Kiedy ich matka zaczyna chorować, trafiają pod opiekę ciotki. Jej dom, który dziewczynka pamięta jako niezwykle piękny, wypełniony sztuką i antycznymi meblami, staje się miejscem przemocy i dramatycznej walki. Kto ochroni rodzeństwo, gdy wszystkie granice zostaną przekroczone? Czy dziecięca wyobraźnia Ani pozwoli jej zapomnieć o wydarzeniach w zamkniętym pokoju? Czy Aaronowi uda się ochronić swoją siostrę?
pokaż więcej.


źródło opisu: Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2012

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Dziewczynka__ktora_widziala_zbyt_wiele_-p-31046-1-30-.html



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Oficjalna recenzja

Zbyt wiele

Jak wiele bólu jest w stanie znieść jedna osoba? A dziewczynka, w dodatku taka, która w swoim życiu widziała zbyt wiele? Każde zło dotykające dzieci bezpośrednio lub mające miejsce na ich oczach to zbyt wiele. Co za zatem powiedzieć o Ani, w przypadku której wydobywanie rodzinnych wspomnień jest jak otwieranie puszki Pandory?

Aaron i Ania są rodzeństwem, które darzy się wyjątkową miłością i przywiązaniem. Ponieważ w życiu spotkało ich więcej złego niż dobrego, a kolejni dorośli rozczarowywali obojętnością lub bezpośrednio krzywdzili, chłopiec i dziewczynka stali się dla siebie opiekunami i przyjaciółmi. Zwłaszcza Ania, młodsza o kilka lat, uzależniła się silnie od Aarona. Na co dzień uczą się w szkołach, w których nie są szczególnie lubiani, a dziewczynka jest wręcz wyśmiewana i dręczona przez kolegów. Wszyscy za jej plecami szepczą o chorej mamie, która nie jest normalna i podobno próbowała się kiedyś zabić. A to tylko niewielka część problemów…

Cecylia Budzisz, od lat choruje na depresję wywołaną traumatycznymi przeżyciami. Większość dni spędza zamknięta w swojej sypialni, odurzona lekami i całkowicie obojętna na los swoich dzieci. Wychowuje je sama od śmierci męża, czyli od chwili kiedy Aaron był w wieku niecałych czterech lat, a Ania miała się dopiero urodzić. I właściwie nigdy nie było dobrze… Zaniedbane i głodne dzieci często trafiały do siostry jej męża – Gabrysi. Kobieta prowadząca rozrzutne życie, którego głównymi tematami były własna galeria sztuki i moda, nie miała doświadczenia w wychowywaniu bratanka i bratanicy. Nie potrafiła ich też ochronić przed swoim chłopakiem Andrzejem…

Książka Małgorzaty Wardy nie jest historią opisaną od początku do końca, lecz splotem wielu wątków i ujęć, prezentowanych bez zachowania następstwa chronologicznego i ciągłości narracji. Zmieniają się miejsca, daty i postaci prowadzące narrację, dzięki czemu czasem jest ona pierwszo-, a czasem trzecioosobowa. Ten pozorny bałagan ma jednak ściśle zamierzony cel i doskonale ukazuje zawiłość całej sytuacji. Dokładnie tak wygląda życie Ani i Aarona i tak je odkrywamy, wchodząc w problemy coraz głębiej i coraz mocniej je przeżywając. Na wierzchu jest brak akceptacji rówieśników, choroba mamy i silne uzależnienie rodzeństwa. Dalej… otwiera się puszka Pandory, w której nie brak chyba żadnego z nieszczęść, które tylko mogą się przytrafić w rodzinie. Są choroby psychiczne, depresja, przemoc, molestowanie seksualne, zdrada, samookaleczenie się i próby samobójcze… Ogrom zła przytłacza, a zmowa milczenia i obojętność świadków przerażają.

Na szczęście Autorka uniknęła atmosfery taniej sensacji i gry na emocjach czytelnika. Opisała historię w sposób niezwykle taktowny, ale konkretny, pomijając szczegółowe opisy tragicznych wydarzeń, pozostawiając je w sferze niedomówień zdradzanej pojedynczymi słowami, każąc się domyślać ich przebiegu. Dzięki temu nie odnosimy wrażenia, że czytamy policyjną kronikę czy sensacyjny artykuł w prasie, ale zagłębiamy się powoli w historię bohaterów, dotykając ich przeżyć i doświadczając emocji, które im towarzyszyły. A emocji w książce jest bardzo dużo, co bez wątpienia jest jej kolejną zaletą.

„Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” to książka trudna, bo mówiąca o sprawach bardzo bolesnych, ale jednocześnie dotykająca ich w sposób wyważony. Obnażająca na tyle, ile potrzeba, by ukazać piekło rodzinnej tragedii, ale nie epatować przemocą i bólem. Sięga po tematykę problemów, o których wolimy milczeć, żeby przypadkiem nie musieć ich dostrzec w naszej codzienności. Zupełnie jak koledzy Ani i Aarona, żyjący na co dzień obok nich i tak doskonale obojętni... I z pewnością skłania do przemyśleń, a przecież taki jest cel dobrej, wartościowej lektury.

Katarzyna Marondel


Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: luty, 2012

Bardzo lubię książki podejmujące ważną, życiową tematykę i cenię autorów, którzy nie boją się dotykać często niełatwych, kontrowersyjnych motywów. Kiedy w zapowiedziach zobaczyłam powieść „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” Małgorzaty Wardy, od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Udało mi się to wczoraj i od razu postanowiłam podzielić się z Wami refleksjami.

Oto dwójka małych bohaterów, Aaron i Ania, bardzo zżyte i kochające się rodzeństwo, w którym starszy brat stał się opiekunem i obrońcą swojej siostry. Ich więzi emocjonalne są nad wyraz silne, dzięki czemu wzajemnie się wspierają i są dla siebie podporą w trudnych momentach. Od najmłodszych lat ich życie nie należało do idealnych i również obecnie muszą zmagać się z wieloma przeciwnościami. W szkole nie mają przyjaciół, często są pośmiewiskiem a w domu muszą pogodzić się z chorobą psychiczną matki, która dawniej chciała się zabić. Kiedy ich rodzicielka kolejny raz zostaje zabrana do szpitala, dzieci trafiają pod opiekę ciotki Gabrysi. Niestety kobieta nie ma doświadczenia w wychowywaniu dzieci a na domiar złego pozwala, aby jej narzeczony zachowywał się dwuznacznie i agresywnie wobec podopiecznych. A to tylko początek koszmaru jaki czeka Aarona i Anię...

Książka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Już sama fabuła wzbudza rozliczne, silne emocje, które na długo pozostają w pamięci i sercu. Krzywda dzieci boli najbardziej i nie sposób przejść obok niej obojętnie. Poza tym autorce udało się idealnie pokazać i rozebrać na czynniki pierwsze takie patologie jak przemoc domową, agresję, znęcanie psychiczne i fizyczne czy molestowanie seksualne. Bohaterowie to ogromny plus powieści. Są bardzo dobrze, szczegółowo nakreśleni oraz przedstawieni realistycznie i z dużą wrażliwością. To co czują, myślą, jak odbierają siebie i świat, jak próbują wytłumaczyć sobie swoją sytuację to wszystko będzie ukazane niezwykle drobiazgowo i bardzo przejmująco. Nie sposób się nie wzruszyć czy nie zbulwersować tym, czego jako czytelnicy i obserwatorzy będziemy świadkami. Język jest bardzo dynamiczny, plastyczny a całość czyta się szybko i o dziwo lekko, mimo ciężkiej gatunkowo tematyki.

„Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” to powieść, która zadaje trudne pytanie, daje niełatwe odpowiedzi, pokazuje bolesne wybory i traumatyczne wydarzenia, z uwzględnieniem wszelkich konsekwencji jakie wywierają na psychikę dzieci. To wzruszająca, ale i prawdziwa do bólu historia, która podejmuje ważną problematykę, zwraca uwagę, abyśmy byli bardziej czujni na krzywdę ludzką i reagowali, gdy podejrzewamy, że dziecku dzieje się coś złego. Polecam serdecznie!!

Moja ocena: 5,5/6


Na półkach: Przeczytane, Powieść
Przeczytana: 16 lutego, 2012

Zbyt wiele - czyli ile? Jaką ilość zła rozgrywającego się na naszych oczach można zamknąć w tym określeniu? Jak wiele krzywd i cierpienia może znieść dziecięca psychika, jeszcze nieukształtowana, a przez to wyjątkowo wrażliwa i podatna na wszelkie zewnętrzne bodźce? Jak długo można odgrywać rolę biernego obserwatora gehenny najbliższej osoby, tragicznie bezradnego i bezbronnego? I w jaki sposób poradzić sobie z traumą, której rozmiar wymyka się wszelkim porównaniom?

Ania i Aaron są rodzeństwem głęboko do siebie przywiązanym i darzącym się szczerą miłością. Dzieci od wczesnych lat są zdane tylko na siebie; starszy brat przyjął na siebie rolę opiekuna i obrońcy Ani - status ten w równym stopniu jest dla niego radością, jak i ciężarem, siostra zaś bardzo silnie uzależniła się emocjonalnie od Aarona. Ich sytuacja rodzinna staje się przyczyną kłopotów w szkole: nielubiana Ania jest klasową ofiarą i pośmiewiskiem, zaś nieprzeciętnie zdolny, ale zamknięty w sobie Aaron ma problemy w kontaktach z rówieśnikami.
Matka Ani i Aarona, Cecylia Budzisz, od lat choruje na depresję i nie jest w stanie zająć się dziećmi. W sytuacjach krytycznych zaniedbane dzieci trafiają pod opiekę ciotki Gabi, eleganckiej, zamożnej, ale niestabilnej emocjonalnie krewnej nie mającej doświadczenia w wychowaniu dzieci. Jej zachowanie - szczególnie wobec Aarona - z upływem czasu staje się coraz bardziej niepokojące. Ponadto nie potrafi, a może i nie chce obronić rodzeństwa przed swoim narzeczonym Andrzejem, który często daje upust swoim frustracjom, agresji i chorym fantazjom.
Kiedy wszelkie granice zostają przekroczone, w Ani dojrzewa myśl, by ostatecznie uporać się z własnymi koszmarnymi wspomnieniami, a przede wszystkim pomóc bratu, który znajduje się na skraju wyczerpania nerwowego. Sposób, jaki wybiera, jest tyleż zaskakujący, co kontrowersyjny...

