Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Okładka książki Tajny dziennik

Tajny dziennik

Autor:
szczegółowe informacje
wydawnictwo
Znak
data wydania
ISBN
978-83-240-1888-8
liczba stron
920
język
polski
typ
papier
dodała
Ag2S
7,35 (97 ocen i 19 opinii)

Opis książki

Najważniejsze wydarzenie literackie 2012 roku! Nikt nie mógł przeczytać Tajnego dziennika wcześniej. Cała twórczość Białoszewskiego to osobliwy pamiętnik. To dzieło - ze względu na stopień szczerości i samoobnażenia - mogło zostać wydane dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci poety. W swojej „domowej epopei” Białoszewski przygląda się ludziom, znanym i nieznanym. Przygląda się również sobie, ods...

Najważniejsze wydarzenie literackie 2012 roku!



Nikt nie mógł przeczytać Tajnego dziennika wcześniej. Cała twórczość Białoszewskiego to osobliwy pamiętnik. To dzieło - ze względu na stopień szczerości i samoobnażenia - mogło zostać wydane dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci poety. W swojej „domowej epopei” Białoszewski przygląda się ludziom, znanym i nieznanym. Przygląda się również sobie, odsłania bujne życie towarzyskie, artystyczne, prywatne, erotyczne. Grzesznik, który „grzech” swój wybrał i przełamał tabu. Optymista, któremu życie nie oszczędziło męczarni, choroby i samotności.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2012

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3243,tytul,Tajny%20dziennik

pokaż więcej

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Gdzie kupić?
Sklep
Format
Cena
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Polecamy

Oficjalna recenzja
Róża_Bzowa książek: 4471

Mironlandia – kraina wolności

Lektura dziennika Białoszewskiego przynosi cały bukiet emocji. Poeta, który często hojnie obdarowywał innych kwiatami – ot, tak, bez specjalnej okazji – nie skąpił również czytelnikom różnych niespodzianek, ukrytych przemyślnie między słowami, akapitami, a nawet znakami przestankowymi (vide zapis dialogów w tomie). Tom obfituje bowiem w zaskoczenia na wielu płaszczyznach – od różnorodnej formy, przez treść, objętość, galerię postaci, po zmieniające się wreszcie jak w kalejdoskopie emocje czytelnika. Forma – jak to u Mirona – jest niepowtarzalna, cechuje się mironowską frazą, rytmem, zmiennością i specyficznym zapisem. Rozrzut treści przyprawia o lekkie zawstydzenie mniej obytego czytelnika, obejmuje bowiem tematykę od stworzenia świata (biblijną, metafizyczną), przez historię starożytną, średniowieczną, oświeceniową do najnowszej, wydarzenia na świecie, botanikę i zoologię (ze szczególnym uwzględnieniem kotów i psów), sztukę we wszystkich formach aż po filozofię, teologię a nawet... pragmatykę w postaci pracy urzędników państwowych. Autor zaskakuje swoimi umiejętnościami profetycznymi (kilka jego przepowiedni dotyczących przyszłości się sprawdziło) przy jednoczesnej ignorancji w zakresie orientacji w bieżących wydarzeniach w kraju i na świecie (nie oglądał telewizji, nie czytał prasy, a nawet nie słuchał radia).

W „Tajnym dzienniku” jest jak w życiu – raz ciekawie, raz nudno, czasem odkrywczo, potem przewidywalnie, momentami twórczo, a momentami nijako. Na kartach dziennika przewijają się postaci ważne dla polskiej kultury, sztuki, polityki, historii i nauki, osoby żyjące i historyczne, bohaterowie literaccy i tacy, którzy są przedmiotami estetycznych, czy etycznych dyskusji. Nie brak w tomie zarówno ciepłych, jak i ostrych słów pod ich adresem, zarówno odautorskich, jak i będących zapisem opinii osób z otoczenia autora.

