Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Okładka książki Tajny dziennik

Tajny dziennik

Autor:
szczegółowe informacje
wydawnictwo
Znak
data wydania
ISBN
978-83-240-1888-8
liczba stron
920
język
polski
typ
papier
dodała
Ag2S
7.31 (93 ocen i 18 opinii)

Opis książki

Najważniejsze wydarzenie literackie 2012 roku! Nikt nie mógł przeczytać Tajnego dziennika wcześniej. Cała twórczość Białoszewskiego to osobliwy pamiętnik. To dzieło - ze względu na stopień szczerości i samoobnażenia - mogło zostać wydane dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci poety. W swojej „domowej epopei” Białoszewski przygląda się ludziom, znanym i nieznanym. Przygląda się również sobie, ods...

Najważniejsze wydarzenie literackie 2012 roku!



Nikt nie mógł przeczytać Tajnego dziennika wcześniej. Cała twórczość Białoszewskiego to osobliwy pamiętnik. To dzieło - ze względu na stopień szczerości i samoobnażenia - mogło zostać wydane dopiero kilkadziesiąt lat po śmierci poety. W swojej „domowej epopei” Białoszewski przygląda się ludziom, znanym i nieznanym. Przygląda się również sobie, odsłania bujne życie towarzyskie, artystyczne, prywatne, erotyczne. Grzesznik, który „grzech” swój wybrał i przełamał tabu. Optymista, któremu życie nie oszczędziło męczarni, choroby i samotności.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2012

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3243,tytul,Tajny%20dziennik

pokaż więcej

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Gdzie kupić?
Sklep
Format
Cena
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Polecamy

Oficjalna recenzja
Róża_Bzowa książek: 4379

Mironlandia – kraina wolności

Lektura dziennika Białoszewskiego przynosi cały bukiet emocji. Poeta, który często hojnie obdarowywał innych kwiatami – ot, tak, bez specjalnej okazji – nie skąpił również czytelnikom różnych niespodzianek, ukrytych przemyślnie między słowami, akapitami, a nawet znakami przestankowymi (vide zapis dialogów w tomie). Tom obfituje bowiem w zaskoczenia na wielu płaszczyznach – od różnorodnej formy, przez treść, objętość, galerię postaci, po zmieniające się wreszcie jak w kalejdoskopie emocje czytelnika. Forma – jak to u Mirona – jest niepowtarzalna, cechuje się mironowską frazą, rytmem, zmiennością i specyficznym zapisem. Rozrzut treści przyprawia o lekkie zawstydzenie mniej obytego czytelnika, obejmuje bowiem tematykę od stworzenia świata (biblijną, metafizyczną), przez historię starożytną, średniowieczną, oświeceniową do najnowszej, wydarzenia na świecie, botanikę i zoologię (ze szczególnym uwzględnieniem kotów i psów), sztukę we wszystkich formach aż po filozofię, teologię a nawet... pragmatykę w postaci pracy urzędników państwowych. Autor zaskakuje swoimi umiejętnościami profetycznymi (kilka jego przepowiedni dotyczących przyszłości się sprawdziło) przy jednoczesnej ignorancji w zakresie orientacji w bieżących wydarzeniach w kraju i na świecie (nie oglądał telewizji, nie czytał prasy, a nawet nie słuchał radia).

W „Tajnym dzienniku” jest jak w życiu – raz ciekawie, raz nudno, czasem odkrywczo, potem przewidywalnie, momentami twórczo, a momentami nijako. Na kartach dziennika przewijają się postaci ważne dla polskiej kultury, sztuki, polityki, historii i nauki, osoby żyjące i historyczne, bohaterowie literaccy i tacy, którzy są przedmiotami estetycznych, czy etycznych dyskusji. Nie brak w tomie zarówno ciepłych, jak i ostrych słów pod ich adresem, zarówno odautorskich, jak i będących zapisem opinii osób z otoczenia autora.

