Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Dzienniki kołymskie

Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
7,77 (2587 ocen i 215 opinii) Zobacz oceny
10
198
9
410
8
967
7
716
6
231
5
48
4
12
3
2
2
1
1
2
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375362923
liczba stron
320
słowa kluczowe
Rosja, Syberia, Kołyma, wyprawa, reportaż, ludzie,
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodał
Michał

"Jadę na Kołymę, żeby zobaczyć, jak się żyje w takim miejscu, na takim cmentarzu. Najdłuższym. Można się tu kochać, śmiać, krzyczeć z radości? A jak tu się płacze, płodzi i wychowuje dzieci, zarabia, pije wódkę, umiera? O tym chcę pisać. I o tym, co tu jedzą, jak płuczą złoto, pieką chleb, modlą się, leczą, marzą, walczą, tłuką po mordach… Gdy ląduję, w aeroporcie pod Magadanem czytam wielki...

"Jadę na Kołymę, żeby zobaczyć, jak się żyje w takim miejscu, na takim cmentarzu. Najdłuższym. Można się tu kochać, śmiać, krzyczeć z radości? A jak tu się płacze, płodzi i wychowuje dzieci, zarabia, pije wódkę, umiera? O tym chcę pisać. I o tym, co tu jedzą, jak płuczą złoto, pieką chleb, modlą się, leczą, marzą, walczą, tłuką po mordach…
Gdy ląduję, w aeroporcie pod Magadanem czytam wielki napis: WITAJCIE NA KOŁYMIE – W ZŁOTYM SERCU ROSJI".
Jacek Hugo-Bader

 

źródło opisu: Czarne, 2011

źródło okładki: czarne.com.pl

pokaż więcej

książek: 143
Metumtam | 2012-03-14
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 14 lutego 2012

W powieści Pedro Paramo Juan Rulfo nakreślił obraz człowieka o zwielokrotnionej tożsamości, stojącego na pograniczu kultur, obojętnego na życie i śmierć, które są żywiołami nieokiełznanej natury – siły w każdym calu przewyższającej zdolności ludzkości – swojego poddanego. Latynosi, bohaterowie jego książki, w obliczu historycznych wydarzeń poddają się biegowi historii, traktują go jako coś, na co nie mają żadnego wpływu, co wywołuje tylko zamieszanie i chaos, dzięki którym mogą bezkarnie dojść do głosu najbardziej pierwotne instynkty. Ten model bohatera przyszedł mi na myśl jako analogia do historii opowiadanych przez rozmówców Jacka Hugo-Badera w jego serii reportaży Dzienniki kołymskie ( Wspominałam ostatnio, że czytam. Szkoda dać umknąć refleksjom).

Mieszkańcy Kołymy, chociaż bardzo chcą się oderwać od czasów pierwszej połowy dwudziestego wieku, który odcisnął na ich ziemiach ogromne piętno, ciągle tkwią korzeniami w pełnej zatrważających epizodów historii łagrów. Większość z nich dźwiga przez życie przykłady upokorzeń i mordów, mimo że często są to jedynie wyobrażenia na bazie rodzinnych opowieści. A te można mnożyć bez końca. Zsyłki za najdrobniejsze nawet przewinienia najczęściej uzasadniane były za pomocą paragrafów brzmiących w tym kontekście dzisiaj dość groteskowo. Mamy tu na przykład absencję w pracy z powodu choroby i paragraf odnoszący się do buntu i wywoływania ekonomicznej rewolty. Jest też historia kobiety, która piekła placki dla dzieci ulicy z kleju, bo zawierał mąkę i z tego powodu została skazana na roboty jako więzień polityczny. Każdy przypadek jest inny. Bader ma wyjątkowy talent docierania do ludzi i zachęcania do snucia historii, o których niejednokrotnie nie słyszał pewnie jeszcze nikt. Może to łagodne, przyjazne usposobienie ( odnoszę takie wrażenie po lekturze, niejako równoległej do reportaży, części książki stanowiącej prywatny dziennik), a może dwudziestoletnie doświadczenie i niezwykłe zamiłowanie do Rosji i Rosjan. Jak twierdzi sam autor, celem jego podroży jest nie wyszukiwanie sensacji i doświadczanie ekstremalnych przeżyć, ale doprowadzanie do spotkań z paputczikami. Paputczik to „towarzysz podróży, ale także człowiek, z którym jest ci po drodze”. Także w życiu. Bader wędrując na Wschód, spotyka nie tylko samych paputczików, którzy zaklinają go swoimi monologami, ale także pijaków-mitomanów, wędrowców na trasie podróży sentymentalnej, dociekliwych potomków zeków o silnej potrzebie wyciągnięcia z historii tyle prawdy, ile jeszcze nie zostało zahibernowanych w wiecznej zmarzlinie, oligarchów. O nich pisał już niejeden reporter, ale sposób w jaki żyją i jak bardzo różnią się od zwykuch mieszkańców obywateli, jest godny szczególnej uwagi. Wszyscy oni mają bowiem manię wielkości. To mężczyźni często o ukraińskich korzeniach, zaangażowani politycznie, z przeszłością tak gęsto upstrzoną tajnymi misjami, walką na froncie, zamachami, ofiarami, że nie starczyłoby drugiej połowy życia na ich opowiedzenie. Zamiast tego wykorzystują przywileje dla wojskowych i budują potęgi finansowe. Jako ludzie o przeciętnej zazwyczaj inteligencji dają się ponieść możliwościom w spełnianiu marzeń za pomocą niezliczonego budżetu. Jedzą kilogramami kawior, wypijają cysterny najdroższej wódki. Kupują najnowsze helikoptery, wykupują ziemie o powierzchni małych państw i, co najbardziej utkwiło mi w pamięci z licznych refleksji reportera na ten temat, nie zostawiają ani skrawka niewyeksploatowanego przywileju. Żeby było jasne, chodzi o wykorzystanie wolności, zdolności, możliwości, które sobie kupili. Skoro mogą coś zrobić, zrobią to z pewnością, nie pozostawią dla nikogo innego. To pole nie będzie leżało odłogiem skoro wolno im je wykorzystać. Tacy ludzie przerażają, ale i fascynują, szczególnie kiedy roztaczają mitomańskie wizje czarując uśmiechem złotych kamieni w miejscu zębów.