Tomisko (ponad 900 stron!) w pierwszym dniu lektury budziło we mnie zniecierpliwienie i irytację. Wraz z upływającym czasem i zmniejszającą się liczbą kartek po prawej stronie rozłożonej księgi coraz chętniej poddawałam się niespiesznemu rytmowi tych refleksji, ich nieznośnej mocy trzymania uwagi na uwięzi. Zaś po przekroczeniu połowy przyłapywałam się w czasie przerwy w lekturze na rozmyślaniach o tym, co się dzieje u Mirona. Z pewnością czytanie ułatwiła mi wcześniejsza lektura biografii Białoszewskiego pióra Tadeusza Sobolewskiego, dzięki której opisywane osoby, czy niektóre ze specyficznych określeń autora „Pamiętnika z powstania warszawskiego” nie były już dla mnie tajemnicą. Na pochwałę zasługuje rzetelna praca redakcyjna – książka obfituje w przypisy, a w niektórych miejscach tekstu poprawki redakcyjne, czy drobne wstawki ułatwiają zrozumienie myśli autora. Z klimatem słów niespodziewanie złączyła się forma publikacji, ponieważ mimo pozorów solidnej, szytej oprawy tom rozpadł mi się na okładkę oraz kilka oderwanych bloków kartek, co dziwnie korespondowało z pokawałkowaną narracją, przeskokami tematycznymi, czy formalnymi zastosowanymi przez autora i zupełnie nie przeszkadzało w lekturze, a wręcz przeciwnie – dało wytchnienie zmęczonym ciężarem (niekoniecznie gatunkowym) woluminu nadgarstkom.

Ciekawie wypada porównanie zapisków Białoszewskiego z refleksjami, często na temat tych samych zdarzeń czy osób, jego wieloletniej sekretarki Jadwigi Stańczakowej. Dwa tomy wspomnień i opowiadań tej ociemniałej dziennikarki, poetki i pisarki czytałam jakiś czas temu, wciąż jednak pamiętam czułość i miłość, z jakimi opisywała poetę. Co ciekawe autor „Tajnego dziennika” przedstawił Stańczakową raczej pozytywnie, choć często z pewną dozą ironii, a czasami nawet zniecierpliwienia, ale – co charakterystyczne – samego siebie również nie oszczędził, ani nie wybielił i namalował swój autoportret jako samotnika z wielką potrzebą towarzystwa, człowieka trudnego we współżyciu, czasem zgryźliwego, czy wręcz egocentryka. Dobrze jest skonfrontować oba portrety z ich obrazem stworzonym przez osobę bliską poecie, jaką była autorka „Ślepaka” – da to pełniejszy obraz i pozwoli uchwycić złożoność obu postaci.

Opasły tom, na który składają się tajne notatki Białoszewskiego, daje możliwość odbycia swoistej podróży w czasie i przestrzeni. W czasie – ponieważ przenosimy się w latach 70. i 80. poprzedniego wieku, w przestrzeni – bowiem opisywane przez autora sytuacje oraz on sam ulokowani są w różnych miejscach w Polsce, jak i poza jej granicami m in. w Macedonii i USA. Dodatkowo możemy oddać się swoistej reminiscencji – to znaczy ci z nas, którzy pamiętają wspomniane lata – zanurzając się w szarości życia własnego i rodaków w realiach poprzedniego ustroju. Tak jednak może się wydawać czytelnikowi na początku lektury. Bowiem już po kilkunastu stronach można ze zdziwieniem zauważyć, że wspomniane realia to w zasadzie margines, odległe tło opisywanych wydarzeń. Oto przed oczami czytelnika jawi się niezwykła kraina – Mironlandia. Obowiązują w niej zupełnie inne prawa (również fizyczne) i zasady, niż w otaczającej rzeczywistości. Prymat ma tutaj wolna myśl, nowe skojarzenia i wynikające z nich nowe słowa. Polityka nie ma tu dostępu, choć jej zachłanne macki czasem wślizgną się przez uchylone drzwi czy okno. Nieistotna jest godzina, pora dnia czy dzień tygodnia – każda z nich jest dobra i może stać się czasem refleksji, lektury, pisania, rozmowy telefonicznej czy odwiedzin – tych składanych i tych przyjętych. Zamiast powszechnego narzekania odbywają się prawdziwe rozmowy i spotkania międzyludzkie, wymiana zdań o literaturze, malarstwie, teatrze czy kinie albo tylko – nie tylko, aż! – o życiu. W odróżnieniu jednak od innych dzienników wielkich ludzi pióra Białoszewski nie epatuje swoją erudycją, nie konstruuje wielkich traktatów filozoficzno-egzystencjalnych i nie szlifuje opowieści o własnych czynach i słowach do postaci monumentalnego pomnika. W rzeczywistości gdzieś tam się rozmywa, często chowa za słowami innych lub luźnymi skojarzeniami co powoduje, że – paradoksalnie – autor jest obecny w każdej literze i każdej pauzie książki.