Tomisko (ponad 900 stron!) w pierwszym dniu lektury budziło we mnie zniecierpliwienie i irytację. Wraz z upływającym czasem i zmniejszającą się liczbą kartek po prawej stronie rozłożonej księgi coraz chętniej poddawałam się niespiesznemu rytmowi tych refleksji, ich nieznośnej mocy trzymania uwagi na uwięzi. Zaś po przekroczeniu połowy przyłapywałam się w czasie przerwy w lekturze na rozmyślaniach o tym, co się dzieje u Mirona. Z pewnością czytanie ułatwiła mi wcześniejsza lektura biografii Białoszewskiego pióra Tadeusza Sobolewskiego, dzięki której opisywane osoby, czy niektóre ze specyficznych określeń autora „Pamiętnika z powstania warszawskiego” nie były już dla mnie tajemnicą. Na pochwałę zasługuje rzetelna praca redakcyjna – książka obfituje w przypisy, a w niektórych miejscach tekstu poprawki redakcyjne, czy drobne wstawki ułatwiają zrozumienie myśli autora. Z klimatem słów niespodziewanie złączyła się forma publikacji, ponieważ mimo pozorów solidnej, szytej oprawy tom rozpadł mi się na okładkę oraz kilka oderwanych bloków kartek, co dziwnie korespondowało z pokawałkowaną narracją, przeskokami tematycznymi, czy formalnymi zastosowanymi przez autora i zupełnie nie przeszkadzało w lekturze, a wręcz przeciwnie – dało wytchnienie zmęczonym ciężarem (niekoniecznie gatunkowym) woluminu nadgarstkom.

Ciekawie wypada porównanie zapisków Białoszewskiego z refleksjami, często na temat tych samych zdarzeń czy osób, jego wieloletniej sekretarki Jadwigi Stańczakowej. Dwa tomy wspomnień i opowiadań tej ociemniałej dziennikarki, poetki i pisarki czytałam jakiś czas temu, wciąż jednak pamiętam czułość i miłość, z jakimi opisywała poetę. Co ciekawe autor „Tajnego dziennika” przedstawił Stańczakową raczej pozytywnie, choć często z pewną dozą ironii, a czasami nawet zniecierpliwienia, ale – co charakterystyczne – samego siebie również nie oszczędził, ani nie wybielił i namalował swój autoportret jako samotnika z wielką potrzebą towarzystwa, człowieka trudnego we współżyciu, czasem zgryźliwego, czy wręcz egocentryka. Dobrze jest skonfrontować oba portrety z ich obrazem stworzonym przez osobę bliską poecie, jaką była autorka „Ślepaka” – da to pełniejszy obraz i pozwoli uchwycić złożoność obu postaci.

Opasły tom, na który składają się tajne notatki Białoszewskiego, daje możliwość odbycia swoistej podróży w czasie i przestrzeni. W czasie – ponieważ przenosimy się w latach 70. i 80. poprzedniego wieku, w przestrzeni – bowiem opisywane przez autora sytuacje oraz on sam ulokowani są w różnych miejscach w Polsce, jak i poza jej granicami m in. w Macedonii i USA. Dodatkowo możemy oddać się swoistej reminiscencji – to znaczy ci z nas, którzy pamiętają wspomniane lata – zanurzając się w szarości życia własnego i rodaków w realiach poprzedniego ustroju. Tak jednak może się wydawać czytelnikowi na początku lektury. Bowiem już po kilkunastu stronach można ze zdziwieniem zauważyć, że wspomniane realia to w zasadzie margines, odległe tło opisywanych wydarzeń. Oto przed oczami czytelnika jawi się niezwykła kraina – Mironlandia. Obowiązują w niej zupełnie inne prawa (również fizyczne) i zasady, niż w otaczającej rzeczywistości. Prymat ma tutaj wolna myśl, nowe skojarzenia i wynikające z nich nowe słowa. Polityka nie ma tu dostępu, choć jej zachłanne macki czasem wślizgną się przez uchylone drzwi czy okno. Nieistotna jest godzina, pora dnia czy dzień tygodnia – każda z nich jest dobra i może stać się czasem refleksji, lektury, pisania, rozmowy telefonicznej czy odwiedzin – tych składanych i tych przyjętych. Zamiast powszechnego narzekania odbywają się prawdziwe rozmowy i spotkania międzyludzkie, wymiana zdań o literaturze, malarstwie, teatrze czy kinie albo tylko – nie tylko, aż! – o życiu. W odróżnieniu jednak od innych dzienników wielkich ludzi pióra Białoszewski nie epatuje swoją erudycją, nie konstruuje wielkich traktatów filozoficzno-egzystencjalnych i nie szlifuje opowieści o własnych czynach i słowach do postaci monumentalnego pomnika. W rzeczywistości gdzieś tam się rozmywa, często chowa za słowami innych lub luźnymi skojarzeniami co powoduje, że – paradoksalnie – autor jest obecny w każdej literze i każdej pauzie książki.