"Dziewczynka, która widziała zbyt wiele" to poruszająca i wstrząsająca lektura nacechowana ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Choć podejmuje nieco wyeksploatowaną tematykę - przemocy domowej, molestowania seksualnego i wypaczonych relacji rodzinnych - nie ma w niej nic banalnego, wymyka się wszelkim schematom. Autorka o trudnych i bolesnych sprawach opowiada z zadziwiającym taktem i wrażliwością, współczuciem i delikatnością. Nie epatuje czytelnika szczegółami dramatycznych wydarzeń pozwalając raczej domyślać się ich przebiegu, ukazuje je na tyle, na ile to konieczne, by poznać i zrozumieć przeżycia bohaterów. Dzięki temu udało się jej uniknąć taniej sensacji i grania na emocjach czytelnika.
Bardzo spodobał mi się sposób prowadzenia narracji; liczne retrospekcje, zaburzona chronologia wydarzeń i częste zmiany narratora pozwalają spojrzeć na tragedię rodzeństwa z różnych perspektyw, zaś zawiłość fabuły idealnie odzwierciedla pogmatwane życie Ani i Aarona.
Stopniowo ukazuje się naszym oczom pełen wymiar ich dramatu, mocno złożonego, niejednoznacznego. Brak akceptacji rówieśników, kłopoty w szkole, choroba matki, samookaleczanie i emocjonalne uzależnienie rodzeństwa to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Dużo bardziej mroczne rzeczy dzieją się głęboko pod powierzchnią, i tym trudniej się z nimi uporać: agresja i przemoc będące prawdopodobnie skutkami choroby psychicznej, molestowanie seksualne, depresja i próby samobójcze - ich ogrom przeraża i przytłacza, podobnie jak zmowa milczenia, brak realnego wsparcia i niemoc świadków wydarzeń.
Poraża rozmiar traumy bohaterów, która została przedstawiona bardzo realistycznie i wiarygodnie, bez żadnych fałszywych zgrzytów. Mimo wszystko pojawia się jednak iskierka nadziei na choćby częściowy powrót do normalności, pokonanie własnych lęków, uporanie się z demonami przeszłości. Zadanie tytaniczne, ale nie niemożliwe do zrealizowania.

"Dziewczynka, która widziała zbyt wiele" to poruszająca, skłaniająca do refleksji lektura, która wyrywa nas z błogiego samozadowolenia i każe spojrzeć nieco dalej niż na czubek własnego nosa. Zwraca uwagę na koszmar przemocy domowej i molestowania seksualnego, ale też na powszechną obojętność i znieczulicę wobec dramatów, jakie rozgrywają się każdego dnia tuż obok nas. To bolesna, trudna, ale ambitna i wartościowa książka, której żywy język i piękny styl idealnie równoważą dramatyczną i wstrząsającą treść. Przekonana, że nikt z taką empatią, subtelnością i taktem nie potrafi opowiedzieć o cierpieniu i krzywdzie dziecka, jak właśnie Małgorzata Warda, gorąco polecam Wam tę lekturę.


Przeczytana: 19 lutego, 2012

„Za moim namiotem był cały zły świat: dzikie zwierzęta i obłąkani mordercy. Były czarownice i jakiś pokój, w którym ktoś krzyczał na mojego brata i robił mu krzywdę.”*

Zadaje sobie pytanie skąd dzieci biorą siłę by przetrwać to co ich spotyka od ludzi, którzy powinni je chronić.. Ile też są wstanie wytrzymać, gdzie kończy się ta granica, po której przekroczeniu zaczną wpadać w czarną dziurę, a normalne życie to coś tak odległego, że aż nierealnego... I choć czas leczy rany, nie jest w stanie wymazać wspomnień... Czy tym razem przekroczono granicę...?

Dwoje małych dzieci, rodzeństwo, Aaraon i Ania od dziecka nie mieli łatwo, po śmierci ojca, mama się załamała i musieli sami się sobą zajmować, w ostateczności dzwonili do cioci Gabrysi. Rodzeństwo jest zżyte sobą, brat jako starszy przejął jakby opiekę nad Anią, pilnował by miała odrobione lekcje, by chodziła do szkoły, by nikt jej nie skrzywdził... Tylko za jaką cenę? Gdy Cecylia – matka dzieci – trafia do szpitala dzieci jadą do cioci i jej faceta, który nie przepada za Aaronem, nie przepada to mało powiedziane. Okazuje to na każdym kroku, zrobił sobie z chłopca worek treningowy, a ciotka choć o tym wiedziała nic nie robiła... Pewnego dnia gdy w domu było tylko rodzeństwo i chłopak Gabrysi, Aaraon został brutalnie pobity i wraz z Anią zamknięty w pokoju, który na zawszę miał tkwić w ich pamięci, a to co się w nim wydarzyło zmieniło ich na zawsze... Po latach Ania oskarża brata o gwałt... Jakie są tego powody, czy rzeczywiście ją zgwałcił? Jeśli nie to kto? Czy na pewno została zgwałcona, a może tu nie chodzi o Anię wcale... Jaka jest prawda?

Gdy wiem, że biorę do ręki książkę o ludzkich dramatach zawsze boje się czy podołam jej przeczytaniu, albo czy pisarz nie zawiedzie i opisze coś tak istotnego w naszych czasach byle jak, aby tylko napisać. Tak było i w tej sytuacji, ale na szczęście szybko przekonałam się, że to co obecnie trzymam w rękach będzie kawałkiem dobrej literatury i przekonanie te trwa dotychczas. Małgorzata Warda porusza bowiem bardzo ważne tematy takie jak depresja, przemoc i wykorzystywanie seksualne, które wcale nie jest łatwo przedstawić. A tej polskiej pisarce wyszło to całkiem dobrze. Przeczytałam wiele książek o tej tematyce i jestem skłonna powiedzieć, że to co jest opisane w „Dziewczynce, która widziała zbyt wiele” to szczegółowy i przejmujący obraz przeżyć rodzeństwa. Na łamach tych kartek jest historia dzieci, którym nikt nie pomógł choć doskonale było widać, że tego potrzebowali, rówieśnicy woleli się wyśmiewać i trzymać z dala o od nich... a nauczyciele zachowywali się jakby nie było problemu, czasem nawet zachowywali się bardzo niepedagogicznie co przemilczę bo nie ręczę za siebie... Pani Warda potrafi świetnie przekazać uczucia, które towarzyszą postacią co sprawia, że Czytelnik zagłębia się jeszcze bardziej w fabułę i wraz z nimi przeżywa kolejne zdarzenia. Niesamowity przekaz uczuć i odwzorowanie psychiki dziecięcej to też duży atut tej powieści.
„Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” jest splotem wielu wątków, czasem niedokończonych co mi trochę przeszkadzało, tak jak i nagłe przeskoki w czasie, w których czasem się gubiłam. Jeszcze jednym minusem był dla mnie czasem styl pisania, w niektórych momentach czytania co może drażnić tych, którzy zwracają dużą uwagę na takie rzeczy, ja starałam się wtedy przymykać oko.
Małgorzata Warda stworzyła postacie, które są realne co z pewnością jest bardzo ważne, mamy możliwość poznania ich uczuć i tego jak sobie radzą w życiu. Nie bała się okazać prawdziwych emocji. Najbardziej intrygujący był chyba Aaraon bo to po im nigdy nie można było przewidzieć czego się spodziewać, zaskakiwał i to bardzo. Ania też mnie ciekawiła szczególnie w drugiej połowie książki. Byłam ciekawa jej postępowania i tego co ją skłoniło do podjęcia takie kroki. Poruszyła też ważny temat ignorowania przez społeczność takich spraw.
Książka jest naprawdę dobra, zdarzenia są opisane bez zbytnich szczegółów, ale w taki sposób, że można się domyśleć tych szczegółów. Zakończenie zaś jest takie niedokończone co pozwala Czytelnikowi snuć domysły, samemu je skończyć. „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” trzyma w napięciu do ostatnich stron, prawie do końca nie wiadomo jaki będzie finał tej historii. Muszę jednak stwierdzić, że czuję mały niedosyt, brakuje mi zakończenia niektórych wątków... Polecam, naprawdę warto przeczytać.

*str. 116


Przeczytana: 12 lutego, 2012

Niektóre książki są na swój sposób tak poruszające, że zostają na długo, długo w pamięci. Właściwie opowiadają historię, która może się dziać obok nas, aczkolwiek dopiero kiedy pisarz wyłoży kawę na ławę otwieramy oczy ze zdziwienia i nie jesteśmy w stanie uwierzyć jaki ból muszą przeżywać codziennie rano zwyczajne dzieci. Jednak ile jest w stanie znieść jedna osoba? Ile może zaznać upokorzenia, goryczy cy nienawiści, aż osoba nie wybuchnie i stanie się coś naprawdę niedobrego? A ile można wytrzymać w roli biernego obserwatora męki własnego brata? Małgorzata Warda w swojej książce „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” stara się odpowiedzieć na te właśnie pytania. Zainteresowani? To zapraszam do czytania kolejnych akapitów.