Największym jednak sukcesem – nie, raczej jemu nie spodobałoby się to słowo z całym przypisanym mu dzisiaj medialnym blaskiem, może użyjmy lepiej słowa „zwycięstwo” – zatem największym zwycięstwem Mirona Białoszewskiego, wyzierającym z każdej strony tego pisanego życiem woluminu, jest niesamowita wolność. Wolność od polityki, wolność w wyrażaniu siebie, swojej osobowości, wolność twórcza, wolność w sferze tożsamości seksualnej czy wreszcie wolność metafizyczna. Zakrawa to na swoisty paradoks, ale jako człowiek i jako twórca Białoszewski w czasach PRL-u, również w stanie wojennym, jest człowiekiem wolnym od ograniczeń i uwarunkowań niż dziś pierwszy z brzegu pisarz czy przeciętny człowiek. Nieograniczona przestrzeń, której tak wiele w jego wierszach czy prozie, wywalczyła sobie należne miejsce również w jego życiu. Teraz również my, czytelnicy, możemy stać się jej uczestnikami, choćby tylko na czas tej szczególnej lektury.

Jowita Marzec

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników
książek: 2283
kasandra_85 | 2012-03-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: marzec 2012

http://kasandra-85.blogspot.com/2012/03/tajny-dziennik-miron-biaoszewski.html

książek: 237
Anita | 2014-03-24
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Zadziwiające są dla mnie wypowiedzi niektórych moich znajomych, że książkę ta czytało się im łatwo i przyjemnie. Nie wierzę!
Kupiłam ją (to już któryś taki przypadek) po tym, jak usłyszałam kilka fragmentów w Trójce. Czytane w radiu brzmiały bardzo dobrze. Co prawda będąc już w księgarni przeraziłam się trochę rozmiarami tego tomiszcza, ale dzielnie podeszłam do kasy, zapłaciłam i wyszłam z dodatkowymi 3 kilogramami w torebce. Rzuciłam się na nią natychmiast po powrocie do domu. I już od pierwszej strony zrozumiałam, że nie będzie łatwo. Chcesz czytać ambitne książki? To masz!
Mnóstwo przypisów, mój problem w połapaniu się kto jest kim, kto teraz z kim rozmawia, czego zrozumienia nie ułatwia, nazwijmy to, "luźny" styl Białoszewskiego. Czułam się trochę tak, jakbym weszła do pokoju w środku rozmowy obcych osób.
Ale. Nie przeszkodziło mi to w tym, żeby tą książką się zachwycać. Po uświadomieniu sobie, że to naprawdę musiało wyglądać tak, że Miron w trakcie rozmowy siadał gdzie...

książek: 636
mag | 2012-05-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Nazywany był poetą rupieci i przedmieść, piewca codzienności, który od dnia stronił i nocą dopiero odżywał. Niczym wampir. Jego utwory zostały wrzucone przez teoretyków literatury do worka z lingwizmem. Tak, bo Białoszewski wyciskał z języka wszystkie możliwe soki. Bawił się słowem, żonglował znaczeniami, brzmieniem, tworzył nowy kod, własny kod. To w nim cenię. Uwielbiam wiersz „Mironczarnia", który zawsze mi towarzyszy, gdy niemoc jakaś mnie nachodzi i żadne zdanie nie chce się pod palcami na klawiaturze wykluć.