Największym jednak sukcesem – nie, raczej jemu nie spodobałoby się to słowo z całym przypisanym mu dzisiaj medialnym blaskiem, może użyjmy lepiej słowa „zwycięstwo” – zatem największym zwycięstwem Mirona Białoszewskiego, wyzierającym z każdej strony tego pisanego życiem woluminu, jest niesamowita wolność. Wolność od polityki, wolność w wyrażaniu siebie, swojej osobowości, wolność twórcza, wolność w sferze tożsamości seksualnej czy wreszcie wolność metafizyczna. Zakrawa to na swoisty paradoks, ale jako człowiek i jako twórca Białoszewski w czasach PRL-u, również w stanie wojennym, jest człowiekiem wolnym od ograniczeń i uwarunkowań niż dziś pierwszy z brzegu pisarz czy przeciętny człowiek. Nieograniczona przestrzeń, której tak wiele w jego wierszach czy prozie, wywalczyła sobie należne miejsce również w jego życiu. Teraz również my, czytelnicy, możemy stać się jej uczestnikami, choćby tylko na czas tej szczególnej lektury.

Jowita Marzec

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników
książek: 2283
kasandra_85 | 2012-03-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: marzec 2012

http://kasandra-85.blogspot.com/2012/03/tajny-dziennik-miron-biaoszewski.html

książek: 259
Anita | 2014-03-24
Na półkach: Posiadam, Przeczytane

Zadziwiające są dla mnie wypowiedzi niektórych moich znajomych, że książkę ta czytało się im łatwo i przyjemnie. Nie wierzę!
Kupiłam ją (to już któryś taki przypadek) po tym, jak usłyszałam kilka fragmentów w Trójce. Czytane w radiu brzmiały bardzo dobrze. Co prawda będąc już w księgarni przeraziłam się trochę rozmiarami tego tomiszcza, ale dzielnie podeszłam do kasy, zapłaciłam i wyszłam z dodatkowymi 3 kilogramami w torebce. Rzuciłam się na nią natychmiast po powrocie do domu. I już od pierwszej strony zrozumiałam, że nie będzie łatwo. Chcesz czytać ambitne książki? To masz!
Mnóstwo przypisów, mój problem w połapaniu się kto jest kim, kto teraz z kim rozmawia, czego zrozumienia nie ułatwia, nazwijmy to, "luźny" styl Białoszewskiego. Czułam się trochę tak, jakbym weszła do pokoju w środku rozmowy obcych osób.
Ale. Nie przeszkodziło mi to w tym, żeby tą książką się zachwycać. Po uświadomieniu sobie, że to naprawdę musiało wyglądać tak, że Miron w trakcie rozmowy siadał gdzie...

książek: 624
mag | 2012-05-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Nazywany był poetą rupieci i przedmieść, piewca codzienności, który od dnia stronił i nocą dopiero odżywał. Niczym wampir. Jego utwory zostały wrzucone przez teoretyków literatury do worka z lingwizmem. Tak, bo Białoszewski wyciskał z języka wszystkie możliwe soki. Bawił się słowem, żonglował znaczeniami, brzmieniem, tworzył nowy kod, własny kod. To w nim cenię. Uwielbiam wiersz „Mironczarnia", który zawsze mi towarzyszy, gdy niemoc jakaś mnie nachodzi i żadne zdanie nie chce się pod palcami na klawiaturze wykluć.

