Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Moc sześciorga

Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Cykl: Dziedzictwa Planety Lorien (tom 2)
Wydawnictwo: G+J
7,47 (380 ocen i 26 opinii) Zobacz oceny
10
46
9
48
8
82
7
108
6
66
5
21
4
8
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Power of Six
data wydania
ISBN
9788377781135
liczba stron
358
słowa kluczowe
moc sześciorga
język
polski
dodała
loveme

Inne wydania

Mam głębokie przeczucie, że ten chłopak jest jednym z nas. I coś mi mówi, że muszę go odnaleźć. Widziałam jego zdjęcie w internecie. Czytałam o tym, co zaszło w miasteczku Paradise. John Smith, poszukiwany uciekinier, uznany za terrorystę. Jest zagadką dla wszystkich, ale nie dla mnie. Bo ja wiem, że… to jeden z nas. Na początku była nas dziewiątka, została szóstka. Ukrywamy się, udajemy...

Mam głębokie przeczucie, że ten chłopak jest jednym z nas. I coś mi mówi, że muszę go odnaleźć. Widziałam jego zdjęcie w internecie. Czytałam o tym, co zaszło w miasteczku Paradise. John Smith, poszukiwany uciekinier, uznany za terrorystę. Jest zagadką dla wszystkich, ale nie dla mnie. Bo ja wiem, że… to jeden z nas. Na początku była nas dziewiątka, została szóstka. Ukrywamy się, udajemy zwykłych ludzi, nie próbujemy nawet się ze sobą kontaktować… ale nasze Dziedzictwa rosną w siłę i zbliża się dzień, gdy będziemy gotowi, aby podjąć walkę. Czy to możliwe, że John jest Czwarty, a jego pojawienie się to znak, na który czekałam? A kolejne numery? Czy dziewczyna, którą widuję w snach, ciemnowłosa, o oczach niespokojnych jak burza, może być Piąta albo Szósta? Włada nieprawdopodobną mocą, może więc starczy jej siły, aby zjednoczyć całą naszą szóstkę?
Numer Pierwszy wpadł w Malezji. Numer Drugi – w Anglii. Numer Trzeci – w Kenii. Czwartego próbowali zlikwidować w Ohio, w mieście Paradise – nie udało im się. Ja też należę do tej ocalałej szóstki. Jestem Siódma. Chcę wreszcie stanąć do walki.
Pittacus Lore jest głową Starszyzny Loryjczyków. Posiada moce, o jakich posiadaniu wy marzycie. Potrafi robić rzeczy, o jakich wy możecie tylko pomarzyć. Widział rzeczy, jakich nigdy nie zobaczycie. Od dwunastu lat mieszka na Ziemi, szykując się do wojny, która zdecyduje o losie naszej planety. Nikt nie zna miejsca jego pobytu.

 

źródło opisu: G+J Gruner + Jahr Polska, 2012

źródło okładki: http://guj.burdamedia.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 112
Pat | 2012-10-25
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: luty 2012

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Już po roku od polskiej premiery „Jestem numerem cztery” do naszych rąk trafiła kontynuacja nowej serii przygodowo-fantastycznej „Dziedzictwa Planety Lorien” pt. „Moc Sześciorga”. Dopiero ona wprowadza czytelnika w zakamarki fabularne, zaskakując ilością szczegółów wykreowanego świata, bogatą mitologią i wielowymiarowością bohaterów. Jeśli zaciekawiła was lektura Księgi Pierwszej, to od Drugiej nie będziecie mogli się oderwać!

Akcja „Mocy Sześciorga” rozpoczyna się kilkanaście dni od spektakularnego finału „Jestem numerem cztery”, ukazując echo jakie przyniosły ze sobą tamte wydarzenia. John Smith z dnia na dzień stał się się medialnym tematem numer jeden, przyjmując niezaszczytne miano terrorysty zagrażającemu bezpieczeństwu USA. Życie w ukryciu pozostało mglistym wspomnieniem. O jego wyczynach dowiedzieli się nie tylko wszyscy Mogadorczycy ale także... Loryjczycy.
Już od pierwszej strony zapoznajemy się z główną nową twarzą tej części sagi, Numerem Siódmym, Siódemką albo – za nowym tłumaczeniem – Siódmą. Aktualnie nosi imię Marina i jej życie w znaczący sposób odbiega od zapobiegawczych metod Czwartego i Henriego. Nie ucieka, nie zmienia tożsamości i miejsca zamieszkania co parę miesięcy. Bowiem od jedenastu lat mieszka wraz ze swoją Strażniczką w hiszpańskim klasztorze połączonym z sierocińcem dla młodych dziewcząt. Jej relacje ze swoją Cêpan, Adeliną, również nie przypominają zażyłości na linii John – Henri. Dowiadujemy się bowiem, iż Adelina całkowicie przyjęła wiarę sióstr zakonnych, zatracając loryjskiego ducha i zapominając o swoim przeznaczeniu. Według Mariny stało się tak za sprawą dramatycznych przeżyć podczas pierwszych miesięcy po przybyciu na Ziemię.
Marina, niemal pełnoletnia, pragnie jak najszybciej wydostać się z sierocińca, spod twardych nakazów i zakazów zakonnic. Każdą swoją wolną chwilę poświęca na poszukiwaniu w sieci informacji o Johnie Smithie, którego uważa za jednego z Gardów.

