Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Przepis na łapanie motyli

Wydawnictwo: Replika
4,48 (27 ocen i 15 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
1
7
2
6
4
5
5
4
9
3
3
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-76741-40-6
liczba stron
300
słowa kluczowe
powieść, obyczaj
język
polski
dodała
Gośka

Ewelina ma wszystko, co jest jej potrzebne do szczęścia -kochającego męża, mądrego syna i oddane przyjaciółki. Jednak ma wrażenie, że zasługuje na znacznie więcej. Kiedyś miała ambicje i perspektywy - zrezygnowała z doktoratu i kariery na rzecz rodziny. Mimo pozornego szczęścia nie czuje się spełniona. Czy wreszcie nadejdzie czas zmiany? Czy dojrzała kobieta może być atrakcyjna i zawrócić w...

Ewelina ma wszystko, co jest jej potrzebne do szczęścia -kochającego męża, mądrego syna i oddane przyjaciółki. Jednak ma wrażenie, że zasługuje na znacznie więcej. Kiedyś miała ambicje i perspektywy - zrezygnowała z doktoratu i kariery na rzecz rodziny. Mimo pozornego szczęścia nie czuje się spełniona.
Czy wreszcie nadejdzie czas zmiany? Czy dojrzała kobieta może być atrakcyjna i zawrócić w głowie nawet sporo od siebie młodszemu mężczyźnie, osiągając przy tym nieoczekiwane dodatkowe korzyści?
Żeby było jeszcze ciekawiej, akcja "Przepisu na łapanie motyli" rozgrywa się w zamkniętym środowisku akademickim, którego tabu w zaskakujący sposób przełamuje autorka powieści.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Replika

źródło okładki: http://www.replika.eu/szukaj.php?wyd=0&id3=345&k=&...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 294
MonikaOrłowska | 2012-03-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 marca 2012