W szkole niewiele mówiło się o Białoszewskim, ot kilka wierszy polonista omówił, w radiu słyszało się Demarczyk i jej wykonanie „Karuzeli z madonnami", a na studiach w lekturach obowiązkowych znajdował się „Pamiętnik z powstania warszawskiego". Niewiele tego, ale postać poety mnie zaintrygowała, dlatego z niecierpliwością czekałam na wydanie „Tajnego dziennika".

Już kilka miesięcy przed ukazaniem się na rynku, dziennik Białoszewskiego został okrzyknięty najbardziej wyczeki...

książek: 1190
Ines | 2012-09-12
Przeczytana: 05 września 2012

Mimo mojej niewątpliwej sympatii do „Pamiętnika z powstania warszawskiego” nie należę do fanów Mirona Białoszewskiego. Za mało poznałam jego twórczość, choć zawsze pociągała mnie ta jego oryginalność, zainteresowanie słowem, rzeczami banalnymi czerpanymi z codzienności. Kiedy na rynku pojawił się „Tajny dziennik”, określany mianem najważniejszego wydarzenia literackiego 2012 roku, postanowiłam się ‘poprawić’ i najpierw poznać pisarza, a dopiero później jego dzieła. Nie ukrywam, iż ta „domowa epopeja”, jak się określa najnowszą publikację Białoszewskiego, zaskoczyła mnie. I nie chodzi o liczbę stron, ale o fakt, iż napisać prawie 1000 stron o szarej rzeczywistości PRL-u, życiu codziennym, zwyczajnym, pozbawionym spektakularnych wydarzeń jest nie lada wyczynem. Nie ukrywam, że dla mnie „Tajny dziennik” był wyzwaniem, bo jak pisze sam autor jego „dziennik jest żywą powieścią, w której ja i inni jesteśmy bohaterami niewiedzącymi, jak i co będzie jutro, za godzinę. Zmieniamy nieraz zdanie,...

książek: 1306
Monka | 2012-08-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 sierpnia 2012

No niestety poległam i przeczytałam ten dziennik tylko we fragmentach. Jak dla mnie zbyt Białoszewski ;)

książek: 338

Lepiej, żeby tej opinii nie czytał żaden psychiatra. Bo. Moim prywatnym, osobistym, oczywiście nieobiektywnym zdaniem, książki "wyczuwają" jakie mamy do nich nastawienie. W ubiegłym roku, kiedy dostałam "Tajny Dziennik" na urodziny, oprócz wielkiej radości, poczułam też lęk przed tym czy sprostam i przeczytaniu i zrozumieniu Białoszewskiego (lekcje polskiego z liceum i "przerabianie" "pisarzy" to- znów moim prywatnym zdaniem, najlepsza droga do tego żeby raz na zawsze obrzydzić sobie literaturę). Jak nie trudno się domyślić, rok temu ( z takim nastawieniem) porzuciłam Dziennik po 30 stronach, z trudem ogarniając mnogość osób i zawiłości wynikające z ogromnej liczby przypisów.
Na szczęście- miałam imieniny, na które dostałam "Człowieka- Mirona".
Na szczęście- wylądowałam we wrześniu w szpitalu, co uniemożliwiło zdawania ważnego w moim życiu egzaminu, ale rozgrzeszyło z bezkarnego czytania hurtowej ilości książek. Wróciłam więc do Mirona. Najpierw do cudownej biografii, a teraz do Dzienn...