W szkole niewiele mówiło się o Białoszewskim, ot kilka wierszy polonista omówił, w radiu słyszało się Demarczyk i jej wykonanie „Karuzeli z madonnami", a na studiach w lekturach obowiązkowych znajdował się „Pamiętnik z powstania warszawskiego". Niewiele tego, ale postać poety mnie zaintrygowała, dlatego z niecierpliwością czekałam na wydanie „Tajnego dziennika".

Już kilka miesięcy przed ukazaniem się na rynku, dziennik Białoszewskiego został okrzyknięty najbardziej wyczeki...

książek: 1184
Ines | 2012-09-12
Przeczytana: 05 września 2012

Mimo mojej niewątpliwej sympatii do „Pamiętnika z powstania warszawskiego” nie należę do fanów Mirona Białoszewskiego. Za mało poznałam jego twórczość, choć zawsze pociągała mnie ta jego oryginalność, zainteresowanie słowem, rzeczami banalnymi czerpanymi z codzienności. Kiedy na rynku pojawił się „Tajny dziennik”, określany mianem najważniejszego wydarzenia literackiego 2012 roku, postanowiłam się ‘poprawić’ i najpierw poznać pisarza, a dopiero później jego dzieła. Nie ukrywam, iż ta „domowa epopeja”, jak się określa najnowszą publikację Białoszewskiego, zaskoczyła mnie. I nie chodzi o liczbę stron, ale o fakt, iż napisać prawie 1000 stron o szarej rzeczywistości PRL-u, życiu codziennym, zwyczajnym, pozbawionym spektakularnych wydarzeń jest nie lada wyczynem. Nie ukrywam, że dla mnie „Tajny dziennik” był wyzwaniem, bo jak pisze sam autor jego „dziennik jest żywą powieścią, w której ja i inni jesteśmy bohaterami niewiedzącymi, jak i co będzie jutro, za godzinę. Zmieniamy nieraz zdanie,...

książek: 1300
Monka | 2012-08-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 sierpnia 2012

No niestety poległam i przeczytałam ten dziennik tylko we fragmentach. Jak dla mnie zbyt Białoszewski ;)

książek: 334

Lepiej, żeby tej opinii nie czytał żaden psychiatra. Bo. Moim prywatnym, osobistym, oczywiście nieobiektywnym zdaniem, książki "wyczuwają" jakie mamy do nich nastawienie. W ubiegłym roku, kiedy dostałam "Tajny Dziennik" na urodziny, oprócz wielkiej radości, poczułam też lęk przed tym czy sprostam i przeczytaniu i zrozumieniu Białoszewskiego (lekcje polskiego z liceum i "przerabianie" "pisarzy" to- znów moim prywatnym zdaniem, najlepsza droga do tego żeby raz na zawsze obrzydzić sobie literaturę). Jak nie trudno się domyślić, rok temu ( z takim nastawieniem) porzuciłam Dziennik po 30 stronach, z trudem ogarniając mnogość osób i zawiłości wynikające z ogromnej liczby przypisów.
Na szczęście- miałam imieniny, na które dostałam "Człowieka- Mirona".
Na szczęście- wylądowałam we wrześniu w szpitalu, co uniemożliwiło zdawania ważnego w moim życiu egzaminu, ale rozgrzeszyło z bezkarnego czytania hurtowej ilości książek. Wróciłam więc do Mirona. Najpierw do cudownej biografii, a teraz do Dzienn...

książek: 79
roth | 2012-03-07
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 marca 2012

„Tajny dziennik” Mirona Białoszewskiego reklamowany jest jako wydarzenie literackie roku, choć to dopiero jego początek, to i tak publikacja dziennika wybitnego poety po prawie 30 latach od jego śmierci zasługuje na takie miano. Natomiast już po przeczytaniu „Tajnego dziennika” można się tylko utwierdzić w tym przekonaniu. Sposób prowadzenia dziennika przez Białoszewskiego nie jest oderwany od jego poezji i prozy, lecz może zostać potraktowany jako pewne uzupełnienie, w którym widać jego zainteresowanie codziennością. Brak tu wydumanych rozważań nad sztuką i filozofią, zamiast nich pełno tu codziennych, prywatnych historii, wręcz błahych, ale pokazujących życie i jego pragnienie przez autora.