Od dawna chciałam przeczytać tę książkę, niejako bliźniaczkę mojej debiutanckiej powieści (miały premierę w tym samym dniu), ale, prawdę mówiąc, odstraszały mnie od niej zamieszczone tu opinie i... sama książka, a raczej tekst na ostatniej stronie okładki. Sądziłam, że to kolejna lekka i przyjemna pocieszajka, tym razem dla pań w okolicach menopauzy, którą łyknę w jedno popołudnie, uśmiechnę się, może nawet wzruszę i szybko zapomnę. Tuż po otwarciu książki natrafiłam na takie motto: "Przyjmowanie w sobie penisa wydaje mi się bardziej kobiecym zajęciem niż pieczenie ciasteczek z wiórkami czekoladowymi czy zbieranie na szkołę dla wnusia." - Helen Gurley Brown "The Late Show" (Show na starość, czyli praktyczny poradnik dla kobiet po pięćdziesiątce). "Oho" - pomyślałam, mając jeszcze w pamięci okładkowe pytanie: Czy dojrzała kobieta nadal może być atrakcyjna i zawrócić w głowie nawet sporo od siebie młodszemu mężczyźnie, osiągając przy tym nieoczekiwane dodatkowe korzyści? - "następna bajeczka o tym, jak bohaterka podąża za melodią wygrywaną na czarodziejskim fiucie, przepraszam, flecie, w krainę niezmąconego niczym szczęścia".
Błąd. Wiel-błąd. Owszem, magiczny instrument w końcu się pojawia, grubo poza połową książki, a jego właściciel gra dość ważną rolę w życiu Eweliny, ale nie zostaje, na szczęście, jedynym katalizatorem zmian na lepsze. Poza tym powieść zdecydowanie nie jest łatwym i przyjemnym czytadłem. Po kilkunastu stronach, obliczywszy wiek bohaterki na 50+, stworzyłam sobie obraz zadbanej starszej pani z pokolenia moich rodziców, więc im głębiej wchodziłam w jej świat i poznawałam jej myśli, język i zachowanie, tym bardziej mi one nie pasowały do tamtego, skleconego naprędce, stereotypowego wizerunku. Zejście na ziemię było bolesne. Obecne pięćdziesięciolatki to już nie moja matka i jej siostry, a całe rzesze kuzynek i koleżanek z dawnej pracy. Moje pokolenie. Na pozór zupełnie inne niż poprzednie, gdy było w tym samym wieku. Te kobiety mają czelność marzyć o karierze poza domem, a na dodatek w rozmowach przełamują tabu operacji plastycznych i seksu, również tego z udziałem wibratora. Ale czy są szczęśliwsze od własnych matek, które żyły wypełniając Posłannictwo, oparte na wierze, iż "ręce są do pracy"? Raczej nie. Ewelina i jej przyjaciółki funkcjonują w dziwnym rozkroku, międzyświecie, wedle słów narratora. Rozdarte między umierającymi rodzicami a własnymi, niedojrzałymi lub nieprzystosowanymi społecznie dziećmi, jeszcze niestare, ale już odczuwające zmiany w wyglądzie i fizjologii: tu im coś wiotczeje, tam coś opada, ciśnienie skacze, istotne błony śluzowe wysychają, a na skórze pojawiają się przebarwienia. Są zawieszone w zawodowej niemocy, zmuszone do nielubianej, odmóżdżającej pracy w ciągłym lęku przed zwolnieniem, i dodatkowo niektórym z nich emerytura jawi się jako odstawienie na bocznicę, a nie zasłużone wakacje. Nieprzystawalne, uciekają w alkohol lub depresję. Albo i heavy metal.
Ewelina miota się chyba najbardziej, i w pracy, i w domu. Niby kocha i docenia swoich bliskich, lecz nie czerpie ani radości, ani siły z poświęcania się dla nich. Nawet historycznie i politycznie dystansuje się od polskiej rzeczywistości. W PRL-u nie należała ani do partii, ani do opozycji, ani nawet do większości szarego społeczeństwa, wzrastając we względnym luksusie, a w latach 80. zakopując się w kaszkach i pieluchach, co zresztą obecnie nie przeszkadza jej odcinać kuponów od przelotnych, zawodowych, kontaktów ze środowiskiem "Solidarności".
Nie polubiłam tej kobiety. Prawdę mówiąc, im dłużej się w nią wczytywałam, tym bardziej mnie irytowała, ale to chyba dobrze świadczy o niej jako postaci literackiej. Jest tak wiarygodna, że stawiam ją sobie, obok własnej matki i ciotek, tuż przy lustrze, na półeczce "jaką nie być za dziesięć lat". A na liście pilnych rzeczy do zrobienia dopisuję: ćwiczyć mięśnie Kegla!
Wracając do stwierdzenia, iż książki nie czytało mi się ani lekko, ani przyjemnie, wyjaśniam: nieprzyjemność płynęła z tematyki, zaś na nielekkość złożyło się kilka czynników. Po pierwsze, kursywa z ogonkami, którą zapisano monolog wewnętrzny Eweliny. Po drugie, nierówność jej myśli - niezwykle cenne uwagi osłabione przez sąsiedztwo hermetycznej paplaniny, której nie miałam siły zgłębiać. Po trzecie wreszcie, konstatacja, iż jestem na bakier z językiem ojczystym. Z przerażeniem czytałam wypowiedzi typu: "Zresztą nawet wtedy, gdy była bardzo młoda, też specjalnie nie eksponowała swojej golizny, wiedząc, że taka skromność nie tylko była bardziej odpowiednia dla dziewczyny, ale też (...) z pewnością wzmaga męskie pożądanie." (str. 250) O zgrozo, ja napisałabym "nie tylko jest", co gorsza, moi uczniowie, niemogący opanować zasady następstwa czasów w angielskim, też pewnie użyliby w tym zdaniu formy teraźniejszej.
Za ten czytelniczy dyskomfort odbieram bardzo dobrej książce pół gwiazdki, więc jeśli ktoś dobrnął aż do tego miejsca, niech wie, że, choć licznik tego nie uwzględnia, moja ocena to 6,5/10.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dzień 7

Cała recenzja pod linkiem: http://www.dominika-szalomska.pl/2018/02/185-recenzja-ksiazki-dzien-7-kerry.html Opis jest krótki, gdyż nie chcę Wam zdr...

zgłoś błąd zgłoś błąd