Jak napisał Lew Tołstoj w swojej „Annie Kareninie” : "Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób", myśl ta idealnie odnosi się do treści „Dziewczynki, która widziała zbyt wiele”. Ania i Aaron to rodzeństwo, które można by dać za przykład idealnego brata i siostry. On, prawie cztery lata starszy opiekuje się nią jak największym skarbem, a ona podziwia go za wszystko co robi. Brzmi jak sielanka, aczkolwiek jest zupełnie inaczej niż by się mogło wydawać. Matka dzieci po śmierci męża popada w depresje, a własne dzieci oddaje na przechowanie ciotce, Gabrysi. U niej mieszkają kilka lat, a stan rodzicielki na przemian pogarsza się i poprawia. Aaron zupełnie nie umie się przystosować do życia w nowym domu, jest tam bity i poniżany przez ciocię oraz jej kochanka, Andrzeja. Najgorsze, jednak dopiero przed nami. Kiedy Ania ma szesnaście lat zgłasza na policję, że została zgwałcona przez swojego własnego brata. Czy jednak to zeznanie jest prawdziwe? Jaki ma to związek z przeszłością?

Małgorzata Warda jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, a „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” nie jest Jej pierwszą powieścią, aczkolwiek nigdy wcześniej o autorce nie słyszałam, dopóki nie sięgnęłam po recenzowaną lekturę. Na początku, zaczynając dopiero pomyślałam, że to tania podróbka Jodi Picoult, jednakże pierwsze wrażenie było ogromnie mylne. Jedyne podobieństwo, które widzę teraz to to, że obydwie poruszają trudne tematy. To właśnie fabuła jest tutaj największą zaletą, ponieważ w takiego typu tematach nie można się pochwalić pięknym, pisarskim piórem, bo w takich dziełach są potrzebne konkrety, proste zdania, aby każdy zrozumiał to dokładnie, wtedy to wszystko daje jeszcze większy efekt „zimnego prysznica”. Człowiek budzi się ze złudzeń, zauważa, iż to wszystko może, i dzieje się, obok nas.

Obok fabuły najlepszym kąskiem są bohaterowie, którzy są niesamowicie żywi i realni. Aaron przez całą książkę był moją fascynacją. Zachwycał mnie jego spokój, niechęć do kontaktów z innymi ludźmi. Jednak nie jest to sam jego styl życia, ale jest to efekt działań innych ludzi na jego psychikę. Jak łatwo z normalnej osoby zrobić kogoś nienawidzącego własnego życia oraz nie widzącego w nim sensu? Najwidoczniej nie jest to takie trudne, a skutki są nieodwracalne nawet po wielu latach. Do teraz często otwieram sobie książkę, żeby poczytać coś o tym bohaterze, który moim zdaniem jest jednym z lepszych aspektów lektury.

„Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” to książka idealna. Nie jest sztuczna, ani łatwa, ale jednocześnie nie można się od niej oderwać, a bohaterowie stoją żywi przed oczyma podczas czytania. Jest to po prostu książka, którą każda osoba powinna przeczytać, prawdziwe arcydzieło.


Przeczytana: 20 lutego, 2012

Jest znane powiedzenie, „Jeśli chcesz wiedzieć o mnie wszystko, przejdź się w moich butach”. Podczas czytania najnowszej powieści Małgorzaty Warda „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” miałam wrażenie, że autorka nie tyle założyła, co wręcz przykleiła mi wspominane buty. Wszystkie emocje były tak prawdziwe, że aż bolesne. Bohaterowie i ich przeżycia stali mi się tak bliscy, jakbym ich znała od dawna …. a tylko ta jedna historyjka z ich życia nie była jeszcze wyznana, że tylko tego brakowało nam do nazwania się przyjaciółmi.

Pozornie zwykła rodzina – Ania i Aaron – rodzeństwo, ich mama – Cecylia Budzisz oraz siostra zmarłego męża Cecylii – Gabi. Chyba nikt nigdy nie spodziewałby się jak silnie te osoby będą ze sobą powiązane, jak wiele zła sobie nawzajem wyrządzą, choć przecież niemal z urzędu zobowiązani są do dbania o własne bezpieczeństwo. Nie zrobili niczego umyślnie, niczego nie zaplanowali. W tym przypadku wpadli w pułapkę, życie zrobiło im niezłego psikusa, chyba tylko po to, aby sprawdzić ich wytrzymałość. Odnosiłam wrażenie, jakby byli królikami doświadczalnymi, jakby jacyś szaleni naukowcy robili badania jak wiele cierpienia i zła są w stanie zaaplikować ludziom.

Tragedia może przybierać rożne oblicza. Nie odważę się dokonać oceny, która może być gorsza lub najgorsza. Nie mniej jednak obraz tragedii przedstawiony przez Panią Małgorzatę zmiótł mi moje dotychczasowe postrzeganie pewnych spraw z dużym świstem, sprzed samego nosa. Dawno, żadna książka nie obudziła we mnie tylu emocji …. Dawno nie miałam okazji przeżywać „emocji z podziałem na role” – jako człowiek, jako kobieta i jako matka.

Nie chcę i nie potrafię opisać fabuły tej książki, ponieważ bałabym się, że zepsuje komuś całą … jak to nazwać? przyjemność?! – czy może być przyjemne czytanie o tragedii? … Dobrze, nazwijmy to umownie „przyjemność” z czytania. Powiem tylko, że to opowieść o rodzinie, w pełnym tego słowa znaczeniu, z całym bagażem odpowiedzialności za sam fakt posiadania relacji rodzinnych. Miłość rodzeństwa, miłość rodziców do własnych dzieci, odpowiedzialność, aż wreszcie egoizm i konieczność wywiązania się z niewypowiedzianych zobowiązań nabierają po tej historii całkowicie innego wymiaru.

Wiele już zostało napisane, powiedziane o „Dziewczynce, która widziała zbyt wiele”. Dodam tylko od siebie, podsumowując swoje rozmyślania. Jest to książka budzące ogromne emocje, jest to książka trudna a jednocześnie bardzo mądra. Jestem pełna podziwu dla autorki za kreacje bohaterów, budowanie atmosfery i za sam temat. Trzeba być chyba bardzo odważną osobą i niebywale mądrą życiowo, aby wyjść naprzeciw takim zdarzeniom, aby umieć je ubrać w słowa i pozostawić czytelnika z tymi wszystkimi emocjami, z którymi musi się zmierzyć po zamknięciu książki.

Pani Małgorzato dziękuję i pomimo wszystko i ponad wszystko, proszę o jeszcze.


Na półkach: Przeczytane, 2012
Przeczytana: 23 lutego, 2012

Twórczości Małgorzaty Wardy nie znałam wcześniej. Jednak dość dużo słyszałam na temat książek autorki. Co jakiś czas natykałam się na recenzję powieści pani Wardy. Wydawało się, że pisze lekkie i ciekawe książki. No cóż, tylko mi się chyba wydawało, bo "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele" na pewno nie należy do książek lekkich, przyjemnych i dobrych na nudę. Ta powieść wstrząsa czytelnikiem i nie daje o sobie zapomnieć! Oj nie! Podziwiam Autorkę, że odważyła się napisać tak trudną powieść, która jest pełna przemocy, łez i rozczarowań.
Małgorzata Warda opisała historię rodzeństwa Ani i Aarona. Są dla siebie całym światem. Aaron jak przystało na starszego brata opiekuje się Anią podczas choroby ich matki. Jako małe dziecko traci ojca, dziewczynka zaś nigdy nie zdążyła go poznać. Matka po śmierci męża wpada w depresję, która wlecze się latami. Dziećmi zajmuje się siostra ojca - Gabi. Gabi to zdecydowanie ciekawa postać. Z jednej strony osoba towarzyska, obyta w towarzystwie, związana z Andrzejem, podczas choroby bratowej zajmuje się jej dziećmi. Z drugiej jednak strony potrafi być bezwzględna i obojętna.
Ania i Aaron nie mają łatwego dzieciństwa. Wiecznie chorująca matka, pomieszkiwanie u ciotki, która nie chce widzieć tego, co na prawdę się dzieje w jej domu. Aaron, by ochronić młodszą siostrą, cały gniew, nienawiść ściąga na siebie. Krzywda dzieje się jemu, a nie jego ukochanej siostrze...
Jednak, żeby zmienić swoje życie Ania wpada na pomysł, który ma pomóc bratu. Czy aby na pewno?
Małgorzata Warda uchwyciła idealnie miłość między rodzeństwem, ich strach, ból i rozczarowanie.
Dlaczego nikt nie pomógł tym dzieciom? Matka, która wolała skupić się na sobie i nie dostrzegać tego co ją otacza? Czy lepiej uciec w świat niewiedzy, leków czy wspomnień? Ciotka, która uważa, że nic takiego się nie dzieje? Siostra, która próbuje wyprzeć swoje wspomnienia aniżeli je dostrzec? Tyle pytań się nasuwa. Ale czy jesteśmy przewidzieć własne zachowanie i reakcję w takiej sytuacji???? Jak byśmy postąpili? Co zrobili?
Właśnie. Jak to jest, że dopóki, dopóty nie wydarzy się tragedia czy rodzinny dramat nikt nie dostrzega pierwszych sygnałów? Przecież dzieciom trudno ukryć siniaki, różnią się zachowaniem, mają w oczach strach, ból. Gdzie są wtedy pedagodzy, którzy spędzają z dziećmi najwięcej czasu? Gdzie lekarze, psycholodzy? Wreszcie sąsiedzi, którzy z pewnością coś muszą słyszeć? Boją się? Nie chcą się wtrącać? Gdzie opieka społeczna i kuratorzy? Dlaczego wszyscy znajdują się i wypowiadają dopiero wtedy, gdy jest już za późno?
Może nie dostrzegamy przemocy u innych, bo zwyczajnie nie możemy tego dostrzec? Być może wbrew pozorom jest to porządna i katolicka rodzina, która trzyma się razem. Nikt nie dostrzega dramatu, który odbywa się za zamkniętymi drzwiami...
Byle nie było za późno...
Wracając do powieści "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele", z pewnością jest to książka napisana na bardzo wysokim poziomie. Warda stworzyła bardzo realistyczne postaci. Ukazała idealnie uczucia rodzeństwa, matki jak i ciotki. Pokazała jak bezwzględna potrafi być młodzież. Jacy potrafią być okrutni w stosunku do innych, różniących się od nich osób. Autorka pokazała na przykładzie Aarona, że choć na co dzień przechodził piekło, potrafił ukończyć dobrą szkołę, ochronić siostrę czy też nie stoczyć się... Walczył choć nie było mu łatwo i nie raz sięgał dna...
Małgorzata Warda zdecydowanie wie jak wstrząsnąć czytelnikiem, jak zmusić go do łez, rozmyślań czy też zmusić do wyciągnięcia pewnych wniosków.
Autorka ma świetny styl, świetne opisy, które dają wiele do myślenia. Ciężko przejść obok niej obojętnie. Zwyczajnie się nie da. Nie tak dawno czytałam wstrząsającą powieść "Kwiaty na poddaszu", muszę przyznać, że Małgorzata Warda swoją o wiele krótszą powieścią równie mocno mną wstrząsnęła. Obu książek nie da się ot tak zapomnieć!
"Dziewczynka, która widziała zbyt wiele" to przede wszystkim książka o życiu, o otaczającym nas problemie, którego nie chcemy, bądź zwyczajnie nie dostrzegamy...
Polecam głównie osobom o mocnych nerwach! Mną książka wstrząsnęła i z pewnością długo o niej nie zapomnę. Czy sięgnę po inne książki Małgorzaty Wardy? O to jest pytanie!?