książek: 562
here_kitty | 2014-08-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 sierpnia 2014

Znalazłam się w PRL-owskim świecie artystów, mogłam choć trochę wyobrazić sobie, co przeżywali w tym czasie. To dość osobiste zapiski, dlatego miałam trochę wrażenie naruszenia prywatności, ale z drugiej strony - całkiem przyjemnie się czytało i nieraz nawet na twarzy zagościł uśmiech.

książek: 0
| 2014-01-20
Na półkach: Posiadam, Przeczytane
Przeczytana: luty 2012

Niby, prawda, ładnie, bo twarda oprawa i człowiek (znaczy ja) się cieszy, a tu proszę - strony klejone, a nie szyte. Ktokolwiek wpadł na to rozwiązanie, jest baranem. #firstworldproblems

(Ocena skrajnie subiektywna, gdyż albowiem Białoszewski to bóg. #botak)

książek: 5
DominikDolnoślązak | 2014-03-22
Na półkach: Posiadam, Przeczytane
Przeczytana: 2013 rok

Wspaniałe dopełnienie twórczości Mirona Białoszewskiego. w "Tajnym dzienniku" "prawdziwy, bez maski na twarzy" Miron ukazuje swoje życie, problemy i radości codziennej egzystencji w PRL.


Załóż konto za darmo!
Utwórz konto
Rejestrując się w serwisie akceptujesz regulamin i zgadzasz się z polityką prywatności.

Pobierz aplikację mobilną

Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Kalendarium literackie
  • C.J. Cherryh
    72. rocznica
    urodzin
  • Scott Ciencin
    52. rocznica
    urodzin
  • Antonina Domańska
    161. rocznica
    urodzin
  • Marina Mayoral
    72. rocznica
    urodzin
    A tata wyjął z plecaka książkę i rzekł:
    - Poznacie tam na pewno wielu przyjaciół, ale i tak chciałbym wam to dać, bo przecież wiecie, że książka jest...
    - Przyjacielem na całe życie! - wyrecytowały chórem dziewczynki.
  • Scott Spencer
    69. rocznica
    urodzin
    Listy były jedynym namacalnym dowodem, dowodem tego, że kiedyś skrzydła wyrastały mi z serca. Znałem inny świat, świat, który nie ma nazwy. Bo takie słowa jak oczarowanie czy rozkosz są zbyt proste, zbyt banalne, nie potrafią go określić. Nic o tym wiecie nie mogę powiedzieć oprócz tego, że go znałe... pokaż więcej
  • Victoria Holt
    108. rocznica
    urodzin
    ...życie bywa najeżone pułapkami, ale gdy ktoś ich bez przerwy wypatruje, może przeoczyć błogosławieństwa, jakich los także nam nie skąpi.
  • Edgar Rice Burroughs
    139. rocznica
    urodzin
  • Timothy Zahn
    63. rocznica
    urodzin
    Wzruszyła ramionami, a jej ognistorude włosy zamigotały w blasku światła.
  • Andriej Płatonow
    115. rocznica
    urodzin
    Woszczew (...) położył się na brzuchu by usnąć i rozstać się ze sobą samym. Ale sen wymaga umysłu spokojnego, ufnego w życie, zdolnego wybaczyć przeżyty ból.
  • A.C. Bhaktivedanta Swami Prabhupada
    118. rocznica
    urodzin
    Ode Mnie, który przebywam w każdym sercu, pochodzi pamięć, wiedza i zapomnienie.
  • François Mauriac
    44. rocznica
    śmierci
    (...) jest taki rodzaj głupoty wobec którego czuję się zupełnie bezsilny. Można bez trudu dotrzeć do ludzkiej duszy przez zbrodnię, poprzez najsmutniejsze występki, ale nie można się przedrzeć przez pospolitość.

Znajdź nas na Facebooku

zgłoś błąd zgłoś błąd