książek: 85
roth | 2012-03-07
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 marca 2012

„Tajny dziennik” Mirona Białoszewskiego reklamowany jest jako wydarzenie literackie roku, choć to dopiero jego początek, to i tak publikacja dziennika wybitnego poety po prawie 30 latach od jego śmierci zasługuje na takie miano. Natomiast już po przeczytaniu „Tajnego dziennika” można się tylko utwierdzić w tym przekonaniu. Sposób prowadzenia dziennika przez Białoszewskiego nie jest oderwany od jego poezji i prozy, lecz może zostać potraktowany jako pewne uzupełnienie, w którym widać jego zainteresowanie codziennością. Brak tu wydumanych rozważań nad sztuką i filozofią, zamiast nich pełno tu codziennych, prywatnych historii, wręcz błahych, ale pokazujących życie i jego pragnienie przez autora.

książek: 589
here_kitty | 2014-08-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 sierpnia 2014

Znalazłam się w PRL-owskim świecie artystów, mogłam choć trochę wyobrazić sobie, co przeżywali w tym czasie. To dość osobiste zapiski, dlatego miałam trochę wrażenie naruszenia prywatności, ale z drugiej strony - całkiem przyjemnie się czytało i nieraz nawet na twarzy zagościł uśmiech.

książek: 5
DominikDolnoślązak | 2014-03-22
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 2013 rok

Wspaniałe dopełnienie twórczości Mirona Białoszewskiego. w "Tajnym dzienniku" "prawdziwy, bez maski na twarzy" Miron ukazuje swoje życie, problemy i radości codziennej egzystencji w PRL.

książek: 52
ktomczyk | 2013-11-09
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: październik 2013

Nie zawiodła mnie aż do ostaniej strony, zjawiskowa, wzruszająca, błyskotliwa.


Załóż konto za darmo!
Utwórz konto
Rejestrując się w serwisie akceptujesz regulamin i zgadzasz się z polityką prywatności.

Pobierz aplikację mobilną

Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Kalendarium literackie
  • Sławomir Koper
    51. rocznica
    urodzin
    Historia nigdy nie jest wyłącznie czarno-biała, jak to z reguły opisują nasi historycy. Ma wiele kolorów, tak jak barwne jest codzienne życie i barwni są jego bohaterowie.
  • Isaac Bashevis Singer
    112. rocznica
    urodzin
    Wszyscy gramy w szachy z Losem. On robi ruch i my robimy ruch. On usiłuje dać nam szacha i mata w trzech posunięciach, a my próbujemy temu zapobiec. Wiemy, że nie jesteśmy w stanie wygrać, ale mamy chęć pokazać mu prawdziwą walkę.
  • Nik Pierumow
    51. rocznica
    urodzin
    Nadziei nie ma tylko dla tych, którzy dobrowolnie z niej rezygnują.
  • Guy N. Smith
    75. rocznica
    urodzin
  • Voltaire
    320. rocznica
    urodzin
    - Co to takiego "optymizm"? - spytał Kakambo.
    - Ach - odparł Kandyd - to obłęd dowodzenia, że wszystko jest dobrze, kiedy nam się dzieje źle.
  • Michael Grant
    100. rocznica
    urodzin
    Tłum z płonących dzielnic, chcą przeżyć. Kto ich o to prosił?
  • Yvonne Woon
    30. rocznica
    urodzin
    Czasem warto skupić się na dobrych wspomnieniach. Przypominają człowiekowi, że szczęście jednak istnieje (...)
  • Thomas Enger
    41. rocznica
    urodzin
  • Anne McCaffrey
    3. rocznica
    śmierci
    Zakaz tylko zwiększa pragnienie.
  • Richard Leigh
    7. rocznica
    śmierci

Znajdź nas na Facebooku

zgłoś błąd zgłoś błąd