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2012
Przeczytana: 16 lutego, 2012

Przed Twoimi oczami pojawiają się obrazy, choć usilnie starasz się wyprzeć je z pamięci. Nie dajesz jednak rady i nagle znów przeżywasz swój największy koszmar, o którym tak bardzo chcesz zapomnieć. Czujesz poczucie winy, wstyd i odrętwienie. Wciąż starasz się ich pozbyć, ale bezskutecznie. Będą z Tobą już zawsze.

Ania i Aaron to niezwykle zżyte ze sobą rodzeństwo. Nie mają nikogo poza sobą: ojciec od wielu lat nie żyje, a matka całe dnie spędza zamknięta w swoim pokoju. Kiedy ich rodzicielka ponownie trafia do szpitala, rodzeństwo trafia pod opiekę cioci Gabrysi. W nowym domu dochodzi do tragicznych sytuacji z udziałem Aarona i partnera ciotki, Andrzeja. Ania i jej starszy brat mogą polegać tylko na sobie. Nie mają zbyt wielu przyjaciół; Anna jest wyśmiewana w szkole, wszyscy za jej plecami szepczą o chorej matce, która nie potrafi zająć się własnymi dziećmi. Pewnego dnia dziewczyna zgłasza policji, że została zgwałcona, a sprawcą przestępstwa jest Aaron. Jednak czy to prawdziwe zeznanie? Jak długo można tkwić w wyniszczającej sieci kłamstw i bólu?

Nie podchodzę zbyt chętnie do dzieł polskich autorów. Parokrotnie zraziłam się do twórczości rodzimych pisarzy, dlatego nie potrafię się do niej przekonać. Od czasu do czasu staram się jednak zmienić zdanie i sięgam po powieści spod pióra polskich autorów. Tym razem wybór padł na „Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele”. Czy była to słuszna decyzja?

Małgorzata Warda w swej książce porusza niezwykle ważną, a zarazem trudną tematykę: przemoc, wykorzystywanie, depresję. Swych bohaterów poddaje wielu ciężkim sytuacjom, z których nie sposób wyjść bez szwanku. Początkowo utwór ten kojarzył mi się z twórczością Jodi Picoult, głównie z powodu sposobu prowadzenia narracji oraz poruszanej problematyki. Później jednak uczucie to zaczęło zanikać, a ja całkowicie pogrążyłam się w świecie wykreowanym przez autorkę.

Postaci są bardzo plastyczne. Podczas lektury wręcz widzimy je przed oczami. Moją sympatię zdobył zwłaszcza Aaron, który intrygował mnie od początku. Jest to wielowymiarowy bohater, którego życie uczyniło takim, a nie innym. Polubiłam również zagubioną i zależną od brata Anię, starającą się pomagać Aaronowi w każdy sposób.

Fabuła „Dziewczynki…” prowadzi ku zakończeniu może nie tyle zdumiewającemu, co zmuszającemu do myślenia. Jest to otwarty koniec, więc czytelnik może tak naprawdę dopowiedzieć dalszy ciąg historii rodzeństwa. Za sprawą tego zabiegu o powieści nie można przestać myśleć.

Małgorzata Warda pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się takiej opowieści. To, co otrzymałam, jest zachwycające i przerażające zarazem. Chętnie sięgnę po pozostałe powieści tej autorki i mam nadzieję, że jeszcze o niej usłyszymy. Właśnie tak trzeba pisać o trudnych tematach: z prostotą, ale zarazem głęboko i w sposób poruszający odbiorcę. Taka właśnie jest „Dziewczynka…”: wzruszająca i porażająca. Idealna.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 16 lutego, 2012

Skończyłam "Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele" i... czas na głęboki wdech. Natężenie negatywnych emocji na stronach najnowszej powieści Małgorzaty Wardy było ogromne.
Książka opowiada trudna i burzliwą historię rodzeństwa, Aarona i Ani.

Ciężko uwierzyć w to, że dwójka dzieci spotkała na swojej drodze życiowej tak wiele nieszczęść.
Bardzo wczesna utrata ojca, matka cierpiąca na głęboką depresję, aż w końcu wychowanie pod niezbyt czujnym okiem ciotki, która pozwala na to, aby dzieci były bite oraz poniżane przez jej chłopaka.
Jakby niesprawiedliwości losu było mało, obydwoje borykają się z problemami w szkole.
Są wyśmiewani lub obgadywani przez swoich rówieśników, którzy zauważają to, że rodzeństwo wyróżnia się na tle innych.

A tak naprawdę każde z nich przechodzi przez własne, indywidualne piekło.
Ania radzi sobie z nim w taki sposób, że ucieka do braterskiej opieki, jest bardzo silnie związana z Aaronem.
Aaron natomiast nie potrafi sobie z całą sytuacją poradzić. W środku siedzi w nim głęboko zakorzeniona odpowiedzialność za siostrę, ale cierpienie oraz gniew też musi znaleźć jakieś ujście. Nastolatek po omacku błądzi pomiędzy różnymi sposobami na uśmierzenie bólu, cały czas poszukując jakichś rozwiązań.
A gdzieś w tle błąkają się nauczyciele, którzy nie potrafią pomóc dzieciom dotkniętym przemocą czy klasowi znajomi, wiedzący więcej, niż by się mogło wydawać.
W "Dziewczynce, która widziała zbyt wiele" udało jej się odtworzyć mechanizm działania przemocy domowej, która zamyka w klatce osoby powiązane z tym problemem, zaszywając im usta oraz związując ręce ze strachu przed działaniem.


Zaskoczyła mnie ta powieść. Miałam już wcześniej styczność z książką, która wyszła spod pióra pani Wardy i nie spodziewałam się, że jest w stanie nakreślić tak przejmujący i mroczny obraz. Niewątpliwie świadczy to tym, że autorka jest ambitną pisarką, która nie boi się podejmowania różnorodnej tematyki.

Choć można interpretować pewną chaotyczność tej książki jako jej założenie to z mojego subiektywnego punktu widzenia, momentami było to za bardzo przesadzone. Skończyłam czytać "Dziewczynkę.." i z nieukrywanym zawiedzeniem przyznaję, że nie do końca udało mi się poukładać wszystkie elementy historii w jedną, spójną całość. Kumulacja wątków w niektórych momentach powieści jest naprawdę spora. Czuję jednak pewien niedosyt po zakończeniu, brakuje mi jakiejś bardziej wyrazistej kropki nad i.
W żadnym stopniu nie jest to jednak w stanie odjąć pochwał, jakie należą się za tę książkę.
Jest napisana przejmującym, ciekawym językiem i ten właśnie aspekt przypadł mi do gustu najbardziej.

Być może będzie to komplement z bardzo wysokiej półki, ale moje skojarzenia ze stylem narracji w powieści były jednoznaczne: Jodi Picoult. Ciężki temat, przedstawienie sytuacji z kilku perspektyw, przesunięcia w czasie.
Jeśli przejdziecie obok tej książki obojętnie, ominie Was bardzo wiele.
Odnoszę takie wrażenie, że dawno nie przeczytałam tak mocnej powieści pochodzącej z kraju nad Wisłą. Cieszy mnie to niezmiernie i czekam na więcej.

[Recenzja pochodzi z bloga http://www.moje-wysypisko.blogspot.com]


Przeczytana: 07 lutego, 2012

Przeczytana: 27 lutego, 2012

Ostatnio głośno o tej książce na blogach wielu. Nie czytałam pozostałych recenzji, aby się nie zaspojlerować i aby nie skazić – że tak powiem – mego subiektywizmu, opiniami innych. A książka wywarła na mnie spore wrażenie.

Ania sprawia wrażenie dziecka, jest licealistką a zachowuje się jak mała dziewczynka, szuka obecności osob bliskich, najbardziej kocha brata Aarona. Jej matka ma silną depresję, nie jest skłonna do normalnej egzystencji, ojciec nie żyje. W domu rodziny Budziszów dzieje się coraz gorzej, dziećmi zajmuje się ciocia idealna – Gabrysia, siostra ich ojca. Opiekuje się dziećmi, gdy matka znowu nie jest w stanie podnieść się z łóżka, zabiera ich do siebie, gdy matka ląduje w szpitalu. Jak powiedziałam, ciotka idealna, ale czy na pewno? A może nie wszystko złoto co się świeci.

