Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Klątwa Tygrysa

Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Cykl: Klątwa Tygrysa (tom 1)
Wydawnictwo: Otwarte
7,44 (3581 ocen i 677 opinii) Zobacz oceny
10
829
9
477
8
592
7
632
6
417
5
253
4
142
3
123
2
72
1
44
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Tiger's Curse
data wydania
ISBN
9788375152050
liczba stron
360
słowa kluczowe
klątwa
język
polski
dodała
Noelle

Literacki fenomen! Powieść odrzucona przez wydawców, ukochana przez setki tysięcy czytelników na całym świecie!

Magnetyczne oczy tygrysa.
Pradawna klątwa, którą zdjąć może tylko ona.
Namiętność silniejsza niż strach.
Razem muszą stawić czoła mrocznym siłom.
Czy poświęcą wszystko w imię miłości?

 

źródło opisu: www.otwarte.eu

źródło okładki: www.otwarte.eu

książek: 675
Karolina | 2012-08-30
Przeczytana: 26 sierpnia 2012

Trzeba przyznać, że w kategorii książek młodzieżowych „Klątwa tygrysa” nie jest okrutna dla starszego czytelnika (nie nastolatka mam na myśli).

Najbardziej doceniam w niej przygotowanie autorki. I nie w sensie stylu pisarstwa (trudno tu mówić o jakimkolwiek), ale podłożu kulturowym. Pani Houck sporo się nagrzebała w hinduskiej mitologii oraz tajnikach indyjskiej wiary. Niby nic bardzo wielkiego, ale patrząc jakie pojęcie o świecie prezentują Amerykanie, jestem pod wrażeniem, że chciało jej się cokolwiek zgooglować plus – jak wynika z jej podziękowań – skontaktować z hinduskim kulturoznawcą.

Drugim plusem jest dorzucenie do powieści konwencji przygodowej. Przyznam, że wątki miłosne Kelsey i Rena raczej mnie śmieszą i sprawiają, że roluję oczy, dlatego miło było poczytać o ich przygodach w starożytnych świątyniach i całej tajemnicy odczarowania klątwy. Coś w stylu Indiany Jonesa, ale przynajmniej w ogóle byłam ciekawa jak to wszystko się skończy.

Zwłaszcza ten drugi powód sprawia, że na niedociągnięca, a nawet brak logiki książki można przymknąć oko. A niestety nie da się ukryć, że książkę pisała kompletna amatorka.

Po pierwsze wspomniany już styl. Narracja 17-nastoletniej Kelsey przypomina mi trochę pamiętnik 9-letniej mnie. „Wstałam, włączyłam radio, przekręciłam się na bok a potem na drugi, a potem zdecydowałam się założyć czerwoną bluzkę, bo nie miałam na sobie jeszcze nic czerwonego w tym tygodniu.”. Nie chcę przez to powiedzieć, że narratorka jest pusta, ale infantylna z pewnością.

Drugim słabym punktem jest rozwój wątków w całej historii. Szczerze mówiąc nie dziwię się żadnemu wydawnictwu, które odrzuciło „Klątwę tygrysa”. Naprawdę, naprawdę, naprawdę nikt nawet się nie zająknął, że siedemnastoletnia dziewczyna bez jakiegokolwiek doświadczenia dostaje intratną propozycję opieki nad dzikim wielkim kotem!? Czy tylko mnie oferta pana Kadama przynosi na myśl hinduski burdel, a dopiero później wakacje życia za friko?! Naprawdę jej opiekunom wystarczyła urodzinowa herbatka, żeby się zgodzić puścić Kelsey do Indii? A treser zwierząt? Zostawia dzikiego kota z dziewczyną bez żadnego doświadczenia (a patrząc na jej naiwne podniecenie wyprawą do Indii) także i rozumu/instynktu samozachowawczego? To mogłaby wymyślić nastolatka, a nie dorosła kobieta.
Później już tylko ręce opadały. Ucieczka Rena do dżungli i wspaniały pomysł Kelsey, aby w celu nieprzestraszenia hinduskich wieśniaków prowadzić go na sznurku przez dżunglę! A później karmienie go batonikami energetycznymi. I ona twierdzi, że myśli o weterynarii. P.E.T.A. powinna jej to wybić z głowy.
Książka tonie w takich absurdach. Hinduski szaman żyjący pośrodku niczego ma wannę i kuchenkę. Ren z bratem przy Kelsey kłócą się po angielsku. Kelsey nie wie, czy w USA żyją krokodyle czy aligatory, ale za to doskonale rozpoznaje wszystkie gatunki roślinności indyjskiej dżungli. I moje osobiście ulubione pytanie Kelsey: ”czy potrzebuję paszportu, żeby jechać do Indii?”.

A sam wątek miłosny? Jak mówią pięknie w krajach anglosaskich „been here, done that”. Kelsey nie różni się ani od Eleny, ani od Belli Swan. Zwykła dziewczyna, która zaraz znajdzie się w niezwykłych okolicznościach. Tajemniczy książę z bajki, który z miejsca się w niej zakochuje. Jest nawet bardziej mdławy niż Edward Cullen. To trzymanie za rękę z przysuwaniem dłoni do swojej piersi i recytowanie hinduskich wierszy – klasyk. A potem jego brat (kłaniają się „Pamiętniki wampirów”). Druga część powieści poświęcona jest wydumanemu problemowi Kelsey na temat odkochania się (ach, która z nas tego nie przyżyła?). Przyznam jednak, że pseudo-feministyczny zryw jest dużo bardziej zabawny niż wpatrzenie Belli w Edwarda, co zakrawało już o chorobę psychiczną. Szkoda tylko, że ma iście „kobiecą” logikę. Patrząc jednak na to, że brat Rena też się w Kelsey błyskawicznie zakochuje, naprawdę nie sposób nie pomyśleć, ze chyba jeden i drugi za długo siedzieli w dżungli bez kobiet (tygrysic?)

Jeśli możecie przeczytać z przymrużeniem oka o nastoletnich rozterkach miłosnych i nie zaboli was amatorskie pisarstwo, to całkiem fajna pozycja na jakieś leniwe popołudnie.I tak, przeczytam drugą część. ;)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ojciec nieświęty

Niewygodna prawda której nie akceptują "katolicy". Prawda o wykreowanym naciąganie "autorytecie".

zgłoś błąd zgłoś błąd