Księga Druga różni się od poprzedniczki sposobem narracji. Tym razem mamy do czynienia z dwoma oddzielnymi wątkami fabularnymi, równoległymi i równorzędnymi. Narracja pierwszoosobowa następuje naprzemiennie z punktu widzenia Siódmej oraz Czwartego, a nagłe ich przeskoki trzymają czytelnika w ciągłym napięciu.

Numer Cztery natomiast po wylizaniu się z obrażeń po bitwie z Mogadorczykami wraz z Szóstą i Samem wyruszają w podróż po Stanach w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca na rozwijanie swoich Dziedzictw, w międzyczasie główkując nad sposobem znalezienia pozostałych Gardów. Czuwa nad nimi Bernie, loryjska chimera, pod postacią beagle'a.
Czwarty i w tym tomie doznaje szeregu wizji pomiędzy fazą snu a przebudzeniem, w której obserwuje wydarzenia na Mogadore i Ziemi. W jednej z jego wizji debiutuje na łamach powieści zupełnie nowa postać, której groza i wielkość paraliżuje. Mowa oczywiście o Przywódcy Mogadorczyków, którego imię poznamy trochę później.
Pierwsze rozdziały poświęcone uciekającemu triu w jasny sposób prezentują relację i stopień zażyłości pomiędzy jego członkami, co jest bardzo ważne w odniesieniu do kolejnych zdarzeń. Przebija się także charakterystyczne, ironiczne poczucie humoru, które nadaje bardzo realistyczny wydźwięk każdemu dialogowi.