Postronne osoby widzą że coś dzieje się nie tak, nauczyciele, koleżanki Ani, widzą że z dziewczynką i jej bratem coś jest nie w porządku. W przypadku Ani zwłaszcza to rzuca się w oczy, dziewczynka jest dziwadłem, a dzieci w liceum nie są skłonne same z siebie do pomocy, okazywania wsparcia. Za to do kpin i prostackich żartów nie trzeba ich namawiać. W książce czytelnik będzie mógł się dowiedzieć co leży u podstaw tego dziwnego zachowania, co jest rodzinną tajemnicą i czy ukochany brat może zrobić krzywdę swojej siostrze…

Jako, że ja starałam się unikać spojlerów, również Was nimi nie zasypię ponieważ gorąco zachęcam do lektury. Książkę czyta się błyskawicznie, strony mijają niepostrzeżenie, ale pozostaje siła uczuć, oburzenia które ta książka obudziła.

Bo książka porusza szereg problemów i żadnego nie można umniejszać, to książka nie tylko o przemocy, o braku rodzinnego porozumienia, a właściwie o rodzinnej zmowie milczenia, uzależnieniu od patologii, to książka o wyobcowaniu we własnym środowisku,, o odrzuceniu i potrzebie bliskości. Zdaję sobie sprawę, że Ania nie ma kontaktu z rówieśnikami bo nosi we własnej świadomości tragiczne piętno, ale rówieśnicy, zresztą również nauczyciele, są w większości ślepi na dramat który intuicyjnie wyczuwają ale wolą udawać że o niczym nie wiedzą, wolą nie widzieć. Taka jest smutna rzeczywistość, kiedyś nosiło to nazwę znieczulicy społecznej, dziś chyba staje się tak powszechne, a określenie znieczulicy tak pejoratywne, że wzrusza się tylko ramionami i określa mianem „takich czasów”.

Przepraszam za chaotyczność myśli, ale wciąż jestem pod wrażeniem. Ciągle kipię oburzeniem, boleję nad bezradnością dzieci które spotyka coś takiego. Skoro nie mogą liczyć na rodzinę to kto im pomoże? Same dążą tylko do autodestrukcji, bez określonego plany, w ślepej cichej panice biegną ku przepaści.

Mimo trudnej tematyki książkę bardzo polecam, czyta się ją szybko i dobrze(określenie przyjemnie nie pasuje mi do tematyki). Ta książka pokazuje jak zmowa milczenia może doprowadzić do tragedii a ta tragedia, paradoksalnie może poprawić rodzinną sytuację, chociaż moim zdaniem cena jest zbyt wysoka. Pokazuje również, że nie ma skutku bez przyczyny. Naprawdę bardzo dobra książka która nie kończy się wraz z ostatnią kropką, ona w umyśle czytelnika pozostaje i obrazy, refleksje powracają, rodzą się nowe…

Polecam!


Na półkach: Przeczytane

Niewielu jest polskich pisarzy poruszających w swoich książkach tematykę pełną bolesnej prawdy, jaka może rozgrywać się za ,,drzwiami naszych sąsiadów’’. Małgorzata Warda, autorka takich dzieł jak: ,,Ominąć Paryż’’, ,,Środek lata’’, ,,Nikt nie widział, nikt nie słyszał’’, nie boi się otwarcie pisać o trudnych sprawach, ukrytych za zasłoną rodzinnych problemów. Taka jest również najnowsza powieść pisarki, czyli ,,Dziewczynka, która widziała zbyt wiele’’, wydana przez wydawnictwo Prószyński i S-ka.

Historia książki opowiada o losach Aarona i Ani Budzisz, dwójki rodzeństwa. Od wczesnych lat dzieciństwa dzieciom brakuje prawdziwego ciepła rodzinnego. Ich mama Cecylia długi czas już zmaga się z ciężką depresją wywołaną przez traumatyczne wydarzenia z przeszłości. Całe dnie spędza w swym pokoju izolując się od świata i dzieci i tylko leki przynoszą jej chwilowe ukojenie. Aaron i Ania zdani są tylko na siebie. Często zmagają się z głodem i brakiem innych podstawowych potrzeb. W końcu trafiają pod opiekę cioci Gabrysi (siostry ich zmarłego ojca), lecz niestety ich życie wcale nie zmienia się na lepsze. Chłopak Gabrysi- Andrzej, to bardzo porywczy i gwałtowny mężczyzna. Swoje frustracje wyładowuje przede wszystkim na Aaronie. Rodzeństwo przechodzi prawdziwe piekło na ziemi. Czy znajdzie się ktoś, kto udzieli pomocy dwójce rodzeństwa pokaleczonej przez los?

Muszę szczerze powiedzieć, że najnowsza powieść Małgorzaty Wardy wywołała we mnie ogromne emocje od wzburzenia, złości, wstrętu po bezsilność, niedowierzanie oraz nadzieję na lepszy los. Tematycznie jest to książka bardzo trudna dająca wiele do myślenia. Jak może najbliższa rodzina zgotować tak straszliwy los swoim dzieciom? Matka, chora na głęboką depresję nawet nie starała się, choć w minimalnym stopniu próbować wyjść z tej choroby. Wolała staczać się na samo dno niż walczyć w imię dobra własnych dzieci. Dla mnie to rzecz niepojęta. Jednak na najgorsze potępienie zasługuje ciotka Gabrysia, która bez sprzeciwu pozwalała swemu partnerowi znęcać się nas swymi bratankami. Brzydzę się takimi osobami, które jawnie patrzą na krzywdę dzieci nie reagując na to w żaden sposób. Takie zachowanie woła o pomstę do nieba. Również wiele innych osób m.in. nauczyciele, psychologowie, czy znajomi choć podejrzewali, że w rodzinie Budziszów dzieje się coś niedobrego, to jednak nikt właściwie nie zareagował. Niestety w dzisiejszych czasach coraz częściej możemy zauważyć obojętność na cudzą krzywdę. To bardzo smutne, ponieważ osoby, które doświadczają długoletniej przemocy ulegają psychicznej degradacji na całe życie. Serce mi krwawiło śledząc losy nie Ani, lecz Aarona, gdyż uważam, że to on przeżył najgorszą traumę, o której nie jest w stanie zapomnieć.

,,Chce umrzeć- Popatrzył jej w oczy.- Naprawdę chce. Codziennie o tym myślę. W każdej sekundzie zastanawiam się, czy to dobra okazja’’.


Dorastający chłopak powinien myśleć o życiu, a nie o śmierci, lecz nieustane represje sprawiają, iż nie chce on dalej ,,istnieć''. To straszne!

Małgorzata Warda stworzyła niezwykłą, wartościową powieść pełną emocji i skrajnych uczuć. Zawiodłam się jednak na literackim wykonaniu książki. Uważam, że przedstawienie nie chronologicznej fabuły, w której nieustannie zmieniają się wątki, czas akcji, oraz styl narracji wprowadzały zbyt dużą zawiłość w głównej historii powieści. Osobiście wolę ściśle ustalony porządek i swoisty harmonogram. Na szczęście lekki, swobodny styl pozwala nam na bezproblemowe śledzenie losów głównych bohaterów. Poszczególne wydarzenia przykryte są pierzynką wspomnień, gdzie sami możemy wyciągać wnioski malując w wyobraźni prawdziwy obraz zdarzeń. Autorka dzięki temu chciała nam pokazać w sposób bardzo subtelny i taktowny dramat rodziny Budziszów, starając się nie grać czytelnikowi na emocjach, lecz skłonić do zadumy i refleksji nad sprawami, które mogą mieć miejsce w naszym codziennym życiu.

Polecam przeczytać ,,Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele’’ wszystkim osobom, niebojącym się trudnej tematyki pokazującej przemoc, samookaleczenia, próby samobójcze, zdrady, molestowanie seksualne, brak akceptacji ze strony otoczenia czy brak nadziei na lepszy los. Ta książka zawiera w sobie ogrom cierpienia i trudnych emocji, jednak trzeba ją poznać, by uświadomić sobie fakt, że ludzka obojętność może przyczynić się do rozszerzenia zła na tym świecie, dlatego powinniśmy starać się spróbować jej zapobiec.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 20 lutego, 2012

Pisanie o trudnych tematach wydaje się czasem być o wiele trudniejsze, niż przeżycie samemu takiej historii. Dlaczego tak uważam? Ponieważ trzeba zrozumieć i przeżyć jedynie we własnej głowie coś, o czym nie ma się pojęcia. Rzadko kiedy książka jest tak dobra, że nie pozwala w siebie wątpić, a uczucia bohaterów ogarniają czytelnika. I muszę przyznać, że Małgorzata Warda napisała taką książkę. Cholernie dobrą książkę.

Jak tytuł wskazuje, historia ta opowiada o przeżyciach dziewczynki – Ani. Ojca nie pamięta, matka jest ciągle na lekach, a ona sama jest świadkiem przemocy wobec jej brata. Brutalnej, niewybaczalnej. Rodzeństwo ma tylko siebie. Ale książka zaczyna się od czegoś, czego trudno się spodziewać – od gwałtu. Ania oskarża o to swojego brata. I w ten sposób – poniekąd od końca – poznajemy całą historię, zlepiając ze sobą poszczególne wątki, domysły i emocje.

„Dziewczynka…” nie jest zbyt gruba, ale czytałam ją zadziwiająco długo. Nie potrafiłam przebrnąć przez te wszystkie wydarzenia i uczucia od razu, na szybkiego. Musiałam robić przerwy, zastanawiać się i uwalniać od tego, co mi dawała. To bardzo trudna emocjonalnie lektura. Ciężko jest zrozumieć, dlaczego opiekun nie reaguje na przemoc, dlaczego dziecko się nie broni i dlaczego inne musi na to wszystko patrzeć. Można albo pogrążyć się w tych wydarzeniach, albo spróbować się zdystansować, co nie jest takie proste.