Złoto. Złoto wydaje się być tematem przewodnim całego zbioru reportaży zaraz obok uwierającej przeszłości. Złoto łączy robotników i oligarchów, zeków i współczesnych Kołymian, nieodkryty Wschód i zgnuśniały Zachód. Kryje się za równo w lasach, jak i pod ulicami, pod fundamentami budynków, które wyburza się, by nie pozostawić ani poletka ziemi nieprzekopanej, spokojnie odpoczywającej. Bader roztacza wizje „zahibernowanych miejscowości” – opuszczonych siedlisk ludzkich, w których czasem kryje się jeszcze jakiś pustelnik za bardzo przywiązany do miasta nierozerwalnie złączonego z jego życiem. Od takich ludzi można wiele się dowiedzieć lub nie dowiedzieć nic, bo nie każdy napotkany rozmówca jest skłonny do zwierzeń. Ciekawe, że im dalej w stronę Jakucji, tym ludzie są mniej rozmowni. Coraz rzadziej są związani z ziemią, na której Bader ich napotyka. Nic dziwnego. Pracowników spędzających sezon na przekopywaniu byłych miejskich skwerów, ruin domów, czy połagrowych cmentarzysk, musiała dotknąć swojego rodzaju obojętność. Nie ma miejsca na sentymenty, kiedy w grę wchodzi wyścig z czasem, z zamarzniętą ziemią i uparcie ukrywającym się w jej grudkach złotem. To wycofanie i obojętność przypomina mi pojęcie, które poznałam w kontekście postaw więźniów niemieckich obozów, a które z pewnością odnosiło się także do tych żyjących w równie wykańczających warunkach. Chodzi o autyzm obozowy. W historiach baderowych rozmówców niejednokrotnie pojawia się motyw wyobcowania. Rzadko opowieści te mają więcej niż jednego bohatera, tak jakby nikt poza tym jednym, głównym, nie istniał. Mimo głodu miłości nie było przecież szans na stworzenie trwałych więzi szczególnie w czasach, gdy współwięźnia traktowało się jako żywe mięso, a nawet brało ze sobą w ucieczkę jako żywą kanapkę. Mimo że autor Dzienników kołymskich zaklinał się, że nie będzie to książka o łagrach, to sam wybór trasy ( śladami W. Szałamowa) od początku zapowiadał wycieczki w przeszłość. Nie dało się ich uniknąć, a już na pewno nie kiedy rozmawia się z Rosjanami o melancholijnych duszach, które dają o sobie znać w szczególności po alkoholu. Nie mogę pojąć, jak Bader był w stanie kontynuowac pisanie Dzienników skoro, jak sam twierdzi, pił wódkę codziennie, bo tak trzeba. Wódka jest w Rosji jak wariograf i termofor jednocześnie. Rosjanie poważnie traktują powiedzenie, że ten kto nie pije, nie może być szczery, więc uskuteczniają produkcje i spożywanie w ilościach, które nawet dla Polaka wydają się być dawką śmiertelną. Być może Hugo-Bader po tylu latach zagłębiania się w kulturę rosyjskich narodów jest w stanie poczuć się tam jak „swój”. W końcu po krótkim okresie aklimatyzacji sam zauważa zmianę sposobu myślenia, nawet jeśli chodzi o język myśli. Rosyjskie słowa zasiane zostały w narracji gęsto i chociaż najpierw irytowałam się, że czytam niemal same definicje, to później zrozumiałam – bez nich nie udałoby się oddać rosyjskiej duszy. Istnieją pojęcia Polakom niepotrzebne, Rosjanom zaś niezbędne, takie jak wyżej wymieniony paputczik ( nie mamy tak długich tras, w których towarzysz miałby aż tak wielkie znaczenie), otszelnik – słowo wbrew pozorom nie stanowiące synonimu dla polskiego pustelnika, czy szatun – niedźwiedź-ludojad. ( Po resztę naprawdę licznych przykładów z rosyjskiej gwary odsyłam do książki:))

Można by pisać bez końca o reportażach Hugo-Badera. Każdy nasuwa inną refleksję, w prawie każdym znaleźć można przynajmniej szczątkową intertekstualność do innych historii współczesnych i zamierzchłych. Wydawałoby się przez to iż te ludzkie losy są beznadziejnie powtarzalne i wcale niegodne uwagi, ale to nie tak. Kluczem do sukcesu reportażu jest zapisanie wspomnień, które nigdy nie zostałyby przez nikogo utrwalone. Dla opowiadających mają one szczególne znaczenie sentymentalne, a czytelnika mogą nie tylko zainteresować dzięki bijącej z nich szczerości, ale także zainspirować do dalszego poszukiwania informacji na temat miejsc częstokroć zapomnianych.

Paulina Lipiec

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Cholerny świat: Listy z Hamburga

Groch z kapustą albo lepiej napisać kapusta z czekoladą. Zresztą jak zwał tak zwał, tak czy siak niestrawne. Zgagę powodujące. Na szczęście krótkotrw...

zgłoś błąd zgłoś błąd