„Jestem numerem cztery” tak naprawdę było jedynie wprowadzeniem do całej historii Loryjskich wybrańców, która nabiera znaczących rumieńców dopiero w drugim tomie. Na jaw wychodzą zupełnie nowe fakty i sekrety, a to co do tej pory wydawało się oczywiste zostaje uznane za nie całkiem zgodne z prawdą.
Opisy sennych wizji Czwartego i wspomnień Szóstej i Siódmej wprowadzają kolejne istotne fakty fabularne, które uzupełniają i nadają nowe znaczenia wydarzeniom w tym wielowarstwowym, nie do końca jeszcze poznanym, świecie powieści.
Humorystyczne dialogi loryjczyków o ironicznym zabarwieniu przeplatają się z przejmującymi opisami okrucieństwa mogadorczyków, które przelewają się przez zadrukowane strony książki, pozostawiając trwały ślad w pamięci.
Ostatnie rozdziały „Mocy Sześciorga” są niczym wyjęte z wysokobudżetowego filmu sensacyjnego, gdzie wzrastające napięcie, naszpikowanie dynamicznymi scenami walk i ucieczek oraz zaskakującymi zwrotami akcji sprawiają, że czyta się je z zapartym tchem aż do ostatniej strony.
Warto poświęcić chwilę na ocenę kreacji głównych i pobocznych bohaterów tej części.
Mamy tu znanego już z poprzedniego tomu Johna Smitha aka Czwartego, który z nieco zagubionego chłopaka, przeżywającego swoją pierwszą wielką miłość i nie do końca zdającego sobie sprawę z zagrożeń czyhających na niego niemal w każdym miejscu, zostaje mianowany przez władzę i media groźnym „terrorystą”. Prawdę mówiąc, odniosłem nieodparte wrażenie, że po wydarzeniach z finału „Mocy Sześciorga” ta łatka całkiem do niego pasuje. Przeszedł bowiem swoistą metamorfozę w wyniku śmierci swojego Strażnika, odkrycia prawdy o swoim przeznaczeniu oraz wzięcia na swoje barki odpowiedzialności za swojego ziemskiego przyjaciela. Pomimo tego, John nie stał się świetlanym, idealnym bohaterem. Jego słabości piętnują się ze strony na stronę, kiedy to odkrywa swoje zainteresowanie Szóstą – paradoksalnie jednak wyrzuty sumienia obracają całą tę sytuację na jego korzyść, a później – decyduje się na spotkanie z Sarą.
To właśnie Sara, mimo iż pojawia się na krótką chwilę, zaskakuje, czy też wręcz odpycha swoim zachowaniem. Przeglądając w sieci komentarze czytelników, jasno z nich wynika, iż w wyniku „zdrady” mocno spadła w rankingu ulubionych postaci. Motywy jej działania pozostają na razie nie jasne, jednak można się spodziewać, że wszystko wyjaśni się w trzecim tomie, choć czy aby na pewno Sara zostanie wybielona?
Z pewnością kolejny raz jedna z jaśniejszych kreacji jest postać Szóstej, która swoją werwą, nieustępliwością oraz dziewczęcym urokiem w niezaprzeczalny sposób uwodzi i rozbudza zainteresowanie czytelnika.
Choć przez dobrą połowę akcji „Mocy Sześciorga” postać Sama Goode’a została zmarginalizowana do roli swoistej zapchaj-dziury (Ziemianin nie jest bowiem tak interesujący jak Loryjczycy) jego pięć minut objawia się znakomicie w trakcie powrotu do Paradise i próby odzyskania Kuferka Johna. Z zamkniętego w sobie nerda przeistacza się w pewnego siebie, znającego swój cel młodego człowieka, dla którego pomoc kosmitom jest nie tylko przygodą ale i próbą sprawdzenia samego siebie. Okazuje się osobą zaradną i niezwykle pomocną, która z pewnością jeszcze nie raz da w kość Mogadorczykom.
Przechodząc na ciemną stronę mocy, w tej części mamy do czynienia z niezliczonymi zastępami mogadorskich żołnierzy. Widzimy ich niezwykle rozbudowany system szpiegowski i militarny w pełnej krasie. Trzeba jednak przyznać, że niekiedy loryjczycy zbyt łatwo pokonują napierające grupy Mogów, którzy to zachowują się jak przysłowiowe dzieci we mgle. Na szczęście respekt do ich razy podbudowuje ich Wódz, Setrakus Ra. Ta nowo wprowadzona postać jest najbardziej intrygującą jednostką, wokół której krążą same niewiadome. Można jedynie przypuszczać, że wkrótce odegra on niezwykle ważną rolę.
Nie wypadałoby nie wspomnieć o największym zaskoczeniu tej części, czyli siedmio- i -jedenastoletniej Elli, która wprowadza do loryjskiej chronologii spory zamęt. Okazje się bowiem Numerem Dziesięć. Jej zdolność do dowolnego zmieniania wyglądu według wieku odziedziczona po ostatnim loryjskim Starszym Loridasie, może nie jest przydatna w walce, ale z pewnością jej Dziedziczne moce wprawią w wkrótce całą szóstkę w osłupienie.
Crayton tymczasem jest swego rodzaju ostoją i kołem ratunkowym dla młodych loryjczyków, którzy pozbawieni swoich Strażników nie wiedzą w jaki sposób mają się zjednoczyć oraz jak wykorzystywać zawartość swojej Schedy. Jego znaczenie w loryjskiej misji nie jest jeszcze do końca jasne, jednak zdaje się, że transportując na Ziemię grupę Chimer oraz dodatkowy Numer w istotny sposób przyczyni się do zwycięstwa nad Mogami.
Na koniec zostaje nam Morska Marina, czyli Numer Siedem. Choć wydarzenia z jej osobą zawierają się w sporej części opowieści, pozostaje ona nie do końca określoną. Jak na siedemnaście lat jej zachowania wydają się mało dojrzałe, co po części można zrozumieć zamknięciem przez ponad 11 lat w klasztorze. Co prawda charakter Mariny możemy dostrzec w kilku rozmowach z Adeliną (co ciekawe, o wiele barwniej nakreśloną), jednak w ostateczności nie staje się ona nam tak „otwartą kartą” jak miało to miejsce z Numerem Cztery. Czy Numer Siedem pokaże jeszcze swoją moc?

Gratulacje należą się polskiemu tłumaczowi, panu Michałowi Juszkiewiczowi, który przejął pałeczkę od Urszuli Szczepańskiej (tłumaczki „Jestem Numerem Cztery”), i w zgrabny sposób wybrnął ze wszystkich pułapek językowych i prostych zdań oznajmujących czyhających w angielskim oryginale, gdyż całość czyta się niezwykle dobrze i płynnie. Dzięki niemu od teraz Mogadorczycy są także Mogami, a Numer Cztery – Czwartym.

Ta recenzja została opublikowana pierwotnie na PlanetaLorien.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Lewą ręką przez prawe ramię

Całą opowieść otwiera niezrozumiałe dla widza zdarzenie, a dalszy ciąg pokazuje nie tylko jego przyczyny i skutki, ale również brak porozumienia i osa...

zgłoś błąd zgłoś błąd