Nie mam tej książce nic do zarzucenia. Język, styl, fabuła, konstrukcja – wszystko jest spójne, doskonałe. Często zdarza mi się denerwować stylem polskich pisarzy, który tak bardzo odbiega od literatury tłumaczonej, której czytam znacznie więcej. Tutaj tego nie było. Po prostu zagłębiłam się, nic mnie nie wybijało z rytmu – może poza moimi własnymi emocjami, ale za nie autorka nie odpowiada.

To ważna książka. Niektórzy ludzie ignorują przemoc, bądź święcie wierzą (lub chcą wierzyć), że w dzisiejszych czasach jej nie ma, że jesteśmy cywilizowani. A może właśnie w domu sąsiadów dziecko leży w łóżku przerażone, że ktoś zaraz przyjdzie je ukarać za to, że krzywo oddycha?

Każdy powinien ją przeczytać, choćby zupełnie nie była w jego typie, nie lubi ładunku emocjonalnego, czy też nie chce czytać o rzeczach smutnych. Trzeba być świadomym, jak pozornie „żadna” przemoc wygląda w rzeczywistości!

A książka poza tym jest rewelacyjna i z całego serca ją polecam.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 01 kwietnia, 2012

Doskonała książka Małgosi Wardy (jak zwykle!). Poruszająca wszystkie struny nerwów, zakamarki zmysłów, wnętrza lęków. "Dziewczynka" trzymała mnie w niepewności do samego końca. Podejrzewałam zakończenie, żeby po chwili zwątpić w swoją intuicję. Już nie mogę się doczekać kolejnej książki i (mam nadzieję) filmu.


Na półkach: Przeczytane, 2012

Jakiś czas temu na blogach zrobiło się głośno o najnowszej książce Małgorzaty Wardy "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele". Czytałam entuzjastyczne recenzje, pozytywne opinie, a że jestem podatna na wpływy, czym prędzej książkę kupiłam, postawiłam na półce i czekałam aż szum dotyczący tej książki nieco przycichnie. Coś mnie jednak do niej przyciągało, mój wzrok co chwilę wędrował ku ładnej okładce, a intuicja podpowiadała, że się nie zawiodę. I się nie zawiodłam, a nawet plułam sobie w brodę: 'na co kobieto czekałaś?' Bo "Dziewczynka..."to absolutnie poruszająca, wywołująca wiele emocji lektura.

Aaron i Ania to rodzeństwo, właściwie mają tylko siebie, i tylko w swoim towarzystwie czują się bezpiecznie. Cierpiąca na depresję, rozchwiana emocjonalnie matka nie interesuje się dziećmi, nie jest w stanie się nimi zajmować. Rodzeństwo trafia pod opiekę ciotki Gabrysi, siostry ich ojca. To czego doświadczą w tym domu pełnym zła i przemocy, już do końca życia odciśnie piętno na ich psychice. Zdani tylko na siebie, w zamkniętym pokoju, przeżyją chwile grozy. Czy mają szansę na normalne życie po tak traumatycznych przeżyciach? Czy znajdą pomoc i najważniejsze, czy będą umieli tej pomocy szukać?

Nie ma absolutnie niczego co by mi nie pasowało w tej powieści. Wszystko jest spójne, przemyślane i dopracowane w najmniejszych szczegółach. Bohaterowie wyraziści, mocno nakreśleni. Aaron jest starszym bratem jakiego zawsze chciałam mieć: opiekuńczy, wrażliwy chłopak, dla siostry zdolny do największych poświęceń, niestety płacący za to wysoką cenę. Wziął na siebie zbyt wiele, sam będąc jeszcze dzieckiem. Świadomie kierował gniew na siebie, aby chronić siostrę. Gdzie wtedy byli dorośli? Matka oderwana od rzeczywistości, być może wiedziała, czuła, jednak zabrakło jej sił, odwagi? A Gabrysia? Dramat rozgrywał się niemal na jej oczach. Nie chciała widzieć, przymykała oko na krzywdę dzieci, wiele zdarzeń ignorowała. Jakim prawem?
Wiele emocji wywołała we mnie ta książka. Niesie znane nam wszystkim prawdy. Przecież zło rozgrywa się czasami obok nas, wystarczy tylko dokładnie się rozejrzeć i chcieć zobaczyć. Gdzie szukać pomocy jak nie wśród rodziny, a jeśli tej pomocy się tam nie znajduje, komu starczy odwagi by zwrócić się o nią do obcych, zaufać, uwierzyć? Aaron próbował, Ania zdecydowała się na bardziej radykalny krok.
Ciężko jest pisać o rzeczach trudnych, budzących kontrowersje, o krzywdzie dziecka, tej najdotkliwszej jaką może zadać dorosły, nie popadając jednocześnie w zbytnią tkliwość, czy moralizatorstwo. Autorce moim zdaniem udało się to wyśmienicie, w mądry i wyważony sposób dotyka bolesnych prawd, a historia przez nią opowiadana wciąga. Sięgnijcie koniecznie.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 17 lutego, 2012

Książki autorki nie były mi znane do tej pory, a jak się okazuje ma na swoim koncie już kilka powieści. Jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Pisarka i rzeźbiarka, a do tego autorka tekstów do piosenek zespołu "Farba".

Książka zainteresowała mnie ze względu na poruszaną tematykę. Rodzeństwo Aaron i Anna trafiają pod opiekę ciotki, kiedy matka zaczyna chorować. Wiele zaczyna się zmieniać, a przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Czasami nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje. To historia o przekraczaniu ludzkich możliwości i miłości, która czasem może być balastem.

Książka mnie bardzo poruszyła. Pierwszym powodem takowego stanu rzeczy jest ciekawa historia , która mnie wciągnęła. Innym plusem książki jest bardzo żywy język. Gratuluję autorce, która opisała brutalny świat bez jednego przekleństwa w książce. Mieszanie czasów również bardzo dobrze wpływa na całokształt powieści. Książka napisana w sposób przemyślany. Autorka serwuje nam spory kawałek dobrej psychologii widzianej z punktu dziecka w fazie rozwoju i w miejscu, w którym dokonywana jest przemoc. Bardzo profesjonalnie pokazana jest zależność przyjmowania roli opiekuna przez starszego brata. Rodzeństwo, które obserwuje świat z własnego punktu wielu spraw nie może zrozumieć. Choroba matki, zmagania z ojcem i codzienność, która nie jest wcale tak różowa, jak innych dzieci. Czy zawsze w takich wypadkach musi dojść do tragedii?

Książka momentami szokuje, ale również stawia trudne pytania. To zdecydowanie lektura dla osób, które szukają książki, która pozwoli im na pełne zaangażowanie się w lekturę. Nie jest to książka dla fascynatów romansów. Małgorzata Warda napisała mądrą, chociaż nie optymistyczną książkę. Za to ją cenię. Nie ucieka od problemów, nie kreuje cukierkowatego świata, ale wprowadza nas w ten twardy, ale prawdziwy. Takie historie zdarzają się w naszym otoczeniu, ale często wolimy niczego nie zauważać. Serdecznie polecam!


Na półkach: Przeczytane, Do recenzji
Przeczytana: 17 lutego, 2012

Po przeczytaniu tej książki czuję się, jakby ktoś przeszedł mi ciężkimi buciorami po dłoni. To nie jest książka ładna i przyjemna. Jest brutalna, rozbrzmiewa odgłosami zadawanych ciosów. Jest bagnista. Tonie się w niej. Chciałam się wydostać, ale zdołałam tylko na chwilę, by zaczerpnąć tchu i wpadałam z powrotem w akcję.
Nie umiem przyjąć tak po prostu, że są tak wielkie dramaty – jak kosmiczna czarna dziura, która mieści wszystko. Nie umiem dopuścić do siebie, że są rodziny tak mocno poobijane, tak wyszczerbione, jak porcelanowa zastawa, której ktoś używał nie znając jej wartości. Na brzegach tak poobijana, że rani wargi, krew spływa wtedy kącikami ust aż do szyi. To boli, a ja nie chcę w to uwierzyć i nie chcę przyjąć, że najprawdopodobniej Warda nie do końca to wszystko zmyśliła, że zanurzyła się w ten świat, zaglądnęła tam, zapatrzyła się, a potem wynurzyła na powierzchnię, z urywanym oddechem, bliska utraty świadomości i po prostu o tym napisała. Na końcu książki są podziękowania, wśród których czytamy „Maćkowi, Oli i Rodzicom za to (…) że wytrzymali ze mną, gdy w myślach miałam tylko Aarona i Anię.” Doskonale rozumiem, że mogła myśleć tylko o nich – nawet jeśli Aaron urodził się w jej wyobraźni, nawet, jeśli nigdy nie widziała Ani na własne oczy. Ale widziała pewnie mnóstwo Kaś, Monik, Danielów i Robertów, którzy byli gdzieś tam, gdzie to rodzeństwo.
U Wardy zawsze jest jakaś trauma, ale ukryta w magicznej szkatułce zamykanej na kluczyk. Kluczyk jest ukryty i gdy się znajduje, trochę zardzewiały, wieko podnosi się powoli - masz czas na oswojenie się, spodziewasz się, czekasz. Tu jest mocno, dosłownie, od razu. Tu są straszne słowa, uderzające w twarz bez zapowiedzi. Nie ma tęczy. A najbardziej boli to, że „zbyt wiele” to coś, czego nie da się naprawić.


Przeczytana: 20 kwietnia, 2012

Od wydania książki jest o niej głośno, rewelacyjne recenzje skłoniły mnie także do jej poszukania. Już wcześniej miałam styczność z twórczością pani Wardy czytając "Środek lata" i sama nie wiedziałam czy to będzie w takim samym stylu czy coś innego. Ale już sam tytuł woła że to nie jest zwykła książka, że tam będzie o czymś złym. Przeczytałam ........ a potem siedział i myślałam ...... najbardziej z przerażających myśli jakie mnie naszły to ta, że taka historia mogła naprawdę gdzieś się zdarzyć, że tacy Andrzeje krążą po naszych ulicach, uśmiechają się , są zadowolenie, a gdzieś rozgrywają się dramaty spowodowane przez takich Andrzejów, że gdzieś są takie ciocie Gabi sięgające nie po to co powinny, że gdzieś są takie Panie Budzisz zamykające się w swoim świecie, które zapominają że mają coś cennego - dzieci, że gdzieś dzieci zdane są same na siebie, muszą same sobie być podporą, martwić się o siebie i bać się, że muszą dbać o swoich rodziców - rodzica bo oni nie są w stanie zadbać o siebie i dzieci.
O czym jest książka, pominę fabułę, powiem krótko ..... książka jest o miłości, strachu, przemocy w dosłownym tego słowa znaczeniu, niezrozumieniu, wyśmiewaniu ....... oskarżeniu kogoś bliskiego, kochanego, by go ochronić .......... by przestał myśleć o ...... samobójstwie ......... bo złe myśli, wspomnienia zatruwają jego umysł ....... .

Przeczytajcie, na pewno książka wywrze na Was wrażenie i na długo pozostanie w Waszej pamięci, a po jej lekturze natłok myśli sprawi że na niektóre rzeczy zaczniecie patrzeć inaczej.

http://bibliotekamelanii.blogspot.com/


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 08 maja, 2012

Z autorką książki - Małgorzatą Wardą - nie miałam do tej pory żadnej styczności. Pani Warda to iście artystyczna dusza. Jest pisarką, malarką, rzeźbiarką... absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Jest urodzoną gdańszczanką. Wspólnie z malarzem, Marcinem Kędzierskim, współtworzy artystyczną Grupę Miejską. Poza tym jest autorką kilku tekstów do piosenek zespołu Farba. Zadebiutowała w 2004 roku "Bajką o laleczce" w zbiorze "Wesołe historie" wydawnictwa Wilga. Prawdziwy prozatorski debiut to książka "Dłonie" wydana w 2005 roku przez wydawnictwo Ligatura. Do tej pory wydała kilka powieści, m.in.: "Ominąć Paryż", "Środek lata", "Nikt nie widział, nikt nie słyszał", "Czarodziejka", "Nie ma powodu, by płakać". Dwa z jej opowiadań znalazły się w bestsellerowych zbiorach: "Opowiadania letnie" oraz "Opowiadania szkolne." Najnowszą powieścią autorki jest książka "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele", wydana w tym roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. I właśnie tę książkę miałam okazję ostatnio przeczytać. Jakie są moje wrażenia po zakończonej lekturze? O tym za chwilę...

"Jak wiele można poświęcić dla ukochanej osoby?"

Aaron i Ania Budzisz są dla siebie całym światem. Matka - Cecylia Budzisz, po utracie męża popada w głęboką depresję, zagłuszając rzeczywistość kolejnymi dawkami leków. Przez stale pogarszający się stan pani Budzisz dom, który za czasów życia ojca rodzeństwa był pięknym miejscem, wypełnionym antycznymi meblami i sztuką, teraz popada w totalną ruinę. Kiedy staje się jasne, że matka nie jest w stanie zapewnić dzieciom odpowiedniej opieki, rodzeństwo trafia pod dach ciotki Gabrysi oraz jej chłopaka - Andrzeja. Wydawałoby się, że w końcu trafili do miejsca, gdzie otoczeni zostaną miłością oraz gdzie będą mogli spokojnie dorastać. Nic bardziej mylnego... Nowy dom zamienia się w miejsce prawdziwej, dramatycznej walki, w miejsce wypełnione przemocą. Kto zdoła ochronić Aarona i Anię przed koszmarem, jaki rozgrywa się w ich nowym domu? Czy bratu Ani - Aaronowi, uda się dostatecznie ochronić siostrę? I co takiego wydarzyło się w zamkniętym pokoju, co położyło się wielkim cieniem na psychice rodzeństwa? Sięgnijcie po książkę - tam znajdziecie na wszystko odpowiedzi!

Zachęcona wieloma pozytywnymi recenzjami, które czytałam na temat tej książki, bardzo się cieszyłam, że udało mi się ją zdobyć i móc samej przekonać się o tym, co takiego w niej jest, że tak bardzo poruszyła nie jednego czytelnika. Zasiadłam do lektury i przeczytałam ją w ciągu jednego popołudnia. I teraz mam prawdziwy problem, co takiego mam właściwie o tej książce napisać... Jak ją ocenić...
"Czasem dzieje się coś złego, co z różnych przyczyn nie wychodzi na jaw. Mijają lata i nikt się o tym nie dowiaduje. Ale potem wystarczy coś zwykłego. Drobiazg. [...] I przeszłość wraca."

Książka porusza z całą pewnością bardzo ważny problem, który niejednokrotnie wielu z nas woli przemilczeć. Mówię tu o przemocy w rodzinie. Dla wielu ludzi jest to nadal temat tabu, którego woleliby w ogóle nie poruszać. Wielu z nas z całą pewnością doświadczyło na własnej skórze, czym może być przemoc w rodzinie. Nie twierdzę, że każdy z Was zna problem z autopsji. Bynajmniej. Jednakże jestem przekonana, że wiecie o niej sporo z opowieści znajomych, z literatury, telewizji, a może nawet widzicie ją u własnych sąsiadów. Z pewnością nie jest to temat, o którym łatwo się rozmawia. Często nawet ofiary przemocy nie mówią o tym, nie zgłaszają tego do odpowiednich placówek, które mogłyby im udzielić pomocy. Wolą przemilczeć... ze strachu? ze wstydu? Każdy powód jest dobry. Poza tym sama procedura, kiedy już zdecydujesz się nagłośnić problem, jest na tyle upokarzająca, że zniechęca ofiarę do stawienia temu wszystkiemu czoła. Właśnie o tym pisze autorka powieści - o dramacie przemocy pod rodzinnym dachem. I o tym, że problem się bagatelizuje... udaje się, że przecież nic złego się tak właściwie w ich domu nie dzieje...
"Uświadom sobie, że to nie był żaden koniec świata! Ludziom dzieją się gorsze rzeczy! Rozumiesz?! Nie stało się nic wyjątkowego!"

Głównymi bohaterami książki jest rodzeństwo Budzisz - Aaron i Ania. Poznajemy ich, kiedy Ania ma lat trzynaście i dowiadujemy się, że jej brat jest od niej starszy o trzy i pół roku. Autorka dostarcza nam trochę wiadomości o każdym z bohaterów, dzięki czemu wiemy np, że Ania jest osobą samotną, bez przyjaciół, której w szkole dokucza się - choć tak właściwie nikt jej nie zna... O ile postać Aarona wywołała u mnie sympatię, wzbudzała uzasadnione współczucie, o tyle zupełnie nie przypadła mi do gustu jego siostra. Przez chaotyczność opowiadanej historii i samą postawę głównej bohaterki, Ania wydaje się nijaka, na każdym etapie dorastania jest taka sama, co bardzo mnie denerwowało. O ile w jej bracie z biegiem lat widać było zmiany w jego postawie, psychice, o tyle Ania zatrzymała się na jakimś etapie, z którego prawie się nie ruszyła. Aaron to brat, którego sama chciałabym mieć, gdybym miała rodzeństwo. Taki brat to prawdziwy skarb. Jego postawa i starania o dobro siostry są godne pochwały, choć czasami sytuacja go męczyła i zwyczajnie przerastała - był przecież jedynie nastolatkiem... na którego spadła pełna odpowiedzialność za młodszą siostrę.
"W jego tekście siostra wydawała się najważniejsza. Aaron nakreślił ją w kilku słowach, ale bardzo plastycznie. Była młodsza od brata i czuło się, że on ma tylko ją, że ogromnie mu na niej zależy, ale też, że dźwiga ją na plecach jak garb."

Jeśli natomiast chodzi o samą historię... Z pewnością pomysł na książkę był bardzo dobry, bo warto głośno mówić o krzywdzie ludzkiej, zwłaszcza jeśli dotyka ona dzieci. Pomysł jednak nie wystarczył, żeby stworzyć jakieś wybitniejsze dzieło. Jak już wspomniałam powyżej, cała historia przedstawiona jest dość chaotycznie. Co rusz przenosimy się do wydarzeń z przeszłości, by za chwilę nieoczekiwanie znaleźć się w teraźniejszości, albo znów skoczyć gdzieś do przodu. Przez to wszystko czasem trudno jest się połapać, w jakim wieku obecnie są dzieci i o czym my właściwie teraz czytamy. Szkoda, wielka szkoda, bo mogła być z tego świetna książka, a tak... Sam problem przemocy pod rodzinnym dachem nie wystarczył, by stworzyć powieść, która głęboko zapadłaby mi w pamięć.

Książkę jednak warto przeczytać. Dobrze jest czytać powieści poruszające trudną tematykę, gdyż może z czasem dzięki temu sami będziemy bardziej otwarci na otaczające nas zło i będziemy w stanie powiedzieć "nie!", jeśli zetkniemy się z czymś podobnym. Nie jest to jednakże powieść, która wbije nas w fotel, porazi treścią, która zapadnie nam głęboko w pamięci. Po prostu dobra książka na wolny wieczór, ale niestety nic poza tym.

recenzja pochodzi z mojego blogu:
http://magicznyswiatksiazek.blogspot.com/2012/05/26-dziewczynka-ktora-widziaa-zbyt-wiele.html


Przeczytana: 23 kwietnia, 2012

Ta książka jest tak mocna, tak poruszająca, że nie sposób przejść obok niej obojętnie. Chwilami wręcz autentycznie boli. W trakcie czytania myślałam sobie, że widocznie nie jestem gotowa na tego typu lekturę, że nie dam rady dalej, ale jest tak wciągająca i tak poruszająco napisana i tak dobrze się czyta, że połknęłam ją w 2 wieczory.
Przeżywałam ją tak mocno, dlatego, że ja się bardzo utożsamiam z bohaterami książek które czytam. Bardzo, ale to bardzo polubiłam Aarona. Młody nastoletni chłopiec z pasją, który ma poukładane w głowie, jest dobry, troskliwy, w dodatku przystojny, koleżanki o nim marzą, a on przeżywa takie piekło! Nie mogłam tego przeżyć. Przepełniała mnie cała gama emocji: złość na dorosłych, bezsilność, bezradność, rozgoryczenie, że tak się dzieje na świecie. I smutek, że przydarza się to takim wspaniałym i wartościowym ludziom. Płakałam nad tą książką, śledziłam losy Aarona i jego siostry z nadzieją, że sprawiedliwości stanie się za dość. Bo przecież nie może tak być, że dwoje tak wartościowych młodych ludzi musiało udźwignąć tyle bólu, tyle zła, tyle ciężkich i trudnych przeżyć.

Aaron i Ania to rodzeństwo. Bardzo ze sobą zżyte i wspierające się nawzajem. Głównie to Aaron niósł brzemię całego cierpienia jakie ich spotkało. Ze względu pewnie na to, że był starszym bratem. Ania bardzo uzależniła się od brata. Nie potrafiła bez niego żyć, chwilami nie dawała mu żyć. Chodziła wszędzie za nim, domagała się opieki i troski. Ale tak właśnie wyrażała się jej miłość do brata. Jedynej starszej osoby, której mogła ufać i która by jej nie zawiodła.
Rodzeństwo od najmłodszych lat przeżywa straszną traumę. Najpierw gdy Aaron ma 4lata umiera ich ojciec, Ania dopiero ma przyjść na świat. Ania nie poznała życia w prawdziwej kochającej się rodzinie. Ledwo się urodziła jej matka już chorowała na depresje na skutek śmierci męża. Zamykała się w ciemnym pokoju, brała niezliczone ilości leków nasennych i uspokajających, próbowała także targnąć się na swoje życie. W najgorszym okresie swojej choroby nienawidziła swoich dzieci. Dziećmi często zajmowała się ich ciotka – Gabrysia. Kobieta skupiona na dobrach materialnych, która nie lubiła dzieci, sama ich nie miała. Miała za to faceta – Andrzeja…
I to przez niego zaczyna się cały koszmar Ani i Aarona. Brak mi słów by o tym pisać. Zresztą.. .te sceny bolą. Bolą nieludzko. Czytając i płacząc nad Aaronem, Anią myślałam sobie: „Ileż jest takich dzieci na świecie? Samotnych, zdanych tylko na siebie? Pozbawionej prawdziwej opieki, miłości, troski. Okrutnie traktowanych przez dorosłych, którzy powinni być wsparciem. Zwłaszcza w takiej sytuacji. Te dzieciaki były skaleczone już na starcie przez własną chorą matkę. A tymczasem czekało je jeszcze więcej bólu i upokorzeń. Ileż cierpienia można znieść? Jak można znieść tyle bólu będąc tak młodym, tak niewiele wiedzącym o życiu? Tak bardzo, bardzo mocno było mi ich żal. Współczułam im z całego serca i zła byłam na Gabrysie, która dbała tylko o własne interesy i przymykała oczy na tak straszną krzywdę. Nie wspomnę o Andrzeju.. chory człowiek.. jak wielu takich bezkarnie chodzi po świecie?
I ta jawna niesprawiedliwość gdy po latach w wieku 20lat Aaron wylądowała w szpitalu psychiatrycznym, gdyż próbował targnąć się na własne życie i stwierdza „on (Andrzej) pewnie teraz dobrze sobie żyje, a ja? Dlaczego ja muszę płacić za to taką cenę?”
Rozpisałam się tu głównie o Aaronie, a przecież tytuł brzmi: „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” i jest on jak najbardziej adekwatny. Ania o której mowa w tytule odegra bardzo ważną rolę w tym aby pomóc Aaronowi

Podziwiam Małgosię, że podjęła tak trudny i kontrowersyjny temat. Uważam, że trzeba o tym pisać. Pisać aż do bólu. To od nas dorosłych zależy dzieciństwo i młodość dzieciaków w naszym otoczeniu. To my powinniśmy mieć oczy otwarte na przejawy przemocy i niesprawiedliwości i interweniować. Choć nie zawsze jest to proste.. Trzeba zauważać i otaczać opieką i troską takie dzieciaki. Dawać im dużo miłości, robić wszystko co możemy zrobić. Wielkie ukłony dla Małgosi! Książkę czyta się szybko, podobała mi się retrospekcyjna fabuła. Podobało mi się, że zdarzenia z życia Ani i Aarona były ukazywane stopniowo. Powoli zaznajamiając czytelnika z całą traumą i cierpieniem jakie było udziałem tych dzieciaków.

„Dziewczynka która widziała zbyt wiele” to ważna i wartościowa książka. Już raz pisałam tak o książce Małgosi Wardy, ale znów uważam, że powinien przeczytać ją każdy nauczyciel i rodzic. Ta lektura na długo we mnie pozostanie.


Przeczytana: 09 marca, 2012

Jest sobie rodzeństwo - Ania i Aaron. Bardzo zżyte, mogące polegać tylko na sobie. Aaron jest starszy, jest więc również bardziej opiekuńczy, troskliwy, próbuje ratować Anię i siebie przed złem. Ich ojciec nie żyje, Ania go nawet nie znała, matka od czasu śmierci ojca jest właściwie "nieobecna", nieustannie w depresji. Rodzeństwem od czasu do czasu zajmuje się siostra ojca, Gabi.

Książka zaczyna się od "trzęsienia ziemi" - Ania składa doniesienie na policję oskarżając Aarona o ... gwałt, a potem napięcie tylko rośnie. Stopniowo, z urywków wspomnień Ani, Aarona, sprzed lat, ale i sprzed kilku miesięcy poznajemy ich niełatwą historię, poznajemy historię przemocy, która dotknęła głównie Aarona. Co takiego więc się stało? Dlaczego Ania poszła na policję? Czy Aaron mógł skrzywdzić siostrę?

Autorka w bardzo delikatny i wyważony sposób prowadzi swoich bohaterów. Opisując jedynie strzępki jakichś wydarzeń pozwala nam budować własne obrazy tego, co się stało. Porusza kilka ważnych kwestii związanych z przemocą, tzw. domową. Dlaczego niektóre osoby mają do niej skłonności? Czy chodzi o chęć dominacji, a może o coś innego? Czy inne osoby, mieszkające razem z katem lub z ofiarą mogą się nie zorientować, czy raczej wybierają wyparcie tego ze świadomości? Jak i czy w ogóle można pomóc dzieciom dotkniętym przemocą, jeśli one same tej pomocy nie chcą lub nie potrafią o nią poprosić? To bardzo trudne pytania, a odpowiedzi nikt nam nie poda, te pytania pozostają z nami, do przemyślenia, zastanowienia, może małego rachunku sumienia?

Książka jest naprawdę świetnie napisana. Achronologiczna akcja sprawiła, że nie mogłam się wprost oderwać od tej, niezbyt przecież przyjemnej, lektury. Czyta się ją naprawdę lekko i szybko, również dzięki prostemu, nieudziwnionemu językowi oraz zapadającym w serce bohaterom. Na duży plus również przedstawienie świata widzianego oczami nastolatków.

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na dwie rzeczy, które w recenzjach najczęściej są pomijane lub opisane w sposób, z którym się nie zgadzam.
Niektórzy nie zgadzają się z tytułem, twierdząc, że to przecież bardziej o Aarona tu chodzi. Ja się z tym nie zgadzam absolutnie. Tytuł jest idealnie trafiony. To właśnie Ania ma w sobie odpowiednią kombinację cech, które, co prawda po czasie, pozwolą jej dokonać niezwykłego czynu. To o nią chodzi Aaronowi, to ją próbuje chronić, to ona wreszcie była świadkiem przemocy, choć dużo czasu zajęło jej uświadomienie sobie tego. To o jej stopniowym dojrzewaniu do prawdy jest ta powieść. To właśnie Ania widziała zbyt wiele i to ona musiała położyć temu kres. Skąd znalazła w sobie siłę?
Druga rzecz to Gabi. Wiele osób pisze, że najbardziej zaciekawiła ich jako postać, jako osoba, która pozwalała swojemu chłopakowi znęcać się nad Aaronem, jako osoba, która powinna była być tą silną i tą, która powie stop. Co nią kierowało, dlaczego tak postąpiła? Dlaczego nie doniosła na policję? Dla mnie odpowiedź jest prosta - to ona była przyczyną i całym motorem tego, co się później stało. Musiała pewnie bać się również konsekwencji tego, co sama zrobiła, jak sama zapoczątkowała molestowanie. Kompletnie nie mam dla niej żadnej wyrozumiałości. Dla matki zresztą ciężko też wykrzesać jakieś współczucie, niemniej jednak istnieje wiele okoliczności, które w jakimś stopniu mogą ją usprawiedliwić, czy może wytłumaczyć.

Nie będę się dużo więcej rozwodzić - sprawdźcie sami. Mnie się podobało, aczkolwiek wzbudziło też trochę mieszane uczucia. Zabrakło mi rozwinięcia pewnych wątków, zwłaszcza tego z ojcem rodzeństwa. Niemniej jednak polecam bardzo i myślę, że autorkę trzeba koniecznie dodać do listy obserwowanych - obiecujących.